środa, 30 listopada 2016

7 rocznica Magicznego Domku: Sentymentalne wspomnienia

Choć naprawdę trudno w to uwierzyć, pod koniec listopada mija 7 lat odkąd zaczęłam pisać bloga. 7 lat! 708 postów, 14484 komentarzy. I chociaż są to liczby, dla mnie znaczą o wiele więcej niż sama statystyka, bo ja trzymam w sercu każdy znak, upominek w skrzynce pocztowej, prywatnego maila, czy też konstruktywną krytykę od czytelników Magicznego Domku. 
Pisanie daje mi wiele satysfakcji i jest formą mojego pamiętnika. Zmieniło moje spostrzeganie świata, bo bardzo często rejestruje go za pomocą zdjęć. Dzięki blogowi nauczyłam się jeszcze bardziej doceniać to co mam i rozwinęłam w sobie sztukę celebrowania małych przyjemności. Czasami nie zdaję sobie sprawy ile osób nas czyta. Spotykam dalszych znajomych, o których niewiele wiem od ostatniego spotkania, a oni wiedzą co u nas, bo czytają bloga. :) Dostaję też wiele osobistych, intymnych maili o życiu naszych czytelników. Nie mogę spać, gdy nie daję rady odpisywać na każdą wiadomość, czy komentarz. Czasami nie jestem wstanie wykonać tego fizycznie, za co mocno Was przepraszam. Blog jest jednak uroczym dodatkiem do mojego życia, a nie pracą, której mogę się w 100% poświęcić. Jednak ten fakt daje mi ogromne poczucie wolności i spełnienia. Piszę co mi w duszy gra, nie muszę się do nikogo przystosowywać, nie gonią mnie terminy, mogę w 100% być sobą. 
Bywają takie momenty, że piszę więcej, a czasami mniej. To zupełnie naturalne. Mam ulubione blogi, na których wpisy pojawiają się raz, dwa razy w miesiącu i ja też cierpliwie czekam. Tylko na komercyjnych blogach wpisy pojawiają się niemalże codziennie, ale to jest ich praca. Muszą, mają obowiązek. Ja pisać nie przestanę, dopóki czuję, że sprawia mi to przyjemność, dopóki czuję od Was niesamowitą energię i wsparcie.

Marzę o takiej chwilce dla siebie, by przeczytać swój blogowy pamiętnik raz jeszcze od A do Z. Od pierwszego wpisu po dzień dzisiejszy. Może w zimowy, grudniowy wieczór nadarzy się taka okazja, ale już teraz niektóre wpisy pamiętam bardzo dokładnie i do nich wracam. Wracam do klimatu lub ważnej chwili w naszym życiu i dziś tak spontanicznie zapraszam Was na taką małą sentymentalną podróż po dawnych stronach Magicznego Domku.

Dużym sentymentem darzę post o swojej sukni ślubnej. Chociaż minęło już 5 lat nie zamieniłabym jej na żadną inną! Koniecznie zajrzyjcie do linka (KLIK)


Cudownym wspomnieniem była też nasza nietypowa podróż poślubna. Powiem Wam, że pomimo, iż jestem wielką miłośniczką herbaty, to do końca życia zapamiętamsmak dwóch herbat - z zimnego rejsu na otwartym morzu, gdy przepływaliśmy Bałtyk i tą, mocno posłodzoną, którą dostałam od położnej tuż po urodzeniu Marysi. Poezja! link (KLIK)


Pamiętacie wpisy na blogu "Z cyklu Podglądamy"? Zapewniam Was, że takie będą się jeszcze pojawiać. Dwa domy czekają w kolejce. Dla mnie są również bardzo ważne i sentymentalne, wracam do nich by powspominać. Na przykład Panią Halinkę, która odeszła od nas jakiś czas temu. I chociaż po jej mieszkaniu nie ma już śladu, bo ulotniło się wraz z jej duszą, mogę do niego wrócić i widzę tam nadal Panią Halinkę siedzącą w swoim fotelu. Koniecznie zajrzyjcie do klimatycznego miejsca (KLIK).

Natomiast dom, którzy na zawsze pozostanie w mojej pamięci, to niesamowicie klimatyczny i ciepły dom mojej Cioci Żaneci, który mieści się nieopodal Nicei. Te wnętrza z pewnością były najbardziej inspirujące i kształtujące moją wnętrzarską estetykę. Spędziłam tam cudowny czas i mam nadzieję, że jeszcze uda mi się poczuć ten zapach i atmosferę tego wspaniałego miejsca na ziemi. (KLIK)


Muszę powrócić do tych przepisowych wpisów, bo wiem, że bardzo je lubicie! Jednak zauważyłam, że kuchnia w pierwszym Magicznym Domku bardziej nadawała się do robienia zdjęć! :) (KLIK)


No właśnie, pamiętacie jeszcze nasz pierwszy Magiczny Domek? Miał w sobie dużo uroku! (KLIK) 



Albo nasza nieustannie zmieniająca się sypialnia. Bardzo Lubiłam tą wersję (KLIK).



I kuchnia. Gdyby nie blog i zdjęcia, nie zapamiętałabym tylu szczegółów z tamtego okresu. (KLIK)


A przez pierwsze dwa lata mieszkałam w Magicznym Domku z moją babcią!


Były też bardzo odważne wpisy! Np. ten gdy śpiewam piosenkę dla Taty. ;) (KLIK)

I coraz bardziej otwierałam się przed Wami, chociażby za sprawą cyklu postów "Tydzień z G." (KLIK)


P.S Ach jak chciałabym wrócić do wagi z tamtego okresu. Teraz jestem znacznie większa i do tego z wielkim rosnącym brzuchem! ;)

Bardzo lubię posty z tamtego okresu. Chyba muszę powrócić do takich małych, króciutkich postów, bo one też były ważne.

Były też posty, w których wspominałam wcześniejsze czasy. (KLIK)
Ba, nawet pseudo posty modowe! (KLIK)
I takie posty właściwie o niczym, ale jednak nadające klimatu, który kochamy (KLIK).

A dokładnie 23 grudnia 4 lata temu przenieśliśmy się do nowego Magicznego Domku, który okazał się dla nas niezwykle szczęśliwym miejscem (KLIK)

I kto by pomyślał, że nasz gościnny pokoik tak bardzo w przyszłości się zmieni. ;)


Ale to już zupełnie inna historia i mam nadzieję, że może do takich wspomnień sobie jeszcze wspólnie wrócimy.

Jedno jest pewne, że życie nieustannie się zmienia, zmieniają się priorytety, sytuacje, ludzie w naszym otoczeniu, ale to co najważniejsze się nie zmienia. Mam nadzieję, że właśnie to odnajdujecie między wierszami czytając nasz Magiczny Domek.

Całuje Was z całego serca.
G.
SHARE:

piątek, 25 listopada 2016

Zaraz Wracam

Kochani, chociaż nie muszę, to zawszę czuję się lepiej, gdy napiszę kilka słów dlaczego posty nie pojawiają się tak często jak bym tego chciała i jak planowałam. Nie chcę byście się martwili, bo czujemy się znakomicie i jesteśmy wszyscy zdrowi, ale ostatnio sporo się dzieje. I to nie jakiś górnolotnych rzeczy, ale po prostu kilka spraw pochłania nasz czas i energię. Ostatnio mamy masę spotkań towarzysko-urodzinowych, zmian w pracy, wyjazdów, porządków przedświątecznych, poszukiwań prezentów, kontrolnych wizyt u lekarzy (ciąża, ciąża) i spraw do załatwienia. Często bywamy poza domem, a gdy już jesteśmy w domu, to odhaczamy listę rzeczy, z którymi chcemy zdarzyć przed świętami i Nowym Rokiem (również wnętrzarskich!). :) 
Bywałabym częściej chociażby na Instagramie, ale pech chciał, że przy szalonej zabawie Marysi z Tatą został potłuczony mój telefon, czyli moje narzędzie pracy! Telefon jest w serwisie i jestem uziemiona z robieniem zdjęć!

Tak więc kochani! Nie martwcie się, zaraz wracam, a w kolejce czeka kilkanaście zaplanowanych postów (!). Braki na blogu uzupełnię w migawkach miesiąca, a w grudniu postaram się pisać ta często jak tylko się da! :)

Ściskam Was mocno i do najszybszego napisania!




P.S Marysia tez już znudziła się czekaniem na kolejnego posta, no ale cóż zrobić! ;)
SHARE:

piątek, 11 listopada 2016

Przygotowania do Świąt

Dopiero połowa listopada, ale ja mentalnie już przygotowuje się do Świąt Bożego Narodzenia. Robimy tak co roku i zazwyczaj udaje nam się grudzień przeżyć tak jak lubimy. Nieśpiesznie, bez gorączki świątecznej, bez napięcia i gonitwy. Zazwyczaj już pod koniec listopada prezenty są już kupione i zapakowane (!), plan przygotowawczy do świąt rozpisany tak, by starczyło czasu na odpoczynek oraz masę towarzyskich spotkań. Domowe porządki rozłożone tak, że nic nie zostaje na ostanią chwilę. Bo Święta Bożego Narodzenia kojarzą mi się nie tylko z rodzinną Wigilią i polskimi tradycjami. Święta to dla mnie stan ducha, harmonia i spokój, które chcę by trwały jak najdłużej. Dlatego choinka pojawia się u nas na początku grudnia i od tego momentu grają u nas praktycznie same piosenki świąteczne. Nie mam ich absolutnie dosyć. Czekam na nie cały rok. Czasami wymsknie mi się i zanucę jakąś już w październiku i wtedy Pan Poślubiony krzyczy "Kochanie! Daj spokój!". Jak fajnie, że już w grudniu mogę nucić do woli! :)
Cały grudzień traktuje jak taką pierzynkę, którą opatulam nasz świat. Jest przytulnie, ciepło, kołysze nas blask świec i lampki na choince. To czas by spędzić jak najwięcej czasu z rodziną i najbliższymi, robiąc wspólne rzeczy pod pretekstem przygotowań do świąt. Jest to czas tak dla mnie ważny i cenny, że listopadowe przygotowania są wręcz oczywistym etapem w roku. Nie narzekam, że już po 1 listopada w sklepach robi się świątecznie. Lubię ten klimat i zawsze przy okazji załatwiania innych spraw, mogę coś trafić na nadchodzące Święta. Wtedy udaje mi się znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy, które stwarzają u nas świąteczny nastrój. Bo jak na złość zazwyczaj jest tak, że gdy poszukujemy na ostatnią chwilę rzeczy, która jest nam niezbędna, to nie możemy jej wtedy dostać. Najlepiej jest mieć jakiś zamysł i plan w głowie, a potem mieć oczy szeroko otwarte. :)

Jeśli planujecie w tym roku stworzyć kalendarz adwentowy, z pewnością trzeba pomyśleć o nim już w listopadzie. W internecie można znaleźć niesamowite pomysły i inspiracje jak taki kalendarz stworzyć własnoręcznie z najróżniejszych rzeczy. Ja zdecydowałam się na kalendarz z materiału, który wypatrzyłam w H&M Home. Jeśli macie smykałkę do szycia, z pewnością zrobicie podobny sami!


Nasz kalendarz adwentowy przygotowałam z myślą o naszej Marysi. To bystra dziewczynka, więc myślę, że na swój sposób zrozumie na czym to całe oczekiwanie do świąt i budowanie atmosfery polega. Poza tym sprawiło mi niezwykłą przyjemności wyszukiwanie (właśnie gdzieś przy okazji) drobnych upominków. Postanowiłam, że mniejsze prezenty będą mieszały się z większymi (np. książki), ale każda rzecz materialna będzie powiązana ze wspólnym celebrowaniem codzienności np. w planach, 6-go grudnia Marysia dostanie fartuch kucharski (Bigjins Toys) i będziemy piekły wspólnie ciasteczka. 


I chociaż Marysia raczej nie jada słodyczy, w grudniu pojawi się trochę słodkości. :)


Kalendarz adwentowy 2 w 1. :)


W okienkach pojawią się przykładowe drobiazgi.


Słodkości w tym puszeczka z pingwinem (Marks&Spencer), spineczki (Pepco), mini kula śnieżna (Empik), perfumy Peppa (Superpharm), balsam do ust Minie (H&M Kids), lakier do paznokci dla dzieci (Smyk).


W dniu, w którym Marysia dostanie książkę, pojawi się bilecik.


A w dzień Wigilii... :)


Mam nadzieję, że Marysia będzie zachwycona! :)


Dla mnie co roku, ogromnym wyzwaniem jest stół Wigilijny. Zawsze wkładam w odświętne przybranie stołu masę serca. To wyjątkowa kolacja w gronie rodziny, więc staram się, by za każdym razem nasz stół wyglądał trochę inaczej. (zobacz jak to u nas było rok 2013, rok 2014, rok 2015)
W tym roku też, szykuje coś wyjątkowego. Zazwyczaj mieszam rzeczy, które już są u nas od lat, z rzeczami, które gdzieś wypatrzę właśnie przy okazji :) Bardzo lubię te świąteczne akcenciki. Jednak jednocześnie staram się nie przesadzić z ich ilością.


Mydelko (TKMaxx), przepiękny sznur lampek (świetne wykonanie i jakość IKEA), myszki na choinkę (jedyne dokupione ozdoby na choinkę Home&You), klamerki i świeczki (Home&You), wstążka ozdobna do prezentów (TKMaxx), bileciki na prezenty z tektury (Tiger), korek do wina (H&M Home), gwiazdka z dzwonków (Rossmann), sztuczna roślina i metki do prezentów (Home&You)


Taca, metalowe pudełko i świeczka w ceramicznym pojemniku (IKEA - cudowna cała kolekcja świąteczna!), słój na ciasteczka (też część kalendarza adwentowego Marysi - Rossmann), renifer (TKMaxx)


Jako gospodyni, za punkt honoru stawiam sobie wypisanie życzeń na świątecznych kartkach, które potem kładę przy każdym talerzu. Każda osoba ma indywidualne życzenia i również nie wyobrażam sobie, bym mogła napisać tyle życzeń na ostatnią chwilę! 

Przepiękne karty (TKMaxx), zestaw pisaków do kaligrafii (Tchibo)


 Papier ozdobny na prezenty (TKMaxx). Przepiękne papiery są też dostępne w IKEA.

Kolejnym marzeniem świątecznym, który mam nadzieję, że uda się mi zrealizować, jest uszycie w ramach prezentu gwiazdkowego szmacianych lali dla Marysi. Od lat jestem oczarowana tymi projektami i ostatnio rzuciła mi się w oczy książka o szyciu zabawek Tilda w języku polskim!


Moje umiejętności krawieckie są mocno poniżej średniej krajowej, ale miałam już w swojej karierze podejścia do maszyny do szycia (klik TU i klik TU i TU). 
Tak mocno chciałabym żeby uszycie laleczek mi wyszło, że zamówiłam nawet specjalne materiały i guziki marki Tilda. Przepiękne wzory! 

Już dziś zaczynam pierwsze próby! :)


A na koniec dodam, że mając oczy szeroko otwarte natrafiam też na rzeczy, które będą mi potrzebne w kuchni. Np. długo szukałam rękawa do kremu, który nie będzie kosztował fortunę i idealny znalazłam w Pepco. 
Oj coś czuję, że niektóre świąteczne przepisy Jamie'go wprowadzimy jeszcze w listopadzie! :)


Życzę Wam wspaniałego długiego weekendu owocnego w rzeczy, które kochacie!

P.S A w Was dalej czy już bliżej do świąt? ;)

Pozdrawiamy z Magicznego Domku!
SHARE:

poniedziałek, 7 listopada 2016

Mysi Świat Marysi

Ostatnio w pokoiku Marysi zamieszkało dużo myszek! Nie wiem czy to jesień zagoniła je do naszego domku, czy po prostu dałyśmy się ponieść urokowi tych malutkich stworzonek, ale niewątpliwie jest to temat przewodni ostatnich tygodni. 
Zaczęło się już dawno temu, gdy do naszej biblioteczki trafiły te prześliczne książeczki o Mysim Domku. Autorka sama stworzyła ogromny wielopokoleniowy dom z najdrobniejszymi szczegółami. Praca artystki, użyte materiały i sama historia myszek jest po prostu nietuzinkowa! Bywa, że są takie przedmioty, książki czy domy, w których automatycznie porywa nas magia. To książka na lata, bo teraz z Marysią szukamy uroczych szczegółów w ogromnym domku z papieru, poczytując niektóre prostsze historie, w przyszłości będziemy czytać od deski do deski a potem uczyć się samodzielnego czytania. Cudowna pozycja, idealna dla tych który lubią rzeczy vintage i retro czyli w starym stylu. 




Marysia na swoje 2 urodziny dostała uroczy, mały domek (IKEA). Na ten duży, który czeka na nią w ukryciu (klik) musi jeszcze poczekać. Pomyślałam, że idealne stworzonka, które mogłyby w domku zamieszkać to oczywiście myszki!
Myszki marki Maileg, które w zestawie mają swoje łóżeczka w pudełkach po zapałkach oraz przepiękną malutką pościel, nadały domkowi retro uroku. Szkoda, że zabawki firmy Maileg są tak koszmarnie drogie, bo gdybym tylko mogła, podarowałabym Marysi wszystkie! Jednak muszę przyznać, że jakość wykonania i dbałość o detale jest godna polecenia. 



Wraz z myszkami przyszedł do nas katalog jesień/zima i mogłabym oglądać go nieustannie. Przepiękne rzeczy!



A tak urządziłyśmy Mysi Domek. :) 
Prosto i przejrzyście - idealnie do zabawy dla 2 latka. 



By postawić kropkę nad "i", w  Marysiowym łóżeczku pojawiła się urocza mysia pościel marki Trilli



Do pościeli wyprałam prześcieradełko w gwiazdki i już wiem, że muszę zrobić zamówienie również dla nowego dzidziusia. Tak miłego prześcieradła w dotyku jeszcze nie miałyśmy! Jakość materiału oraz wykonania jest niesamowita (zwróćcie uwagę na detale)! 






W szafie też znajdzie się jakaś myszka. :)


Bluzeczka (Zara Kids).

Dajcie znać, czy chciałybyście osobny post o ubrankach na sezon jesień i zima dla Marysi oraz o naszym podejściu do mody dziecięcej.

A już niebawem posty...sentymentalne!

Do napisania, a my uciekamy do naszego mysiego świata! :)
SHARE:

piątek, 4 listopada 2016

Upragnione Zmiany

Jeśli czytacie Magiczny Domek już od jakiegoś czasu, to wiecie, że lubimy zmiany w naszym otoczeniu. Mam słabość do przestawiania przedmiotów i stwarzania atmosfery, która pasuje do danej pory roku. I chociaż u nas cały czas coś delikatnie się zmienia, a to przy okazji zmiany pościeli, albo gdy pojawi się jakiś nowy mały element, to takich większych zmian nie było już od jakiegoś dłuższego okresu. Znam takie domy, które nie zmieniają się od lat. Te same przedmioty, na tym samym miejscu. Te same tekstylia, książki na półkach. Najbardziej jest to widoczne w nowoczesnych wnętrzach, bo tam projekt końcowy jest kompletny i musi być raczej minimalistyczny. My przeprowadzając się do Magicznego Domku mieliśmy ograniczony budżet na wyposażenie, dlatego z biegiem lat inwestuje w różne zakątki domu. A to zmienię jakiś mebel, a to kompletuje porządniejsze tekstylia. Poza tym po prostu Magiczny Domek nie byłby sobą bez tych ciągłych niewielkich zmian. A każda sprawia mi niesamowitą przyjemność i każda wydaje mi się lepsza od poprzedniej, co daje takie poczucie spełnienia w domowym zaciszu. Jedno jest pewne, chociaż z racji pasji podziwiamy najróżniejsze wnętrza, to u nas musowo panuje eklektyzm (czyli łączenie najróżniejszych stylów czy też mebli) i potrzeba przytulności. Dziś zapraszam Was do nieco odmienionego salonu na parterze.


Główną zmianą była wymiana pokryć na fotele i kanapę (Karlstad). Fotele nie są już w sprzedaży, a Ikea zawsze miała ograniczoną ilość wyboru tkanin. Jest wiele firm, które oferują przeróżne materiały na wszystkie tapicerowane meble dostępne w sklepie Ikea. My zdecydowaliśmy się na stonowany, ciemny beż oraz tkaninę najbardziej odporną na zabrudzenia. Nasze psy są rozpieszczone i polegują na fotelach, więc musieliśmy zainwestować w dobry materiał. Mam nadzieję, że czas pokaże, że było warto! Pokrycia na wasze kanapy z Ikea możecie znaleźć miedzy innymi na soferia.pl lub decoria.pl.


Jeśli chodzi o kwestię zabrudzeń, dam Wam znać po jakimś czasie użytkowania, natomiast od razu mogę powiedzieć, że nowe pokrowce są bardzo miłe w dotyku i bardziej miękkie. Z pewnością ten fakt uprzyjemnia relaks na kanapie. Jest po postu przytulniej. :)



Wcześniej mieliśmy inne kolory foteli od kanapy. Tym razem zdecydowałam się na jednolitą barwę. Myślę, że przez to pokój nabrał przestronności.


Nad kominkiem zawiesiliśmy okrągłe lustro. Wpuszcza jeszcze więcej światła do pomieszczenia i pasuje do okrągłych, ratanowych pater zawieszonych na ścianie.




W oknach pojawiły się też nowe zasłony marki DKNY, które kupiłam w TKMaxx. To niesamowite, że takie firmowe rzeczy można znaleźć w tym sklepie za cenę np. zasłon z Ikea. :)


Klimat niewątpliwie nadają dodatki. Staram się zachować umiar, by nie przesadzić z ich ilością, ale nie wyobrażam sobie naszych wnętrz bez takich akcentów. Lampa na stoliczku (z ratanową podstawą), o którą dostaję masę pytań, została kupiona w TKMaxxie jakieś 5 lat temu.

Przepiękna poduszka, idealna na sezon jesienny, również kupiona w TKMaxx ale w tym roku. Pled przewieszony przez poręcz fotela - z Ikea.



Jesień i zima to zdecydowanie sezon na palenie świeczek, które są synonimem ogniska domowego. Jednak, co do świeczek, zrobiłam się bardzo wybredna. Nie chodzi tylko o skład, ale również zapachy. Lubię, gdy świeca wypełnia pomieszczenie delikatnym pięknym aromatem, ale mam bardzo wrażliwy nos, więc wszystkie intensywne i duszące świeczki odpadają. 


Ostatnim ulubieńcem jest świeczka z Yankee Candle o zapachu Shea Butter.


Białą świeczkę o zapachu delikatnej mięty kupiłam w TKMaxx.


Kaktusiki kupiłam w Biedronce. Na czas świeżych kwiatów w wazonie muszę jeszcze poczekać.


Szare poduszki w liście (Home&You) idealnie wpasowały się kolor kanapy.


A jeśli macie ochotę poczytać coś lekkiego o szczęściu i celebrowaniu codzienności to polecam książkę "Hygge Duńska Sztuka Szczęścia". Nie ma w niej nic odkrywczego, ale po prostu czasami warto sobie to tych prostych wartościach przypomnieć. Są książki, które są dla nas odkrywcze i niezwykle emocjonalne, a są książki, które przyjemnie się czyta i wprowadzają nas w stan relaksu. Z pewnością taka własnie jest Hygge.



Cudownie spędza się w naszym "nowym" miejscu czas. :)




Na zdjęciach pokrycia kanapy i foteli wpadają w lekko różowawy kolor. W rzeczywistości nie jest to tak widoczne. Po prostu jest to beż, który ma w sobie domieszkę czerwieni i to, w zależności od światła, daje lekką fioletowo-różową poświatę.


Do napisania niebawem!
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig