wtorek, 17 października 2017

Październikowy Weekend z G. (Niedziela)

Niedziela minęła nam niespiesznie. Takie dni totalnego resetu są mi do życia po prostu niezbędne. Cały tydzień gdzieś gonimy, więc paradoksalnie to, że możemy pobyć w domu daje mi ukojenie. Fajnie nie musieć się malować, ubierać, szykować. Możemy posnuć się po domu i pobyć razem. 

Pobudka i pieszczoszki!



Taki widok za oknem!


W trakcie robienia zdjęć na potrzebę tego cyklu, zdałam sobie sprawę ile rzeczy robi się nawet będąc w domu. Nie dałoby się za żadne skarby tego sfotografować. Ja przy porannej krzątaninie odkładam rzeczy na miejsce, podnoszę ubrania, wrzucam do kosza, po drodze podlewam kwiatek, gdy nalewam wody, przecieram kran, przy okazji wieszam świeży ręcznik, gdy sięgam po ręcznik przypominam sobie o nieschowanej wyschniętej pościeli, gdy po nią idę, zabieram również ubranka dziewczynek i wsadzam do szafy, po drodze odkładam coś na miejsce. W trakcie przypomni mi się coś co mam załatwić w tygodniu, więc łapię za notatnik i wpisuję na listę. Posta do zębów dla Marysi, odpisać na maila, o którym przypomniałam sobie podczas chowania ubrań... I tak cały czas. Mogłabym wymieniać godzinami. To jest powiązany cykl drobnych czynności, na które składa się całość! :)


No ale czas na śniadanie i poranną kawę. Dziś niedzielne placuszki z bananami.




Potem nasz wspólne zabawy i czas dla rodziny. Na obiad przygotowuje makaron z tego co akurat mamy w zapasach. Wyszło pysznie! (makaron, sos z cebulą, salami, suszonymi pomidorami, mascarpone i śmietaną).



I chociaż zazwyczaj dokładnie ścielę łóżko, to dziś je tylko wyrównałam, bo wiedziałam, wiedziałam, że nastanie taki czas, gdy reszta domowników uda się na drzemkę i będę mogła wskoczyć do łóżka razem z Gabrysią! :)


Po drzemce kawa i czas na edycję nowego posta - migawek z urodzin Marysi.



 A potem czas na spacer po ogrodzie.





Tata tnie drzewo, a my zbieramy ostatnie poziomki.





Gdy robi się już ciemno, ogrzewamy się w domu herbatką i tańcami! Uwielbaimy z Marysią wygłupiać się w tańcu. Zdjęć nie ma, ale są filmiki tylko do wglądu rodzinnego. hehehe ;)

Marysi czasami zabawek wcale nie potrzebuje, wystarczy to co jest w kuchennych szafkach. ;)


Czas na kolacje. Robię coś już naprawdę z końcówki zapasów. Fajnie jak wszystko zużyje się do końca tygodnia. Grzanki z czerstwego chleba, ;) tartej mozzarelli i końcówki suszonych pomidorów. Wychodzi naprawę pycha a nic się nie zmarnuje. ;)



A na deser owoce.


Na ostatnich zdjęciach nie widać zbyt często Gapci, a to dlatego, że niestety w weekendy przypada jej kwarantanna po chemii, którą przyjmuje co tydzień w piątki. Dla tych co nie wiedzą, ma niezłośliwego guza na nosie, którego po leczeniu, będzie trzeba usunąć. Chemię jednak znosi doskonale, nic po niej nie widać, nie traci sierści, ma apetyt, a guz znacznie zmalał. Tu w drodze na spacerek.


No to dzieciaki! Kąpiel i spać!



Czas na pielęgnację mamy.



A potem wieczór dla nas. ;)


Relaks i seans filmowy. Na dziś "Song to song".


To wszystko na dziś! Dziękuję, że byliście z nami. :*
SHARE:

poniedziałek, 16 października 2017

Październikowy Weekend z G. (Sobota)

Witajcie kochani, zapraszam Was na migawki z minionego weekendu! 

Ta mała niespodzianka pojawia się dlatego, że dostaje od Was masę zapytań o cykl "Tydzień z G.", w którym piszę Wam o naszej codzienności. Jeszcze nie było tego cyklu odkąd nasza rodzina się znów powiększyła. Chciałam sprawdzić, czy w ogóle takie coś jest możliwe, bo...z wielką chęcią zrobiłabym taki cykl w grudniu! A nawet chciałabym zrobić z tego serię adwentową i pisać od 1-go do 24-go grudnia! Więc jeśli będziecie mieli ochotę to wtedy, w tym najbardziej gorącym okresie w roku, dołożę sobie dodatkowej pracy (a co!) i zobaczymy co z tego wyniknie. ;) 
Tymczasem, zapraszam Was na miniony, rodzinny weekend w Magicznym Domku. W tygodniu jest tyle spraw na głowie, że w chwili obecnej nie dałabym rady poprowadzić takiego cyklu dłużej, ale ponieważ w weekend postanowiliśmy naładować akumulatory, starałam się zrobić dużo zdjęć. Po zabieganych dniach, marzymy o chwili spokoju, więc staramy się wtedy prowadzić ot, takie zwykłe rodzinne życie, które dla nas ma wartość największą. 

SOBOTA

Pobudka! Nie muszę nastawiać budzika, bo zawsze mniej więcej o 6.30-7.00 zaczynamy dzień  za sprawą małej Gabrysi lub Marysi (niezależnie czy jest weekend czy nie). ;) 
A tu jedna jeszcze śpi (chwilowo) druga już gada. Czas wstawać! ;)


Ale sobota to świetny czas na pościelowe pieszczoszki całej rodziny!


A potem wstajemy, ścielimy łóżka, szykujemy ubrania i ogarniamy całą górę zanim całą czeredą zejdziemy na dół. (Pan Poślubiony na dole ogarnia zwierzyniec).

 
Jest jeszcze ciemno i bardzo jesiennie za oknem. Dobrze wtedy być w ciepłym domku.


Pan Poślubiony robi śniadanie (omlet z płatków owsianych z owocami).



Potem pijemy kawę na kanapie.
Halo ratunku, maltretują mnie. ;)


 
Ups był wielki "wybuch" aż po plecy! :P


I chociaż dziś mieliśmy zostać w domu (wciąż nie jestem w 100% zdrowa), to jednak wyjdziemy na spacer z dziewczynami. Prosty makijaż i strój dnia.





Pierwszy przystanek - sklep, gdzie wybieramy kolejny fotelik dla Marysi (przedział wiekowy 3-12 lat). (Wyprzedam pytania - ostatecznie kupiliśmy czarny Cybex Platinum Solution Q3-FIX)



Spacer po parku.


Przerwa na kawę i ciasteczko.


Zakochani.

 
Tu też dyskretnie karmię Gabrysię. ;)


Spacer i cudowna jesień! :)




Następnie, wycieczka do Palmiarni.



I najfajniejsza cześć programu, karmienie żółwi. :)


Zgłodnieliśmy, czas na obiadek.

 
W Farina Bianco polecam jesienną pizzę z grzybami i kasztanami. Pyyyyszna!


A na deser, po prosu przepyszna ulubiona herbata z dodatkami.


Test nowego fotelika przebiegł świetnie. W drodze powrotnej dziewczyny pospały. Przyznaje, ja też! ;) Pan Poślubiony zrobił jeszcze duże kółko, żebyśmy mogły pospać zanim podjechał pod dom.



Po powrocie odwiedza nas mój brat i mama. 

 
Po ich wyjściu rozwieszam pranie. ;)


A potem czas na kąpiel i usypianie Gabrysi.


Dziś wyjątkowo szybko usypia, więc zdążyłam na akcję pielęgnację Marysi. Czyli kąpiel w wannie, z myciem włosów, obcinaniem paznokci, czyszczeniem uszu itp. ;)




Słodziaki idą czytać, a ja biorę kąpiel. Czekałam na to cały dzień!



Wieczorem siedzimy sobie przy kominku, a ja przeszukuje internet, by znaleźć idealny sweter na zimę. Mam straszną ochotę na coś słodkiego i przypominam sobie, że mam w szafce pralinki, które dostałam...za pożyczenie namiotu. ;) Za takie pyszności to ja mogę otworzyć wypożyczalnie namiotów!


To wszystko na dziś! Do zobaczenia jutro!
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig