czwartek, 17 sierpnia 2017

Prosty plan i "nowy" sposób myślenia

Mój "Prosty Plan" (przeczytaj - klik) przedstawiłam Wam już 2 lata temu i postulaty tej metody nadal są bliskie mojemu sercu. Jednak to serce, tak zachłanne na piękno otaczającego go świata, czasami się w nim zatraca. 
Pomimo, iż wtedy zrobiłam wielkie porządki, które dały mi ukojenie, mam nadal słabość do pewnych rzeczy i wciąż uczę się nie ulegać pokusie. Tak trudno, w moim przypadku odmówić sobie nowej pościeli czy też nowych poduszek dekoracyjnych do domu lub nowej pary butów na nadchodzący sezon. Często o tym myślę i często CHCĘ i NIE chcę za jednym razem. Przerażają mnie przepełnione przedmiotami domy i chciwy materializm, a potem zaglądam do naszej kotłowni lub garderoby na dole (gdzie trzymamy różne dziwne rzeczy) i jestem przerażona. Czuję ogromną chęć oczyszczenia naszej przestrzeni. Nie dążę absolutnie do bycia ortodoksyjną minimalistką, bo taka stylistyka nie do końca nam pasuje. Porządki chcę przeprowadzić w różnych dziedzinach naszego życia i w zgodzie z samą sobą.  
Ważne, by uświadomić sobie, co jest dla nas najważniejsze. Ja bardzo lubię zmiany w naszym domu i dlatego obok sklepów wnętrzarskich jest mi trudno przejść obojętnie. Teraz wiele rzeczy można dostać naprawdę w stosunkowo niedrogich cenach i często to nas gubi. Dotyczy to zarówno rzeczy do domu, ubrań z sieciówek oraz przedmiotów codziennego użytku. Sama nakryłam się na głupim myśleniu, że lniane pościele (o których marzę) są przecież takie drogie, że bez sensu jest na nie tyle wydawać. Po czym patrzę na tą moją pełną szufladę różnych pościeli i myślę, że pomimo, iż nie były jakieś zabójczo drogie, to i tak ich wartość wielokrotnie przekroczyła dwa komplety pościeli lnianej, która by nam wystarczyła. I pomimo, iż lubimy taki ciepły, domowy nastrój, to nie koniecznie potrzebujemy aż 5 narzut na łóżko, prawda? A kolekcja świeczek? Czy ja kiedykolwiek je wypalę?
Ostatnio przejrzałam swoje wszystkie torebki, które od lat zbierałam do swojej kolekcji. A kolekcja była różna, od torebek ukochanych i znoszonych, po nietrafione do końca zakupy, aż po torebki, które były ładne, ale nie pasowały pod względem funkcjonalnym w obecnym etapie mojego życia. Miałam też takie zupełne nowe, które owszem podobały mi się, ale kupując je wyobrażałam sobie pewien outfit, który i tak nie jest w moim stylu. I generalnie zazwyczaj bym takie torebki nada trzymała, bo przecież ładne i nowe, ale znam już siebie i wiem, że już ich nie założę. Chciałam odmiany, ale zamiast kupować kolejną torebkę do istniejącej kolekcji, sprzedałam 90% swoich torebek i kupiłam dwie, o których zawsze marzyłam. I jestem przeszczęśliwa, bo ktoś skorzystał, a ja zrobiłam gruntowne porządki. Zamierzam tak zrobić ze wszystkimi rzeczami w naszym domu.
Kolejną sprawą jest podejście do marek i jakości. Uwierzcie mi, że jestem ostatnia, by zamienić się teraz w snobkę tylko z markowymi ubraniami i designerskim wyposażeniem wnętrz. Niektóre marki nie powinny zaliczać się do kategorii premium, a wciąż tam tkwią za sprawą ich logo. Ale jest też druga strona medalu. Jest też sporo prawdy w powiedzeniu, że nie stać mnie na tanie rzeczy. To co się szybko psuje, wygląda tandetnie, nie jest warte nawet swojej niskiej ceny. Za dziesięć rzeczy wątpliwej jakości, można kupić jedną, która posłuży nam lata i da nam poczucie dobrze wydanych pieniędzy. Trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać takich rzeczy i na co zwracać uwagę. 
Kiedyś byłam młoda (hihi) i niedoświadczona i wydawało mi się, że ludzie kupują markę, by się nią obnosić. I chociaż wiem, że pewnie znajdą się i takie osoby, to uwierzcie mi, że większość kupuje droższe przedmioty, bo cenią sobie jakość wykonania. A uwierzcie mi, że różnica bywa kolosalna. Jednocześnie nie zawsze jakość idzie w parze z ceną. Od wielu lat przyglądam się rzeczom i czasami takiej samej jakości rzecz (warto czytać składy) jak w markowym sklepie, można znaleźć w sieciówce np. w produktach premium. Jest to umiejętność, którą nabywamy z wiekiem i jest cennym drogowskazem przy kolejnych zakupach. Nie zawsze drogo oznacza dobrze, ale też zazwyczaj nie zawsze oszczędzamy kupując taniej. Tego kompromisu uczę się od lat, bo jest we mnie taka wewnętrzna potrzeba, by mieć dokładnie tyle ile mi potrzeba (nie mniej nie więcej) i żeby to były rzeczy naprawdę dobrej jakości, z którymi zaprzyjaźnię się na lata.
Bardzo ważnym czynnikiem jest też poznawanie siebie i własnych potrzeb. Osoby, które kupują dużo, często nie odnaleźli jeszcze swojego własnego stylu. Poznawanie siebie jest procesem, który każdy z nas przejść musi i na przestrzeni naszego życia, widać jak bardzo potrafimy się zmieniać. Myślę, że magiczna 30-tka jest takim przełomowym momentem w życiu kobiety. Oczywiście jest to granica umowna, bo są dojrzałe kobiety już przed trzydziestką i wciąż szukające siebie panie po 40-tce. Ale zazwyczaj w tym właśnie okresie znamy siebie na tyle, by wiedzieć co nam pasuje. To bardzo ważne, by ubierać się, czy otaczać się przedmiotami, które w pełni do nas pasują. Musimy absolutnie wyzbyć się potrzeby dogodzenia innym. Świadomość własnej sylwetki, stylu życia i potrzeb jest kluczowa do stworzenia np. swojej garderoby czy wnętrza domu. Trzeba też otworzyć się na wewnętrzne zmiany, które zachodzą w każdym z nas. Czasami jest to ewolucja a czasami rewolucja. Ja tak miałam np. z kosmetykami naturalnymi (pisałam o tym sto lat temu tu - klik). Wyrzuciłam dosłownie całą swoją pielęgnację (a raczej porozdawałam wszystkim) i kupiłam parę naturalnych produktów, które uratowały moją cerę. Teoretycznie naturalne kosmetyki są trochę droższe od swoich drogeryjnych przeciwników, ale uwierzcie mi, że wtedy zakupy są bardziej przemyślane, a przez to, że skóra jest w lepszej kondycji, nie potrzeba kupować tysiąca produktów. Gdyby tak każdy przemyślał swoje zakupy i poobliczał ile to wszystko kosztowało, okazałoby się, że spokojnie stać by było ich na droższe kosmetyki, ale w mniejszej ilości, czyli dokładnie tyle ile potrzeba. To samo dotyczy ubrań i innych przedmiotów. Jeśli słyszę od kogoś, że nie stać go na rzecz lepszej jakości, to mam ochotę podliczyć mu jego wydatki. Sama sobie robię to bardzo często i nie chcę tu uchodzić za osobę idealną, bo miewam chwile słabości, popełniam błędy i muszę pilnować też samą siebie. Ale ile to mi daje satysfakcji!

By nie rozwlekać tu tematu, chcę tylko Was uczulić na to, że planuję w Magicznym Domku małe oczyszczające zmiany. O tym procesie i przemyśleniach chętnie Wam napiszę. Może pojawią się wyprzedaże, które niektórzy z Was bardzo lubią (najczęściej można coś upolować na moim Instagramie). Będę zamieniać kilka produktów, na jeden najlepszej jakości, o którym marzę. Zobaczymy jak taki plan wpłynie na nasz Magiczny Domek. 

A jakie pragnienia ma dana osoba w danym momencie życia, poznasz po książkach, po które sięga. ;)



Ostatnio dużo się u nas dzieje, życie dostarcza wielu pozytywnych bodźców, ale taki pęd życia powoduje, że coraz częściej tęskno mi do ciszy i prostoty życia. Wielokrotnie o niej pisałam i jeśli chcecie powrócić do postów o tej tematyce, kliknijcie zakładkę "Prostota" na górze.

Do napisania!
SHARE:

wtorek, 15 sierpnia 2017

Co kryję w swojej torebce?

Ach te torebki, mam do nich wielką słabość, ale cóż zrobić, taka kobieca natura. Ostatnio jednak zrobiłam porządki w szafie, sprzedałam 90% torebek i zainwestowałam w porządne unikatowe torebki ze skóry. Staram się stawiać na jakość a nie ilość. 
Jedną, wyjątkową dostałam w prezencie rocznicowym od Pana Poślubionego. Jest prze-cu-do-wna! 
Ma przepiękny, niespotykany, głęboki kolor oliwkowo-zielono-brązowy. Idealna na lato i jesień. Markę Tammy&Benjamin znalazłam na Instagramie i od razu zakochałam się praktycznie we wszystkich modelach. Przepiękne wykończenia, nutka stylu retro i francuski akcent. Jestem pewna, że będzie mi służyć latami. Wybrałam (tym razem podpowiedziałam prezent ukochanemu ;) ) model, który pomieści wszystkie moje skarby, których używam na co dzień. A jeśli jesteście ciekawe co skrywam w mojej torebce, to zapraszam do podglądania. :)



Kobiece torebki mają tendencje do tworzenia się w nich bałaganu, więc staram się nosić minimalną ilość rzeczy. Nie jestem z tych kobiet, które znajdą w niej stare paragony, niezliczoną ilość rzeczy dla dzieci czy śrubokręt. ;) Staram się robić porządki regularnie, by uniknąć w torebce chaosu.


Malutka kosmetyczka (Rzeczownik) mieści wszystkie kosmetyki. Łatwiej jest mi odnaleźć rzeczy, gdy są poukładane tematycznie, a nie są rozrzucone po całej torbie.




W kosmetyczce trzymam tylko to co niezbędne. Puder MAC'a z lusterkiem, korektor w płynie, którym łatwo poprawić makijaż, pomadkę ochronną Nivea, która... jest też świetnym różem do policzków, szminkę którą używam akurat tego dnia oraz taką, która pasuję praktycznie do wszystkiego (nr. 61 z Sephory - świetny kolor, konsystencja oraz poziomkowy zapach) oraz mini krem do rąk marki L'Occitane (mam kilka takich próbek do zużycia).




Przyznam się, że jako mama, nie noszę wielu dziecięcych rzeczy ze sobą. Jeśli są to większe wyprawy pakuję rzeczy dziewczynek do "diaper bag" lub takie przedmioty jak chusta do noszenia, kocyk czy jakaś zabawka często lądują w wózku. Natomiast, gdy jest to wyjście do sklepu czy do przyjaciół mam ze sobą najważniejszy zestaw - saszetkę na mokre chusteczki i pieluszki oraz smoczek. Bez tego żyć się nie da, za a wszystkie inne zapłaci się kartą. ;)


Zestaw obowiązkowy to telefon, portfel i klucze. Breloczek mam taki, bym z zamkniętymi oczami (najczęściej jedną ręką) potrafiła wyjąć klucze z torebki. Pomaga mi w tym lisek i domek, który dostałam kiedyś od mojej czytelniczki (dziękuję kochana!) z napisem "Magiczny Domek". Jest uroczy i go po prostu uwielbiam!
Portfel w moim ulubionym kolorze mam ze sklepu Big Star. Jest bardzo wygodny (bardzo lubię ten rozmiar i rozkład w środku).


Moje ukochane tego lata okulary w stylu retro. (kupiłam je chyba w Rossmanie??) 
Ponieważ po latach wiem już w jakich okularach jest mi dobrze, w przyszłym sezonie zaszaleję i zainwestuję w markowe.*

*nigdy takich nie miałam, bo zawsze bałam się, że je zgubię. Natomiast prawda jest taka, że nigdy swoich okularów nie zgubiłam! ;) Jest nawet taka śmieszna anegdotka, którą z moją przyjaciółką Anią często wspominamy. Kiedyś byliśmy na weekendowym wypadzie na żagle (pisałam o tym tu - klik) i złapała nas wielka wichura. Łódka miała taki przechył, że ledwo utrzymaliśmy się na pokładzie, liny latały we wszystkie strony, każdy ratował się jak może, a ja jedną ręką trzymałam się za maszt i ratowałam moje okulary za 29 zł, bo spadły mi z głowy! ;) Do tej pory się wszyscy śmieją, że ratowałam te okulary z takim zapałem, jakby były najdroższe i najwspanialsze na świecie! hehe


W torebce nie może zabraknąć małego kalendarza (Empik) (najlepiej takiego, gdy cały tydzień mieści się na 2 stronach), bo nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez planowania, oraz notatnik (Rzeczownik) do spisywania moich szalonych pomysłów, które pojawiają się znienacka. :) Wolę też kalendarze szkolne, gdy rok zaczyna się we wrześniu. Jakoś tak mam, że to jesień jest dla mnie nowym początkiem.




W mojej torebce trzymam też mokre chusteczki dezynfekujące (wolę tą opcję od żeli), chusteczki do nosa i malutką szczotkę do włosów (plusna niej parę moich włosów ;) )


I to wszystko! :)




A może chciałybyście wpis o kolekcji moich torebek?

Pozdrawiam Was mocno i do napisania niebawem!

SHARE:

niedziela, 13 sierpnia 2017

Wyprawka do Przedszkola

Lato w pełni, przed nami jeszcze jeden krótki wakacyjny wyjazd, a ja myślami jestem w dniu 1-go września. Czeka nas przełomowy dzień w życiu Marysi. Jej pierwszy dzień w przedszkolu. Przeżywam go na swój sposób i zastanawiam się jak to będzie. Z drugiej strony obie jesteśmy na to gotowe. Jestem bardzo wdzięczna, że moja sytuacja zawodowa i rodzinna pozwoliła mi nie oddawać Marysi do żłobka tuż po urlopie macierzyńskim. Wyznaję zasadę magicznej liczby "3". Gdzie pierwsze trzy godziny po porodzie są niezwykle kluczowe w budowaniu więzi z dzieckiem, następnie pierwsze trzy dni oraz pierwsze 3 miesiące, które często traktuje się jako przedłużenie ciąży (która trwa 9 miesiące w brzuchu i 3 miesiące poza organizmem matki, ale wciąż niezwykle blisko) następnie 3 pierwsze lata, które są najważniejsze w rozwoju dziecka. Jest to fundament, na którym będzie opierał się jego dalszy rozwój. 
I chociaż wokół Marysi jest mnóstwo osób, ma kontakt z rówieśnikami oraz z naszymi przyjaciółmi i całą rodziną, to Marysia przez ten cały czas była pod naszą opieką. Czas wypuścić ją z domu, by poznawała, przez te parę godzin, świat samodzielnie. Kiedyś, gdy wyobrażałam sobie ten pierwszy dzień, gdy Marysia idzie do przedszkola, od razu cisnęły mi się łzy do oczu. I chociaż wiem, że tego dnia będę tak czy inaczej bardzo wzruszona, jestem przede wszystkim zadowolona, że nie jestem mamą kurczowo trzymającą dziecko przy sobie (chociaż wiem jakie to jest trudne i kuszące). Jestem dumna z Marysi, że wyrosła na odważną i mądrą małą osóbkę. 
Obie nie możemy się tego dnia doczekać, a ponieważ dzieci nie lubią być zaskakiwane nową sytuacją, od wielu miesięcy przygotowujemy się na ten moment, łącznie z zabawą ubierania się i wychodzenia do przedszkola, jak i odbierania po całym dniu. Jesteśmy na takim etapie, że Marysia chwali się tym, że idzie do przedszkola i nie może się wręcz doczekać! Przyznacie, że dla mamy taka opcja jest znacznie bardziej kojąca dla jej matczynej duszy, niż zostawianie płaczącego dziecka, które za żadne skarby nie chce zostać w nowym miejscu. Oczywiście jeszcze nie wiemy jak to będzie w naszym przypadku, jeszcze wiele rzeczy może nas zaskoczyć, ale przynajmniej są wielkie chęci na sam początek! :)

Przez ostatnie tygodnie kompletowałam mini wyprawkę do przedszkola, by nasz start był jeszcze przyjemniejszy. 

Nowy rok przedszkolny to nasza ukochana jesień, więc nie mogło zabraknąć deszczowych atrybutów. ;)

KALOSZE I PARASOLKA



Kalosze marki Kavat (Zalando) oraz parasolka Bloomingville. Jest świetna, ponieważ przez fakt, że jest przezroczysta, dziecko ma większą widoczność.



PLECAK

Czy ktoś sobie wyobraża pójście do przedszkola bez plecaka? :)
Mamy dwa plecaki na tą ewentualność - niebieski z chmurką marki A Little Lovely Company i różowy w króliczki marki Next.






KURTECZKI I UBRANKA

Coś czuję, że będziemy mieli piękną, złotą jesień. Uwielbiam modę na ten sezon i dla siebie i dla dzieciaków. Panują wtedy moje ulubione kolory. Jeśli chodzi o ubranka to najczęściej kupuję dziewczynkom rzeczy w Next (cudowna jakość) i w Zarze. 





KAPCIE

Kapcie do przedszkola to niezwykle ważna sprawa. Muszą być wygodne, dobrze oddychać i łatwo się zakładać. Wybrałam marki ecoTuptusie jedne do przedszkola i drugie do domu.


KSIĄŻECZKI

Najlepszą metodą wprowadzenia dziecka w nową sytuację, jest czytanie książek o tej tematyce. To u nas zawsze się sprawdza! :)



Jeszcze tylko spakujemy szczoteczkę do zębów i jesteśmy gotowi. Ależ to będzie dzień pełen emocji i wrażeń!




Wprawione mamy przedszkolaków, co jeszcze polecacie do przedszkola?

Ściskam Was mocno i do napisania niebawem!

Wasza G.
SHARE:

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wakacyjne Migawki: Głęboczek

Dopiero co wróciliśmy, a już chciałabym tam powrócić. Dopiero gdzieś, gdzie ma się wszystko podane na tacy, docenia się swoją pracę, którą wykonujemy każdego dnia. I absolutnie nie chodzi mi o pracę zawodową, bo to normalne, że na urlopie od niej odpoczywamy, ale od tego całego domowego świata i całej puli obowiązków, gdy trzeba codziennie sprzątać, prać, prasować, pielęgnować ogródka i robić zakupów. Codzienne życie to nieustanna praca. Oczywiście są takie osoby, które spędzają większość czasu poza domem, jedzą na mieście, nie mają ogródków, a do domu przychodzą się tyko wyspać. Jej! Ileż oni mają czasu w gratisie! :)
Dla nas domowy azyl jest bardzo ważny, więc to naturalne, że o niego dbamy, ale dlatego czasami budzi się w nas potrzeba nie robienia niczego! Wtedy zdecydowanie zamiast wjazdu pod namioty lub do miejsca gdzie trzeba samemu sobie gotować, wybieramy, chociaż na te kilka dni, luksus. ;)
Ponieważ kochamy Polskę wolimy kwotę, którą przeznaczylibyśmy na dalszą drogę lub lot samolotem przeznaczyć na miejsce, które będzie spełniało nasze wymagania pod względem malowniczego położenia, pięknych wnętrz, dobrego jedzenia, dostępu do atrakcji dla dzieci (plac zabaw, basen) i miejscem gdzie można jeszcze wypięknieć (SPA). Brzmi jak bajka? I o to nam chodziło!
Na te parę dni zdecydowaliśmy się wypocząć w Głęboczku, gdzie już kiedyś byliśmy za sprawą przepięknego ślubu przyjaciół, który się tam odbył. Byłam wtedy jeszcze w ciąży z Marysią i równie cudownie wspominam ten wyjazd. (klik)
Ponieważ nie jest to blog o tematyce turystycznej, nie będę Wam opisywała miejsca ze wnikliwą analizą. Zapraszam Was jednak na masę migawek z naszego pobytu, które chcemy zapisać w pamięci naszego blogowego pamiętnika. Było cudownie. Niech zdjęcia mówią same za siebie. :)






























































Dziękuje Kochani i do napisaniu już niebawem. :*

Wasza G.
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig