niedziela, 26 lutego 2017

Prosty Plan - Lakiery

Małymi kroczkami, na tyle ile czas i siły pozwalają, realizuję swój "prosty plan". Już od jakiego czasu robię porządki miedzy innymi w swoich kobiecych zasobach. :) Staram się wprowadzić zasadę, że im mniej tym lepiej, niezależnie czy to o garderobę czy kosmetyki chodzi. Zanim pojawi się Gabrysia, chcę usprawnić swoje otoczenie, tak by pewne czynności były łatwiejsze i zajmowały jak najmniej czasu. Ostatnio zrobiłam małą rewolucje w swojej toaletce (klik), z której jestem niezmiernie zadowolona. Mam lepsze światło, wygodny fotel i wszystkie akcesoria w jednym miejscu. Teraz przyszła kolej na kolekcję moich lakierów do paznokci. 

Paznokcie staram się malować regularnie, bo niestety mam tendencje do majstrowania przy nich. Może nie jest to takie typowe obgryzanie, ale gdy nie są pomalowane strasznie korci mnie, by je wkładać do buzi, drapać suche skórki itp. Mam tak od lat i jedyne co na to działa, to regularna pielęgnacja dłoni. Gdy paznokcie są wypielęgnowane i starannie pomalowane, nie korci mnie aż tak, by ten efekt brutalnie zepsuć. :) Lubię różne kolory, w zależności od pory roku czy nastroju i przez parę lat uzbierałam swoją małą kolekcję. Ponieważ lakiery nie są duże i mieszczą mi się w specjalnym koszyczku, nie wiedziałam, że mam ich aż tyle. Nie mogę powiedzieć, bo większość z nich stosuje całkiem regularnie. Ilość też podyktowana jest tym, że inne kolory lubię nosić na dłoniach a inne na stopach. Nie mniej jednak zrobiłam w kolekcji porządek i zastanowiłam się, które kolory lubię najbardziej.

Moja kolekcja przed czystkami.


Moimi ulubionymi lakierami są Essie, które najczęściej kupowałam, gdy pojawiała się przecena w Superpharm. Gdy je się dobrze przechowuje, starczają na lata. Niektóre z nich mam ponad pięć lat! Żaden z nich nie zamienił się w klejącą papkę, ale trwałość starszych lakierów jest trochę słabsza.
Postanowiłam również zrobić małą analizę kolorów w swojej kolekcji. Niektóre kolory (dokładnie trzy) kupiłam tylko pod daną okazję i nie używałam ich później za często. Inne z kolei tworzyły pewne grupy bardzo zbliżonych do siebie kolorów.


Po analizie czas na porządek. :)


Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad własnym, domowym zestawem do manicure hybrydowego. Chociaż lakiery Essie są naprawdę niezłe, to ostatnio nie wytrzymywały na moich paznokciach zbyt długo. Ponieważ nie mam czasu malować paznokci co 3 dni, ani umawiać się regularnie do kosmetyczki, skompletowałam wreszcie swój zestaw. A właściwie zamówiłam dwa, bo jeden, już 18 letnia siostra Pana Poślubionego dostała na urodziny. ;)


Zdecydowałam się na markę Semilac, bo jest bardzo chwalona jeśli chodzi o używanie jej w domowym zaciszu. Wybrałam potrzebne akcesoria jak lampa UV, aceton, odtłuszczacz, bezpyłowe waciki, gąbkę do polerowania, folie do ściągania lakieru, zmiękczacz do skórek oraz bazę i top coat.

Jeśli chodzi o kolory, to wybrałam te, które lubię najbardziej (co z resztą wykazała moja analiza lakierów). Neutralny, brudny róż, klasyczna, głęboka czerwień i żywsza malina.


Lakiery hybrydowe okazały się być strzałem w dziesiątkę. Bardzo prosto je się nakłada i efekt jest wspaniały. Paznokcie od razu są suche (po naświetleniu lampą), poprzez nałożenie 4 warstw (baza, 2 lakier, top) są grubsze i odporniejsze na złamania, a do tego cały czas pięknie się błyszczą. 
Jeśli chodzi o trwałość, to wydaje mi się, że te robione w salonie są trwalsze, ale z drugiej strony, ja po 3 tygodniach miałam ogromny problem z widocznością odrostu. W przypadku lakierów Semilac, one nie odpryskują, ale można dość łatwo podważyć lakier w miejscu odrostu i po prostu...ściągnąć gumową warstwę lakieru. Być może jest to kwestia bazy, którą wybrałam (ja mam ta witaminową, która ponoć ułatwia zdejmowanie lakieru). Jednak jestem z tego bardzo zadowolona, bo lakier wtedy nie odchodzi z płytką paznokcia i generalnie nie muszę praktycznie używać acetonu, przez z co paznokcie się nie niszczą. No i nie muszę ich malować co 3 dni! Myślę, że przy małych dzieciach jest to naprawdę dobry argument, bo oszczędzamy czas, a dłonie nadal wyglądają nienagannie.
Cały zestaw trzymam w skrzyneczce. Inne akcesoria jak cążki ze stali nierdzewnej, nożyczki oraz pilniczek kupuje w Superpharm. Nie kosztują fortuny a są naprawdę świetne.


Jeśli chodzi o normalne lakiery, to oczywiście nie mam zamiaru ich się pozbywać chociażby dlatego, że maluje nimi paznokcie u stóp (gdzie o dziwo lakier trzyma się na nich 3 tygodnie jak nic), jak również zamierzam robić sobie przerwy i używać zwykłego lakieru. Czasami są okazje, gdy chce się zaszaleć kolorem na jeden wieczór i wtedy też nie opłaca się wykonywać całej hybrydy.

Chociaż im jestem starsza, tym robię się bardziej powściągliwa jeśli chodzi o kolory lakierów. Lubię raczej klasyczne kolory, a jeszcze częściej noszę po prostu kolory nude, zbliżone do naturalnego koloru paznokci. Dlatego teraz stawiam na trwałość i oszczędność czasu, niż na ilość i szaleństwo kolorów.

Bardzo cieszę się z przemyślanych zakupów oraz kolejnej strefy, w której zrobiłam wiosenne porządki. :)

I tym kobiecym akcentem, życzę Wam udanej niedzieli!
A już niebawem migawki miesiąca! 

Wasza G.
SHARE:

niedziela, 19 lutego 2017

Salon z Etnicznymi Akcentami

Lubię mieszać style oraz kolory i chociaż bardzo cenię sobie styl skandynawski, jak i styl industrialny, country, nowoczesny, Hampton czy vintage oraz wiele wiele innych, to jednak w naszych wnętrzach muszę czuć swobodę. Nie potrafiłabym się określić w jednym stylu, dlatego z wielkim zamiłowaniem mieszamy wszystko ze sobą bez ograniczeń. Uwielbiam to. Ostateczny wygląd danego pomieszczenia to mieszanina intuicji, dostępnych zasobów i spójności kolorystycznej. Lubię i delikatne neutralne kolory, jak i mam kilka ulubionych kolorystycznych akcentów, które pojawiają się często w naszych wnętrzach. Brudne błękity, ugry, marokańska czerwień. Nie bez znaczenia są też dla mnie naturalne materiały. Kamień, drewno, rattan, słoma, glina. Już w naszym poprzednim mieszkaniu widać było zamiłowanie do etnicznych akcentów, bo właśnie w tym nurcie czuję się bardzo swobodnie. Nie bylibyśmy sobą gdyby to wszystko nie było połączone ze starymi meblami, sentymentalnymi dodatkami, jak i bazą z poczciwej Ikei. Miks wszystkiego czyli nasz Magiczny Domek. :)

Dziś zapraszam Was na takie małe, płynne zmiany, które pojawiają się co jakiś czas w naszym salonie. Za oknem wciąż zima, a w środku czuć ogromne ciepło za sprawą paru akcentów.




W Polsce sklep Ikea jest bardzo popularny i każdy ma na jego temat wyrobione zdanie. Ja mam takie, że jest na tyle różnorodny, że każdy może znaleźć tam coś dla siebie i stworzyć indywidualne wnętrze za sprawą różnych dodatków. Ikea oprócz swoich popularnych elementów wyposażenia wnętrz, jest bardzo otwarta na różne trendy i tworzy limitowane kolekcje. 
Przy okazji ostatnich zakupów zachwyciła mnie właśnie kolekcja w etnicznych klimatach. Od razu wiedziałam, że będzie tu idealnie pasować.



Bambusowy stolik oraz kosz. (Ikea seria Jassa).



Na stole zamiast bieżnika położyłam.. dywanik z H&M Home. Przepiękny ugrowy wazon (Vox) dostałam na od Mamy i Taty na imieniny. 


Na ścianie przy kominku powiesiłam kolejne koło z plecionki. Bardzo mi się ten efekt podoba i nadaje wnętrzu swoistego charakteru.




Na kanapie dwie beżowe poduszki (moja słabość..) z przeceny w H&M Home. Czarno kremowa  to dawna kolekcja z Ikea. Pled TKMaxx.


Na ścianie w przedpokoju wisi lustro od mojej dawnej toaletki. U nas każda rzecz ma szanse narodzić się na nowo w nowym miejscu. :)



Detale, które nadają wnętrzu poczucie ciepła. Świeczki, tekstylia i rośliny.






Często pytacie skąd są nasze świeczki i w 99% procentach kupuje je w sklepie TKMaxx.



Podczas robienia zdjęć Gapcia wróciła ze spaceru i jak zwykle wepchnęła się w wnętrzarskie kadry. :)


Bardzo lubię to miejsce. W weekendy mam nawet chwilkę dla siebie i mogę posiedzieć w cichym pokoju i zebrać myśli. Pomimo, iż uwielbiam różne ozdoby, to staram się wybierać tylko takie, które w 100% oddają pozytywną energię i nieustannie zachwycają moje oko. Cenię sobie każdą doniczkę, tacę, czy sentymentalne, rodzinne przedmioty. Każda rzecz pochodzi z innego okresu, z innego miejsca i dzięki temu wnętrze jest takie nasze, autentyczne. :)



Takiego efektu nie dałoby się stworzyć tuż po przeprowadzce, dlatego uwielbiam uchwycać nasze płynne zmiany, które tworzą się latami.




A na wiosnę pewnie wpadnie tu więcej zielonych akcentów. Ale najbardziej czekamy na ścianę zieleni za dużym oknem, które daje niesamowity efekt! :)




Życzę Wam cudownej niedzieli!

Nasz czeka kolejny zwariowany tydzień, ale postaram się coś umieścić. A zatem do napisania! :*
SHARE:

sobota, 18 lutego 2017

Love Wyprawkowe cz. 5

Muszę przyznać, że kolejny raz okazało się, że nalezę do tych osób, które im bliżej zrealizowanego planu, tym czują się z tym lepiej i spokojniej. Pomimo, iż jesteśmy już od kilku tygodni w III trymestrze, dzieje się u nas bardzo dużo. Mam naprawdę niewiele czasu i cieszę się niezmiernie, że za niektóre rzeczy zabrałam się znacznie wcześniej. W wolnym czasie nawet sukcesywnie piorę i prasuje ubranka, by już czekały na Gabrysie w komodzie. Całe szczęście, że odkąd jest z nami Marysia, internetowy dziecięcy asortyment mam w małym palcu. Bez problemu wiem czego szukać w sieci i najczęściej robię zakupy przez internet. To wielka wygoda, bo teraz nie miałabym aż tyle czasu i siły, by po te wszystkie rzeczy chodzić do sklepu.
Lista rzeczy do kupienia znacznie się uszczupliła, pokoik gotowy, wiec już nie martwię się tym, że czas tak szybko płynie (chociaż do porodu zostało jeszcze kilka tygodni). 
Dziś kolejna porcja rzeczy dla naszego nowego członka rodziny. Zajrzyjcie o czym pisałam we wcześniejszych postach (klik 1, klik 2, klik 3, klik 4) i zapraszam na kolejną porcje maluszkowych gadżetów.

Wanienka ze stojakiem

Byłam (i jestem nadal) bardzo zadowolona z Marysi wanienki z Ikea (klik), którą uważam za jedną ze zgrabniejszych wanienek na rynku. Jest prosta, w ładnej delikatnej kolorystyce, a cena po prostu jest rewelacyjna (niecałe 20 zł!). Niestety nie ma do niej stojaka. My mieliśmy od zupełnie innej wanienki i sprawdzał się naprawdę świetnie (klik). Marysia wanienki nadal używa, gdy bierze kąpiel (wtedy wkładamy ją do dużej wanny i może się swobodnie bawić i rozlewać wodę). Trzymamy wanienkę na dole. Pomyślałam, że dla Gabrysi będzie potrzebna osobna wanienka ze stojakiem na górę. Wybrałam wanienkę marki Shnuggle, ponieważ jest niewielka i świetnie wyprofilowana. Ułatwi mycie maluszka nawet w pojedynkę (jedną rękę można oprzeć o wyższą ściankę). Poza tym na dnie jest taka wypustka na pupkę, tak by maluszek się nie wyślizgnął.


Kosz na brudne pieluszki

Teraz w sklepach dla młodej mamy jest naprawdę wszystko. Również  kosze na brudne pieluszki ze specjalnymi wkładami, które bardzo często (i kosze i worki) kosztują krocie. Jednak z doświadczenia wiem, że kupka niemowlaka, które przez pół roku pije tylko mleko z piersi...nie śmierdzi. Uważam, że na sam początek specjalny kosz jest po prostu zbędny. Potem, gdy poziom zapaszku wzrasta wraz z wprowadzeniem stałych pokarmów, pieluszek nie zmienia się tak często w ciągu doby i bez problemu można na bieżąco wyrzucać niespodzianki do normalnych śmieci. My dość często wyrzucamy śmieci do kosza w ogrodzie, bo pojemnik w kuchni nie jest duży. 
Oczywiście to jest tylko moje zdanie, poparte na paru jeszcze bliskich osobach, ale chcę Wam pokazać, że można dostać naprawdę fajnie i zgrabne pojemniki na śmieci w nietypowych miejscach i zaoszczędzić. Ten kupiłam na przecenie (chyba za niecałe 20zł) w Rossmmanie. Ma idealną wielkość, wygodne otwieranie nogą, oraz wyjmowany pojemnik. Super! :)


Leżaczek

Przy Marysi w 100% sprawdził się nam leżaczek, który pożyczyliśmy od mojej przyjaciółki Marcysi. Nie służył nam do uspakajania (do tego najlepiej sprawdzają się ramiona mamy i taty) a raczej do chwilowego odstawiania małej Marysi. Przydawał się jak się kąpałam, lub gdy mieliśmy coś zjeść, jednym słowem pełnił rolę takiego pierwszego fotelika. Umówmy się, że taki niemowlaczek do 6 m-ca życia nie "usiedzi" (pozycja jest półleżąca) za długo sam, ale bywa, że leżaczek pozwala zrobić cokolwiek. Tym razem postanowiliśmy kupić leżaczek tej samej firmy, bo jakość jest naprawdę świetna, pokrowiec bez problemu się ściąga i pierze, a leżaczek ma kilka ciekawych funkcji. Leżaczek Bright Starts delikatnie kołysze maluszka i ma różne melodyjki (również naturalne odgłosy np. szumu fal czy śpiewu ptaków). Leżaczków do wyboru jest cała masa, jednak nie brnęliśmy w super designerskie, drogie leżaczki, bo jednak ten gadżet przydaje się tylko przez pierwsze pół roku życia maluszka. 


Koniecznie zobaczcie jak urzędowała w podobnym leżaczku tej samej firmy nasza łysa (!), niespełna miesięczna Marysia - klik. ;)

Chusta do noszenia

Mamy cudowne nosidełko marki Tula, które zachowało się w nienaruszonym stanie. Jednak nosidełko (pomimo, że mamy do niego osobną wkładkę dla maluchów) nadaję się dla dzieci już prawie siedzących. Marysia była duża i okrąglutka, więc nosiliśmy ją, jeśli dobrze pamiętam, od około 5 miesiąca. Domyślam się, że tym razem może być w naszym życiu więcej sytuacji, gdzie będzie brakowało nam rąk, dlatego zdecydowałam się na chustę, którą można stosować nawet od pierwszych dni maluszka. Ponieważ to całe zaplatanie eko-chust zawsze mnie trochę przerażało, zdecydowałam się na chustę elastyczną maki LennyLamb, gdzie wiązanie jest mniej skomplikowane. Tu (klik) można zobaczyć tutorial.


Prześcieradełka do wózka lub kosza Mojżesza

Przydatna rzecz gdy maluszkom się ulewa, lub gdy się latem trochę pocą. Ułatwia utrzymanie wózka w nienagannym stanie. 


Pokrowiec na fotelik.

Plusem posiadania dość szybko drugiego dziecka jest to, że pewnie "grubsze" zakupy jak fotelik, wózek itp. mamy już z głowy. Posiadamy fotelik samochodowy marki Cybex, więc chciałam jedynie odmienić jego wygląd i ułatwić utrzymanie w czystości, za pomocą pokrowca Pink No More. :)


Dodatki do wózka

Całe szczęście, że tym razem nie muszę wybierać pośród 10000ca dostępnych wózków na rynku, bo bym chyba oszalała. :) To jeden z trudniejszych wyborów przyszłych rodziców, chociaż w naszym przypadku decyzja co do wózka Joolz padła szybko i stanowczo. Po prostu zobaczyliśmy go na żywo i się zakochaliśmy. O samym wózku pisałam tu (klik) i tu (klik). 
Na liście wyprawkowej pojawiły się dwa dodatki do wózka, które ułatwią nam funkcjonowanie. Dodatkowy daszek z filtrem UV oraz dostawka dla Marysi, która pozwoli jej na jazdę na wózku gdy się zmęczy spacerem. :)


Dodatkowe ubranka

Kupuję naprawdę niewiele ubranek. Na sam początek mam naprawdę wszystko co potrzeba. Jednak jeśli coś trafię przy okazji, kupuję (również niewiele) na nieco już większą Gabrysię na sezon letni.


Ubranka powyżej Next.


Ubranka powyżej Zara Kids.

Pozdrawiamy z Magicznego Domku! :)

Do napisania! Już jutro!


SHARE:

środa, 15 lutego 2017

O Ciąży w 2 Ciąży cz. 2

To po prostu niewiarygodne! Właśnie leci nam III trymestr ciąży! Kiedy to się stało? :)
Czas mknie jak szalony, bo jest rodzina a w niej wymagająca uwagi dwulatka, praca, dom i nie da rady poświęcić się tematowi w 100%. I chyba dobrze, bo człowiek by zwariował! :) Niejednokrotnie zdarza mi się nawet zapomnieć, że jestem w ciąży, chociaż fizycznie odczuwam ją dotkliwiej niż za pierwszym razem. Już pisałam, jak wyjątkowo odczuwałam mdłości w pierwszych 17 tygodniach (!) ciąży. Miały minąć, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki po 12 tygodniu, ale one trzymały się mnie mocno jeszcze ponad miesiąc. A potem po prostu zniknęły, a nagle wyskoczył sporawy brzuszek. :) Po Annie Lewandowskiej nawet jeszcze nic nie widać, a u mnie znajomi wołają "O matko, jaki Ty masz brzuuuuch!". Co będą mówić za miesiąc, półtora? Nie mam pojęcia. :) 
We wcześniejszej ciąży puchłam na całym ciele (w tym okresie było lato). Teraz mam wrażenie, że wszystko robi się nawet nieco szczuplejsze (niektóre spodnie z poprzedniej ciąży są luźniejsze) ale sam brzuch, rośnie i rośnie. :)
No wyobraźcie sobie, że przebieram się w piżamę, naciągam spodnie wysoooko, a Pan Poślubiony mówi: "Kochanie, wyglądałabyś uroczo w takich spodniach w biało-niebieskie paski" - ja: "Yyyy?" - "No takich a la Obelix!". ;) 
Coś jest na rzeczy, bo pomimo, iż jestem w dobrej formie i normalnie funkcjonuje, to jednak męczę się znacznie szybciej. Robię wszystko to co przed ciążą, ale wieczorem czuję się jakbym w jeden dzień przerobiła co najmniej tydzień. Wejdę po schodach i już czuję, jak moje serce w zawrotnym tempie pompuje krew (w ciąży ilość krwi zwiększa się nawet do 50%!). Marysia miewa teraz różne humory, czasami trzeba ukucnąć, coś jej wytłumaczyć, wziąć na ręce, pocieszyć, a ja po takim czymś czuję się jakbym miała za sobą niezłą rozgrzewkę w klubie fitness. Ogólnie brzuszek ułożył się znacznie niżej niż za pierwszym razem. Plus jest taki, że miewam bardzo sporadycznie zgagę (co dokuczało mi bardzo poprzednim razem), ale ucisk na pęcherz i cały środek ciężkości jest jednak inny.
Nie mniej jednak 2 trymestr ciąży minął mi bardzo szybko i spokojnie. Pomimo dość stresującego początku (błędne USG lekarza) nie jestem taka rozgorączkowana jeśli chodzi o wizyty lekarskie. Ponieważ bardzo cenię sobie panią doktor w swojej poradni, co miesiąc udaje się na wizytę kontrolną (ale bez USG!). Poprzednim razem w dniu porodu miałam ponad 15 badań USG. Bo chodziłam na wizyty prywatne, byłam w czasie ciąży w szpitalu i też miałam robione USG, a dodatkowo miałam 2 badania prenatalne (nieinwazyjne). W tej ciąży bardziej wsłuchuje się w swoje ciało. Czuję ruchy, miałam bardzo dokładne badanie USG tzw. połówkowe i nie muszę oglądać dzidziusia co miesiąc. Nie ukrywam, że jest to dodatkowa wielka oszczędność, a kwotę na prywatne wizyty z badaniem USG mogę poświęcić na wyprawkę.
W drugim trymestrze dowiedzieliśmy się również, jaka będzie płeć naszego drugiego dzidziusia. Już wiecie, że to nasza kolejna dziewczynka i nie ukrywam, że było to dla mnie duże zaskoczenie. Piszę dla mnie, bo Pan Poślubiony jako jedyny chyba na tym świecie :) od razu stawiał na dziewczynkę. Ja, jak zresztą wszyscy nasi najbliżsi, stawiałam na chłopca, bo jednak początek ciąży przebiegał zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Mogę Wam z góry powiedzieć, że absolutnie nie sprawdzają się te wszystkie przepowiednie dotyczące płci. Bo miałam mdłości, ochotę tylko na kwaśne, według innych ciąża nie odbierała mi urody, a brzuszek ułożył się zupełnie inaczej. Gdy na badaniu USG pani doktor powiedziała, że będzie dziewczynka, byłam zaskoczona, ale coś we mnie dumnie pyknęło i poczułam całą duszą, że właśnie tak ma być! Jestem przeszczęśliwa, chociaż nie wiem dlaczego, czuję jeszcze większą odpowiedzialność, gdy mam wychować dwie kobietki. Postaram się ze wszystkich sił, by być dla nich wzorem kobiecości, pokazać im siłę i delikatność za razem. Pewnie Mamy chłopców też mają jakieś swoje odczucia co do wagi ich wychowania, ale to jest właśnie taka pierwsza myśl, która mnie wtedy naszła. I chodzę dumna. :)
Będę starała się pomagać zbudować miedzy nimi tą siostrzaną miłość, która znam tylko z książek i obserwacji znajomych, bo u mnie w rodzinie było znaczniej więcej braterskich układów. :)
Wraz z ustaleniem płci dzidziusia, od razu pojawiło się nam w głowach imię. I chociaż dokładnie jak za pierwszym razem, nie braliśmy takiego imienia pod uwagę wcześniej, po prostu spadło - ot tak tego dnia i wiedzieliśmy, że to jest to! Gabrysia. :)
Co łączy moje obie ciąże to pewna obsesja. Jestem wręcz na skraju szaleństwa. Chodzi o lód... Jem (dosłownie gryzę) lód najzwyklejszy, którego składnikiem jest woda. Musi być rozdrobniony, lekko zalany gazowaną wodą z cytryną, 7UP lub sokiem jabłkowym (czyli coś lekko kwaskowego - inne napoje nie wchodzą w grę), tak by łatwo wydostawał się ze szklanki. Gdy nie ma mnie w domu, ratuje mnie KFC, gdzie mają jeden z lepszych "lodów", gdyż jest idealnie kruchy. Gdy już o tym pisze, ślina leci mi jak szalona. Nie umiem tego wytłumaczyć. Kolejnym ciekawym zjawiskiem (jestem pewna, że po tym wyznaniu wpiszecie mnie na listę szaleńców) jest ślinotok na widok mokrych... gąbek i na zapach zwykłego mydła w kostce. Oczywiście to nie jest tak, że chciałabym zjeść mydło! :-O Ale taką reakcje fizjologiczną na mnie te rzeczy wywołują. I wtedy tym bardziej chcę lodu! - Wiem to zakręcone! :)
Więc cóż zrobić mogę, tylko oszaleć w drugiej ciąży z miłości, szczęścia i potrzeby jedzenia lodu! :)

A o kolejnych perypetiach ciążowych napiszę za kilka tygodni. Robi się coraz ciężej! ;)
SHARE:

niedziela, 12 lutego 2017

Sypialnia Z Kącikiem Dla Niemowlaka

Odliczamy dni do naszego spotkania. Jest to jednocześnie abstrakcyjne doświadczenie, bo przecież jeszcze niedawno szykowałam pokoik dla Marysi. Teraz znów powiększy się nasza rodzina o kolejną osobę, której...jeszcze nie znamy. W kobiecie, która nosi pod sercem małą istotkę, budzi się niezwykła troska, by wszystko było przygotowane na tip-top. Syndrom wicia gniazda jest szalenie mocny i chyba tylko najbliżsi mogą to zrozumieć. Naszą sypialnie czekała mała rewolucja i już pomału traciłam cierpliwość do opóźniającego się remontu. Ale mam na to sposoby. Gdy tylko pojawia się w mojej głowie wizja, zaczynam kompletować większe czy mniejsze dodatki, które będą potrzebne przy ostatecznej aranżacji pokoju. To dodatkowo pozwala w czasie rozłożyć wydatki. I tak fotel, który będzie służył nam do karmienia, pojawił się już znacznie wcześniej. Sukcesywnie również kompletowałam różne tekstylia i dodatki. 
Praktycznie we wszystkich dziedzinach życia jestem za złotym środkiem i staram się unikać skrajności. Dlatego myślę, że dobrze nauczyć dziecko samodzielnego spania w łóżeczku, jak i czasami warto spać razem! Dlatego nie wyobrażam sobie rezygnacji z łóżeczka, nawet jeśli miałoby służyć tylko przez pół nocy. Marysia do tej pory pięknie zasypia sama (oczywiście jesteśmy z nią czytając książeczki, ale potem nie ma problemu z zostaniem sama, bo absolutnie nie boi się ciemności), a w nocy do nas przychodzi do łóżka, co zresztą strasznie lubimy. :) Gdy jest chora, od razu idzie spać z nami, bo wtedy mam pewność, że się nie odkryje, bo mam ją przy sobie. Czasami też...po prostu robimy wyjątek i idziemy spać razem, bo nie ma nic piękniejszego niż przytulenie się do takiego małego kochanego ciałka. Zawsze zdaję się na intuicję. Cieszę się, że potrafimy spać razem i cieszę się, że Marysia nie boi się zasypiać również sama. Dzieci potrzebują bliskości, ale czasami też mają prawo do świętego spokoju. 
Zdecydowaliśmy, że przez pierwszy rok Gabrysia będzie spała z nami w sypialni. Jest to czas wzmożonego karmienia piersią w nocy, więc z doświadczenia wiem, że dobrze mieć wtedy dzidziusia przy sobie. Potem zorganizujemy wspólny pokoik dla dziewczyn, czego również nie mogę się doczekać. Oczywiście nastanie taki czas, kiedy będą miały swoje osobne pokoje, ale takie wczesne dzieciństwo, jeszcze przed pójściem do szkoły, warto spędzić ze sobą blisko, zwłaszcza, że różnica między dziewczynkami nie będzie duża.

W sypialni odświeżyliśmy i przemalowaliśmy ściany na podobną kremową biel. To niesamowite jak pięknie pachnie wtedy pokój czystością. Zrobiliśmy również małe przemeblowanie, tak by zmieścił się nasz Gabrysiowy kącik. :)
Jak wiecie nie przepadam za takim mocnym podkreślaniem płci dziecka, dlatego w pokoju panują stonowane, neutralne kolory. Dużo jest w nim szarości oraz ugru, za którym szaleję od lat. Niby tak niewiele, a zmiana wydaje się być ogromna. :)


Bazą kącika dla niemowlaka jest oczywiście łóżeczko z przewijakiem (przydaje się zwłaszcza w pierwszych tygodniach), pojemna, wąska komoda i wygodny fotel do karmienia.



Długo zastanawiałam się nad łóżeczkiem, bo początkowo myślałam nad takim samym, który kupiliśmy Marysi marki Pinio. Jednak ono jest znacznie większe (140cm), z funkcją zamiany na tapczanik, więc Marysia nadal na nim śpi. Ostatecznie zdecydowałam się nie inwestować w zbyt drogie łóżeczko, wybierając bardzo podobne lecz mniejsze (120cm) z Ikea (Sundvik). Za ponad rok Gabrysia odziedziczy tapczanik Marysi, a jej dokupimy tapczanik tej samej firmy Pinio tylko większy (160cm). 
Lubię łóżeczka, które mają zakryte dwa boki (wydaje mi się, że jest przytulniej i mniej wieje ;P) oraz takie z miękkiego drewna. Nie potrzeba wtedy żadnych ochraniaczy, bo ewentualne uderzenia głową nie bolą. ;) Ochraniacz na łóżeczko wybrałam raczej z powodów estetycznych i zamontowałam tak, by Gabrysi było "przyjemniej" od ściany. 



Łóżeczko i wąska komoda IKEA
Przewijak Alberto Mio
Fotel sfmeble
Ochraniacz w romby Mammas&Pappas
Szara narzuta w gwiazdki Zara Home Kids
Uchwyty do komody i szafy Zara Home
Króliczek biały Mamma&Pappas
Króliczek w niebieskim ubranku Zara Home Kids
Wieszak królik H&M Home
Materiałowe gwiazdki Biedronka :)
Koszyczek TKMaxx
Naklejki Humpty Dumpty Room 
Obrazki mysiogonek.pl
Musztardowy kocyk Motherhood

Przy okazji zmieniłam też swoją komodę. Jak wiecie przeniosłam swoją toaletkę (post tu - klik) i potrzebowałam pojemniejszej komody do sypialni by przeorganizować swoją garderobę.  


Ukochany plakat, który wędruje już po całym naszym domu, przywiozłam lata temu z Francji ze sklepu Habbitat.



Dużą zmianą w sypialni, było przysunięcie łóżka do ściany, w celu uzyskania większej przestrzeni. I oczywiście jest trochę trudniej wskoczyć do łóżka, zwłaszcza osobie śpiącej od ściany, ale nie jest tak źle. :) Zastanawiałam się jak rozwiązać problem brudzenia się ściany, zwłaszcza przy małych dzieciach i tu przypomniałam sobie, że w swoim dziecięcym pokoju miałam taką ochronę. Zapytałam Mamę czy gdzieś schowała ten sentymentalny gobelin na ścianę i oczywiście go zatrzymała! Kochana Mama! Dzięki temu w sypialni pojawił się bardzo sentymentalny akcent z mojego dzieciństwa. Dodatkowo przełamuje we wnętrzu taką sterylność i nowoczesność, a wiadomo, że w Magicznym Domku lubimy łączyć różne style. Planuje jeszcze dwa elementy w stylu etno (łapacz snów i wiszącą donicę na sznurku), które będą pięknie współgrały z materiałem. :)



No i moje ukochane tekstylia!





Szara narzuta na łóżko TKMaxx
Musztardowy pled TKMaxx
Poduszka na fotelu TKMaxx
Dziergane poduszki w kształcie gwiazdek Zara Home Kids
Szare pikowane poduszki Jysk
Poduszka w złote gwiazdki Zara Home Kids
Kosz na poduszki TKMaxx

Pomimo, iż pokój wzbogacił się o dodatkowe meble, w pomieszczeniu zrobiło się bardzo przestrzennie.



Lampka nocna VOX
Ugrowy koszyczek Next
Poducha melanż (na łóżku w tyle) TKMaxx



Różne inne dodatki czy tekstylia możecie zobaczyć w naszej serii wyprawkowej (klik).

Cała nasza trójka nie może się doczekać, aż te wszystkie meble i dodatki zaczną "żyć" za sprawą nowego mieszkańca Magicznego Domku! :)

Cudownej niedzieli Wam życzę i do najszybszego napisania! :*
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig