Zasiadam do kolejnych migawek z lekkim niepokojem, bo ostatnie tygodnie były tak intensywne, że pomysł zamknięcia dwóch miesięcy w jednym wpisie wydaje się niemałym wyzwaniem.
Coraz częściej zastanawiam się też, jak dziś pisać bloga. Robię to już od szesnastu lat i wciąż chciałabym poświęcać temu znacznie więcej czasu. Świat jednak zmienia się tak szybko, że czasem trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, czy takie blogi – o wszystkim i o niczym – są nam jeszcze potrzebne.
Choć właściwie to określenie zależy od tego, jak uważnie ktoś czyta. Piszę o codzienności, zwyczajnym życiu i małych przyjemnościach, ale mam wrażenie, że najważniejsze rzeczy zawsze ukrywają się między słowami.
To, że je dostrzegacie i czujecie, daje mi ogromną motywację, by pisać dalej. Czuję się tutaj bezpiecznie. Od lat zaglądają do mnie te same osoby i mam poczucie, że stworzyliśmy miejsce, w którym nie trzeba niczego udawać. To chyba największa wartość tego bloga, która powoduje, że mam w sobie ten impuls, by regularnie siadać do pisania.
Zapraszam Was do migawek minionych tygodni.
MAJ
W maju ogród zaczął rozkwitać na dobre, a my wzięliśmy się za wielkie porządki i renowacje drewnianego tarasu.
Mnie ogromnie cieszył widok tulipanów w ogrodzie. Te jesieni posadzę ich znacznie więcej.
Z pewnością nowiną miesiąca było pojawienie się u nas nowego pieska! Całą historię Bolusia przeczytacie we wcześniejszym wpisie
(klik).
Dzieciakom spodobał się nowy kącik hamakowy w zakątku naszego ogrodu.
Choć wciąż robię średnio około tysiąca rodzinnych zdjęć w miesiącu, coraz częściej świadomie odkładam aparat podczas spotkań z bliskimi. Pochłonięta rozmowami i zwyczajnie potrzebująca odrobiny prywatności, nie czuję już potrzeby dokumentowania każdej chwili.
Maj i czerwiec były wyjątkowo towarzyskimi miesiącami. Sami organizowaliśmy spontaniczne spotkania, ale równie często byliśmy zapraszani do innych. Uwielbiam ten czas – długie rozmowy, wspólne posiłki, śmiech dzieci i dorosłych, ten rodzaj codzienności, który zostaje w pamięci, nawet jeśli nie trafia na zdjęcia. Dlatego na blogu jest ich dziś trochę mniej, choć zostają w mojej pamięci.
Tu jedno jedyne zdjęcie, które zrobiłam u znajomych.
A tu na tarasie u mojej Mamy gościliśmy mojego ukochanego wujka z dzieciństwa.
A czasami zwykły niedzielny obiad przeradzał się w rodzinnego grilla pod chmurką.
Nie zawsze udaje mi się nagrać zamówienia w Layette (mam elastyczny czas pracy, a paczki pakowane są od samiutkiego rana), ale uważam, że kompozycje mam są naprawdę przepiękne!
Czas na nowe fryzury!
Maj to urodzinowy miesiąc Gabrysi, a osobny wpis znajdziecie tu (
klik).
Razem z Mamą wybrałyśmy się na koncert Michała Bajora. Choć teoretycznie nie jest to muzyka, której słucham na co dzień, wyszłam z tego wieczoru absolutnie OCZAROWANA.
To było prawdziwe przeżycie estetyczne i kulturalne – pełne wrażliwości, pięknych tekstów, subtelnych emocji i niezwykłej klasy. W świecie, który coraz częściej stawia na tempo i natychmiastowe wrażenia, ten wieczór przypomniał mi, jak wielką siłę ma uważność, słowo i sztuka opowiadania historii.
Ciekawe czy Gabrysi uda się przeczytać całą serię Tomków. Często wybieram im filmy czy książki "jeszcze z tamtego świata", by nie zatracili się zupełnie w tej nowoczesności. Mam nadzieję, że dzięki temu nie zatracą się całkowicie we współczesnym pędzie i będą potrafili odnaleźć przyjemność również w tym, co wymaga odrobiny czasu i skupienia.
Rodzinny wypad do Łódzkiego ZOO. Fajnie, bo raz w roku z kartą łodzianina można wejść do ZOO za darmo!
Wujek zafundował multimedialną przygodę, gdzie można płynąc na grzbiecie rekina!
To był naprawdę fajny czas!
Oba pieski uwielbiają nasze rodzinne seanse filmowe.
Rodzinne zawody wspinaczkowe. Oczywiście ja jako fotograf całej czwórki. 😁
To były naprawdę burgery z prawdziwego zdarzenia!
Pojechaliśmy też do stolicy świętować urodziny mojej Natalii.
Atmosfera była przecudowna. Klimatyczne miejsce, pięknie udekorowany stół, przygotowane aromatyczne pyszności oraz inspirujące rozmowy. Domowe spotkania są moimi ulubionymi. Jest w nich coś, czego nie da się odtworzyć nigdzie indziej – ciepło, swoboda i bliskość. I chyba nic nie jest w stanie przebić tego wyjątkowego klimatu.
A prezenty przecudne!
Imię "Boluś" wymyśliła moja mama, ale od razu skojarzyły mi się książki, które uwielbialiśmy czytać. Prześmieszne, zabawne, takie trochę szalone. Mam wrażenie, że teraz pojawiają się tylko poprawne polityczne ksiażeczki dla dzieci.
W książce pojawiają się "trzy klawe knurki" i od lat mówimy tak o naszych dzieciach. 😅
Ile pracy kryje w sobie ogród, wie chyba tylko ten, kto sam ma kawałek ziemi, o który dba. Mimo że działamy zespołowo, w tym roku nie udało nam się zrealizować wszystkich planów. Nie ruszyliśmy nawet trawnika – poza regularnym koszeniem – a skrzynie na warzywa i mała szklarnia będą musiały poczekać do przyszłego roku.
Choć kto wie... Może jeszcze uda się stworzyć coś pomiędzy kolejnymi wyjazdami. W ogrodzie nauczyłam się już, że plany planami, a natura i życie i tak mają własne tempo.
Wieczór, cały dom cichnie, nad sobą mam uchylone okno, przez które wpada delikatny wiaterek i te kilka chwil przed snem czytam książkę. Bardzo lubię ten moment.
„U Ciebie zawsze jest idealnie!”
To jedno z tych zdań, które słyszę naprawdę często. A prawda jest taka, że chyba każdy ma własną definicję idealnie posprzątanego domu.
Rzeczywiście lubię, kiedy wszystko ma swoje miejsce i staram się odkładać rzeczy na bieżąco. Mam potrzebę harmonii – codziennie ścielę łóżka, dbam o to, żeby przestrzeń była spokojna i uporządkowana. To po prostu sprawia, że lepiej mi się funkcjonuje. Ale nie przeskoczę tego, że po domu kręci się siedmioro domowników, w tym dwoje takich, którzy zostawiają po sobie... sierść. Oczywiście, gdy tylko coś zauważę kątem oka, chwytam za ręczny odkurzacz. Tyle że – jak chyba każda z nas – nie zawsze mam na to czas. Czasem biegnę od pracy przy komputerze prosto na przedstawienie synka z okazji Dnia Mamy. Innym razem przygotowuję rodzinny obiad i w całym tym zamieszaniu okruszki lądują w szufladzie ze sztućcami (która, zupełnie niefortunnie, znajduje się tuż pod deską do krojenia), a szuflada z przyprawami znów zamienia się w mały chaos, choć przecież jeszcze niedawno robiłam w niej porządek.
Myślę, że sekret nie tkwi w perfekcji. Bardziej w codziennych, drobnych nawykach i akceptacji tego, że dom, w którym naprawdę toczy się życie, nigdy nie będzie wyglądał jak wnętrze z katalogu przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ale warto się starać i jednocześnie czasami...odpuszczać.
Pod koniec maja wyruszyłyśmy z Mamą w naszą sentymentalna podróż do Francji.
Masę zdjęć z tego cudownego wyjazdu znajdziecie w osobnym poście
tu - klik. CZERWIEC
Gdy tylko wróciłam z wyjazdu z Mamą, od razu musiałam się przepakować i ruszyliśmy na pierwszy w tym roku wypad przyczepą kempingową.
Uwielbiam nawet takie krótkie wypady. Trafiła nam się przepiękna pogoda!
Co roku odwiedzamy...Ciechocinek! Tam zupełnie inaczej płynie czas, a my wszędzie jeżdzimy rowerami.
Oldskool'owa oranżada.
I smak czerwca!
To czas kiedy można czytać dużo książek. Dokończyłam "Cały ten błękit", który zaczęłam czytać we Francji.
Po prostu uwielbiam te poranki z kawą na tarasie.
Vincent szykuje się na nocowankę z Miłoszkiem.
W czerwcu tak średnio 4-5 raz w tygodniu chodziliśmy na wczesno poranne spacery z mężem. I dla zdrowia i dla relacji - w końcu mogliśmy nadrobić wiele tematów, na które w codzienności nie ma czasu. 😋
Naprawdę można złapać oddech w tej pędzącej codzienności.
Chłopaki się chyba polubiły!
Czerwiec to też masa atrakcji, za którymi my rodzice musimy nadążyć - zielone szkoły, pikniki, Dzień Dziecka, urodziny przyjaciół z klasy, wycieczki szkolne, zebrania a nawet warsztaty plastyczne z rodzicami.
A w ramach warsztatów przygotowałyśmy z Gabrysią wakacyjną ozdobę na kiermasz w szkole.
I jeszcze więcej spacerków we dwoje. Szybkie tempo, kroki zrobione, nerwy ukojone, tematy nadrobione.
Kawa z kawiarki najlepsza.
Dzieciaki kolacja! (Swoją drogą w tym roku mam wielką fazę na rzodkiewkę!)
Nasz dostojny Boluś.
Lubię przypatrywać się jak krzątają się po kuchni.
Która tak przytulnie wygląda nawet od strony ogrodu.
Nawet udało się wyskoczyć na randkę do kina!
Kolejne dwa talerzyki wiszą, bo wiadomo, że jak mąż powie, że powiesi, to powiesi i nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku.
Mieliśmy jedyny wolny weekend na spotkanie ze znajomymi, a potem spontanicznie pomyślałam, że przecież będzie miło przy okazji świętować wtedy moje urodziny i zdmuchnąć w ich towarzystwie świeczkę.
Tort (sernik na zimno) zrobiony, ale warto spisać jakie planuje menu i co jest jeszcze do zrobienia.
Tak, to masa pracy, ale musze przyznać, że lubię przygotowywać nowości na wszelakie przyjęcia.
Smaku i wyrazistości dodają zioła z własnego ogródka.
Zawsze pytacie o przepisy i bardzo mnie to cieszy. Problem w tym, że nie każdy da się przekazać w kilku zdaniach. Lista składników to dopiero początek – najważniejsze często dzieje się pomiędzy. To te małe niuanse, wyczucie ciasta, odpowiedni moment czy drobne triki sprawiają, że przepis naprawdę wychodzi.
Od dawna chodzi mi po głowie pomysł, żeby usiąść do tego na spokojnie i zebrać wszystkie ukochane przepisy z naszego Magicznego Domku, ale na dziś podaję przepis na genialną focaccię!
Składniki:
500 g mąki pszennej (około 3 1/2 szklanki)
1,5 szklanki wody (375 ml)
2 łyżeczki soli
7 g suchych drożdży
Ciasto robimy wieczorem poprzedniego dnia. Do dużej miski, która zmieści się w lodówce dodać mąkę, wodę, drożdże oraz sól. Wymieszać składniki aż składniki się połączą - ciasto będzie lepkie i "niedbałe". Przesunąć ciasto na bok w misce i wlać trochę oliwy z oliwek. Obrócić szpachelką ciasto, by zanurzyło się w oliwie z każdej strony. Miskę szczelnie przykryć pokrywką lub talerzem i włożyć do lodówki na noc.
Na 2-3 godziny przed upieczeniem (można podać na ciepło, a można upiec przed np. przyjęciem wcześniej i mieć już z głowy podając na zimno) wysmarować naczynie żaroodporne lub blachę oliwą i przełożyć ciasto z miski do formy. Niedbale rozciągnąć palcami, robiąc w cieście wgniecenia i zostawić do wyrastania w ciepłym miejscu pod przykryciem na ok. 2 godziny.
W wyrośniętym cieście robić kilka wgłębień palcami, dowolnie udekorować (np. oliwkami, pomidorkami lub tylko ziołami i solą) oblać oliwą i włożyć do rozgrzanego piekarnika na 250 stopni.. Piec ok. 20 minut do momentu, aż focaccia będzie rumiana na wierzchu.



Świętujemy!
Uwielbiam gotować dla przyjaciół, sięgać po nowe przepisy, odwdzięczać się im smakami.
Dwie rundy, najpierw: Chłodnik z ogórków, awokado, limonki oraz mięty, zapiekane ziemniaczki, surówka z cukinii i kiwi, piersi z kurczaka faszerowane ziołami, bazylią, suszonymi pomidorami i fetą a na deser tiramisu z lodami i gorącą kawą. Po jakimś czasie na stole pojawiła się deska serów, sałatka z rukolą, fetą i arbuzem oraz focaccia z pomidorkami, oliwkami i ziołami. Na sam koniec tort idealny na upalne dni czyli sernik na zimno z truskawkami z prawdziwego twarogu i mascarpone.
Cudowny czas! Dorosli siedzieli na jednym tarasie a dzieciaki podjadały na drugim w przerwach niekończącej się zabawy.

Prezenciki cudne. Ceramiczna kurka na jajka, serwetki, jedwabne apaszki, płyta winylowa (uwielbiam ten album Harrego), tasak, ołówek automatyczny (mam hopla na punkcie dobrych przyborów papierniczych) i wiktoriański pierścionek od męża. 💕
Przepięknie kwitnie mój różany zakątek.
Jak ten czas leci...moja Gabrysia z ręczniczkiem z pierwszej kolekcji Layette...
Czy my rodzice dostaniemy jakieś medale za wytrwałość w zawożeniu dzieci w roku szkolnym na zajęcia dodatkowe?
Okazało się, że mój dobry znajomy pracuje w przepięknej bibliotece!
Chyba najwyższy czas przestać kupować tyle książek, a zacząć częściej je wypożyczać. Domowe biblioteczki mają swój urok, ale w pewnym momencie człowiek orientuje się, że półki przestają nadążać za czytelniczymi planami.
Coraz bardziej podoba mi się myśl, że nie każda książka musi zostać z nami na zawsze. Niektóre wystarczy po prostu przeczytać, zachwycić się nimi przez chwilę i zrobić miejsce dla kolejnych historii.
Piesełek.
Lato w pełni i rekord upałów w Polsce!
Pieski też muszą się ochłodzić.
Piękne to życie. Czasami zabiegane, czasami trochę chaotyczne, ale coraz częściej przeżywane z uważnością na to, co naprawdę ważne, i z nieustanną próbą odnalezienia harmonii i równowagi pośród codziennych obowiązków.
Ściskam Was mocno i do napisania po małej wakacyjnej przerwie.
Żałuję jednego-nie udało mi się spotkać z Wami, chociaż przypadkiem w Ciechocinku …pracuję w samym centrum ale zajęcie bywa też wyjazdowe, więc czas szybko minął. Szkoda, może jeszcze będzie okazja 😊
OdpowiedzUsuńMyśl podążająca z Twojego bloga-zwolnij i ciesz się. Po prostu.
Pozdrawiam serdecznie
Agata
O dziękuję kochana, na pewno okazja będzie, bo lubimy tak wracać!
UsuńTwoje wpisy, niezmiennie od lat, zawsze wprawiają mnie w cudowny nastrój. Mam nadzieję, że nie przestaniesz się z nami dzielić Waszą codziennością.
OdpowiedzUsuńDziękuję za ciepłe i motywujące słowa. :*
UsuńTwoje wpisy niezmiennie mnie zachwycają. Szczególnie umiejętność tworzenia domowego ogniska i dbania o relacje. Chociaż ogród i kwiaty w domu też piękne, i to światło na zdjęciach… mój sposób na biblioteczkę: kupuję ebooki, a gdy mnie coś zachwyci - kupuję wersję papierową. Tym sposobem mam w domu głównie egzemplarze, które coś dla mnie znaczą:)
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję, zbieram te zdjęcia i wielokrotnie sama do nich wracam. Taki blogowy album, który w dobie Internetu mam zawsze przy sobie. A sposób na książki bardzo przemyślany i logiczny, ale....ja muszę mieć papierową książkę w ręku.
UsuńSkoro nawiązałaś do tematu blogowania, to pozwolę sobie zabrać głos :) Uważam, że powinnaś sobie przemyśleć, co chcesz tutaj pisać, a przede wszystkim o kim. Od bardzo wielu lat uskuteczniasz sharenting. Twój blog to są Twoje dzieci. Samej siebie nie pokażesz, a osoby, które powinnaś bronić i chronić, wystawiasz na widok publiczny. Na IG było to samo, tylko za zwrócenie uwagi dostałam bloka. Zobacz na zdjęcie ze spotkania z wujkiem. Wujka nie widać, bo zapewne nie chciał być pokazany, ale dzieci wstawiłaś, bo one nie mają nic do powiedzenia. O wstawianiu zdjęć innych dzieci nie wspomnę... O Twoich dzieciach stali czytelnicy wiedzą bardzo dużo, bo wiedzą o ich datach urodzin, co dostają na urodziny czy święta. Na blogu są również zdjęcia w bardzo intymnych i wrażliwych sytuacjach, które Ty udostępniłaś. Jak sama wielokrotnie wspominałaś, internet się zmienił. Zamiast siedzieć w tym, co była, lepiej zastanów się, jak dostosować się do obecnych czasów, aby nie skrzywdzić własnych dzieci. Marysia jest już duża- co jeśli ktoś z jej znajomych znajdzie bloga i jej zdjęcia z np. kąpieli? Czy to nie powinno być chronione? Hejt jest wszechobecny i wielu młodych ludzi ma z nim do czynienia.
OdpowiedzUsuńWiem, że ciężko Ci przyjąć krytykę (co pokazałaś wielokrotnie), ale mam nadzieję, że podczas przerwy pewne rzeczy sobie przemyślisz.
Dziękuję za Twój komentarz. Rozumiem, że temat prywatności dzieci w internecie budzi dziś wiele emocji i jest ważny. Dla mnie również.
UsuńMój blog od zawsze był bardzo osobistym pamiętnikiem naszej rodziny i nie ukrywam, że wraz z upływem lat moje spojrzenie na wiele kwestii również ewoluuje. Staram się podejmować świadome decyzje dotyczące tego, czym chcę się dzielić i gdzie stawiać granice. Nie oznacza to jednak, że wszyscy będą je wyznaczać w tym samym miejscu.
Szanuję, że masz inne zdanie. Ja również biorę odpowiedzialność za swoje wybory i staram się kierować przede wszystkim dobrem mojej rodziny.
Dzień dobry. Ja niezmiennie mam wielką przyjemnością z czytania każdego Twojego wpisu, oprócz tego, że jest tu mnóstwo inspiracji z roznych zakresów, dziedzin, podglądam życie rodzinne pokolenia młodszego, to taka dobra szkoła, żeby być na bieżąco z dzisiejszym światem. Nowy, inny punkt widzenia, nowe smaki, rzeczy, doznania, wszystko to jest fascynujące. I te Wasze dzieciaczki ukochane, wesołe ❤️ Niezmiennie ściskam i pozdrawiam Panią Mamę 🌻🌻🌻
OdpowiedzUsuńOj ja też łapię się na tym, że musze być mocno na bieżąco z ich światem, by nie być w tyle. :P
UsuńKocham magicznydomek, właśnie za te wpisy, takie prawdziwe, jak życie, no ,a jak pojawi się przepis na coś pysznego to już dodatkowy bonus
OdpowiedzUsuńDziękuję ❣️
Dziękuje kochana! ❤️
UsuńGosiu proszę nie przestawaj pisać, taka normalność w tych zabieganych czasach przepełnionych tymi wszystkimi nowościami jest, przynajmniej mnie, bardzo potrzebna. Pozdrowienia dla Waszej Rodzinki!!!
OdpowiedzUsuńCzasami zastanawiam się czy Was nie zanudzam taką zwykłą codziennością - ale on, tak jak mówisz, jest niezwykła w dzisiejszych pędzących czasach. Dlatego chcę ją zapamiętać. ❤️
UsuńJesteś taką optymistką..mamą,żoną,córką,biznesmenką...:)Do tego artystką..m.in.kulinarną:)Uwielbiam Twój sposób patrzenia na świat,Twojego bloga powinno się zapisywać na receptę dla malkontentów i leniuszków np. takich jak ja...PS.Ależ Boluś jest fajny,oba psiaki są super.Podejrzewam,że są ludzie,którzy nie mogą ścierpieć tych ochów i achów:),ale ..no nie da się inaczej.W tym świecie komercji i fałszu.
OdpowiedzUsuńKochana, dziękuję za miłe słowa, które budują. Staram się patrzeć na świat przez różowe okulary, ale i ja mam gorsze dni i uwierz, bywam leniuszkiem. Kiedyś mnie to denerwowało, dziś patrzę na to jak na znak: Czy ostatnio nie robię za dużo? Czy się nie przeciążam? Czy organizm to wytrzymuje? I wtedy odpuszczam. Z wiekiem częściej. Ale z drugiej strony lubię, gdy możliwie świat wokół mnie jest poukładany, więc staram się trzymać paru zasad, by łatwiej było mi to uzyskać. Pozdrawiam ciepło!
UsuńBardzo lubię czytać twoje wpisy. Są takie kojące duszę. Nie przestawaj. Udanych wakacji ściskam <3
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana!
UsuńOczywiście, że jestem stałą czytelniczką. Kocham Twoje posty i zawsze czekam na nie! Mam wiele podobnych odczuć,tak fajnie by było jakby życie tak nie pędziło, jak za naszego dzieciństwa....wtedy wakacje były takie dłuuuugie! Ledwo nadążam i staram się wprowadzać harmonię, zwalniać tempo, ale nie ukrywam,że jest to trudne ..
OdpowiedzUsuńOj tak, to trudne. Ja zauważam, że za bardzo pędzę, gdy taki małe rzeczy, które powinno robić się w spokoju, robię w pośpiechu - np. podlewanie kwiatów. Gdy robię to biegiem miedzy jedna aktywnością a wyjściem w pośpiechu z domu to jest dla mnie znak, że trzeba zwolnić. Myślę, że niestety wolne tempo życia to też sztuka wyborów. Czasami np. rezygnacja ze wszystkich możliwych rozrywek czy spotkań, bo potem (przynajmniej u mnie tak jest) aż się stresuje , gdy mam wszystkie weekendy zajęte.
UsuńI proszę, nie przestawaj pisać, widzę,że uszczypliwie komentarze są, ale czy to nie Twoja sprawa co piszesz i pokazujesz? przecież to urywki z życia prawdziwego...Nie dajmy się zwariować!
OdpowiedzUsuńDziękuję. ❤️ Myślę, że to ważny temat i dobrze, że się gdzieś pojawia. Jednocześnie po 16 latach pisania bloga chciałabym, żeby to wciąż była moja przestrzeń i żebym mogła prowadzić ją w zgodzie ze sobą. Chętnie wysłuchuję różnych opinii, ale nie chciałabym, aby ktoś narzucał mi, o czym i w jaki sposób mam pisać.
UsuńMam nadzieję, że Magiczny Domek nadal będzie miejscem, do którego zagląda się z przyjemnością – mimo że, jak wszystko, z biegiem czasu się zmienia.
Dzień dobry, szybciutko napisze bo chwilą tylko jedna się teraz w pracy zdążyła i ku radości swojej zobaczyłam nowy wpis na Twoim blogu i początek przeczytałam i odpowiadam: lubię, cieszę się i inspiruje Twoimi wpisami, fotografia i wrażliwością. Życzę Ci dużo fajnych chwil i pasji i radości z codzienności. Agnieszka też z Łodzi, ale od 20 lat mieszkająca w Anglii no i goszcząca pod Waszym dachem od dawna. Paaa i cmok, do następnego....
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana, że na tą chwilkę znalazłaś czas, by napisać - doceniam jeszcze bardziej i dziękuję za ciepełko!
UsuńNiezmiennie od wielu lat Cię czytam i uwielbiam być w Magicznym Domku, ale …. Muszę się zgodzić z głosem powyżej o sharentingu - ostanie storiski z dziećmi w kostiumach kąpielowych bawiące się w ogrodzie - niby nic nadzwyczajnego, ale pomyślałam o tym, co pisze osoba kilka komentarzy wyżej.
OdpowiedzUsuńAnalizy australijskiego eSafety wykazały, że nawet do 50% materiałów znajdowanych na stronach i forach pedofilskich (w tym w Darknecie) to "zwykłe" zdjęcia, które rodzice sami pierwotnie wrzucili do sieci. Chodzi o niewinne z perspektywy rodzica ujęcia z plaży, basenu, kąpieli w wannie.
Przyznaje, że jestem zdziwiona, że tak bez oporów dzielisz się zdjęciami swoich (i znajomych) dzieci tu w sieci. Masz naprawdę super grono obserwujących, ale nigdy do końca nie wiesz, kto i po co Cie odwiedza.
Mam nadzieje, ze nie odbierzesz moich słów źle, one naprawdę płyną z troski 🌸
Dziękuję za ten komentarz i za to, że napisałaś go z taką życzliwością. ❤️ Rozumiem, skąd biorą się takie obawy, bo sama widzę, jak bardzo zmienił się internet przez ostatnie kilkanaście lat.
UsuńMagiczny Domek od początku był dla mnie przede wszystkim pamiętnikiem codzienności. Piszę o domu, gotowaniu, ogrodzie, podróżach, książkach, o pracy, kreatywności w codzienności i zwyczajnym życiu. Dzieci są jego naturalną częścią, bo są częścią naszej codzienności, ale nigdy nie były celem same w sobie ani osią tego miejsca.
To nie znaczy jednak, że publikuję wszystko bez zastanowienia. Wręcz przeciwnie – każda publikacja jest świadomą decyzją i od dawna bardzo uważnie podchodzę do tego, czym dzielę się w internecie. Myślę też, że dzięki temu, że blog jest częścią naszego życia od wielu lat, temat prywatności i bezpieczeństwa w sieci jest u nas w domu czymś zupełnie naturalnym i często o nim rozmawiamy.
Przez ostatnie lata pojęcie sharentingu zaczęło obejmować bardzo różne zjawiska. Dzisiaj dla części osób sharentingiem jest już praktycznie każda publikacja, na której widać dziecko. Dla innych granica przebiega znacznie dalej — przy publikowaniu ośmieszających, intymnych treści, wykorzystywaniu dzieci do budowania zasięgów czy monetyzacji ich wizerunku. U nas absolutnie czegoś takiego nie ma miejsca, a na blogu pojawiają się osoby, które zgadzają się na publikację. Np. z moim bratem widzę się CODZIENNIE, ale nie ma go tu na zdjęciach i to szanuję.
Wiem, że każdy z nas stawia granice trochę gdzie indziej i szanuję, że można mieć na ten temat różne zdanie.
Dziękuję, że podzieliłaś się swoim z szacunkiem.
Ja również zdziwiłam się widząc u Ciebie na instagramie dzieci biegające w kostiumach kąpielowych. Nie jest to dla mnie spójne z Waszą filozofią życia. Nie przestanę Cię obserwować, bo lubię Twój blog i uważam, że wiele jest tu wartościowych treści. Nasze głosy może skłonią Cię do refleksji, czy warto pokazywać dzieci w takiej sytuacji.
UsuńTen Muminkowy kubek jest przeuroczy! Sama mam dwa z tej serii, chociaż z innym wzorem.
OdpowiedzUsuńGusiu, od lat zaglądam do Ciebie i z uwagą czytam. Bardzo to lubię, nie przestawaj pisać i dzielić się swoją codziennością. Dobrych i zdrowych wakacji 💚
OdpowiedzUsuń: ) Dzień dobry. Odzywam się pierwszy raz (?), ale pewna nie jestem.
OdpowiedzUsuńZ wpisu, z komentarzy mam wrażenie jakbyś powolutku wycofywała się z pisania. Byłoby mi bardzo żal, gdyby tak się stało. Czytam, oglądam Was chyba od 2013 roku. Szalony kawałek czasu! : ) Bardzo, ale to bardzo polubiłam Twoją taktowność, spokój w wyrażaniu myśli, ładne kadry i piękne życie rodzinne. Bardzo nie chciałabym tego stracić : ) Nie raz korzystałam z Twoich porad. Ogromnie podoba mi się otoczenie, w którym żyjecie i które stworzyliście. I bardzo, ale to bardzo lubię prezentowe chwalipięty. Oglądam każdą: )
Wyżej przeczytałam o ostrożności - to na pewno! Ale nie wątpię, że nie analizujesz tego, co staje się treścią wpisu. Nie rezygnuj z własnego widzenia świata, a w tym własnego oglądu świata netowego.
Bardzo serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.
Czytam Cię od... sama nie pamiętam kiedy? Wydaje mi się, że jeszcze nie miałaś dzieci. Dziękuję za to, że tworzysz.
OdpowiedzUsuńKochana pisz dalej!!!! Pokazuj to co uważasz za stosowne. Nikomu nic do tego. To przecież Twój pamiętnik. Wiesz co robisz. Pokazujesz przepiękne obrazy z życia Waszej Rodziny.
OdpowiedzUsuńKiedyś wszyscy pokazywali wszystko i było ok. Teraz przeszli na ciemną stronę mocy.... Przecież jak komuś coś się nie podoba to nie musi oglądać i czytać. Prawie każdy uważa, że może pouczać i wymądrzać się.
Coraz mniej rozumiem ten świat.
Pracuję w zawodzie, w którym mam do czynienia z rzeczami obrzydliwymi i haniebnymi, u Ciebie nie ma takich zdjęć, które mogłyby zainteresować "specyficznych ludzi".
To pisałam ja, anonimowa72
OdpowiedzUsuńGusiu, w czasie urlopu mam więcej wolnego czasu i po raz kolejny przeczytałam blog od deski do deski. Jestem z Tobą już kilkanaście lat, razem rodziłyśmy dzieci, przeprowadziłyśmy się i tworzyłyśmy domy dla naszych najbliższych. Z racji tego, że znaczną część wpisów znam już bardzo dobrze, dłuższy czas korespondowałam z czatem, żeby znalazł mi coś podobnego w duchu, klimacie, nastroju i…. poddał się. Nie ma w blogosferze czy na YouTube miejsca, które byłoby choć w części tak moje jak ten blog. Sam stwierdził, że takich miejsc nie ma, że tęsknię za czasami, które minęły. Wszędzie jest tylko content, czyli słowo, od którego przechodzą mnie ciarki. Więc cóż, zostaję z sentymentalnym czytaniem dawnych postów. Pozdrawiam serdecznie, Justyna :)
OdpowiedzUsuń