18 maja 2026

♡ 9 Urodziny Gabrysi ♡

Czasami mam wrażenie, że trwa u nas nieustające przygotowywanie do przyjęć. Dopiero co były urodziny Miłoszka, święta, spotkania towarzyskie, a już kolejny tort wymagał upieczenia. Czas leci w zastraszającym tempie. Ponoć na jego przebieg ma wpływ nasz wiek i to, czy doświadczamy nowych przeżyć. Dla dzieci każdy dzień jest nowością, więc wakacje ciągną się w nieskończoność, a wspomnienia sprzed roku wydają się tak odległe.

Ostatnio coraz częściej o tym myślę. Mam wrażenie, że jeszcze przed chwilą wyciągałam wielkanocne obrusy, a tu znów miałam do zaplanowania menu, szukałam świeczek do tortu i zastanawiałam się, czy zdążę posprzątać dom przed gośćmi. Życie rodzinne jest jak fala, gdy ledwo jedno wydarzenie się kończy, kolejne już pojawia się na horyzoncie. Piękne, ale też bardzo intensywne.

Czytałam kiedyś o badaniach dotyczących percepcji czasu. Naukowcy tłumaczą, że jako dzieci odbieramy czas inaczej, bo niemal wszystko jest nowe. Nowa droga do szkoły, nowy smak lodów, pierwszy wyjazd nad morze, pierwszy dzień wakacji. Mózg zapisuje takie momenty bardzo intensywnie, tworząc mnóstwo „punktów zaczepienia” we wspomnieniach. Dlatego dzieciństwo wydaje się tak długie i pełne.

Z dorosłością bywa odwrotnie. Powtarzalność sprawia, że dni zaczynają się zlewać. Kolejne tygodnie organizujemy wokół obowiązków, list zakupów, logistyki i terminów. Mózg nie zapisuje już tylu nowych bodźców, więc z perspektywy czasu miesiące mijają jak kilka szybkich mignięć. 

Może dlatego dzieci potrafią tak bardzo cieszyć się drobiazgami. Dla nich rozłożenie koca w ogrodzie może być przygodą, pieczenie muffinek wydarzeniem dnia, a spacer po deszczu czymś wartym zapamiętania. My często jesteśmy (zupełnie niepotrzebnie) kilka kroków dalej myślami. Przy kolejnym mailu, kolejnym obowiązku, kolejnym tygodniu.

Coraz częściej łapię się na tym, że nie chcę tylko organizować życia i odhaczać kolejnych rodzinnych wydarzeń, nawet jeśli są piękne. Chciałabym jeszcze bardziej je przeżywać. Zatrzymywać się w tych małych momentach pomiędzy przygotowaniami. W zapachu pieczonego tortu wieczorem i dzieciach oblizujących łyżkę od kremu. Zawsze możemy choć trochę zwolnić upływający czas. Nie przez wielkie zmiany ani spektakularne podróże, ale przez świadome celebrowanie codzienności. Dodawanie do zwykłych dni odrobiny nowości, spontaniczności, obecności i może też.. życia trochę poza rytmem współczesnego pośpiechu i panujących zasad. Ale o tym (postaram się napisać) innym razem. 😉

Trochę ponad tydzień temu świętowaliśmy 9 urodziny Gabrysi. Patrząc na nią coraz częściej myślę sobie, że jako mama jestem po prostu jej ogromną fanką. Gabrysia ma bardzo wyraźne poczucie siebie, swoich upodobań oraz stylu, a przy tym zupełnie nie ogląda się na to, co powinno podobać się dziewczynkom w jej wieku. Nie próbuje dopasowywać się na siłę do trendów czy oczekiwań otoczenia. Od zawsze idzie trochę swoją drogą. Uwielbia rap, skatowe ubrania, jazdę na deskorolce i rowerze, trenuje koszykówkę i świetnie maluje. Ma w sobie dużo luzu, kreatywności i takiej naturalnej autentyczności. Chciałam, żeby mogła celebrować ten dzień w luźnej, rodzinnej atmosferze.

Goście trafili z prezentami idealnie. Były wymarzone Vansy, koszulki i piłka Lakersów, stos książek podróżniczych, nowy rower (bo z poprzedniego zdążyła już wyrosnąć po raz kolejny), a także mnóstwo dodatków inspirowanych klimatem lat 80, który ostatnio totalnie ją fascynuje.

Patrzę na nią i myślę, że to naprawdę piękne widzieć dziecko, które tak dobrze czuje samo siebie. I mam ogromną nadzieję, że ten wewnętrzny kompas zostanie z nią jak najdłużej.

Czas na rodzinne przygotowania!


Prezenciki dla gości.


I pyszności.



Domowy tort z wybranym przez Gabrysię motywem.



Było uroczo! Piękna pogoda, aktywności na świeżym powietrzu i rodzinna atmosfera!



Ostatnio przy różnych okazjach robię również sporo filmików i ruchomy obraz zapamiętuję na naszym Instargamie (zajrzyjcie do urodzin Gabrysi).

Dziękuję za wspólną chwilę i wracam niebawem z... nowiną! 😁
SHARE:

27 kwietnia 2026

Migawki Marca i Kwietnia' 26

Ponieważ w tym roku moja doba dosłownie się skurczyła, migawki pojawiają się co dwa miesiące. Chciałabym pisać częściej i paradoksalnie mam teraz jeszcze więcej tematów oraz przemyśleń, które chciałabym tutaj poruszyć, ale zwyczajnie brakuje mi na to fizycznie czasu.
Mam po prostu swój wypracowany standard życia, w którym ważna jest harmonia — zarówno w świecie zewnętrznym (porządek w domu, zadbany ogród, czas dla rodziny, wspólne pasje czy choćby gotowanie), jak i w sferze wewnętrznej (czas na książki, rozwój oraz balans pomiędzy światem realnym a tym wirtualnym). 
Jestem też w trakcie realizacji projektu, który może zainteresować również Was… jednak on także wymaga ode mnie zaangażowania i czasu, który muszę wygospodarować, ujmując go innym sferom życia. 
Dlatego na blogu piszę mniej, chociaż.. jak wiem? Przecież tak źle nie jest! Zapraszam Was na kolejne migawki z Magicznego Domku.

MARZEC

Marzec był bardzo pracowity w Layette. Pojawiła się też masa cudowności - między innymi przepiękne zabawki i zestawy artystyczne dla dzieci od Moulin Roty.


Sesja zdjęciowa do nowej kolekcji - najlepiej się czuję, gdy czarujemy klimat w Magicznym Domku.


Nowa kolekcja jest dedykowana nie tylko maluszkom ale też mamom. Koszula jest tak uszyta, że zmieści ciążowy brzuszek, będzie idealna w czasie połogu, a ja w koszuli wraz ze szlafrokiem mam zamiar tego lata chodzić o poranku po ogrodzie z kawą...





Jak ona urosła! I czasami pomaga mi w pracy.



A Gabrysia ma swój niepowtarzalny styl. Trenuje koszykówkę, jeździ na desce, uwielbia rap. Dobrze jest wspierać indywidualne cechy swoich najbliższych.


A takich plakatów już nie znajdziecie. Gabrysia ma całą teczkę, świetnie zachowanych plakatów z koszykarzami z lat 90 tych swojego Taty!


A wracając do tych czasów, miałam przeurocze spotkanie klasowe z podstawówki. Siedzieliśmy do późna, wspominając, śmiejąc się i jedząc pyszności o 23 na ulicy Piotrkowskiej.  


Nocowanki z Mamą to już tradycja. Na zmianę cała trójka - najczęściej w poniedziałki, gdy Tata i tak późno wraca ze wspinaczki.


Drobne przyjemności, gdy jestem w biegu. 


Dzień kobiet dla moich przyjaciółek, czyli słodki podwieczorek.


By się jednak nie zasłodzić najpierw podałam zupę serowo porową z croissantami szpinakowymi. Następnie karpatka i babka cytrynowa do herbaty. A na kolację ryż z żółtym curry, domowa bagietka i deska serów. Siedziałyśmy przecież od 15 do 1 w nocy!





To było bardzo udane wyjście na giełdę staroci w Łodzi. Dwa przepiękne talerze do powieszenia, stara encyklopedia zdrowia i piękne blaszane pudełeczko w kształcie jeża.


Dzieciaki, mamy mało czasu, więc zapraszam na sushi!


Dwa niziołki - czyli Vincent i Milenka (piesek mojego brata).


Bardzo ciekawa pozycja. Nie tylko o posiadaniu jako takim, ale o dobrym gospodarowaniu swojego czasu.


Szaleje na punkcie tego chłopca.


Uwielbiam czas, który spędzamy całą rodziną razem, ale dostrzegam też ogromne korzyści w chwilach, które spędzam z każdym z osobna. Wtedy pojawia się zupełnie inne skupienie, więcej uważności, a rozmowa staje się naprawdę ważna i wartościowa. Polecam to podejście, nawet przy większej liczbie dzieci.


Jestem bardzo zadowolona z mojego nowego zestawu do makijażu dziennego. Bardzo delikatny, ale podkreślający urodę.


Gabrysia rozpoczęła trend na deskorolki. Marysia ozdobiła swoja rysunkami.


Fajnie jej to wyszło!


Za to Miłoszka deskorolka świeci w ciemności!


Czas na pierwszy mecz drużyny Kapibarów!


Gabrysia z piłką!


A potem mąż zabrał mnie na spontaniczny wyjazd do Malagi!


Tak nam się tu podobało, że wybraliśmy się tylko we dwoje.


Przepięknie tu!





Tak, z każdym ten indywidualny czas wartościowy jest na miarę złota.



Czy Dżin spełni nasze życzenie?


Dużo inspirujących zakątków. To właśnie kocham w podróżach.



Nawet pomału oswajam lęk przed lataniem. 


W domu lubię na błysk...tylko dlaczego to takie trudne do utrzymania. Syzyfowa praca każdego dnia, a i tak wydaje mi się, że jestem wciąż do tyłu.


Uwielbiam gotować w domu...


...ale czasami zdarzają się wyjątki i to jest też OK.


KWIECIEŃ

Przytulnie w deszczowy dzień.


Na szparagi zawsze mamy ochotę.


Zapiekanka z jajkiem, serami i szparagami. 


Ogromne porządki, tym razem w szafie męża! Ja tez niebawem planuję rotację na rzeczy typowo letnie.


Pyszne kanapeczki, to takie, które potrafię sam przygotować.


Wielkanoc w Magicznym Domku. A osobny post znajdziecie tu - klik.


Czekam na wiosnę w ogrodzie i tulipany, które posadziłam jesienią.



W tym sezonie czeka na masa pracy w ogrodzie.


W odwiedzinach u cioci Ani i Klarci.


Obecnie dla mnie, jako Mamy, najtrudniejsza jest cała logistyka, gdy każdy zaczyna i kończy zajęcia lekcyjne oraz pozalekcyjne o innej porze. Dzień bywa wtedy układanką z godzin, przejazdów, odbiorów, przygotowanych rzeczy i pilnowania, by niczego nie pominąć. Czasem mam wrażenie, że bardziej niż kalendarzem zarządzam małym centrum dowodzenia.

To etap pełen ruchu i organizacji, wymagający dużej uważności, ale jednocześnie wiem, że to także czas inwestowania w ich rozwój, pasje i samodzielność. Staram się więc patrzeć na ten chaos z czułością.


A gdy Marysi zamarzy się dziewczęca nocowanka 3 koleżanek, to potulnie organizuje jedzonko na ten czas. 


Uwielbiam tulipany!


A to mój obowiązkowy zestaw do manicure, który wykonuje sama. Przepięknie wygląda! A ja od lat maluję paznokcie tylko na naturalny kolor.

 
I jest! Moja malutka polanka krokusów.


Za nami pracowite weekendy w ogrodzie. Dzieciaki bez namawiania pięknie nam pomagają. Cudowne są takie wspólne, całe dni na świeżym powietrzu.


Oczyszczaliśmy oczko wodne, poszerzaliśmy rabaty, malowaliśmy donice i meble ogrodowe oraz naprawialiśmy taras. Z manicure pozostało nic, a mnie plecy odpadają, ale satysfakcja jest!



Mój zeszyt ogrodowy, do którego wklejam i opisuję jakie robię w danym roku nasadzenia.


Kto się zmęczył pracą, konstruował swój własny domek na drzewie.




Na tarasie wymiana niektórych desek i będzie jak nowy!


Często piszecie, że u nas wszystko wygląda idealnie. Poukładane, dopracowane, spokojne. Uśmiecham się wtedy, bo każdy dom ma swoją mniej pokazową stronę.
Moja pięta Achillesa? Ubrania. A właściwie ten niekończący się etap między praniem a idealnym porządkiem. Składanie, odkładanie do szaf, prasowanie. Mam wrażenie, że w tej dziedzinie wiecznie jestem w tyle.
I gdybyście zajrzeli do naszej garderoby na dole, tej z butami i kurtkami… włos naprawdę stanąłby Wam dęba. To miejsce od dawna woła o generalną rewolucję, bo mam poczucie, że tylko ona może uratować sytuację.
Piszę to ku pokrzepieniu tym, którzy myślą, że inni ogarniają wszystko lepiej. Nie ogarniają. Każdy ma swój kąt, szufladę albo szafę, która przypomina, że życie toczy się naprawdę, a my jesteśmy tylko zabieganymi ludźmi.

Tu część mojej sterty do ogarnięcia, drugie tyle czeka na prasowanie (a ja już naprawdę nie prasuje wszystkiego) - na szczęście dzieciaki mają już obowiązek władania swoich rzeczy samodzielnie. 


Nasz ogrodowy crocs team.


Tyle się działo! Zrobiłyśmy sobie radosne selfie na uroczych 4-tych urodzinach Sophie. 


Cudowna atrakcja - 80 alpak, które dzieciaki mogły karmić.



A jedzenie....poezja! Dla dzieciaków i rodziców.




Maj zapowiada się bardzo aktywnie, ale najważniejsze to nie przegapić tego, co dzieje się właśnie teraz czyli pełnego rozkwitu wiosny. Słonecznego światła, zieleni, zapachu powietrza, dłuższych wieczorów i chwil, które mijają szybciej, niż się wydaje.

Człowiek tak łatwo wpada w rytm biegu. Od poniedziałku do piątku, od weekendu do weekendu, od jednej listy zadań do kolejnej. Zawsze coś do zrobienia, coś do dopięcia, coś do odhaczenia.

Coraz częściej myślę o tym, jak naprawdę zwolnić. I dochodzę do wniosku, że jedynym sposobem jest decyzja, co jest dla nas naprawdę ważne, i zgoda na to, że z części rzeczy trzeba zrezygnować. Nie da się mieć wszystkiego naraz.
A jednocześnie tak bardzo chce się smakować życie. Być w miejscach, spotykać ludzi, doświadczać, korzystać, czerpać.  Myślę, że właśnie na tym polega sztuka życia. Nie na tym, by zdążyć wszędzie, ale by umieć wybierać to, co naprawdę warto zapamiętać i zachować we wspomnieniach.

Dlatego wciąż wracam i wracam do blogowego pamiętnika, w którym zapisuje te chwile na dłużej.
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig