poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Biwak Czyli Weekend Pod Namiotem

Chociaż od wieków człowiek dąży do tego by było mu wygodniej za sprawą licznych wynalazków podnoszących komfort życia, to myślę, że wciąż drzemie w nas atawistyczna potrzeba, by zostawić tą całą cywilizację gdzieś za sobą i zmierzyć się z prawdziwym światem.
Prawdziwym, bo czasami zastanawiam się, czy te wszystkie "ulepszacze" życia nie zabierają nam cząstki samych siebie. Teoretycznie samochód, pralka, zmywarka, bieżąca ciepła woda w kranie ułatwiają nam życie i zaoszczędzają nam czas. Tylko współcześni ludzie wciąż gonią. Ten zaoszczędzony czas przeznaczają na kolejne zadania. Gdy znajdą sposób na zaoszczędzenie czasu na tych kolejnych zadaniach bo zdecydują się np. na internetowe zakupy czy dietę pudełkową wciskają uparcie w zagospodarowane minuty następne zadania! Ta gonitwa nie ma końca i ja też czasami w nią wpadam. Bo to całe zamieszanie i zabieganie z masą spraw na głowie, zależy w dużej mierze od nas. Wciąż dopisujemy sobie kolejne zadania na liście, a nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. Życie składa się z wielu etapów, w których musimy ustalić swoje priorytety i robić to co jest na dany czas najważniejsze. 
Kiedyś żyło się prościej. Nie było tylu wygód, zwykłe czynności zabierały znacznie więcej czasu, ale jednocześnie nikt od nikogo, a zwłaszcza od siebie nie wymagał, że w ciągu jednego dnia podejmie się wielu tematów. Była cięższa praca fizyczna, która wpływała na zaspokajanie swoich potrzeb, ale też większa współpraca z otaczającym światem. Żyło się porami roku, miało więcej czasu na relacje międzyludzkie. I chociaż człowiek jest szalenie zdolną istotą, która potrafiła odkryć tyle wspaniałych wynalazków, stworzyć tyle cudownych dzieł malarskich i literackich, rozwinąć w fantastyczny sposób medycynę i znajomość otaczającego nas świata i wszechświata, to jednak pomimo tych skomplikowanych tematów, które jest wstanie podjąć, powinien znaleźć czas na proste życie okraszone zwyczajnymi czynnościami, które teoretycznie nie zbawiają całego świata, ale uleczają duszę każdej jednostki. Często też dopiero praca fizyczna dopuszcza nasze myśl do nas samych. Dlatego lubię proste czynności, male rytuały wynikające z rytmu dnia, jak sprzątanie domu, ogarnianie wspólnej przestrzeni, bo wtedy wiele spraw prostuje się w głowie. A kiedy ten cały materialny świat, który nas otacza zaczyna nam ciążyć, w sercu pojawia się bardzo ważna potrzeba, potrzeba przebywania z naturą.
Zauważcie, że gdy wspominamy dzieciństwo, zazwyczaj na myśl przychodzą migawki z naturą w tle. Wakacje u dziadków na wsi, spacery po lesie, spanie pod namiotem, zrywanie malin z krzaka, kąpiele w jeziorze i nad morzem. Większość dzieci na początku swojej edukacji najmocniej interesuje się przyrodą.
Mocno zmęczeni upałami w mieście i chęcią powrotu w czasy naszego dzieciństwa, zabraliśmy dziewczyny na najprawdziwszy biwak w środku lasu nad rzeką! To był jeden z fantastyczniejszych wypadów, na który udaliśmy się całą rodziną!



Zatrzymaliśmy się w Borach Tucholskich na kempingu w Tleniu. Od razu, gdy przekroczyliśmy bramę poczułam to coś. W ośrodku położonym w lesie, oprócz pola namiotowego były też pawilony i drewniane domki. Wspólne toalety i łazienki, w centrum miejsce na ognisko, a w dole zejście do rzeki. Poczułam się jak w dzieciństwie!
Niesamowitym przeżyciem było samo wybieranie miejsca oraz wspólnie rozkładanie naszego tymczasowego domku.




Dzieci są niesamowite, bo potrafią dostosować się do każdych warunków, a to ważne by dostarczyć im wielu doświadczeń. Na campingu nie potrzebne były żadne zabawki, dziewczynki cały czas miały co robić, a czas spędzony na świeżym powietrzu powodował, że świetnie spały w nocy.



Wiele osób mówi, że boi się lasu, jego odgłosów oraz pająków, kleszczy i innych żyjątek. Powiem Wam, że nawet przez chwilę się nie bałam, spaliśmy spokojnie i błogo. Paradoksalnie jak wróciliśmy do domu z naszej małej wyprawy, to wtedy słyszeliśmy jakieś dziwne odgłosy miasta, które słychać na jego obrzeżach. A jeśli chodzi o komary i kleszcze po prostu się zabezpieczamy, a wszelkie żyjątka nie miały szans wejść nam do sypialni, bo w naszym namiocie jest oddzielona część do spania i wystarczy tylko przestrzegać zasady, że zawsze musi być zasłonięty zamek. Tylko po wstaniu wietrzyliśmy sypialnie przez max. 10 min. Uwierzcie mi, że nic nam nie chodziło i czuliśmy się bezpiecznie. Sama nie przepadam za pająkami ale znacznie bardziej boje się os! ;)





Poza tym cały urok byciu na polu namiotowym polega na tych wszystkich cudownych "niedogodnościach", które powodują, że człowiek lubi wyjść z strefy komfortu, którą ma w domu i doświadczyć czegoś innego. Uwielbiam to, że gdy idę na poranne siusiu, muszę dojść kilkadziesiąt metrów do toalety i czuje całą sobą to wspaniałe rześkie powietrze o poranku. W palce u stóp smyra mnie mokra od rosy trawa, a przez szumiące drzewa nieśmiało zagląda słońce zwiastując pogodny dzień. Tyle cudownych, prostych doświadczeń w trakcie drogi do toalety! Czyż to nie piękne? Pawilon z toaletami i prysznicami to oczywiście klimatyczne i dość obskurne (ale nie brudne!) miejsce, nad głową pajęczyny, ciepła woda w danych godzinach. Ale uwierzcie mi, że ten prysznic późnym wieczorem w ciepłej wodzie i satysfakcja z opanowania sztuki niedotykania otoczenia ;) a potem wtopienie się w ciepły śpiworek i błogi sen jest czymś po prostu wspaniałym!
A kawa i proste śniadanie zjedzone w środku lasu? Naprawdę doświadczając takich prostych chwil, człowiekowi chce się żyć! :)



Poranki w namiocie!




I piękna okolica. Przez ten weekend nie mieliśmy potrzeby wychodzenia poza granice naszego campingu!








Proste czynności jak łowienie ryb, wieczorne ognisko czy piknik na przyrzecznej plaży pozwalają poczuć, że są wakacje.









No i wakacyjne przyjaźnie. Marysia dwa namioty dalej spotkała swoją rówieśniczkę, z którą spędziła dużo czasu.


Ja najlepiej wspominam Gabrysi drzemki, które trwały po 3 godziny, a ja musiałam jej pilnować...na hamaku tuż obok namiotu czytając książki. Ten kojący szum drzew zapamiętam do końca życia!







Cudownym przeżyciem, było oglądanie nad rzeką spadających gwiazd. To jest niesamowite jak łuna światła pochodzącego od miasta zanieczyszcza widoczność gwiazd. Dzięki temu, że byliśmy w tym czasie na campingu w środku lasu w Borach Tucholskich mogliśmy podziwiać w pełnej krasie noc spadających gwiazd. To było mistyczne uczucie!

To smutne, że mieszkańcy Tokio, Londynu, czy innych dużych miast nie są w stanie zobaczyć nawet jednej gwiazdy! My mieszkamy na obrzeżach miasta, więc nie jest źle, ale i tak nie ma porównania z tym co zobaczyliśmy. Tak jak u siebie od razu rzuca mi się w oczy Wielki Wóz, tak tu na wyjeździe było tyle gwiazd, że zajęło mi dłuższą chwilę, by go zlokalizować.
Zobaczcie jak różni się widoczności gwiazd, w zależności od tego gdzie mieszkamy.

źródło: twojapogoda.pl

To było niezapomniane przeżycie i okazja by pomyśleć masę życzeń w ciągu jednej nocy!


źródło: shutterstock.com

Spędziliśmy niezapomniany weekend, przyznam, że chociaż 3 dni to niewiele, to odpoczęłam jak na niejednym dłuższym wyjeździe. Spokój, proste czynności, bycie z najbliższymi i seans prawdziwych gwiazd dał mi energii na następne tygodnie.








A na koniec sentencja, którą wypatrzyłam w drodze na biwak, która wszystko tłumaczy! ;)


Z ogromną przyjemnością wklejam ten wyjazd do naszego blogowego pamiętnika.

A już niebawem zapraszam na kolejne wpisy.

Miłego tygodnia! :)
SHARE:

wtorek, 7 sierpnia 2018

Pokoik Marysi i Gabrysi

Pojutrze Gabrysia skończy 15 miesięcy i całkiem niedawno oficjalnie zamieszkała razem ze swoją starszą siostrą w jednym pokoju! Z jednej strony to cudownie było mieć przy sobie niemowlaka w sypialni, ale z drugiej nie mogłam tej chwili nienaturalnie przedłużać. Dziewczynki są tak ze sobą zżyte, że nie chcę swoją maminą zaborczością im wspólnych chwil i frajdy zabierać. Marysia od roku czeka na Gabrysię w swoim pokoju. Obiecałam jej wtedy, że gdy Gabrysia zacznie chodzić, będą dzieliły pokój razem. W Magicznym Domku mamy parę pokoi, ale ani razu nie pomyślałam o tym, by urządzić im osobne. Wiem, że panuje taka moda, że każdy osobno, że musi być osobna przestrzeń. Jednak ja osobiście czułam, że coś je wtedy ominie. Chcę, by miały wspólne schronienie, własne tajemnice, skrytki. By dzieliły się zabawkami i bo przecież i tak wiele rzeczy mają wspólnych. Chcę by chodziły razem spać, a jak trochę podrosną, by potajemnie prowadziły wieczorne rozmowy lub czytały książki. Gdy im się coś złego przyśni, by mogły wejść jedna do drugiej do łóżka, albo razem niech przywędrują do nas. Ostatnio, gdy oglądałam mini serial "Małe Kobietki" o czterech dorastających siostrach, które spały w jednym łóżku (a raczej po dwie w dwóch), pomyślałam sobie, że teraz zabiera się dzieciom pewną bliskość. Może nie warto aż tak wpajać dzieciom od najmłodszych lat, że coś jest tylko Twoje, jak pokój, zabawki, ale wspólne, Wasze. Oczywiście wiadomo, że pewne rzeczy dostaje Marysia, a pewne Gabrysia, ale właściwie potem nie podkreślam we wspólnej zabawie co jest czyje. Bardzo często dzieci same sobie to regulują, bo wiek jest inny, zainteresowania czy gust. 
Znam parę osób, które do późnego wieku dzieliły z rodzeństwem pokój i zawsze były to niezmiernie zżyte relacje. Trzy siostry, które miały malutki pokoik, gdzie po jednej stronie były łóżka a po drugiej biurka (a one w wieku licealnym i jedna na studiach) - jak ja im zazdrościłam ich bliskości i przyjaźni. Żadna nie narzekała, cieszyły się, że są razem. Przecież każda z nich jak założy swoją rodzinę, będzie potem dzieliła dom z bliskimi. 
Oczywiście to wszystko zależy od danej sytuacji i rodziny. Mogę się domyśleć, że gdy różnica wieku jest większa (np. 8 czy więcej lat), to własna przestrzeń możne być wtedy wskazana, ale jeśli chodzi o nasze dziewczynki, gdzie różni je 2,5 roku nie wyobrażałam sobie innej opcji.  
Z Marysią dzieliłam pokój przez 11 miesięcy, bo miałam tam swoje łóżko (zobacz jak to wyglądało - klik i klik) i łatwiej było mi karmić ją w nocy. Potem oczywiście, gdy wróciłam do sypialni Marysia wędrowała do nas w nocy (co zresztą bardzo lubiłam!). Gabrysia swoje łóżeczko w naszej sypialni miała prawie 15 miesięcy i chociaż teraz dziewczyny dzielą wspólnie pokój i razem zasypiają, wiadomo, że na nocne karmienie (ok. 2 w nocy) zabieram Gabrysię do siebie. Bardzo często Marysia nad ranem również przychodzi, więc ostatecznie i tak o poranku mam dwa wspaniałe ciałka przy sobie. Nie przeżywam więc tego "rozstania" jakoś dotkliwie, a cieszę się na myśl o ich wspólnym pokoiku i przestrzeni. 

Dwoiłam się i troiłam, jak ich tą wspólną przestrzeń zaaranżować. Było wiele opcji i pomysłów, a przygotowywałam się do tej zmiany od początku roku. 
Zobaczcie jak wygląda teraz pokój naszych dziewczynek.

 


Oczywiście największą zmianą było przemeblowanie i pojawienie się piętrowego łóżka! "Łóżko Piętruszko", bo tak je nazywamy pieszczotliwie z Marysią jest spełnieniem jej i moich marzeń za razem (zawsze chciałam takie mieć!) i chociaż myślałam o tym, by postawić dwa małe łóżeczka, to jednak łóżko piętrowe zaoszczędza sporo miejsca. Mogłam wstawić jeszcze parę nowych mebelków, a do tego kupić większe łóżko, które starczy na dłużej (wymiary łóżka pięrowego to 80 cm na 180 cm!).
Przy łóżku piętrowym ważne jest bezpieczeństwo, o które się trochę obawiałam. Ale to (a przejrzałam chyba setkę łóżek) ma rozbudowane barierki, bardzo wygodne szerokie schodki (które są na tyle wysoko, że starszak po nich wchodzi, a maluch nawet na pierwszy stopień nie da dary postawić nóżki), a to tego jest stosunkowo niskie (górna barierka kończy się na wysokości 150 cm, wiec np. ja mogę swobodnie przykryć Marysię i dać jej buziaczka, bo mam jej głowę na wysokości oczu.)




Przy okazji przemeblowania zrobiłam wielkie porządki w książeczkach. Wiem, że ta książkowa mania jest specyficzna, ale w tym szaleństwie jest metoda, bo dziewczyny wprost uwielbiają książki, nie ma u nas dnia bez czytania, a ja staram się wybierać same perełki i wartościowe pozycje. 




Ta półeczka nadaje pokoikowi niesamowitego uroku. Kupiłam ją oczekując jeszcze Marysi od przyjaciółki mamy, która wyszukuje starocie i przeprowadza renowacje. I chociaż u nas w domu znajdą się i meble z Ikei, czy inne "nowe" przedmioty, to jednak właśnie nasze starocie nadają domu niepowtarzalnego uroku. Bardzo lubię mieszać stary i nowy styl ze sobą.


Marysia i Gabrysia - czyli dwie lale, które cudem (zajęło mi to milion godzin) uszyłam sama, będąc jeszcze w ciąży z Gabrysią, gdy dowiedziałam się, że druga będzie dziewczynka.


Szafę przeniosłam na drugą stronę i dokupiłam w Ikei regalik na drobne zabawki Gabrysi. Stworzył się przytulny kącik pod skosem. By podkreślić powagę zmian ;) wymieniłam też gałki w szafie i komodzie (Zara Home).



Lubię nietuzinkowe przedmioty robione ręcznie do domu, jak i dla dzieci. Dlatego w pokoju dziewczynek znalazł się wazon z kwiatami z materiału, które nigdy nie zwiędną  (Pakamera), urocza doniczka z ręcznie malowanym lisem (Agata Krzyżanowska), poduchy znalezione na Instagramie (bell_and_wool), łapacz snów (Moi Mili).





Łóżeczko musiało mieć swoją nową wyjątkową oprawę, dlatego już od jakiego czasu czekały na nie małe cudowności.
Komplety przepięknej dziewczęcej pościeli i pudrowych narzutek (Zara Home) oraz naklejki (Djeco), z których stworzyłam dekor nad częścią Marysi, a kupiłam je dawno temu, jak Marysia była malutka! Wiedziałam, że przyjdzie na nie czas.




Ręcznie robione poduchy (bell_and_wool) i łapacz snów (Moi Mili), który naprawdę działa! :)











Błękitną kuchenkę, którą Marysia dostała na 1 urodziny (Tidlo) uważam za jedną z najlepszych i najpiękniejszych zabawek!



Jeszcze jedną, cudowną zdobyczą na przecenach (Zara Home) jest bujana kanapa. Jest fantastycznie wykonana, może na niej spokojnie usiąść nawet osoba dorosła. Dziewczyny ją uwielbiają!



Zarzuciłam na nią futrzaną narzutę (Jysk zimowa kolekcja więc nie wiem czy jeszcze jest).


Pomimo, iż w pokoiki znajduje się sporo mebli, zależało mi na tym, by zachować wrażenie przestrzeni. Nie chciałam rezygnować z dużego fotela, w których zasiadamy do czytania, do tego pojawiła się kanapa i regalik, ale poprzez jasne meble i pilnowanie tego, by każda rzecz miała swoje miejsce, pokój nie stwarza wrażenia przytłoczonego. Jest jasny, ale nie brak w nim kolorowych dodatków, które dzieci przecież tak lubią. Ponieważ to dziewczęcy pokój jest i róż! Ale jak to u nas bywa, raczej w stonowanej wersji. ;)


Takie cudowne misiaki przywiozła nam ciocia Zuzia z Irlandii.




Leśne klimaty nadal czają się tu i tam (liski TKMaxx parę lat temu), z pewnością coś się rozwinie w tym temacie jesienią. ;)


Wieczorem panuje tu przyjemny nastrój.


Gabrysi dokładam jeszcze dodatkową barierkę (tą, którą miała Marysia w poprzednim łóżku) i mam wrażenie, że się jej przyjemnie tu śpi (w tym pokoju jest ciutkę chłodniej niż w naszej sypialni, ale i tak w te upały dziewczyny spały bez żadnego przykrycia!). W nocy zabieram Gabrysię do siebie, ale cieszę się, że obie dziewczyny od małego szybko nauczyły się zasypiać w swoich łóżeczkach, bo trudno byłoby chodzić z nimi spać o 19-20 wieczorem. ;)


Dla niektórych zdjęcia naszego domu to typowe wnętrzarskie pomysły i inspiracje, z których oczywiście miło mi, gdy czerpiecie. Ale dla mnie jest to niezmiernie cenne, gdy przy naszym dojrzewającym i zmieniającym się wraz z potrzebami domu, mogę wrócić do jego poprzednich odsłon. (a nawet naszego poprzedniego mieszkania, przecież piszę o wnętrzach już 8 lat!)
Te zdjęcia będą cudowną pamiątką dla dziewczynek, gdy będą mogły zajrzeć w przeszłość i zobaczyć jaki dokładnie dzieliły swój pokoik w dzieciństwie. Mam nadzieję, że będzie o dla nich równie ważne.




Pewnie domyślacie się, że niektóre zmiany pociągają za sobą kolejne, więc nie ukrywam, że wiele zmieniło się w naszej sypialni! Obecnie ma zupełnie inny klimat i nie mogę się doczekać, aż ją Wam przedstawię. Zatem od następnego! :)

Wasza G.
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig