29 czerwca 2026

Migawki Maja i Czerwca ' 26

Zasiadam do kolejnych migawek z lekkim niepokojem, bo ostatnie tygodnie były tak intensywne, że pomysł zamknięcia dwóch miesięcy w jednym wpisie wydaje się niemałym wyzwaniem.

Coraz częściej zastanawiam się też, jak dziś pisać bloga. Robię to już od szesnastu lat i wciąż chciałabym poświęcać temu znacznie więcej czasu. Świat jednak zmienia się tak szybko, że czasem trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, czy takie blogi – o wszystkim i o niczym – są nam jeszcze potrzebne.

Choć właściwie to określenie zależy od tego, jak uważnie ktoś czyta. Piszę o codzienności, zwyczajnym życiu i małych przyjemnościach, ale mam wrażenie, że najważniejsze rzeczy zawsze ukrywają się między słowami.

To, że je dostrzegacie i czujecie, daje mi ogromną motywację, by pisać dalej. Czuję się tutaj bezpiecznie. Od lat zaglądają do mnie te same osoby i mam poczucie, że stworzyliśmy miejsce, w którym nie trzeba niczego udawać. To chyba największa wartość tego bloga, która powoduje, że mam w sobie ten impuls, by regularnie siadać do pisania.

Zapraszam Was do migawek minionych tygodni.

MAJ

W maju ogród zaczął rozkwitać na dobre, a my wzięliśmy się za wielkie porządki i renowacje drewnianego tarasu.

Mnie ogromnie cieszył widok tulipanów w ogrodzie. Te jesieni posadzę ich znacznie więcej. 


Z pewnością nowiną miesiąca było pojawienie się u nas nowego pieska! Całą historię Bolusia przeczytacie we wcześniejszym wpisie (klik).


Dzieciakom spodobał się nowy kącik hamakowy w zakątku naszego ogrodu. 




Choć wciąż robię średnio około tysiąca rodzinnych zdjęć w miesiącu, coraz częściej świadomie odkładam aparat podczas spotkań z bliskimi. Pochłonięta rozmowami i zwyczajnie potrzebująca odrobiny prywatności, nie czuję już potrzeby dokumentowania każdej chwili.
Maj i czerwiec były wyjątkowo towarzyskimi miesiącami. Sami organizowaliśmy spontaniczne spotkania, ale równie często byliśmy zapraszani do innych. Uwielbiam ten czas – długie rozmowy, wspólne posiłki, śmiech dzieci i dorosłych, ten rodzaj codzienności, który zostaje w pamięci, nawet jeśli nie trafia na zdjęcia. Dlatego na blogu jest ich dziś trochę mniej, choć zostają w mojej pamięci.

Tu jedno jedyne zdjęcie, które zrobiłam u znajomych.


A tu na tarasie u mojej Mamy gościliśmy mojego ukochanego wujka z dzieciństwa. 


A czasami zwykły niedzielny obiad przeradzał się w rodzinnego grilla pod chmurką.



Nie zawsze udaje mi się nagrać zamówienia w Layette (mam elastyczny czas pracy, a paczki pakowane są od samiutkiego rana), ale uważam, że kompozycje mam są naprawdę przepiękne!


Czas na nowe fryzury!


Maj to urodzinowy miesiąc Gabrysi, a osobny wpis znajdziecie tu (klik).


Razem z Mamą wybrałyśmy się na koncert Michała Bajora. Choć teoretycznie nie jest to muzyka, której słucham na co dzień, wyszłam z tego wieczoru absolutnie OCZAROWANA.

To było prawdziwe przeżycie estetyczne i kulturalne – pełne wrażliwości, pięknych tekstów, subtelnych emocji i niezwykłej klasy. W świecie, który coraz częściej stawia na tempo i natychmiastowe wrażenia, ten wieczór przypomniał mi, jak wielką siłę ma uważność, słowo i sztuka opowiadania historii.


Ciekawe czy Gabrysi uda się przeczytać całą serię Tomków. Często wybieram im filmy czy książki "jeszcze z tamtego świata", by nie zatracili się zupełnie w tej nowoczesności. Mam nadzieję, że dzięki temu nie zatracą się całkowicie we współczesnym pędzie i będą potrafili odnaleźć przyjemność również w tym, co wymaga odrobiny czasu i skupienia.


Rodzinny wypad do Łódzkiego ZOO. Fajnie, bo raz w roku z kartą łodzianina można wejść do ZOO za darmo!




Wujek zafundował multimedialną przygodę, gdzie można płynąc na grzbiecie rekina!


To był naprawdę fajny czas!


Oba pieski uwielbiają nasze rodzinne seanse filmowe.


Rodzinne zawody wspinaczkowe. Oczywiście ja jako fotograf całej czwórki. 😁


To były naprawdę burgery z prawdziwego zdarzenia!


Pojechaliśmy też do stolicy świętować urodziny mojej Natalii. 


Atmosfera była przecudowna. Klimatyczne miejsce, pięknie udekorowany stół, przygotowane aromatyczne pyszności oraz inspirujące rozmowy. Domowe spotkania są moimi ulubionymi. Jest w nich coś, czego nie da się odtworzyć nigdzie indziej – ciepło, swoboda i bliskość. I chyba nic nie jest w stanie przebić tego wyjątkowego klimatu.


A prezenty przecudne!


Imię "Boluś" wymyśliła moja mama, ale od razu skojarzyły mi się książki, które uwielbialiśmy czytać. Prześmieszne, zabawne, takie trochę szalone. Mam wrażenie, że teraz pojawiają się tylko poprawne polityczne ksiażeczki dla dzieci.


W książce pojawiają się "trzy klawe knurki" i od lat mówimy tak o naszych dzieciach. 😅


Ile pracy kryje w sobie ogród, wie chyba tylko ten, kto sam ma kawałek ziemi, o który dba. Mimo że działamy zespołowo, w tym roku nie udało nam się zrealizować wszystkich planów. Nie ruszyliśmy nawet trawnika – poza regularnym koszeniem – a skrzynie na warzywa i mała szklarnia będą musiały poczekać do przyszłego roku.
Choć kto wie... Może jeszcze uda się stworzyć coś pomiędzy kolejnymi wyjazdami. W ogrodzie nauczyłam się już, że plany planami, a natura i życie i tak mają własne tempo.






Wieczór, cały dom cichnie, nad sobą mam uchylone okno, przez które wpada delikatny wiaterek i te kilka chwil przed snem czytam książkę. Bardzo lubię ten moment.


„U Ciebie zawsze jest idealnie!”

To jedno z tych zdań, które słyszę naprawdę często. A prawda jest taka, że chyba każdy ma własną definicję idealnie posprzątanego domu.

Rzeczywiście lubię, kiedy wszystko ma swoje miejsce i staram się odkładać rzeczy na bieżąco. Mam potrzebę harmonii – codziennie ścielę łóżka, dbam o to, żeby przestrzeń była spokojna i uporządkowana. To po prostu sprawia, że lepiej mi się funkcjonuje. Ale nie przeskoczę tego, że po domu kręci się siedmioro domowników, w tym dwoje takich, którzy zostawiają po sobie... sierść. Oczywiście, gdy tylko coś zauważę kątem oka, chwytam za ręczny odkurzacz. Tyle że – jak chyba każda z nas – nie zawsze mam na to czas. Czasem biegnę od pracy przy komputerze prosto na przedstawienie synka z okazji Dnia Mamy. Innym razem przygotowuję rodzinny obiad i w całym tym zamieszaniu okruszki lądują w szufladzie ze sztućcami (która, zupełnie niefortunnie, znajduje się tuż pod deską do krojenia), a szuflada z przyprawami znów zamienia się w mały chaos, choć przecież jeszcze niedawno robiłam w niej porządek.

Myślę, że sekret nie tkwi w perfekcji. Bardziej w codziennych, drobnych nawykach i akceptacji tego, że dom, w którym naprawdę toczy się życie, nigdy nie będzie wyglądał jak wnętrze z katalogu przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ale warto się starać i jednocześnie czasami...odpuszczać. 


Pod koniec maja wyruszyłyśmy z Mamą w naszą sentymentalna podróż do Francji.


Masę zdjęć z tego cudownego wyjazdu znajdziecie w osobnym poście tu - klik.



CZERWIEC

Gdy tylko wróciłam z wyjazdu z Mamą, od razu musiałam się przepakować i ruszyliśmy na pierwszy w tym roku wypad przyczepą kempingową.


Uwielbiam nawet takie krótkie wypady. Trafiła nam się przepiękna pogoda!


Co roku odwiedzamy...Ciechocinek! Tam zupełnie inaczej płynie czas, a my wszędzie jeżdzimy rowerami.



Oldskool'owa oranżada.


I smak czerwca!


To czas kiedy można czytać dużo książek. Dokończyłam "Cały ten błękit", który zaczęłam czytać we Francji. 


Po prostu uwielbiam te poranki z kawą na tarasie.


Vincent szykuje się na nocowankę z Miłoszkiem.



W czerwcu tak średnio 4-5 raz w tygodniu chodziliśmy na wczesno poranne spacery z mężem. I dla zdrowia i dla relacji - w końcu mogliśmy nadrobić wiele tematów, na które w codzienności nie ma czasu. 😋


Naprawdę można złapać oddech w tej pędzącej codzienności.


Chłopaki się chyba polubiły!


Czerwiec to też masa atrakcji, za którymi my rodzice musimy nadążyć - zielone szkoły, pikniki, Dzień Dziecka, urodziny przyjaciół z klasy, wycieczki szkolne, zebrania a nawet warsztaty plastyczne z rodzicami.


A w ramach warsztatów przygotowałyśmy z Gabrysią wakacyjną ozdobę na kiermasz w szkole. 


I jeszcze więcej spacerków we dwoje. Szybkie tempo, kroki zrobione, nerwy ukojone, tematy nadrobione.


Kawa z kawiarki najlepsza.



Dzieciaki kolacja! (Swoją drogą w tym roku mam wielką fazę na rzodkiewkę!)


Nasz dostojny Boluś.


Lubię przypatrywać się jak krzątają się po kuchni.


Która tak przytulnie wygląda nawet od strony ogrodu.


Nawet udało się wyskoczyć na randkę do kina!


Kolejne dwa talerzyki wiszą, bo wiadomo, że jak mąż powie, że powiesi, to powiesi i nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku.


Mieliśmy jedyny wolny weekend na spotkanie ze znajomymi, a potem spontanicznie pomyślałam, że przecież będzie miło przy okazji świętować wtedy moje urodziny i zdmuchnąć w ich towarzystwie świeczkę.


Tort (sernik na zimno) zrobiony, ale warto spisać jakie planuje menu i co jest jeszcze do zrobienia.


Tak, to masa pracy, ale musze przyznać, że lubię przygotowywać nowości na wszelakie przyjęcia.


Smaku i wyrazistości dodają zioła z własnego ogródka.


Zawsze pytacie o przepisy i bardzo mnie to cieszy. Problem w tym, że nie każdy da się przekazać w kilku zdaniach. Lista składników to dopiero początek – najważniejsze często dzieje się pomiędzy. To te małe niuanse, wyczucie ciasta, odpowiedni moment czy drobne triki sprawiają, że przepis naprawdę wychodzi.
Od dawna chodzi mi po głowie pomysł, żeby usiąść do tego na spokojnie i zebrać wszystkie ukochane przepisy z naszego Magicznego Domku, ale na dziś podaję przepis na genialną focaccię!

Składniki:
500 g mąki pszennej (około 3 1/2 szklanki)
1,5 szklanki wody (375 ml)
2 łyżeczki soli
7 g suchych drożdży

Ciasto robimy wieczorem poprzedniego dnia. Do dużej miski, która zmieści się w lodówce dodać mąkę, wodę, drożdże oraz sól. Wymieszać składniki aż składniki się połączą - ciasto będzie lepkie i "niedbałe". Przesunąć ciasto na bok w misce i wlać trochę oliwy z oliwek. Obrócić szpachelką ciasto, by zanurzyło się w oliwie z każdej strony.  Miskę szczelnie przykryć pokrywką lub talerzem i włożyć do lodówki na noc.
Na 2-3 godziny przed upieczeniem (można podać na ciepło, a można upiec przed np. przyjęciem wcześniej i mieć już z głowy podając na zimno) wysmarować naczynie żaroodporne lub blachę oliwą i przełożyć ciasto z miski do formy. Niedbale rozciągnąć palcami, robiąc w cieście wgniecenia i zostawić do wyrastania w ciepłym miejscu pod przykryciem na ok. 2 godziny.
W wyrośniętym cieście robić kilka wgłębień palcami, dowolnie udekorować (np. oliwkami, pomidorkami lub tylko ziołami i solą) oblać oliwą i włożyć do rozgrzanego piekarnika na 250 stopni.. Piec ok. 20 minut do momentu, aż focaccia będzie rumiana na wierzchu.




Świętujemy!


Uwielbiam gotować dla przyjaciół, sięgać po nowe przepisy, odwdzięczać się im smakami.
Dwie rundy, najpierw: Chłodnik z ogórków, awokado, limonki oraz mięty, zapiekane ziemniaczki, surówka z cukinii i kiwi, piersi z kurczaka faszerowane ziołami, bazylią, suszonymi pomidorami i fetą a na deser tiramisu z lodami i gorącą kawą. Po jakimś czasie na stole pojawiła się deska serów, sałatka z rukolą, fetą i arbuzem oraz focaccia z pomidorkami, oliwkami i ziołami. Na sam koniec tort idealny na upalne dni czyli sernik na zimno z truskawkami z prawdziwego twarogu i mascarpone.



Cudowny czas! Dorosli siedzieli na jednym tarasie a dzieciaki podjadały na drugim w przerwach niekończącej się zabawy.


Prezenciki cudne. Ceramiczna kurka na jajka, serwetki, jedwabne apaszki, płyta winylowa (uwielbiam ten album Harrego), tasak, ołówek automatyczny (mam hopla na punkcie dobrych przyborów papierniczych) i wiktoriański pierścionek od męża. 💕

Przepięknie kwitnie mój różany zakątek.



Jak ten czas leci...moja Gabrysia z ręczniczkiem z pierwszej kolekcji Layette...


Czy my rodzice dostaniemy jakieś medale za wytrwałość w zawożeniu dzieci w roku szkolnym na zajęcia dodatkowe?


Z wizytą u Taty... 💔


Okazało się, że mój dobry znajomy pracuje w przepięknej bibliotece!



Chyba najwyższy czas przestać kupować tyle książek, a zacząć częściej je wypożyczać. Domowe biblioteczki mają swój urok, ale w pewnym momencie człowiek orientuje się, że półki przestają nadążać za czytelniczymi planami.

Coraz bardziej podoba mi się myśl, że nie każda książka musi zostać z nami na zawsze. Niektóre wystarczy po prostu przeczytać, zachwycić się nimi przez chwilę i zrobić miejsce dla kolejnych historii.


Piesełek.


Lato w pełni i rekord upałów w Polsce!


Pieski też muszą się ochłodzić.


Ostatnio nasz ulubiony!


Piękne to życie. Czasami zabiegane, czasami trochę chaotyczne, ale coraz częściej przeżywane z uważnością na to, co naprawdę ważne, i z nieustanną próbą odnalezienia harmonii i równowagi pośród codziennych obowiązków.

Ściskam Was mocno i do napisania po małej wakacyjnej przerwie.
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig