poniedziałek, 11 maja 2020

TRZECIE URODZINY GABRYSI I URODZINOWA CHWALIPIĘTA

Mam taki wewnętrzny dysonans. Z jednej strony wydaje mi się, że to po prostu niemożliwe, żeby Gabrysia skończyła już 3 latka, przecież pamiętam dokładnie jak z wielkim zamieszaniem pojawiła się na świecie w szpitalu (pamiętacie zapewne jej spektakularną wagę 5080 g!) i wszystkie tego dnia emocje. Z drugiej strony wydaje mi się, że była zawsze taka jak teraz. Jest szalenie rozwinięta jak na swój wiek, naprawdę dzielnie goni naszą Marysię. Tak bardzo czekała na swoje urodziny, właściwie jedna z jej ulubionych zabaw to zabawa w JEJ urodziny. ;) A tu szaleje na świecie pandemia (szaleje? nie wiem, bo ja już żyje trochę obok tych telewizyjnych rewelacji) i bądź co bądź większych urodzin z dziećmi nie braliśmy pod uwagę. Na szczęście już spotykamy się w gronie rodziny, więc było mimo wszystko wesoło! Ja, pomimo dużej presji spełnienia najskrytszych marzeń dziecka, które tak bardzo nie mogło się doczekać swoich urodzin, podeszłam do tematu bardzo na luzie. Kiedyś wiele rzeczy przeżywałam, teraz ponieważ mam jakąś bazę danych, którą wypracowałam sobie poprzez doświadczenie, wiem gdzie można odpuścić a co jest priorytetowe. I jednak spokojnie można podejśc do tego z przymrożeniem oka, można być bardziej elastycznym i dostosować się do sytuacji, a jednocześnie można zrobić coś po swojemu. Mniej stresu, a o wiele więcej satysfakcji. Satysfakcji w łapaniu chwili taka jaka jest. Przyglądać się jej i starać się ze wszystkich sił zachować tą atmosferę w sercu. Ogromnie się cieszę, że mogę być częścią życia moich dzieci i budować im w pewien sposób wspomnienia. Mam nadzieję, że trzecie urodziny gdzieś ulokują się w sercu Gabrysi, a ja z przyjemnością wrzucam je do blogowego pamiętnika.

Ale zacznijmy od tortu! Tym razem wyłamałam się z naszego rodzinnego biszkopta i zrobiłam tort marchewkowy z... truskawkami. :) Tak zażyczyła sobie Gabrysia. :)




Bardzo spodobała Wam się dekoracja tortu na Instagramie - ale tym razem była to "twórczość" bardzo spontaniczna. ;)


Cała Gabrysia i jej dwa wcielenia. Jeden to łobuziak, z potarganiami włosami. O taki tu jak na zdjęciu poniżej (zlizujący krem od tortu):


By dosłownie chwilę później zamienić się małą damę, dziewczynkę z ruchami pełnymi gracji:


* jednak nadal to Gabrysia, która nie da sobie wytłumaczyć, że rajstopki należą do Marysi (która ich nie nosi bo nie lubi sukienek**) i są na nią za duże.

** Marysia już prawie założyła sukienkę na przyjęcie, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Z moimi dziewczynami nie nadążysz. ;)



Przyjęcie urodzinowe. Co tu zrobić z dzieciakami? Co podać gościom? To niemalże zawsze zagwozdka każdej gospodyni. Tym razem po prostu postawiliśmy na PIZZĘ, bo najlepszą podają właśnie w Magicznym Domku. ;) Pan Poślubiony ma taką wprawę, że postanowiliśmy zrobić 8 porcji (z czego wychodzi uwaga - 16  dużych pizzy) i zrobić Warsztaty Kulinarne Robienia Pizzy dla dzieciaków. 












I można śmiało powiedzieć, że najedliśmy się do SYTA! ;)









Ciepło i rodzinnie - tak lubię!





Sto lat moja kochana Gabrysiu!

I przeskakujemy do urodzinowej chwalipięty! Co takiego dostała Gabrysia na swoje 3 urodziny?

Zestaw Muzykanta :)


Pluszową "pieskę". :)



Pieska, który je i robi... kupki. ;)


"Najfajniejszemu barbarzyńcy na świecie" - to dobrze obrazuje naszą Gabrysię. ;)


Zestaw biwakowy ciocia Ania dostarczyła nam dzień wcześniej. :)


Klocki jeżyki.


Biżuterię dla młodej damy. W zestawie było więcej rzeczy, ale panna nie chciała oddać mi na czas robienia zdjęć. ;)


Jedną dziewczynkę wisiorek dostała Marysia "na pocieszenie". Czy też dajecie mały drobiazg pozostałym dzieciom w dniu urodzin rodzeństwa?


Następnego dnia była grillowa kontynuacja urodzin w rodzinnym gronie, ale o tym napiszę już w migawkach miesiąca.

Ściskam Was mocno i trzymajcie się w zdrówku, a ja zmykam do łóżka bo dochodzi prawie 23 i ledwo na oczy patrzę. :)

Wasza G.
SHARE:

czwartek, 30 kwietnia 2020

Migawki Kwietnia '20

Uszczypnijcie mnie, bo aż nie dowierzam, że rozpoczynamy właśnie maj 2020 roku! Kwiecień zleciał nam szybciutko i paradoksalnie, pomimo dalszej kwarantanny narodowej :), był bardzo pracowity i daleki od chwil wytchnienia. Może w maju odpoczniemy? Mhm. Tak tak. ;)

Zaczynamy!

 Ten chłopiec i jego usteczka do wycałowania. Wpadłam po uszy. :)


Mój największy nerwus i słodziak za razem.


Na początku miesiąca byliśmy jeszcze w szczerym polu!

 
Trzy śmiejki łóżkowe.


Robią z Tatą domowa pizzę.



Najlepsza!


Dostałam od Mamy pyszne proseco bezalkoholowe. :)


Ciiiii....


Taki piękny zestaw do ręcznego haftu! Jeszcze nie ruszyłam ;)


Sadzimy rzeżuchę na święta!


Szybka tarta z ciastem francuskim, porem, boczkiem, śmietanką i parmezanem.


Najczęściej działamy tak i każdy jest zadowolony. :)


Drożdże są, więc kolejny raz bułeczki cynamonowe!



Moje małe damy - jak one urosły!


I chociaż mam fioła na punkcie czystej pościeli, to śniadanie do łóżka jest jednym z naszych fajniejszych rodzinnych chwil. Myślę, że dziewczyny będą je wspominać bardzo ciepło (bo same się o te śniadania do łóżka w weekendy proszą).


Co nakruszą to nakruszą ;) Ale warto!


Czas na ognisko! Nasz ogród to błogosławieństw w dzisiejszych czasach.


Porządki w szafie!



Zabawki po Marysi i Gabrysi poszły w ruch.


Mam wiele takich skarbów na strychu. Podświadomie wiedziałam, że będzie nas piątka! :)


Prace plastyczne.


A my większość czasu tak. Kręgosłup odpada, ale wszystko da się zrobić!


Proste smaki.


Zagramy?


Sumiennie podlewają rzeżuchę każdego ranka.


Jedzenie pod chmurką - bezcenne!


Gagatki.


Gili gili.


Co??


Kawę do łóżka - bardzo proszę!


Pięknie wyrosła!


Jedno z ulubionych miejsc - kanapa na górze.


Plus kwarantanny? Pan Poślubiony jak poszedł do Superpharm to dostał równoważność kremu w próbkach (50ml), który normalnie kosztuje 160 zł. Świat dosłownie stanął na głowie.


Nie wiem ile razy już w życiu wypowiedziałam "Nie skaczcie po kanapie, bo upadniecie na ten stolik i wybijecie zęby!"


Komoda kupiona na allegro tuż przed malowaniem. Bardzo mnie to relaksuje!


I nadeszły te nietypowe święta Wielkanocne!


Ale i tak było miło i pysznie. (Mazurek zrobiła moja 95 letnia Babi).


Poszukiwanie prezentów w ogrodzie.


Znak czasów? Dziewczyny stwierdziły, że piłeczki sensoryczne Miłoszka to koronawirusy! ;)


Jej ulubione okularki.


Nad ranem jeszcze dobrze oka nie otworzysz, a już trwa przedstawienie w najlepszym teatrze na świecie.;)


Moja całkiem nowa towarzyszka ukulele.


Tak się kończą nasze fikołki i wygibasy. Uff, na szczęście nic się poważnego nie stało, ale Gabrysia nie "używała" ręki trzy dni.
Stroju nie komentujemy - pozwalam ubierać się dziewczynom jak chcą. :)


Nowy parkiet?


Przeprowadzka! Do kogo mówi ciocia Zuzia?

 
 :)


Najtrudniejsze pracujące dni - jak pogodzić brak przedszkoli i odseparowanie od babci i przeprowadzkę? Daliśmy radę, ale ten miesiąc chodzę mega wykończona!


A tu komoda po malowaniu.


Spotkanie z dziewczynami online i ten moment, gdy Twój rozmówca zamienia się w... stopę. :)


I trach! Musiałam w czasie pandemi iść do dentysty na usunięcie ósemki! No makeup, podkrążone od zmęczenia w trakcie przeprowadzki oczy i full ochrona. ;)


Uśmiechy przez sen najlepsze.


Dajemy radę.


Który to już raz?


Szelmowski uśmiech.


Jak pachnie.


Raz w tygodniu mój święty czas, gdy zamykam łazienkę na klucz i nic mnie nie obchodzi. ;)


Chwilowy chaos i tańce wygibańce.



Dla takiej chwili warto żyć...tylko, że nigdy nie schudnę!


Mały człowiek zastygnął w pozycji noszenia.


Można powiedzieć, że bardzo blisko przeżyliśmy "czwarty" trymestr. Polecam lekturę książki "Kontinuum", gdzie antropolożka przypatruje się macierzyństwu w indiańskich plemionach. Im bliżej na początku, tym bardziej samodzielne są dzieci w przyszłości. I nie chodzi o to by ciągle skupiać uwagę na dziecku i ulegać we wszystkim (często mylone w rodzicielstwie bliskości), tylko być blisko i robić swoje. Tak dzieci uczą się codzienności, a mama może robić wszystko. Tak właśnie u nas było.

Na tym zdjęciu widać jak moja cera szaleje po porodzie - ale teraz już jest znacznie lepiej!


Working mum.


Dni na pełnych obrotach w pracy przeplatają się z dniami na pełnych obrotach w domu. Takie błogie chwile to tylko mgnienie oka. ;)


Ale po wielu tygodniach rozłąki z babcią Jolą, dziewczyny pojechały do niej na dwa dni! Bawiły się świetnie, a my z jednym, niespełna trzymiesięcznym dzieckiem czuliśmy się jak na wakacjach! ;)


Wytrawny omlet, jedno z moich ulubionych śniadań.


Jeśli ostatnio robię błędy, szyk zdań taki siaki byle jaki, to uwierzcie mi, że posty powstają w utrudnionych warunkach. ;)


Udało mi się raz jeden poćwiczyć z Ewką. To była rozgrzewka przed majem. (Daj boże, daj boże)


Wieczorny seans i Gentelmeni.


Na chwile dał się odłożyć ten mój nieodkładalny syn. :)


Praca zespołowa i majsterkowanie od małego.


A tą kołyskę dosłownie znalazłam na ulicy! Była wystawiona do wyrzucenia w mojej okolicy! To się nazywa szczęście.



Wspierajcie swoje ulubione miejsca.


I trafiliśmy w końcu na szczepienia - byliśmy jedyni obecni w całej poradni - bezpieczniej niż przed pandemią!

7 kg i instruktaż jak zaciągnąć skarpety by w końcu nie spadały! ;)


Pomalutku urządzamy miejsce Layette.


Popadało to i ślimaczki się pojawiły w ogrodzie.


Podsumuję ten miesiąc następująco - zawsze patrz na jasną stronę życia!

Ściskam mocno! Udanego weekendu!
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig