22 sierpnia 2011

Zdobyć Morze

W maju pisałam Wam o podróży, na którą bardzo czekaliśmy. Już jutro wybieramy się na rejs 12-osobową żaglówką przez morze Bałtyckie.
Trwa w Magicznym domku wielkie pakowanie. Musimy zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Śpiwory, sztormiaki, kalosze oraz bieliznę termiczną - nie wiadomo jakie warunki zastaniemy. Morze rządzi się swoimi prawami. Lubię takie ekstremalne warunki, dni wypełnione nieznanym i przygodą.





























Znikamy na jakiś czas, ale już za półtora tygodnia możecie spodziewać się nowego posta o naszej żeglarskiej przygodzie. Trzymajcie kciuki za zdobywanie kolejnych umiejętności!

Z ostatniej chwili:

Pakowanie zakłóciło nam niezwykłe zdarzenie! Do naszego salonu wleciał nietoperz!
Przestraszyłam się nie na żarty gdy zaciekawiona hałasami naszych zwierzaków weszłam do pokoju. Nietoperz latał jak oszalały we wszystkie strony! Ojej! Jaki zastrzyk adrenaliny!




















Musieliśmy wyprosić Gacusia, lecz wcale to nie było proste. Za nic nie chciał wylecieć przez pootwieranie okna. W pewnym momencie po prostu zniknął gdzieś w pokoju. Szukaliśmy wszędzie i nic. Myśleliśmy, że może niezauważony szybko myknął przez okno. Okazało się, że zasnął na półce za czajniczkiem. Złapaliśmy go w sitko i wypuściliśmy na zewnątrz.
Miejmy nadzieję, że wybaczy nam tą niegościnność.

Cóż za noc! Cóż za emocjonujący sierpień! Ahoj moi drodzy! 
SHARE:

21 sierpnia 2011

Nasz Wyjątkowy Dzień :)

Oficjalnych zdjęć jeszcze nie ma. Tego dnia towarzyszyło mam jednak kilku paparazzi. :) 

Tak wyglądaliśmy tego dnia oczami naszych przyjaciół.








































Nie byłam nic a nic zestresowana. Otaczali nas sami najbliżsi, życzliwi ludzie a do ołtarza prowadził mnie mój Tata.







































Bardzo lubię kościółek, który mieści się bardzo blisko Magicznego Domku. Jest malutki, przytulny i bardzo czyściutki. Dekorację kościoła zrobiły siostry, z kwiatów które im dostarczyłam. Na mszy i w czasie skladania życzeń przygrywał nam saksofon.

Na weselu, przy okrągłych stolikach zasiedli nasza rodzina i najbliżsi przyjaciele. Plansza z rozstawieniem stolików, wizytówki i menu zaprojektowałam w stylu zaproszeń. Kwiaty na stołach nawiązywały do mojej wiązanki z białych frezji i różowo-pudrowych róż.




















































Czułam się jak gwiazda wieczoru. Sukienka była skromna ale bardzo wygodna i wdzięczna w tańcu. Za jakiś czas chciałabym poświęcić mojej ślubnej sukience osobnego posta. Była szyta na miarę wg mojego projektu i czułam się w niej doskonale.


























Pierwszy taniec - nasza wersja tanga z filmu Zapach Kobiety.































To był cudowny wieczór! Nie spodziewałam się, że na własnym weselu można się tak wybawić i czuć się swobodnie. Tego życzę wszystkim Młodym Pannom - nie stresujcie się!






















Przy okazji dziękuję wszystkim czytelnikom Magicznego Domku za życzenia, gratulację, wsparcie i ciepłe słowa! 

SHARE:

19 sierpnia 2011

Nowostki w Magicznym Domku

Niedawno Magiczny Domek wzbogacił się o kilka cudnych rzeczy. 
Wcześniej obiecałam sobie, że nie będę już kupować przedmiotów do domu, bo gdybym tylko mogła robiłabym to nieprzerwanie. Ostatnio było sporo wydatków więc czas przestawić się na tryb oszczędzania. Jakiś czas temu pozwoliłam sobie jednak ulec znacznym przecenom w sklepach. I tak w sypialni pojawił się nowy kocyk (Home&You) i uchwyty w stoliczkach nocnych (Zara Home). Taka mała zmiana a jaki rezultat! 
Sypialnia robi się coraz bardziej jesienna. Uwielbiamy ciepłe, jesienne kolory.








































Nad łóżkiem pojawiła się nowa aranżacja. Najwspanialszym jej elementem jest wyjątkowy prezent, który dostaliśmy w dniu ślubu. Jestem oczarowana! 
Tą cudowną ilustrację wykonała moja koleżanka Agatka (zapraszam na Agatki bloga), włożyła w nią wiele pracy i serca. Strasznie to doceniamy i dziękujemy! :*




































Dostaliśmy dużo prezentów od serca. Było mi niezmiernie miło, gdy niektóre osoby wręczając nam paczuszki szeptały - 'przyda się w Magicznym Domku' lub 'to drobiazg na rozwój Magicznego Domku'. :)
Wyjątkowy prezent dostaliśmy od przyjaciół z zagranicy. A dostać ekspres do kawy od Włochów ( i nie tylko) to dopiero coś!




































Pan Poślubiony wypił z nimi nie jedną kawę w zimnej Finlandii gdzie był na studiach. Taki prezent nabiera zupełnie innego wymiaru. Z Włoch przyleciały również puszeczki kawy Illy. Aromat i smak nie do opisania!

A kawę możemy pić w przepięknych filiżaneczkach, które również dostaliśmy od dobrych krasnoludków, którzy podarowali nam je w tym szczególnym dniu.





































Eleganckie z Rosenthala oraz artystyczne z obrazami Gustawa Klimta.




































Zamiast kwiatów obdarowano nas najrozmaitszymi winami z całego świata. Już się nie mogę doczekać ich degustacji w jesienne i zimowe wieczory. :)
Nie zorganizowałam jeszcze dla nich odpowiedniego miejsca (ah! gdybym tylko miała winnicę...), stoją więc dumnie na komodzie.




































Przeceny złapały mnie też w nieoczekiwanych miejscach. I tak zostałam posiadaczką nowej, turkusowej skrzyni przecenionej w sklepie Pepco. :) (zdjęcie powyżej)

Wyjątkowych prezentów ślubnych jeszcze nie koniec. 
Od moich dziewczyn, o których pisałam już nie raz (np. tu apropos wieczoru panieńskiego) dostałam kartkę. Lecz zamiast życzeń odnalazłam tam cudowny, komiczny wierszyk. Uśmiałam się niezmiernie!



























Będzie przepiękną pamiątką! ;)

"... Wieść rozchodzi się po Łodzi
Gusia za mąż nam wychodzi!
Więc pojawia się pytanie
Co się z Gusią teraz stanie?

Czy się zajmie gotowaniem?
Szyciem, praniem, urządzaniem?
No...nic z tego te zajęcia
- utrwalone już na zdjęciach
Gusia ma już w małym palcu...
Ona sprząta balkon w tańcu,
Ona śpiewa jak prasuje
Nuci kiedy remontuje

I potrafi z takim czarem
Zapanować nad zegarem!

Zrobi wszystko, wszędzie zdąży
i nikt za nią nie nadąży!

Bo jednego dnia potrafi
I remanent zrobić szafy
I dla Gapci uszyć kapcie
I odwiedzić swoją Babcię
I do parku  z Lunką skoczyć
I zakupić krem pod oczy!

Skoro Gusia to już umie
Pewnie Michał już rozumie
Że nie uda się nikomu
Zostać lepszą Panią Domu!...."

:) :) :)
SHARE:

18 sierpnia 2011

Przygotowania

Wciąż czekam na zdjęcia z tego ważnego dla nas wydarzenia. Te profesjonalne będą dopiero pod koniec września. Jednak już teraz dostałam jedno zdjęcie z przygotowań, które nasza przesympatyczna para fotografów wystawiła na konkurs.  

Przygotowania do ślubu odbywały się w Magicznym Domku. Trochę niestandardowo. W sypialni przygotowywałam się z wszystkimi kobietami z rodziny. Dwiema Babciami, dwiema Mamami oraz z dwiema siostrami Pana Poślubionego. Towarzyszyła nam również Lunka.
Panowie natomiast przegotowywali się w drugiej części mieszkania a kręciła się wśród nich Gapcia. :)

Na zdjęciu widać jak obracam się w sukience. Jednak na zdjęcia jej detalików oraz prezentacji w całej krasie będzie trzeba jeszcze poczekać.


SHARE:

16 sierpnia 2011

Nasze Logo i Wedding Handmade

Ah! Przepadłam w czeluściach przygotowań, wrażeń i emocji. To był szalony, bardzo pozytywny okres. Emocje sięgały zenitu. Zamieszanie z poplątaniem z wisienką szczęścia na wierzchu.
Jednak opłacało się, gdyż wszystko odbyło się zgodnie z planem. Naprawdę to był wyjątkowy, piękny dzień. Pełen miłości i zaangażowania. W otoczeniu najbliższych, cudownych ludzi. 
Nadal nie dociera do mnie, że mam męża! :) Brzmi to strasznie poważnie. Jednak My postanowiliśmy zachować w naszym życiu beztroskę i nutkę szaleństwa. Od soboty Pan Narzeczony mianuje na Pana Poślubionego.

Zanim skompletuję wszystkie zdjęcia i pokażę Wam jak ten nasz wyjątkowy dzień wyglądał minie trochę czasu. Wybaczcie więc fakt, że przez jakiś czas będzie pojawiał się 'weddingowy' temat. Nie ma co, przeżycie jest tak wielkie, że będzie mi trudno je tak po prostu pominąć. :)

Już do samych przygotowań włożyliśmy sporą dawkę serca. Pan Poślubiony wymyślił fajny pomysł na prezenciki dla naszych gości. Aromatyczne, ręcznie robione świece. 
Wcześniej robiliśmy je na potrzeby Magicznego Domku. Już tu paliły się nasze pierwsze świeczkowe owoce. Sam proces tworzenia własnej świecy ma w sobie coś magicznego. Oczekiwanie na roztopienie wosku (parafiny lub [nasze nowe odkrycie] wosku naturalnego) oraz te rozchodzące się aromaty po całym domu. 
Przed naszym ślubem, w trakcie wielu wieczorów, nasza kuchnia zamieniła się małą manufakturę.




































Wymyślaliśmy coraz to nowe patenty na wyrób naszych świeczuszek. Zrobienie 80-ciu podobnych sztuk było nie lada wyzwaniem!
Ponieważ te świeczuszki były tworzone w konkretnym celu, musiały mieć odpowiedni charakter. Ważne było również opakowanie. W tym pomógł mi mój Tata. Pakowanie zajęło nam prawie 4 godziny!






















































Na plakietkach znalazło się Nasze Logo! :)














Logo powstało na początku tego roku i być może w przyszłości będzie częścią pewnego projektu. Póki co zadebiutowało na podziękowaniach dla gości. :)









































To było niesamowite uczucie gościć najważniejszych ludzi w naszym życiu w jednym miejscu. Chcieliśmy chociaż tym małym akcencikiem podziękować im za to, że byli z nami. 

Przy okazji stwierdziliśmy, że fajnie było by się zająć tworzeniem świec na większą skalę. Pan Poślubiony bardzo lubi to robić, a ja lubię ten rozchodzący się zapach po Magicznym Domku.


A weddingowych tematów ciąg dalszy nastąpi...
SHARE:

09 sierpnia 2011

Wieczór Panieński

Jak ten czas leci! Ostatnie tygodnie mijają w zastraszającym tempie! Przygotowania pochłaniają wiele czasu i wysiłku ale ku mojemu zdumieniu wszystko idzie zgodnie z planem. Póki co denerwuję się tylko troszeczkę. :)

W weekend bardzo się zrelaksowałam! Wszystko dzięki moim dziewczynom, które zabrały mnie na wypad Panieński. 
Wiedziały doskonale, że nie dla mnie tańczenie w klubie ze skąpo ubranymi panami. Zorganizowały zatem coś dla ciała i duszy. 
Nie wiedziałam gdzie się wybieramy, dostałam jedynie instrukcje co mam zabrać na wyjazd. I jedziemy!

Przystanek pierwszy - Łaźnie Termalne w Uniejowie umieszczone w Kasztelu Rycerskim.

Atmosfera średniowiecznych łaźni była niesamowita. Blask świec, płatki róż oraz dębowe balie wypełnione gorącą wodą wydobywaną z głębokości ponad 2000 m.
Woda termalna z ujęcia w Uniejowie posiada potwierdzone naukowo właściwości lecznicze. Kąpiel  łagodzi stres i zmęczenie. Można było się zrelaksować w 100% w moim doborowym towarzystwie! :)














































Przy okazji natrafiłyśmy na Jarmark Średniowieczny i Turniej Rycerski gdzie teren wokół Kasztelu Rycerskiego zamienił się  w średniowieczne miasteczko. Porozstawiane były liczne kramy, na których można było zakupić rękodzieła oraz zapoznać się z pracą rzemieślników.

Po ponadgodzinnej kąpieli uraczyłyśmy się pajdą wiejskiego chleba z twarożkiem i poszłyśmy coś przekąsić konkretnego.









































[ostatnie zdjęcie ze źródła: uniejów.net.pl]

Zrelaksowane, wypoczęte i najedzone pojechałyśmy świętować do miejsca docelowego. Wieczór był mocno nakrapiany, pełny śmiechu, zabaw oraz prezentów utrzymanych oczywiście w klimacie baaardzo 'panieńskim'. ;)

Miejsce, w którym zatrzymałyśmy się na nocleg było po prostu przepiękne!





































Następnego dnia, wczesnym rankiem,  poszłam na spacer podziwiać piękne tereny wokół zadbanych, sielskich chatek. Teren był ogromny! W oddali zobaczyłam stado Danieli oraz dzika!








































Gdy wróciłam ze spaceru dziewczynki czekały z pysznym śniadankiem przygotowanym przez gospodynię 'Gniazda w Felicjanowie'.








































Pyszna jajecznica, biały serek i chlebek na zakwasie. A domowe konfitury z truskawek miały smak nie do opisania! Nie ma to jak zjeść pożywne, smaczne śniadanie na świeżym powietrzu.

Dzik spotkany wcześniej na spacerze, który mnie trochę wystraszył okazał się dzikiem udomowionym. :)




































Po śniadaniu znów wybrałyśmy się na spacer podziwiać konie wypuszczone na łąkę ze stajni.







































Spędziłam cudowne chwile! Dziękuję moim dziewczynkom! :* 
Było idealnie!
SHARE:

03 sierpnia 2011

Kosmetyki Naturalne cz. 5

W maju zaczęłam moją przygodę z kosmetykami naturalnymi. Do tej pory ani razu się nie wyłamałam i jestem niezmiernie zadowolona z mojej pielęgnacji. Widzę poprawę swojej skóry i włosów. Czuję jakby moje ciało było na wakacjach. Wypoczęte, ukojone, nie podrażnione.
Wybór naturalnych kosmetyków jest naprawdę spory, dlatego jest okazja do wypróbowania różnych specyfików. Gdy jedne się kończą testuje kolejne. Mam jednak kilka swoich ulubieńców, do których wracam i goszczą u mnie dłużej.
Szuflada w łazience w Magicznym Domku zapełniła się nowymi odkryciami:

KREM / PEELING



















Używam już kolejne opakowanie enzymatycznego peelingu z Biochemi Urody. Jest rewelacyjny. Wygładza i doskonale usuwa martwy naskórek. Chciałam jednak urozmaicić oczyszczanie twarzy i zdecydowałam się na kremowy peeling do twarzy z firmy LOGONA. Ma mikrogranulki, które nie tylko mają zadanie wygładzić i usunąć martwy naskórek, ale przede wszystkim oczyścić pory od zanieczyszczeń. Jest naprawdę świetny. Nie rysuje twarzy i nie podrażnia ale jednocześnie czuć pracę mikrogranulek. Po zmyciu wodą skóra jest delikatna i nawilżona. Na pewno kupię ponownie.

Po tym jak moja cera się unormowała, nie potrzebuję już kremów normalizujących. Teraz dla mnie ważne jest nawilżenie i ochrona przed czynnikami zewnętrznymi. Zdecydowałam się wiec na aksamitny krem nawilżający dla skóry wrażliwej. Po pierwszych zastosowaniach jestem z niego bardzo zadowolona. Szybko się wchłania. Nawilża od wewnątrz, nie pozostawiając tłustej warstwy. Bardzo przyjemny krem, który koi skórę.


SZAMPON/ ODŻYWKA



















Szampon i odżywka z Firmy Alterra skusiły mnie ceną w Rossmanie. Ponieważ parę produktów tej firmy mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyło postanowiłam wypróbować. Strzał w dziesiątkę. Wybrałam zestaw nawilżający i odżywiający włosy. Coś jest w tych naturalnych kosmetykach, że włosy odżywiają się od wewnątrz a nie na zewnątrz, nie powodując obciążenia. Są więc nawilżone ale lekkie i sypkie.
Kolejny dowód na to, że dobre nie musi być drogie.


WAZELINA/ OCHRONNA POMADKA



















Naturalna, z certyfikatem, bardzo przyjemna w użyciu. Trzymam ją w łazience i używam po każdym.. myciu rąk. :) Oczywiście na usta.


KREM DO MYCIA TWARZY/ COŚ DLA PANÓW



















Naprawdę rewelacyjny krem-żel do mycia twarzy znalazłam od firmy Alterra. Zmywa doskonale makijaż, i zanieczyszczenia. Przy tym ma aksamitną konsystencję i nie podrażnia twarzy. W tej chwili nawet nie wiem czy nie wolę go od olejku do mycia twarzy z Biochemii Urody, który również uwiebiam. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

Podstępnie, małymi kroczkami namawiam Pana Narzeczonego na kosmetyki naturalne. Do wypróbowania kupiłam żel pod prysznic z szamponem. Z tego co widzę żelu ubywa, więc chyba się podoba. :)


KREMY DO TWARZY



















Do wypróbowania kupiłam również dwa kremy. Jest masa produktów z tej firmy, które uwielbiam, niestety na kremach się lekko zawiodłam. Ale od początku. Kremy są naprawdę dobre, mają przyjazny skład, masę certyfikatów i na pewno nie zrobią nam krzywdy. Mnie trochę zawiodły zapachy w obu kremach (mam przeciwzmarszczkowy oraz do cery wrażliwej). Nie są nieprzyjemne, nie śmierdzą, ale pachną ot tak zwyczajnie. Jestem już po prostu rozpieszczona nietuzinkowymi zapachami naturalnych kosmetyków (od niektórych można się wręcz uzależnić!). 
Druga wada obu kremów to, ze dość wolno się wchłaniają. Trzeba kilka razy pocierać i wklepywać krem by biała konsystencja stopiła się z twarzą. Po posmarowaniu czuć na twarzy film ochronny. Ja jednak preferuje nawilżenie, które czuję jakby od wewnątrz a nie przy dotyku ręką na zewnątrz. Trzeba jednak przyznać, że nie pozostawia tłustej warstwy (przy czym nie mam cery tłustej) i nie świeci się.
Myślę, że kremy sprawdzą się bardziej przy zimowych spacerach z Gapcią. Ten nawilżający będę trzymała w torbie na  basen. Przy codziennym zastosowaniu bałabym się, że mogłyby moją cerę trochę przydusić. Stosowałam je jednak zbyt krótko by móc to ocenić.

DR. HAUSCHKA



















Bardzo lubię filozofię tej firmy. Taka mała rewolucja kosmetyczna - możecie o niej poczytać na stronie www.drhauschka.info.pl. Uwielbiam ich za zapachy. Kojarzą mi się bardzo ekskluzywnie a kremy są niezwykle bogatej konsystencji. Tym razem zdecydowałam się wypróbować krem z pigwy. Miałam kiedyś krem różany i byłam zachwycona. Kupiłam również sobie maseczkę kojąco-nawilżającą. 


SAMOOPALACZ































Lato nie rozpieszczało nas w lipcu, więc w środku lata jestem niemalże blada jak zimą. Po francuskim słoneczku pozostały tylko muśnięcia. 
Ponieważ solarium nie jest dla mnie dobrym rozwiązaniem postanowiłam zainwestować w naturalny samoopalacz* z firmy LAVERA.
Jest rewelacyjny. Daje przepiękny efekt opalenizny już po pierwszym zastosowaniu. Co najważniejsze nie czuć tego paskudnego zapachu samoopalacza na skórze. Co więcej, przy okazji całe ciało jest niesamowicie nawilżone oraz otoczone pięknym zapachem. Naprawdę udany zakup!

* [Zdrowa opalenizna wymaga jednak odpowiedniego przygotowania. Po pierwsze trzeba zastosować peeling na całe ciało oraz dokładnie się ogolić (zwłaszcza nogi). W trakcie peelingu należy zwrócić uwagę na newralgiczne miejsca, które są przesuszone. Są to nadgarstki, kostki, łokcie oraz kolana. Po kąpieli i peelingu trzeba dokładnie wytrzeć ciało. I następnie przystąpić do smarowania.
Ja mam zasadę taką, że im mniej tym lepiej. Smaruję się bardzo dokładnie miejsce po miejscu aż cały krem się wchłonie. Bardzo starannie rozprowadzam krem w okolicach nadgarstków i kostek. Następnie czekam kilka minut aż wszystko się ładnie wchłonie, dopiero zakładam ubranie. W między czasie myje dokładnie ręce i paznokcie szczoteczką by nie zostały ślady samoopalacza.]


MAŚCI



















Wierzę w proste sprawdzone maści dostępne w aptekach. Ta z witaminą A przyspiesza gojenie się ran i jest dobra na wszystko - Odciski, zadrapania (kto ma kota wie!), otarcia, blizny potrądzikowe, spierzchnięte usta. Stosuje się ją również przy nadmiernym rogowaceniu i łuszczeniu naskórka, suchości skóry; wysypce skórnej, pękaniu skóry (m.in. kącików ust, pięt).

Podobne działanie ma również maść nagietkowa. Słyszałam, że świetnie sobie radzi z suchymi stopami i postanowiłam wypróbować. Smaruję na noc stopy grubą, tłustą warstwą i zakładam skarpetkę. Bije na głowę inne kremy do stóp.

Prościutkie składy a tyle dobroci. Coraz bardziej przekonuję się o tym, że im mniej i skromniej tym lepiej. 


Drodzy Czytelnicy Magicznego Domku całuski! :*
SHARE:

02 sierpnia 2011

Kulinarnie

Ostatnio trochę 'Dukanujemy'. Wprowadziliśmy do naszego menu nutkę diety Dukana. 
Chcę się trochę wysmuklić przed tym ważnym dniem, który nas czeka.
Przeszłam już pierwszą fazę, w której rzeczywiście sporo się chudnie, ale przyznam, że nie czułam się najlepiej. Dieta Dukana nie jest za zdrowa i nie chcę tu obrazić zwolenników czy prowokować dyskusji w komentarzach. Po prostu każde ograniczenie jedzenia na zasadzie redukcji pewnych produktów może wiązać się z osłabieniem organizmu.

Jednak nie ma co - dieta działa. Dla mnie najważniejsza inspiracją, którą zaczerpnęłam z tej diety jest redukcja węglowodanów. Jem dużo białka, sporo piję, ale nie liczę skrupulatnie dni na samym białku i tych z warzywami. Czasami po prostu do danej potrawy dodam jakiś malutki detal warzywny czy owocowy ale nie w takich ilościach by zaliczać je do dania typowo białkowo-warzywnego (faza II). 
Jednym słowem inspirujemy się dietą Dukana, jemy mniej, lżej, ale nie jesteśmy wielkimi jej zwolennikami. 

W internecie można znaleźć mnóstwo ciekawych przepisów. Można się najeść a przy okazji nadal się czuć lekko. Ja wypróbowałam dwa pyszne przepisy.

PLACUSZKI OWSIANE




















Potrzebne:
- Otręby owsiane
- Serek homogenizowany o smaku waniliowym np. Danio
- 2 jajka
- Proszek do pieczenia
- Słodzik (redukujemy kalorie :) 

Rozgrzewam patelnie ( bez tłuszczu - trzeba uważać na przywieranie!). Na oko wsypuję do miseczki otręby, dodaję jajka i serek homogenizowany oraz proszek do pieczenia. Mieszam tak by powstała gęsta papka. 
Po usmażeniu smaruję resztą serka homogenizowanego, polewam syropem z agawy (ciutkę) i posypuje np. borówkami. PYCHA!


RYBKA




















Potrzebne:

- rybka
- pomidor
- natka pietruszki
- przyprawy: sól, pieprz i cytryna

Na grillowanej patelni (bez żadnego tłuszczu) kładziemy mrożoną rybkę. Przyprawiamy a nastepnie przykrywamy pokrywką. Woda z mrożonej rybki rozmiękcza rybkę. Przerzucamy na druga stronę. Na wierzch rybki układamy plasterki pomidorów - dzięki temu ryba lekko dusi się w 'sosie' pomidorowym. Przed podaniem  posypujemy natką pietruszki.

Nie sądzę by 4 cieniutkie plasterki czy kilka borówek mogły zepsuć plan Dukana. Z jednej strony to tak mało z drugiej strony mam świadomość, że dieta przez to nie jest tak rygorystyczna. Jednak redukcja tłuszczy i węglowodanów robi swoje. Czujemy się naprawdę dobrze! :)

P.S Kawałki rybki zasmakowały tez naszym zwierzaczkom! ;)
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig