niedziela, 3 maja 2015

Tydzień z G. Dzień 13

SOBOTA

Dziś od rana trwają przygotowania go majówkowego grilla. Nieśpiesznie, bez nerwów, jest po prostu parę punktów do zrobienia, więc krzątamy się po kuchni. Miedzy przygotowaniami wplata się nasze rodzinne życie.











































Prasuję obrus i dekoruje stół.











































[zawsze pytacie: bieżnik Home&You, serwetki i podstawki Seafood H&M Home, talerze i ratanowe podkładki Ikea, sztućce do steków TKMaxx]











































W miedzy czasie zachwycam się jak w ostatnich dniach rozbuchała się wiosna za oknem.











































Marysia jest dziś nadzwyczaj grzeczna! Dzięki temu dość szybko udaje nam się wszystko zrobić. ;)











































Dziś (jak zwykle ostatnio ;) ) wygodny strój dnia. Dzięki serii tydzień z G. selfie idzie mi coraz lepiej. Hehe ;)











































U zwierzaków słodkie lenistwo w domowym solarium.











































Na obiad coś lekkiego przez wieczornym obżarstwem.











































Ktoś po obiadku pełza po całym pokoju. (Zwierzaki - wciąż opcja lenistwo)











































No i mnie się udzieliła. Mała drzemeczka nikomu nie zaszkodzi. Oczywiście cała reszta ze mną!











































Czas wstać i brać się za krojenie warzyw!































































































































To pierwszy grill w życiu Marysi. ;)











































A Tata, miłośnik dobrego grillowania, ma taką fajną koszulkę.











































Przyszli goście!










































To był przemiły wieczór!









































Do napisania! :)

piątek, 1 maja 2015

Tydzień z G. Dzień 12

PIĄTEK

To mój poranek! 
Z Panem Poślubionym mamy taka cichą umowę, że w weekendy to on wstaje wcześniej z Marysią, a ja mam poranek dla siebie. Dziś zaczął się długi weekend, w zeszły weekend P.P był na wyjeździe, więc zyskuje jeden dzień gratis. :)
Zazwyczaj po prostu dosypiam i rozkoszuje się leniuchowaniem w łóżku, ale dziś wstałyśmy o 7.40 i nie chciało mi się spać. Poleżałam sobie więc beztrosko w łóżku i obejrzałam kilka filmików ulubionych youtuberek zagranicznych. 











































Marysia z Tatą oczywiście często oszukują i przychodzą do mnie na pogawędkę.







































Po wstaniu, jak zwykle ogarniam dom po nocy. Ściele łóżka, chowam rzeczy, szykuje Marysi ubranka do snu na wieczór (wtedy nawet gdy wieczorem coś robimy lub gdzieś jesteśmy i wracamy na ostatnią chwilę, możemy rozpocząć wieczorną pielęgnację bez pośpiechu i przeszkód).











































Weekendy mają plus taki, że słodziaki czekają już na mnie na dole, więc w trakcie ogarniania przestrzeni nie muszę robić przerw na zabawianie Marysi. A do tego czeka już na mnie śniadanie. Hmm... szynka z brzoskwinią, tego jeszcze nie było, ale jest pysznie!*

* zazwyczaj jak pytamy siebie nawzajem z czym chcemy kanapki, odpowiadamy: "Zaskocz mnie!" :) I dziś P.P się udało ;)











































Poranna pielęgnacja.











































Gdy spędzam chwilkę przy toaletce, moje wszystkie słodziaki mi towarzyszą (Lunka też jest, tylko na dywaniku obok, bo akurat tam pada ostre słońce do wygrzewania się)

































Dziś wybieramy się na rodzinny obiad do siostry Pana Poślubionego, która już za 2,5 miesiąca urodzi dzidziusia! Będzie się działo!
Na dziś, weekendowy, wygodny strój dnia i dowód na to, że to nie jest tak, że kompletnie nie lubię różowego! ;)











































Pytacie o moją musztardową torebkę z DKNY. Zeszłej jesieni postanowiłam sprzedać większość moich torebek i zainwestować w góra trzy lepsze (różne kolory i fasony). Tą zamówiłam na Zalando.











































A na rodzinnym obiedzie same pyszności... i jeszcze taki deser!











































A tu najsłodsza (chociaż wciąż trochę straszna) Laleczka Chucky! ;)











































Spędziliśmy urocze popołudnie.
Po powrocie robię pierwsze podejście do reorganizacji szafy Marysi.











































Po kąpieli i jedzonku skośnooki rozkoszniaczek już śpi. :)











































W tym czasie Tata znów robi próbę generalną grilla. Już wiem co będzie na kolację. :)











































Po kolacji biorę się za przygotowanie deseru. Jutro mamy gości! :)











































Wieczorem buszuje sobie w internecie oraz piszę posta z kubkiem gorącej herbaty. Reszta załogi już śpi.

Do zobaczenia już jutro!