wtorek, 9 lutego 2016

Weekend z G. (Niedziela)

Zapraszam do naszej niedzieli!

Marysia odkryła pewną metodę, by skutecznie obudzić Tatę - usiąść sobie na jego głowie. :)


Gdy szybciutko ogarniam górę, Marysia czeka aż zejdziemy na śniadanie.


Rodzinne śniadanie!





Czas na domowe obowiązki i ogarnięcie domku przed przyjściem gości.
Rozwieszam pranie.


Przemywam łazienki.


Cała czereda idzie na spacer do ogrodu.


A ja odkurzam na górze.


I szykuje pokój zabaw dla dziewczyn (dziś przychodzi mała Ala).

Przed.


 I po.

Czas na Marysiową drzemkę.


Ja na chwilkę siadam na kanapie z kawą i przez kwadrans, dla odprężenia oglądam śmieszne filmiki z dziećmi i ich ojcami (na których nie wiedzieć czemu strasznie się wzruszam).


W tym czasie Pan Poślubiony jeździ (chyba zabije mnie za to zdjęcie!) na rowerze.


A ja zabieram się za ogarnianie kuchni przed gotowaniem.


Musi być czysto bym mogła mieć do tego spokojną głowę.


I zabieram się za kurczaka w czerwonym winie z gałęziami tymianku.



Następnie przybieram truskawkami zrobiony wczoraj deser. Ale mam na niego ochotę!



Gdy Marysia się budzi, idziemy odwiedzić dziadków i jemy obiadek.



A potem dalsza część sprzątania. Teraz najgorszy okres jeśli chodzi o sierść naszych zwierzaków!

"Mamo, oj daj spokój z tym odkurzaniem!"


I tu też  przygotowałam małą wyspę z zabawkami.


Pan Poślubiony przejmuje stery w kuchni, wiec my idziemy się odświeżyć. Gdy biorę szybki pysznić, Marysia dzielnie czeka.


A dopiero potem szaleje. :)




Gdy idę się ubrać i umalować, Pan Poślubiony daje Marysi jeść.



I czekamy na gości!



To był uroczy wieczór!






Dziewczyny szalały! :)





Deseeeeeeeer!


Po spotkaniu, Marysia dość późno idzie spać. A ja później ogarniam cały dom. I nie ma, że boli, wszystkie zabawki znów znalazły się w skrzyniach, a naczynia w zmywarce. Dziś nawet nosa nie wystawiłam za drzwi, a zrobiłam 17.527 kroków.  

Późnym wieczorem kilka stron książki* i sen sprawiedliwego! 


* cudowna książka "Ona ma siłę" mówiąca o prostych rzeczach, o których wszyscy w głębi duszy wiemy, ale czasami potrzebujemy, by ktoś nam o tym przypomniał...

Dobranoc kochani! Dziękuje ogromnie za tak ciepłe komentarze pod ostatnim postem! Aż chce się pisać! Naprawdę!
SHARE:

poniedziałek, 8 lutego 2016

Weekend z G. (Sobota)

Witajcie po malutkiej przerwie. Po bardzo intensywnym grudniu i styczniu na blogu, potrzebowałam trochę oddechu. Nie wracam jednak z pustymi rękoma i mam dla Was małą niespodziankę. 
Bardzo lubicie ten cykl, ale nie zawsze jest czas, a właściwie pokłady sił, by prowadzić reportaż z dnia codziennego i jeszcze regularnie aktualizować go na blogu. Dlatego pomyślałam, że czasami zrobię chociaż takie krótkie, weekendowe migawki. 
Czasami nachodzi mnie myśl, że przecież nie robimy nic szczególnego, staramy się żyć prosto i wolniej (chociaż nie zawsze się da), więc raczej w migawkach nie pojawiają się zapierające dech w piersiach wydarzenia. Z drugiej strony, wiem, że są czytelnicy, którzy tej prostoty dnia codziennego potrzebują równie mocno jak my. Czerpią radość z tych małych, pozornie błahych zdarzeń. Bo można starać się żyć gdzieś pośrodku, nie wpadając ze skrajności w skrajność. Życie nie musi nam upłynąć na bezczynnym leżeniu na kanapie i snuciu się przez życie z obojętnością. Tak też nie musimy codziennie skakać ze spadochronem, by nadać naszemu życiu rumieńców. Ale najważniejsze jest to, by żyć w swoim tempie i w zgodzie ze samym sobą.

Zapraszam na nasze weekendowe migawki!

Niezależnie od tego czy jest wtorek czy sobota, lubię zaczynac dzien od naszych rutynowych czynności. Ścielenie łóżek to gwarancja dobrego dnia! ;) A jeszcze lepiej gdy to dzień, w którym przypada zmiana pościeli. :)



Sobotnie poranki to również dobry moment, by odarnąc domową przestrzeń i pochować wszystkie rzeczy na swoje miejsce, poprawić poduszki, poskaładć ręczniki, wywietrzyć pomieszczenia...


I nareszcie! Weekendowe, niespieszne śniadanie!


Czas na bananowe placuszki!



A póżniej kawa z głową Matyldy i rodzinne zabawy przed drzemką Marysi.


Balon! :)




 Później pogaduchy z Babcią Jolą na facetime. :)


I czas na Marysiową drzemkę.


Niektórzy po ciężkim tygodniu oraz imprezie, na której byliśmy wczoraj, postanowili też trochę odpocząć. ;)


Ja mam swoje sposoby na regenerację. :)


Poranna (no dobra - okołopołudniowa ;) ) pielęgnacja.


Umyta i pachnąca zabieram się za ubieranie stołu, gdyż jutro spodziewamy się gości.


Potem zdaje sobie sprawę, że od rana nie widziałam Lunki, a w sypialni, co prawda zamkniętej, otworzyłam szeroko okna. Lunka jest kotem niewychodzącym, więc przestraszyłam się strasznie!
Wyglądam przez okno i widzę! Lunka! Za drzewami! Wołam ją, a ona reaguje i idzie w moją stronę!



Wybiegam po nią do ogrodu, a Pan Poślubiony krzyczy, że Lunka jest w domu. Wracam, widze ją, biorę na ręce, i idę do P.P zapytać gdzie była, bo przecież (ha! mam dowód na zdjęciu), że była na zewnątrz! P.P z kolei pyta mnie co to za kot, którego trzymam w ręku, bo Lunka spała w kotłowni i nie była na zewnątrz! Myśłał, że wziełam jakiegoś innego kota! Hehe. Przynacie, że to zakręcona sytuacja! ;)

Czas na delikatny makijaż.


Po przebudzeniu Marysi okazało się, że ma mocne zadrapanie pod oczkiem. Przed snem potknęła się o Gapcie i widocznie nadziała na szorstką łapę.


Marysia z Tatą ida podlać rośliny na zewnątrz.



A ja na chwileczkę kładę się na kanapie. Złote czasy minęły i teraz po imprezie, gdy wracamy zaledwie o 1 nocy, jesteśmy po prostu zmęczeni! ;P


Ale tuż później wychodzimy na zakupy spożywcze i coś zjeść. Marysiek ma nieźle podbite oko. Bidulek.



Czas zrobić zakupy na jutrzejsze spotkanie.


Po powrocie typowe zamieszanie w kuchni. Bajki, sprzątanie lodówki, chowanie zakupionych rzeczy i wstępne gotowanie.



Potem przychodzi odwiedzić Marysię sąsiadeczka, Babcia Ewa i oglądają wszyscy na kanapie filmiki z Marysią. :)


Przygotowania do snu i wietrzenie pokoju.


Czas na kąpiel!


Gdy Marysia już śpi, zabieram się za szykowanie deseru na jutro. :)


Wieczorna pielęgnacja.


A potem wspólny relaks na kanapie i film.


Z całą załogą oczywiście...


Do zobaczenia jutro! :)
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig