sobota, 4 marca 2017

Domowa Harmonia

Są takie dni wytęsknione, o których marzysz tygodniami. Niektórzy po spokojnym okresie, pragną doświadczyć czegoś szalonego. Inni, jak ja, po dniach pełnych pracy i pośpiechu, marzą o tym, by zaszyć się w domu i w swoim tempie celebrować proste chwile. Lubię, gdy taki dzień nie zalicza się do weekendów. W weekendy można (a nawet trzeba!) oczywiście odpocząć, ale z racji, że statystycznie wypadają tylko cztery w miesiącu, zazwyczaj również są zaplanowane po brzegi. A mnie potrzeba takiego dnia, gdy ten plan w głowie, miesza się z swobodą i luzem. Gdy nic nie musi być na godzinę, a ja mogę pozamykać swoje drobne sprawy. Załatwienie ich często daje mi wewnętrzną lekkości i ogromną satysfakcję oraz poczucie, że teraz mogę góry przenosić i zająć się większymi sprawami. Ale właśnie takie drobnostki nadają życiu sens. Nauczyłam się je celebrować i czerpać z nich pozytywną energię. 
I właśnie dziś spędziłam najwspanialszy, bo najzwyklejszy dzień w domu, za którym bardzo tęskniłam przez ostatnie tygodnie. To takie chwile, gdy zamykasz się w swojej kapsule, a czas płynie zupełnie inaczej. I chociaż naprawdę nie działo się nic, to to "nic" dało mi dziś tak wiele. Głowa odpoczęła, myśli zredukowały do najważniejszych, a to wszystko działo się podczas najprostszych czynności. Czasami taka prostota jest kluczem do wewnętrznej harmonii, której doświadczałam dziś, w pewien marcowy piątek.

Bo dziś nie obudził mnie żaden budzik i mogłam popatrzeć na te długie rzęsy, do czasu gdy zastąpią je żywe oczęta. 


Mogłam pozwolić sobie na dłuższe przygotowanie śniadania, bo przecież nigdzie się nie spieszymy, a Marysi podarować prezent*, by umilić jej czekanie.


* Biedronka za 19,99 zł


Śniadanie warte 35 min czekania, to przecudowna kasza jaglana z miodem, gruszką i suszonymi śliwkami. 


W taki zwykły dzień w domu zabieram się nieśpiesznie za wszystkie te drobne czynności, na które zazwyczaj brakuje czasu.

Oprawiam nowy plakat do pokoju Marysi w ramę, który czeka na to od 2 tygodni.



Za sprawą nowej dostawy, układam książeczki na półce. 



Potem w swoim tempie porobię zdjęcia do następnych wpisów na blogu, a gdy Marysia pięknie zaśnie na drzemkę, porozmawiam z przyjaciółką przez telefon.

Gdy się obudzi zmienię baterię w projektorze gwiazdek i przykleję obrazki nad łóżeczkiem.



I pomiędzy wygłupami i zabawami z Marysią, umyje z laboratoryjną dokładnością pędzle do makijażu.


Przejdę po całym domu i pochowam wszystkie rzeczy na wierzchu i z przyjemnością spojrzę na panujący porządek, gdy będziemy jadły z Marysią podwieczorek.


Dziś tak wiele innych drobnych spraw przeszło do działu "zrobione", a ona tak dzielnie mi towarzyszyła i pomagała. 

Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale są dni gdy nadmiar spraw nas przytłacza i nawet będąc w domu czujemy, że bierzemy udział w jakimś szalonym wyścigu. A potem nadchodzi taki dzień, zwyczajny, może lekko podkręcony pozytywną wibracją za sprawą słońca za oknem, że każda czynność, nawet najprostsza i błaha, ma swój ukryty sens, w którym odnajdujemy szczęście.
I może z boku, to po prostu zwyczajny dzień w domu, ja w tym dniu odnalazłam wewnętrzną harmonię.

Nachodzi mnie wtedy taka refleksja, dla której spontanicznie postanowiłam napisać dzisiejszego posta, że szczęście naprawdę jest na wyciągnięcie ręki, w codzienności każdego z nas. Bądźmy zatem na nie otwarci i gotowi, bo może się okazać, że przyjdzie niespodziewanie, w taki zwyczajny dzień. Życzę ich Wam jak najwięcej.

Wasza G.
SHARE:

21 komentarzy

  1. A mnie zadziwia jedno,
    czy nie szkoda Ci Marysi stopki przepacać w normalnych butach po domu?
    Zawsze ma buty, nigdy kapcie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydaje,że w kapciach łatwiej się dziecku potknąć,gdy biega itp.My dorośli poruszamy się bardziej roztropnie.Ewa

      Usuń
    2. Małe dzieci powinny chodzić w bucikach ,które mają sztywną piętę.Sylwia

      Usuń
  2. Kapcie chyba nie są zbyt dobre dla małych dzieci i predzej w nich upocą się małe stópki. Wolimy obuwie domowe. ;)
    http://sklep.mrugala.pl/pl/p/Obuwie-domowe-granatmirto-1001-77-26-30/3452

    Dziękujemy za wnikliwą analizę i troskę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. My również chodźmy w skórzanym obuwiu domowym- sandałkach. Porządna miękka podeszwa i naturalne wykończenie w naszym przypadku się sprawdza.
    Pozdrawiam i dziękuję za piękny post. Emanuje z niego spokój:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbam Twe wpisy, uwielbiam! Jak tylko zobaczyłam ten plakat u mysiogonek, od razu pomyślałam o Was�� Moja 2latka pewnie tez go otrzyma, bo jest przecudowny��pozdrawiam z 3miasta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo naprawdę Marysia jest zainteresowana literkami! :)

      Usuń
  5. Zgadzam się z całym wpisem. Mam dziś podobny nastrój, gdzie domowe porządki są dla mnie wielkim odpoczynkiem, tak bez pośpiechu.
    Widzę, że i Was zachwyciły prace pani Kasi :)
    Pozdrawiam
    Puchowa czapka blog

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybym chciała być facetem to tylko po to,żeby spotkać taką dziewczynę jak Ty!:)))pozdrawiam,ależ cudne to uśmiechnięte zdjęcie Marysi..Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! Dziękuję, to wielki komplement w ustach kobiety! :*

      Usuń
  7. Gusiu, skąd te urokliwe plakaty do pokoju Marysi? Są przecudne :)
    Warto cieszyć się każdym spokojnym dniem spędzonym w gronie najbliższych, zwłaszcza, że już niedługo u Was tak wielkie zmiany... :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alfabet ze sklepu Mysi ogonek, ozdobne kartki z dziewczynkami ze sklepu Rzeczownik. :)

      Usuń
  8. Super plakat :) a obiadu niespieszne nie robicie, ;) ja uwilbiam jak moj 2,5 latek powie, ze mamusia zrobila pyszna zupke lub miesko, ktore uwielbia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takie dni właśnie zawsze robimy nieśpiesznie obiadek! To, że akurat nie robiłam zdjęć jedzenia (nie o to chodziło w tym poście) nie oznacza, że jedliśmy tylko śniadanie. hehe :)
      Nie robiłam zdjęć i nie napisałam, że mieliśmy też wczoraj gości i nie pokazywałam z dokładnością wszystkiego co wczoraj robiliśmy. Są czytelnicy, którzy wyłapują to o co mi chodzi w pisaniu gdzieś między wierszami i wiedzą, że zdjęcia to tylko nośnik jakiś emocji. Uchwycone chwile z dnia, a nie cały dzień.

      Zastanawia mnie czy to jedna osoba pisze o takich spostrzeżeniach jak kapcie, jedzenie, czy pająki, bo tok myślenia jest bardzo "specyficzny". To jest tylko część naszego życia. Wręcz cząsteczka. Naprawdę głęboką analizę nie da się przeprowadzić na podstawie kilku zdjęć w miesiącu.

      Tak sobie myślę, że oprócz dobrego gotowania dla swoich dzieci, bardzo ważne a czasem ważniejsze niż "pyszna zupka", jest uczenie dzieci nie oceniania ludzi po pozorach i przeświadczenia, że wie się lepiej co robi czy myśli inny człowiek. I życzę naszym dzieciom, by uczyły się takich wartości od początku. :)
      Pozdrawiam z Magicznego Domku

      Usuń
    2. Nie no nie liczy się ten Wasz szczęśliwy dzień, harmonia zakłucona „nie było” obiadku i jeszcze Marysiowe stópki „przepacają” się w butach ze skóry naturalnej w sztucznych kapciuszkach tak pięknie by oddychały ;)))

      Usuń
  9. Taka harmonia, miło i pięknie, wiec trzeba złośliwie odpowiadać na komentarze czytelników żeby to wszystko zrównoważyć.
    Ps komentuje po raz pierwszy!
    Dziękujemy i za to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja jestem właśnie wielką złośnicą, która w życiu poszukuje spokoju i harmonii. :)

      Usuń
  10. Komentarze z bucikami Marysi i obiadem są naprawdę absurdalne. ;) Ludzie jeszcze chcieliby wiedzieć ile pieluszek brudzi dziecko, po czym konkluzja była taka, że ich dziecko w wieku 6 miesięcy załatwiało się już tylko do nocnika.

    Doskonale rozumiem o co Ci chodzi z tym spokojem, którego jednak przy dzieciach jest trochę mniej. Na mnie ostatnio terapeutycznie podziałało umycie okien.

    Gusiu czy masz jakiś "kod kolorystyczny" dobierania dodatków, obrazów, plakatów i mebli? Czy każdorazowo kiedy coś wpadnie Ci w oko kupujesz, a dopiero potem szukasz innych dodatków w podobnych kolorach bądź miejsca w Magicznym Domku, gdzie dana rzecz pasuje najlepiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, chyba to u mnie działa jakoś podświadomie, intuicyjnie. Lubię określone kolory i automatycznie w takich kolorach mi się coś podoba, wtedy siłą rzeczy dany przedmiot pasuje do reszty, która już czeka w domu. Chyba takim jedynym miejscem, że dokupuje coś by pasowało, jest kuchnia. Wtedy myślę sobie, że muszę wyszukać jakieś np. czarne czy szare elementy, by nadać pomieszczeniu jakiś klimat (np. przy zmianie aranżacji) Ogólnie lubię mieszać stonowane barwy z konkretnymi kolorami, więc pole do popisu mam większe. A jeśli chodzi o rzeczy, które wpadną mi w oko np. w sklepie stacjonarnym, czy internetowym, to zawsze od razu widzę gdzie dany przedmiot będzie stał. Ale potem, jak to w Magicznym Domku bywa, rzeczy migrują po całym domu. Przedmioty więc muszą pasować do całości. hihi

      Usuń
  11. Może te złosliwe anonimowe uwagi sa objawem zazdrosci czytelnika? Jeżeli tak to jest na to jedna rada. Przestac zagladac do Magicznego Domku i zajac sie swoim własnym życiem, dziecmi w kapciach i pysznym mięskiem ��

    OdpowiedzUsuń
  12. O raju :) chłonę Twoją stronę, Twoje zdjęcia, Twój styl pisania <3
    Cudownie cudownie no po prostu zakochałam się :)

    Tyle bym Ci napisała ach :) ale już prawie 23 i dziś było ząbkowanie na maksa i po prostu padam :) dla przyjemności szukałam jakiegoś bloga dodającego energii i proszę :) <3 !

    Tymczasem zdrówka dla waszej czwóreczki i na pewno wrócę :) :*

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig