czwartek, 21 marca 2019

Weekend Nad Jeziorem

Kochani, przepraszam, że ostatnio czas między postami się wydłuża, ale przyznam szczerze, że w mojej głowie piszę nadal bardzo regularnie. :) A wszystko dlatego, że dni mijają nam teraz bardzo szybko! Oj dużo się dzieje i pracy nam nie brakuje. Z drugiej strony wszystko jest tak przyjemne, że obowiązki związane z pracą są wręcz spełnieniem marzeń. Aż chce się działać! Jednak nauczona doświadczeniem, wiem, że im więcej pracy, tym bardziej trzeba pomyśleć o sobie i odpoczynku. Jakiś czas temu szepnęłam Panu Poślubionemu, że zaczynam tracić siły witalne i przydałby mi się odpoczynek, ale... taki yhym yhym w "samotnści". Czyli odpoczynek dla ducha i ciała. Odpoczynek od bycia mamą, żoną, gospodynią domową, pielęgniarką, strażniczką życia domowego, artystką, projektantką, jednym słowem od wszystkiego co wprawdzie jest dla mnie bardzo ważne, ale czasami natłok tych ról, w które codziennie się wcielam powoduje, że fizycznie nie wyrabiam. Jak wiecie dużo chorowaliśmy, i myślę, że w dużej mierze miało na to wpływ spore zmęczenie. I taki weekend był dla mnie spełnieniem marzeń. I jakie było moje zaskoczenie, gdy parę dni później, w styczniowy wieczór, Pan Poślubiony wysłał mi na maila (tak, często ze sobą mailujemy ;P ) potwierdzenie rezerwacji na marcowy wyjazd z przyjaciółką! 
Jest jedna taka osoba, na której zawsze mogę polegać, i która również takiego odpoczynku bardzo pilnie potrzebowała! To moja kochana Mama. Codziennie na głowie ma masę spraw, pod opieką chorego tatę i naszą babcię. Stara się pomóc przy dziewczynkach jak tylko może, a do tego bardzo ciężko chorowała i przydałaby się jej zmiana klimatu. Oczywiście musiałam ją postawić przed faktem dokonanym i tak parę tygodni później ruszyłyśmy (same!) na zasłużony odpoczynek. 
Wyjazd przypadł mi w bardzo gorącym okresie i nawet miałam takie czarne myśli, że to nie jest dobry czas nawet na weekendowy wypad, zwłaszcza, że lista rzeczy do zrobienia stale się wydłuża. Jednak utwierdziłam się w przekonaniu, że im cięższy masz okres, tym bardziej musisz znaleźć czas na regenerację. Ten dwudniowy wyjazd doładował mnie pozytywnie i dał siłę do dalszych działań. Chociaż zdarza mi się pracować również wieczorami, to gdy czuję że moją bateria jest na wyczerpaniu, idę wcześniej spać (czyli nawet o 20.30!) i budzę się jak nowo narodzona! Myślę, że właśnie rozsądne dysponowanie swoją wewnętrzną energią jest kluczem do sukcesu w każdej dziedzinie. Jeśli nie możecie sobie pozwolić na dłuższy wyjazd, to mogę z czystym sumieniem polecić weekendowe wypady, które stosujemy od lat. Teraz wręcz wolę wyjechać parę razy w roku, nawet na 2-4 dni i regularnie przywracać sobie siły witalne. Ten wyjazd z Mamą był naprawdę spełnieniem naszych marzeń i takim luksusowym przerywnikiem w naszej codzienności.

Zapraszam Was na migawki z naszego babskiego wypadu w Bory Tucholskie. :)

Zacznę od tego, że zupełnie nie znałam tego miejsca, ale Pan Poślubiony ma nosa do fajnych miejsc na mapie Polski. Zazwyczaj wybieramy jakieś klimatyczne agroturystyczne miejsca, ale tu mąż zadbał również o to, że niezależnie jaka będzie pogoda, będziemy mogły się zregenerować, bo na miejscu jest SPA i basen. Hotel Notera położony jest w miejscowości Charzykowy w Borach Tucholskich i jest wykończony w minimalistycznym, skandynawskim klimacie. Jednak absolutnie nie jest to zimna nowoczesność. Przez to, że we wnętrzach użyto dużo drewna i beżowych dodatków, hotel ma przytulne wykończenie. Bardzo lubię takie klimatyczne miejsca, gdzie jest mnóstwo ciekawych, nietypowych rozwiązań i dodatków, które mnie inspirują, ale akurat teraz, gdy miałam potrzebę przewietrzenia głowy, takie minimalistyczne wnętrze sprawdziło się idealnie. Nic nas nie rozpraszało, mogłyśmy bezkarnie oddać się przyjemności w nicnierobieniu. :)





Nasz pokój to bajka! Wygodne łóżko i czysta przestrzeń, która absolutnie nie konkurowała z przepięknym widokiem na jezioro. Po prostu można było przepaść z zachwytu!










Myślę, że zdjęcia nie oddają pełni magii tego widoku. Z pewnością późną wiosną czy latem jest jeszcze piękniej, gdy cała roślinności rozkwitnie na dobre, ale powiem Wam, że ja lubię też takie wyjazdy poza sezonem, gdy pogoda wcale nie jest idealna, ale nie ma jeszcze masy ludzi i można uciec od zgiełku codzienności.



I wiecie co było najlepsze? Nic nie musiałyśmy! Nie musiałyśmy się stroić (ja cały pobyt przechodziłam w jednym stroju - szarych joggersach, i melanżowym kardiganie) malować i układać włosów, nigdzie się spieszyć. Cały pobyt po prostu odpoczywałyśmy, dobrze jadłyśmy, chodziłyśmy na masaże i basen, korzystałyśmy na spacerach ze świeżego powietrza (zmiana klimatu bardzo dobrze nam zrobiła) i wcześnie chodziłyśmy spać. Tego było nam trzeba!











Miałam takie przemyślenia, że naprawdę dobrze jest czasami odpocząć od masek, które zakładamy każdego dnia. Już nawet pomijam role, które w życiu spełniamy, ale o takie poczucie, że musimy nieustannie dążyć do ideałów. Z pewnością przyczyniło się do tego to, że poza sezonem nie było wielu ludzi i nie spotkałyśmy nikogo znajomego. Mogłam czuć się swobodnie i nie nosić nawet makijażu. Jakoś tak jest, że przed innymi, obcymi ludźmi w ogóle się nie krępuje, ba jestem nawet pewna, że oni nie zwracają zupełnie na to uwagi. Natomiast zdałam sobie sprawę, że gdybym kogoś spotkała, nawet jakąś powiedzmy czytelniczkę, albo dalszą znajomą, to od razu czułabym się speszona i zastanawiała, o boże jak wyglądam. Ale to dopiero, gdy wchodzi tu czynnik, że zazwyczaj te osoby widzą mnie w najlepszym wydaniu. Na blogu pokazuję siebie rzadko i raczej gdy wyglądam znośnie (kto by wrzucał niekorzystne zdjęcia na własne życzenie? ;P ), tak samo gdy gdzieś wychodzę typu na spotkanie, przyjęcie itp. Ale jednak się buntuje przed tym, że ciąży na mnie obowiązek codziennego bycia najlepszą wersją siebie. Wiem, że mogę się pięknie ubrać i umalować, ale nie codziennie jest to dla mnie priorytetem. Jeśli ktoś mnie spotka w zwykłych jeansach i swetrze, nieumalowaną, to czy to oznacza, że nie lubię sukienek i nie potrafię wyglądać ultra kobieco? No nie! Czasami nie mam ochoty i już, i nie chcę, by jakieś zewnętrzne czynniki na to wpływały. Dziwne właśnie jest to, że najczęściej ocenie poddawani jesteśmy wtedy, gdy napotkamy kogoś, kto kojarzy kim jesteśmy. Nawet jeśli to jest dalsza znajomość, to właśnie wtedy czuję ten skan w oczach. A przecież ani ja, ani nasz dom nie jest zawsze w 100% idealny! Dlatego ważne jest to, by otaczać się takimi osobami, które nigdy nie oceniają Twojego wyglądu, bo widzieli cię i w szlafroku lub dresie, z podkrążonymi oczami w czasie choroby ale wiedzą, że to tylko stan na dziś, bo widzieli nie raz jak pięknie wyglądasz, gdy idziesz z nimi na przyjęcie, lub gdy masz wypoczętą, lekką opaloną twarz podczas wakacji. Wtedy w ich towarzystwie po prostu odpoczywasz.










Dodam, że Pan Poślubiony z dziewczynkami radzili sobie i bawili się świetnie! Tata też ma prawo do bycia z córkami sam na sam. Mają swoje rytuały i tajemnice i dobrze, gdy pielęgnują swoją relację. Dłużej bym bez nich nie wytrzymała, ale dwa dni odpoczynku dobrze mi zrobiły. To był najcudowniejszy prezent, który może podarować mąż! ;) Dziękuję! :*

Nie robiłam masy zdjęć, bo i od tego chciałam trochę odpocząć, ale mam nadzieję, że relacja Wam się spodobała i nabierzecie ochoty na kolejne eskapady! (Dodam tylko, że oczywiście maminym okiem sprawdziłam, czy hotel nadaje się na wyjazdy rodzinne - i tak, jak najbardziej! A nawet można przyjechać tu z czworonogiem!)

Pozdrawiam Was serdecznie i obiecuję, że już niebawem pojawią się kolejne posty!

Do napisania! :*
SHARE:

16 komentarzy

  1. Gusiu i na to właśnie czekałam, czytają to sama wypoczęłam, świetny post i czekamy oczywiście na masę nowych postów, buziaczki kochana

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka. tak tak tym razem popijam rumianek ;) Zacznę od tego, że lubię posty z wyjazdów w końcu to jedna z moich pasji, którą trzymam w garści i nie dam jej uciec ;) Właśnie w ostatnim poście u mnie o tym pisałam, o wyjazdach poza sezonem, opisałam nasze wypady gdy ludzi brak, tylko my i przyroda :) więc Ty też tak lubisz jak widzę... Wyjazd z mamą to dobry pomysł, pomyślę i ja o tym jak los pozwoli. Myślę, że wypady samemu gdzieś na dwa dni to też fajna sprawa. Pobyć sam na sam ze sobą, o tym też pomyślę. Celebrować możliwość pobytu z samą sobą - czyli najważniejszą dla nas kobietą! Zdjęcia zachęcające, zwłaszcza możliwość jedzenia posiłków przy takim widoku, potrawy wydają się jeszcze bardziej smaczne. Tylko chwalić męża, który wychodzi naprzeciw potrzebą kobiety, czyli wykazuje wyobraźnię ;) Ostatnio Tobie doradzałam sposoby na pokonanie choroby a teraz mnie dopadła jakaś infekcja gardła i ledwo mówię, na szczęście pisać mogę! trzymajcie się asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak super Gusiu, ze wracasz w Bory!
    To moje rejony i milo widziec, ze komus tak przypadly do gustu, zachecam do odkrywania okolic, bo mamy wiele wiecej do zaoferowania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ cudownie..Najlepszy wypoczynek,bez palm,wieży ajfla,samolotów,tropików..skupienie na sobie i swoim zdrowiu..dla mnie zachęta nie lada..Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. Gusiu. Jak pieknie jak cudownie. Napewno swietnie spedzilyscie z Mamą czas. Kocham to miejsce w sieci. Usciski.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gusiu, jeżdże do Charzyków, Funki i Swornychgaci od piatego roku życia, moja rodzina od wielu, wielu lat! Kocham to miejsce, pracowałam 10 minut autkiem od Twojego hotelu wile lat jako instruktor i kocham Charzykowską promenadę :) oraz Łukomie, jakie zawsze wita mnie najwspanialszym na świecie widokiem skrzacej sie wody. Ten hotel jest świeżutki i cudowny, sama się tam wybieram wiosną, bo ta ziemia i woda niesie ze soba cudowną energię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze taki odpoczynek i mi by się przydał, szczególnie z takimi widokami. Sama marzę o fajnych wakacjach. Jednak ostatnio bardziej skupiam się w kwestii rozbudowy domu i chyba nie będzie na to czasu. Zazdroszczę i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze jest tu do Ciebie wpaść czasami. Wspaniały klimat.
    Bardzo Was lubię, rodzinko z Magicznego domku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyjazd - super rzecz... Fajnie opisana. Jednak zwróciłam uwagę na Twoją relację z Mamą. To nie tylko Mama, ale przyjaciółka i wspaniała towarzyska na wspólnie spędzony czas. Bezcenne...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Gusiu odpoczynek w pełni zasłużony! A tereny o których piszesz są mi tak dobrze znajome za sprawą mojego meza, który pochodzi z Chojnic. Jeszcze jako para spedzilismy wiele cudownych chwil nad jeziorem Charzykowskim. Ah te wspomnienia :) Wszystkim polecam tę piekna część Polski.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdjęcia oddają spokój tego miejsca.
    Zazdroszczę Ci taki wspaniałych relacji z mamą, ale tak pozytywnie zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdjęcia magiczne,pokój obłęd i ten widok na jezioro cudowny:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gusiu,a ja z innej beczki, jak udało Ci się zostawić najmłodszą latorośl? czy karmisz ją jeszcze piersią? pytam bo sama mam 13miesiecznego ssaka. Wiem,że Marysię długo karmiłas.Nie pytam ze wścibstwa. Poporostu jestem ciekawa,gdyż sama chetnie wybralabym się gdzieś na weekend,ale póki co wydaje mi się to nierealne, mała budzi się jeszcze kilkakrotnie w nocy na pierś

    OdpowiedzUsuń
  14. Gusiu,a ja z innej beczki, jak udało Ci się zostawić najmłodszą latorośl? czy karmisz ją jeszcze piersią? pytam bo sama mam 13miesiecznego ssaka. Wiem,że Marysię długo karmiłas.Nie pytam ze wścibstwa. Poporostu jestem ciekawa,gdyż sama chetnie wybralabym się gdzieś na weekend,ale póki co wydaje mi się to nierealne, mała budzi się jeszcze kilkakrotnie w nocy na pierś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ z przyjemnością odpowiem. :) Otóż Marysię karmiłam do 2 roku życia (dokładnie pożegnałyśmy się z karmieniem w dni jej 2 urodzin) i Gabrysię mam zamiar karmić też do 2 rodzin (czyli do maja). Ona nadal tego bardzo potrzebuje, ale raczej tak emocjonalnie. Pije z piersi zazwyczaj raz dziennie nad ranem, a czasami zdarzy jej się i 2 razy dziennie. Ale gdy mnie nie ma, to Gabrysia zupełnie nie czuje takiej potrzeby i nie musi pić w ogóle. (pije wtedy normalnie wodę, roślinne mleko itp) Co więcej nie zostawiam jej więc zamrożonego mleka, bo obie dziewczyny odmrożonym zawsze gardziły. Do tej pory zostawiałam Gabrysie 4 razy na max 3 dni (moja operacja woreczka żółciowego (1,5 dnia), wyjazd do Londynu (2 doby), targi Layette (3 doby) i wyjazd z Mamą (2 doby)) - i jedyne co to musiałam, to wybierać się tam wszędzie z laktatorem ;) (mam zwykły ręczny Medela) który w tych przypadkach używałam tylko rano (tak by nie mieć problemów z laktacją po powrocie.)
      Nie zostawiałam za to nigdy dziewczyn, które mleko jeszcze jadły kilka razy dziennie - czyli powiedzmy do 1 -1,5 roku życia i co dziwniejsze nie używałam w ogóle laktatora i nigdy nie piły mleka z butelki. ;) Po prostu zawsze były ze mną, albo wychodziłam sama, ale w okienkach między karmieniami. :)

      Usuń
  15. Oj ale narobiłaś ochoty tym wyjazdem ! Zdjęcia cudne ! Fajnie, że Pan Poślubiony jest tak zaangażowany w bycie tatą i, że rozumie Twoją potrzebe odpoczynku ;)

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig