poniedziałek, 22 lipca 2019

Wspaniałości Wiosny/Lata '19

Kochani, wiem, wiem, dawno mnie tu nie było, piszę coraz mniej, ale zapewniam Was, że to tylko chwilowa przerwa w regularnym pisaniu. Trochę usprawiedliwienia znajdziecie niebawem w migawkach lipca, ale przerwa wiąże się również z moimi przemyśleniami i zastanawianiem się, w którą stronę powinien ewoluować mój blog. Tak już jest, że obecnie (może z racji wielu spraw na głowie) najlepiej pisze mi się o rzeczach pozornie bardzo błahych, niektóre formaty jak migawki, ulubione produkty, wnętrzarskie posty są na blogu już kilka dobrych lat. Zastanawiam się, czy nadal to lubicie, czy nadal jest to dla Was interesujące, chociaż po ilości prywatnych wiadomości wnioskuje, że lubicie taką odskocznię i celebrowanie zwykłej codzienności. Zatem dziś dawno nie widziany cykl z przedmiotami codziennego użytku, które ostatnio bardzo mi służą i zwyczajnie mnie cieszą. :) A zatem zaczynamy!


Zacznę od tego, bez czego nie wyobrażam sobie wiosny ani lata, chociaż od paru lat używam również jesienią i zimą. Mowa o wysokim filtrze do twarzy. Już od paru lat nie opalam w ogóle twarzy, bo jakoś przesadnie nie zależy mi na przedwczesnych zmarszczkach. :) Ale stosowanie filtru powoduje również, że moja cera jest mniej szorstka i podrażniona. Przez dłuższy czas stosowałam krem z filtrem marki Nuxe, ale moja cera się trochę do niego przyzwyczaiła, wiec wypatrzyąm w internecie to cudo. Cell Fusion C z filtrem 50. Według mnie jest fenomenalny. Po pierwsze bardzo lubię tego typu konsystencję kremu. Z jednej strony jest gęsta i zbita, ale idealnie się rozprowadza i wchłania. Ponieważ jest to krem zalecany np. po zabiegach kosmetycznych ma silnie działanie kojące i antybakteryjne. To mieszanka dla mnie idealna! Do tego krem delikatnie rozjaśnia twarz, przez co wygląda na bardziej wypoczętą. Nakładam każdego ranka i praktycznie nie używam innego teraz kremu (czasami nakładam na niego jeszcze krem rozświetlający Resibo).


Latem nie stosuje ciężkich podkładów, wtedy czuje się, że moja cera się dusi. Ostatnio używam naturalnego kremu BB marki Miya. Mam najjaśniejszy kolor, ale według mnie jest on raczej dla skóry lekko muśniętej słońcem. Ponieważ nie opalam twarzy jest dla mnie idealny na tą porę roku, gdyż subtelnie wyrównuje koloryt cery z pozostałymi częściami ciała. Bardzo ładnie pachnie i przyjemnie się rozprowadza. Ma według mnie idealne krycie (lekkie ale wystarczające). Lubie lekkie podkłady czy kremy bb, bo i tak cienie pod oczami czy ewentualne niedoskonałości maskuję korektorem. Do tego polecam rozświetlacz w kremie - jest świetny.


Ponieważ nie planuję w najbliższym czasie postów o kosmetykach, dziś pojawi się spora część ulubionych produktów z mojej codziennej pielęgnacji. Niewątpliwym ulubieńcem, do którego wracam od lat, jest masełko pod oczy dr.Hauschka. O strefę oczu dbam dość szczegółowo, ponieważ wiadomo, że jest najbardziej narażona na czynniki zewnętrzne i starzenie się. Jednak nie mogę trafić na dobry krem, który spełniałby moje oczekiwania. Kremy typowo przeciwzmarszczkowe właściwie tylko napinają skórę, a ja mam wtedy wrażenie, że skóra jest wręcz wysuszona. Krem-żel na opuchnięcia i sińce pod oczami powoduje, że skóra wokół oczu brzydko się świeci, a kremy nawilżające moja skóra połyka. Dlatego takie masełko w formie wosku idealnie utrzymuje nawilżenie pod oczami i wypełnia zmarszczki. W moim wieku zmarszczki powstają głownie z wysuszonej skóry pod oczami. A ten doskonale natłuszcza, ale też wystarczy chwilka, by się wchłoną. 


Ostatnią rzeczą do pielęgnacji twarzy jest maseczka do twarzy Oatifix marki Lush. Produkty niestety nie są dostępne w Polsce, ale teraz większość z Was pewnie wyruszy na wakacje i może akurat tam uda wam się zahaczyć o pachnące sklepy Lush. Ja gdy tylko mam okazję kupuję parę kuli do kąpieli i już drugi raz sięgam po maseczkę. Ta i poprzednia (z borówkami) po prostu mnie zachwyciły. Maseczka, ktorą obecnie używam jest z owsianką i bananem, bardzo smakowicie pachnie i ma ma za zadanie nawilżać, koić i redukować zaczerwienienie. Ukojenie czuć od pierwszych sekund od nałożenia. Właściwie na palcach ręki mogę policzyć ilość razy, kiedy byłam u kosmetyczki, dlatego bardzo lubię regularnie stosować różne maseczki w domu.


W wspaniałościach wiosna/lato chcę wspomnieć o 2 produktach do włosów, które ułatwiły mi życie! Pierwszą rzeczą jest odżywka koloryzująca, którą poleciła mi moja znajoma, która zawsze ma przepiękny kolor włosów! Okazało się, że co jakiś czas (co 3-4 tygodnie) wystarczy na ok. 10 min rozprowadzić równomiernie na lekko zwilżonych włosach ten produkt (dopasowany oczywiście do koloru włosów). Generalnie nie farbowałabym w ogóle włosów, gdyby nie fakt, że dokładnie na moim przedziałku mam kilka siwych włosów, które doprowadzają mnie do szaleństwa. Do tej pory chodziłam regularnie do fryzjera (częściej niż bym tego chciała), ale dzięki tej odżywce zupełnie odchodzę od typowej farby i tylko odświeżam co jakiś czas odrosty. Oszczędność i włosów i pieniędzy na farbowanie u fryzjera. Polecam.


Dla posiadaczek włosów półdługich (od powiedzmy linii żuchwy do ramion) mam nie lada ułatwienie, którego sama poszukiwałam. Mam dość grube włosy, o długości przed ramiona i niestety w moim przypadku pozostawienie ich do wyschnięcia nie wchodzi w grę. Do tej pory musiałam układać najpierw włosy na szczotkę a następnie dość często używałam prostownicy. Zajmowało to wieki. I chociaż myję włosy co 2-3 dni to i tak na samą myśl robiło mi się niedobrze. Na youtube trafiłam na filmik o suszarce ze szczotką i pomyślałam, że to produkt idealny dla mnie! Co więcej do sklepu wybrałam się razem z Mamą i obie zakupiłyśmy takie suszarko-szczotki. Mama jest równie mocno zachwycona efektami. Po pierwsze o wiele szybciej i łatwiej się suszy włosy, a po drugie świetnie się układają i zwiększają swoją objętość. Szczotka ma włosie z dzika, które działa świetnie na moje włosy, bo je wygładza i się nie puszą. Nie wiem jak suszarka sprawdzi się do włosów długich, ale do boba i long-boba będzie idealna.



Ogólnie z moją obecną pielęgnacją (twarzy, ciała i włosów) chodzi głównie o to, by w jak najszybszym czasie osiągnąć maksimum efektów. Lubię też swoje wieczorne rytuały, gdy np. wieczorem kładę się już do łóżka, układam wygodnie poduszki, smaruję kremem dłonie i zabieram się do czytania książki. A jeśli o ulubionym kremie mowa, to obecnie jest nim naturalny krem do rąk Eco Receptura, który bardzo ładnie nawilża, szybko się wchłania i ma taki przyjemny, wręcz luksusowy zapach. Do tego ma piękne, subtelne opakowanie, które dodatkowo zdobi stolik nocny. :)


Wracając do książek ostatnio zapanowało u mnie apogeum i czytam ich kilka na raz. I to nie dwie czy trzy ale...siedem. Wczoraj dwie skończyłam, wiec mam zamiar sukcesywnie je kończyć. Na szczęście każda jest zupełnie z innej parafii i czytanie ich naprzemiennie nie stanowi dla mnie problemu. Jedną z czytanych przeze mnie książek jest biografia Simony Kossak, której osoba bardzo mnie w ostatnim czasie fascynuje. Książka jest ciekawie napisania i nie czyta się jej mozolnie brnąc przez suche fakty. Postać Simony jest niezwykle elektryzująca i myślę, że zaciekawi niejedną osobę, która kocha przyrodę i zwierzęta. Ja mam w sobie taką ciągłą wewnętrzną tęsknotę za taka dziką naturą i chociaż pod naszym płotem można spotkać cały zwierzyniec (dziki, lisy, sarny, wiewiórki, kaczki, czaple i inne ptactwo) to za każdym razem, gdy je widzę ogarnia mnie zachwyt. 
(Jeśli macie ochotę obejrzeć filmiki ze zwierzakami za naszym płotem kliknijcie tu - KLIK)


Bardzo lubię też biografie ze starymi zdjęciami, w których doszukuje się wielu inspirujących rzeczy.


Ostatnim produktem będzie coś co jest tylko pretekstem do głębszej sprawy. Ostatnio coraz mocniej poszukuje nietuzinkowych rzeczy do domu. Zawsze miałam do nich słabość, ale był taki moment, że z własnej wygody sięgałam po coś "normalnego" i ogólnie dostępnego. Po latach stwierdziłam, że to nie ma sensu, bo te rzeczy bardzo szybko się mi nudzą, natomiast wszystkie te niepowtarzalne przedmioty, które zbierałam przez lata, wrosły w nasz Magiczny Domek. Uwielbiam nasze stare meble, sentymentalne ozdoby z historią. Buszuje na OLX, gdzie odszukuje różne perełki. Teraz, gdy bywam dość często na rozmaitych targach, gdzie mogę docenić rękodzieło, jeszcze bardziej zachwycą mnie wyjątkowe produkty, które nie są dostępne wszędzie. Ostatnio zachwycam się świecą sojową z zanurzonymi kwiatami polnymi. Cudowna ozdoba, której aż żal mi palić, bo tak pięknie pasuje do panującego w sypialni klimatu. Świece możecie kupić na stronie massja.pl . Jest przepiękna!



Całuje Was mocno i zapraszam na kolejne wpisy (jeszcze w tym tygodniu)! ;) 

Wasza Gusia.
SHARE:

16 komentarzy

  1. Produkty z Lush ! - rewelacja ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam wszystkie Twoje posty 🙃

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam taką szczotkę ale ...po kilku dniach mam wrazenie że są zniszczone :( tak samo mam z prostownica:/ eh

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę nic nie zmieniaj w pisaniu swoich postów, wszystko jest jak w życiu. Pozdrawiam Wiolka z lubuskiego

    OdpowiedzUsuń
  5. Osobiście polecam tej samej autorki :"Białowieża szeptem". Tyle barwnych postaci, niesamowita historia miejsca, aż chce się tam od razu ruszyć...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nic nie zmieniaj. Twoje wpisy są super, uwielbiam czytać o Waszej codzienności :) pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń
  7. Post chyba na moje zamówienie, bo sugerowalam ten temat w komentarzu pod poprzednim wpisem! :)
    Jeśli o mnie chodzi, to nie chciałabym zmian na blogu, bo wchodzę tu od lat po to samo - codzienność.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzien dobry,Magiczny Domku ! Nic nie zmieniaj !!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja uwielbiam Magiczny Domek od lat, zwłaszcza teraz kiedy mam małego synka i własny kawałek podłogi. Wcześniej tylko podziwialam i marzyłam sobie, teraz inspiracje wykorzystuje w praktyce. Podoba mi się twoja wrażliwość estetyczna, to jak dbasz o relacje i w jaki sposób wychowujesz dziewczynki, czyli blisko natury, wśród książek i innych artystycznych bodźców. Pamiętam jak czytałam twoje posty ciążowe, kiedy nie miałam jeszcze dziecka (nawet w planach:), a później odszukalam je, kiedy sama chodziłam z brzuszkiem, tyle ciepła i pokrzepienia w nich znalazłam:) Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdzie można kupić tę maskę do włosów?

    OdpowiedzUsuń
  13. No dzięki... kupiłyśmy to masełko Hanuszka, tatuś się strasznie napalił, powiedział że co jak co ale o zdrowie trzeba dbać. No i musiałyśmy kupić, a to nie było łatwe bo nie było tego masełka Hanuszka w takiej fajnej sieci sklepów spożywczo-wnętrzarskich Biedronka (gorąco polecamy!), udało się nam dopiero w jakimś dziwnym sklepie co się nazywał Drogeria - Milenka nie chciała tam wejść bo mówiła, że ma jeszcze trochę do wypłaty i w związku z tym ona by wolała iść do Tanerii, no ale jakoś ją wciągnęłam, bardzo miła pani z obsługi znalazła nam to masełko Hanuszka, złożyłyśmy się na pół, bo ono było jednak faktycznie bardzo drogie i z masełkiem w te pędy do domu! Jakże się Tatuś ucieszył! Ale nie tak od razu się ucieszył bo jak wróciłyśmy to był akurat na spotkaniu z kolegami z wojska, wrócił dopiero nad ranem gdy spałyśmy, a potem gdy wstałyśmy Tatuś jeszcze bardzo długo spał a jak wstał to rąbnął pięścią w nocny stolik (mimo, że u nas w domu pięścią w stół się nie wali - sam Tatuś to zawsze powtarza, no ale to był stolik a nie stół, więc może dlatego) i krzyknął: "Ha! Po takich manewrach z kolegami z wojska jak wczoraj jajecznicy na boczku mi teraz trzeba!" Krzyknął tak i złapał się od tego krzyku za głowę bo czemuś go strasznie bolała (tak jest często po tych wojskowych manewrach, wiadomo - wybuchy, strzały i stres). No więc zrobiłyśmy Tatusiowi tę jajecznicę, a że boczku nie miałyśmy, to normalnie na maśle. Na tym masełku Hanuszka. Milenka zaniosła do łóżka talerz z jajecznicą i powiedziała: "Włala! Jajecznica à la Hanuszka!" Postawiła talerz z jajecznicą na nocnym stoliku i wróciła do mnie do kuchni - ledwo usiadła usłyszeliśmy straszny wrzask Tatusia, chyba głowa go przestała boleć, wrzeszczał bowiem bez opamiętania, muszę przyznać, że ta Hanuszka na ból głowy jest bardzo dobra. Potem wrzask ustał a przez drzwi do kuchni wleciał talerz z tą jajecznicą Hanuszka. Milenka bardzo się zdenerwowała i zaraz zajrzała do bloga Magiczny Domek, sprawdzić cośmy źle zrobiły, po czym z pobladłą miną mówi do mnie "Jezus Maria, ta jajecznica to miała być pod oczy, ta cała Hanuszka..." No i potem tatuś leżał do wieczora bardzo zmęczony a myśmy mu zrobiły maseczkę pod oczami z tej jajecznicy co nam się udało wyzbierać z kuchennej podłogi.

    pozdrawiamy,
    Siostry Matylda i Milenka Boczek

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja sama najbardziej uwielbiam właśnie takie wpisy! Więc pisz Gusiu co Ci w duszy gra :) A o lokówko-suszarce sama myślę od dawna i właśnie poczułam się nieco bardziej skuszona... ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czy ta odżywka zadziałała faktycznie na siwe włosy?Mogłabyś pokazać efekt na włosach? Bardzo jestem ciekawa tej odżywki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Śliczna świeca i poduszki, bardzo w moim stylu.

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig