Jeśli nie macie jeszcze dzieci, lub trzymacie w ramionach małego noworodka, pewnie taki 2 latek to dla Was czarna magia, bo tak do tej chwili daleko. Ja też tak myślałam, do czasu gdy te 2 lata tak niemożliwie szybko minęły. I łza mi się w oku kręci i duma jednocześnie rozpiera, że przy moim boku rozwija się taka istota. Coraz bardziej rozumna, znacznie szybciej niż mi się kiedyś wydawało, bo byłam pewna, że dzieci są takie nieogarnięte do pewnego wieku. A tu od pierwszych chwil już charakter widać, osobowość, preferencje, morze uczuć i okazywanych emocji, czasami tak niebywale "dojrzałych". To raptem 2 lata, a ja nie jestem w stanie w pełni przypomnieć sobie jak to było przed narodzinami Marysi. Świat zmienia się niesamowicie, bo pięknieje, wzbogaca się i zmienia swój kształt.
I choć na blogu nadal poruszam wszystkie te tematy, o których piszę od 7(!) lat, to jednak byłoby nienaturalne, gdyby nie pojawiał się wątek dziecięcy. W Magicznym Domku jest taka Marysia, o której mam wielką wewnętrzną potrzebę pisać. :) Przepraszam więc wszystkich tych, którzy nie przepadają za tą tematyką, ale obiecuję, że będę się starać zachować złoty środek. :)
W minioną sobotę, dokładnie 8 października, nasza Marysia obchodziła swoje 2 urodziny w towarzystwie dzieci i najbliższych przyjaciół (rodzinną imprezę mieliśmy tydzień wcześniej).
Dziś wklejam do pamiętnika migawki z tego wydarzenia. :)
Przyjęcie zorganizowaliśmy na piętrze, tak by dzieci miały łatwy dostęp do zabawek w pokoiku Marysi. W salonie zrobiliśmy małe przemeblowanie i ustawiliśmy stół, pufy i poduchy dla najmłodszych.
Talerzyki i akcesoria kupiłam w sklepie Tiger. Dekoracje miały być widoczne, ale nie przytłaczające, tak by nie było wrażenia przepychu.
Jeśli chodzi o menu to przyznam Wam, że ze szwedzkim stołem mam zawsze największy problem. Niby to nic takiego, ale jest przy tym bardzo dużo pracy, bo wszystko musi być świeże i zrobione tego samego dnia. Znacznie łatwiej jest mi przygotować przyjęcie typu wystawny obiad, gdzie zupę, pieczeń i nawet deser mogę zrobić dnia poprzedniego, a potem, w dniu przyjęcia wrzucić do piekarnika bataty i przygotować sałatkę. Czy Wy też tak macie?
O tym jakie to trudne przekonałam się urządzając moje urodzinowe piknik party (klik) gdzie każdy składnik przygotowywałam już od samego świtu w zaawansowanej ciąży i gdy przyszedł czas przyjęcia byłam ledwo żywa. :P
Tym razem misternie zrobione kanapki zamówiłam, a sałatki, humusy, słodkości i tort zrobiłam sama.
Najwięcej czasu zajęło mi robienie tortu, w który włożyłam całe serce. W poprzednim roku, leśny tort bardzo przypadł do gustu Marysi, więc i tym razem chciałam ją zaskoczyć. Ponieważ Marysia wyrosła już z okresu bycia chłopakiem (przez pierwszy rok naprawdę trudno było się domyśleć, że jest dziewczynką ;) ), postanowiłam tą dziewczęcą naturę Marysi uczcić. Wybierając dekoracje z motywem w flamingi, i chcąc uchwycić trochę dziewczęcego różu, wiedziałam, że to właśnie ten motyw pojawi się na urodzinowym torcie.
Flamingi i ananasy lepiłam późnym wieczorem w piątek z masy cukrowej i byłam już bliska szaleństwa, ale ostatecznie udało się! :)
Cieszę się, że w naszym towarzystwie jest coraz więcej dzieci. Czas na przyjęcie i zabawę!
Czas na tort, z którego po jakimś czasie fikuśnie spływały ananasy! ;)
I urodzinowa tradycja, czyli wspólne składanie prezentu. :)
Był taki gwar i zamieszanie, że nie było nawet czasu na robienie wielu zdjęć. :)
Przed urodzinami Marysi prosiliście mnie o zestawienie prezentów dla dwulatka. Jednak u nas najlepiej sprawdzają się prezenty, które rzeczywiście trafiły do Marysi. :) To dlatego umieszczam cykl urodzinowej chwalipięty i każdy ewentualnie może coś ciekawego podpatrzeć.
Pytaliście też, jak sobie radzimy z niekontrolowanymi prezentami i muszę przyznać, że mam tak wspaniałą rodzinę i przyjaciół, którzy zazwyczaj wiedzą co nam pasuje, lub delikatnie podpytają czego nam brakuje. Lubimy też prezenty takie na przyszłość, bo wiadomo, że dziecko wszystkim na raz nie będzie się bawić.
Na 2 urodziny trafiły do Marysi niezwykle urocze prezenty:
Pamiętacie ogromny domek dla lalek, który szykuje dla Marysi? (klik).
Domek jest wykończony i już praktycznie umeblowany, ale wszystko odbywa się w wielkiej tajemnicy. Postanowiłam, że jednak domek z tyloma elementami i detalami Marysi dostanie dopiero na swoje 4 urodziny (lub Gwiazdkę). Teraz idealnie sprawdzi się niewielki drewniany domek z prostym umeblowaniem. (Ikea) Marysia oszalała na jego punkcie!
A w domku zamieszkała para malutkich myszek (Maileg), które śpią w pudełkach po zapałkach. :)
Marysia wzbogaciła swoją garderobę o kilka przepięknych kreacji!
Oraz gry i puzzle lubianej przez nas marki Djeco.
Do naszego domu zawitała również magnetyczna laleczka do ubierania (Vilac).
Kreatywne narzędzia. Kredki i koszyczek z ciastoliną.
Książka od wujka, jak zawsze na przyszłość. :)
Pasta do zębów ze świnką Peppą i kartki na pamiątkę. :)
I hulajnoga dla najmłodszych!
To cudowne móc takie chwile pełne rodzinnego ciepła i uroku wkleić do naszego blogowego pamiętnika. :)
Dziękujemy, że jesteście z nami.
Wasza G.


































































