31 marca 2023

Migawki Marca '23

Zawsze, gdy siadam do migawek ogarnia mnie wewnętrzny dysonans. Z jednej strony trudno mi uwierzyć, że kolejny miesiąc za nami, z drugiej, przeglądając zdjęcia zdumiewa mnie, że aż tyle pomieścił. Chociaż dzielę się tu z Wami naszą rodzinną codziennością, pamiętajcie, że nawet 1000 zdjęć nie pomieści wszystkich wspomnień z miesiąca. Nie zawsze mam przy sobie telefon i robię zdjęcia, ale też nie każdą rzecz chcę opublikować w sieci. Nie sposób zawrzeć też tu wszystkich moich myśli i rozważań, bo przecież to trochę tak jest, że życie zewnętrzne się toczy, ale każdy z nas ma jeszcze alternatywną ścieżkę wewnętrznego dialogu, która rozwija się równolegle razem z nami. I często nawet naj naj bliżsi nie są w stanie wszystkiego wyłapać i zrozumieć, a co dopiero za ekranem komputera czy też telefonu. Jednak migawki są moim ulubionym sposobem na zapisywanie wspomnień, więc z przyjemnością siadam do nich po raz kolejny dzieląc się z Wami. Tak więc bez dłuższego wstępu zaczynamy!

Na początku miesiąca skończyłam pracę nad kolejną kolekcją, która wejdzie jeszcze przed wakacjami. Zawierała masę detali, więc zajęła mi trochę czasu i nakładu pracy.


Ale znalazło się też trochę przyjemności, by zrównoważyć włożone trudy. Tu uroczy wieczór i spotkanie z dziewczynami. Nasze spotkania są pełne inspirujących rozmów.
 

Wybrałam się też na 1,5 godzinny masaż tajski! No w życiu nie miałam tak dobrego! Bardzo tego potrzebowałam po godzinach spędzonych przy biurku.



Pewnego dnia wracając do domu, byłam zaskoczona oto widokiem na naszym osiedlu. :)


Spotkania, spotkania. To bardzo ważne by dbać o życie towarzyskie. 


No a sushi lubią u nas i mali i duzi. :)


A tu czas na kolejne spotkanie towarzyskie. Tym razem towarzystwo pomaga w przygotowaniu domowej pizzy.



A ta domowa jest najlepsza!


Gdy dosłownie WSZYSCY domownicy oglądają sobie film, ja mam chwilkę dla siebie. :)


I tak... to ja jestem jednym z tych szaleńców, co postanowili... prenumerować  makietę do konstruowania domu Muminków! :P


Chwila wytchnienia podczas załatwiania spraw. Coraz częściej świadomie odkładam telefon podczas codziennego biegu. 


Wiosna to też czas na nowe kolekcje Layette. Sesje zdjęciowe i przygotowania to masa pracy, ale efekt końcowy zawsze wynagradza wysiłki. Wciąż nie mogę uwierzyć, że moje ilustracje potem są na fizycznych produktach dla maluszków. :) 


A w domku błogo i spokojnie.


Nadal zima w pełni.


Po wizycie u lekarza zawsze zabieram je do kawiarenki.


I najpiękniejszy prezent na dzień kobiet od Marysi. Tego dnia Pan Poślubiony usypiał Miłoszka a ja poszłam wziąć gorącą kąpiel myśląc, że dziewczynki już śpią. Gdy po paru kwadransach weszłam do kuchni byłam zdumiona. Zastałam ją idealnie sprzątniętą a na blacie leżały kwiatki, dwa cukierki Toffifee i liścik. Ogromnie mnie to wzruszyło!


Chłopaki w akcji. 


Nieczęsty rarytas...czyli randka z mężem! ;)


To był uroczy wieczór we dwoje!


Baza pod stołem to niewątpliwie magia dzieciństwa.


Słodkich snów mój Skarbulku.


Trochę witamin w tą niepewną pogodę.


Przyjechała do nas Zuzia i zaczęliśmy sezon ogniskowy! 
(głownie chodziło o to by wypalić takie najstarsze drewno z dna drewutni, które stało tam od...1o lat!)


Siedzieliśmy do wieczora razem z dwiema babciami. :)


Kremowe królestwo dziewczynek.


Czasami jest tak, że ktoś się wprosi na nockę do sypialni rodziców, a Tata wtedy śpi na dole na kanapie*. Marysia ma 8,5 roku i nadal czasami takiego wieczoru potrzebuje. Rozmawiamy wtedy sobie w łóżeczku dłużej lub czytamy razem książki. Nie mogę uwierzyć, że to pachnące ciałko tak już urosło.

* kanapa nie jest taka zła, wręcz naprawdę wygodna! Sama przespałam na niej kilkanaście nocy ponad rok temu, gdy odzwyczajałam Miłoszka od nocnego karmienia piersią.


Brakuje miejsca na rzeczy do kupienia!


Pakujemy się na wizytę do cioci Ani! 


Rozwój dzieci nie przestaje mnie zdumiewać - tą parę dzielą równo 3 lata (bez jednego tygodnia) a taka różnica!


Pychotki u cioci.


I jeden z piękniejszych bukietów jakie ostatnio widziałam - uwielbiam takie połączenie!


Matyldzia, która wyszła na tym zdjęciu jak szczeniaczek. 


Tu lunch z dawno niewidzianą duszyczką. To był naprawdę towarzyski miesiąc!

 
Zajęcia Jogi prowadzone przez Marysię (robiła nawet zapisy ;) ).


Wyjmowanie naczyń ze zmywarki to jeden z obowiązków Marysi w domu. I dosłownie wykonuje je śpiewająco (tu nuciła sobie coś pod nosem). :)
 

W pracy wiosna oraz nowa kolekcja Jungle, więc czas na nową aranżację na półkach i powiew świeżości.


W tym miesiącu grałam też sporo na ukulele, którą kupiłam jeszcze za czasów lockdown'u. Sprawia mi to wiele przyjemności. :)


Jaka dziś pogoda?


Kuchenne rewolucje.


Trochę koloru i balerinki - tak bardzo chce się już wiosny!


Małe zmiany przed domem. Dom to ciągły proces doskonalenia. :)


Milusińscy.



Mnie pochłonęły porządki i w szafie (nadrobiłam prasowanie stos rzeczy z poprzednich sezonów), jak i w pościelach, ręcznikach itp. Do końca czerwca mam plan zajrzeć w każdy najmniejszy zakątek Magicznego Domku i oczyścić przestrzeń jak nigdy. Robię tak od stycznia jednak pomiędzy różnymi wydarzeniami, więc daje sobie na to więcej czasu.


Bardzo lubię naszą sypialnię po zmianach.


Jestem jednak uzależniona od tekstyliów i pięknej pościeli. 


Drzemki Miłoszka nadal trwają. Niezależnie od pory roku i pogody za oknem, zawsze w wózeczku. Używamy go tylko do drzemek, wiec nie wiem ile jeszcze tam wytrzyma. Niebawem chyba będzie trzeba opracować jakiś inny system i pomalutku odzwyczajać się od drzemek. Chociaż niewątpliwie będę tęsknić za tą chwilką wytchnienia. :)

Mój strój iście wyjściowy. Piżamka, klapeczki i kurteczka oraz herbatka w ręku. :)


Niewątpliwie to leżakowanie zimą przyczyniło się do zahartowania. Odpukać, ale nasze dzieciaczki naprawdę nie chorują. 


A tu randka sam na sam tym razem z moją Gabrysią.


Byli na podwórku i przerazili mnie piskami i okrzykami, a tu się okazało, że pojawiła się przecudna tęcza. :)


Jedzenie pod chmurką to 100 dodatkowych punktów fajności!


I takie piękne noce przed nami.


Łapiemy każdy promień słońca czy w domu czy w ogrodzie. W tym roku wyjątkowo nie mogę doczekać się wiosny.


Owsianka z serduszkiem, czyli moja ulubiona z przepisu Agnieszki Maciąg. Bardzo lubię takie niespieszne śniadania w weekendy.


I te chwile dla siebie też.


Czy toś jeszcze z moich czytelników pija herbatę w kąpieli? :P


Spacer po ogrodzie. Na Instagramie pytaliście mnie o kalosze a kupiłam je ze dwa sezony temu na Zalando.

 
Wiosna nadchodzi.


Każda roślinka, która przetrwała zimę i odradza się cieszy. 


Obiadek u babci i ciepły barszyk po ogrodowym spacerze.


Słońce. Taka prosta przyjemność, a jednak często można jej nie zauważyć. Warto być uważnym.
 

Popołudniowa kawa z mężem i resztą brygady. Zawsze wtedy ktoś coś od nas chce, ale uczymy, że to święta chwilka dla rodziców. :)


Bardzo lubię tą roślinkę. Mam coraz większą kolekcję roślin w domu i całkiem nieźle im u nas. Prosiliście też o taki roślinny wpis na blogu, tylko, że ja nie pamiętam wszystkich nazw roślin. Czy ktoś wie co to jest? Chyba muszę założyć zeszycik. ;)



Co Wy tam znowu oglądacie? 


A tu kolejna wizyta u Ani i Klary i same pyszności!


Przymrozki. Jednak uwielbiam wywietrzyć rano pokój i wpuścić do domu powietrze niezależnie od pory roku.



A tam za rogiem już kwiecień, który zapowiada się baaardzo intensywnie.


Jak to wszystko ze sobą pogodzić, jak dbać o dom, rodzinę i pracę? Absolutnie nie jestem ekspertem, ale w najbliższym czasie właśnie planuję napisać dla Was wpis o tej tematyce.

Ściskam Was mocno i życzę udanego weekendu. My wybieramy się na targi!

Wasza G.
SHARE:

26 marca 2023

Kolor w naszym otoczeniu

Bywa, że w środku robienia zakupów w galerii handlowej, siadam sobie spokojnie w kawiarence sklepu Ikea tuż przy regale z książkami i zamiast patrzeć w telefon, sięgam po jedną z proponowanych na półkach pozycji i czytam. Pewnego dnia w moje ręce trafiła książka "Joyful" Ingrid Fetell Lee o tym jak zaprojektować radość w swoim otoczeniu. Bardzo mocno zaintrygowała mnie ta pozycja, więc szybko zamówiłam ją w internetowym antykwariacie. Czytam ją obecnie z ciekawością i rozmyślam o roli koloru w moim otoczeniu. 

Kolor w moim życiu odgrywa niesamowitą rolę. Już na studiach uczyliśmy się jego mocy, bardziej od technicznej strony. Malując martwą naturę musieliśmy mocno analizować to co widzimy. Czy wiecie, że cień w pomieszczeniu jest ciepły, a w plenerze zimny? Każdy z nas starał się odnaleźć swój styl i sposób wyrażania siebie. Ja malując martwą naturę ustawiałam się do obiektów przodem. Malując martwą naturę nieco z boku można było namalować ją w perspektywie, która niewątpliwie nadawała całej kompozycji kształt i łatwiejszą drogę do oddania rzeczywistości. Ja stojąc tuż przed stołem z przedmiotami, perspektywę zaznaczałam właśnie kolorem. Obrus załamywał się na końcu stołu, gdzie tak na prawdę było to widoczne tylko za sprawą cienia, czyli ciemniejszego i cieplejszego odcienia materiału. Nauczyłam się też patrzeć na kolory na zasadzie proporcji. Nie ma na świecie koloru bez kolorów dodatkowych. Nic co widzisz nie jest w 100% niebieskie lub żółte. Jeśli widzisz czerwień, to ona ma w sobie albo więcej żółci, albo niebieskiego, a często właściwie różne barwy w innych proporcjach. 

Kolor to też bardzo ważny aspekt mojej pracy. Tworząc wzory dla dzieci nieustannie myślę nad jego rolą i staram się zachować balans. Sama nie przepadam za chaosem i przebodźcowaniem, ale szaro-beżowy świat dziecka wydaje mi się zbyt jałowy i smutny. O ile na samym początku mamy chcą stworzyć dla maleństwa błogi, bezpieczny świat sięgając często po stonowane, jasne kolory, o tyle obecność kolorów w otoczeniu dziecka jest niezwykle ważna w jego rozwoju. Problem wielu osób jest taki, że na siłę dążą do skrajności. Dotyczy to wielu aspektów życiowych, ale poruszając się w tematyce wnętrz i rodzicielstwa widzi się dwa skrajne nurty. Są to "smutne beżowe mamy" - termin, który określa pewnie rzucające się Wam często w oczy wnętrza dziecięcych pokoików (często w świecie Instagrama), gdzie absolutnie wszystkie elementy od ścian, pościeli, mebli oraz dodatków i zabawek nie wykraczają poza barwy beżowe i szare. Oczywiście mamy tworzące taką przestrzeń nie są absolutnie smutne, wręcz tryskają dumą i satysfakcją, bo często mają na celu podkreślanie, że wszystkie produkty, które oferują swojemu dziecku są najlepszej jakości z górnej półki. Druga, często widziana stylistyka w naszej polskiej społeczności, to świat koloru, nadmiaru i przesady w otoczeniu dzieci. To świat cekinów, świnki Pepy, Elsy i Spidermana oraz wszystkich kolorów tęczy na raz. I żebyście mnie dobrze zrozumieli, to wszystko jest dla dzieci, ale jak to we wszystkim, najodpowiedniejsze byłoby zachowanie umiaru. Dziewczynka uwielbiająca tiule i cekiny może mieć piękną spódniczkę w tym stylu, ale może warto wtedy dobrać do niej prostą, jednobarwną podkoszulkę. To samo dotyczy słodyczy. Jeśli ich zakażemy, dzieci mogą później się wręcz na nie rzucać (np. na urodzinowym przyjęciu innego dziecka), ale z drugiej strony przecież nie dajemy dzieciom do dyspozycji szwedzkiego stołu 24H z samymi słodkościami. Przepełniony pokój z masą krzyczących kolorów może wpływać na brak koncentracji oraz nerwowość. 

Myśląc o tym wszystkim, doszłam do wniosku, że w malowanych wzorach staram się również zachować harmonię. Lubię jasne, optymistyczne tło, sięgam po stonowane kolory, ale nadal pamiętam, że kolor dzieciom jest potrzebny do prawidłowego rozwoju. A jak jest we wnętrzach? 

Ostatnio wróciłam do starych wpisów z mojego poprzedniego mieszkania, które prezentowałam tu na blogu jakieś...12-13 lat temu. I wiecie co? Wiele rzeczy podoba mi się nawet teraz! Pomimo, iż trochę mój styl się zmienił (co jest całkiem normalne) to cenię sobie w tych wnętrzach właśnie odpowiednie dawkowanie koloru i z lekką nostalgią wróciłam do swojej kolorowej osobowości z przeszłości. Nigdy nie było to przesadzone w żadną stronę, i zawsze trzymałam się naturalnej bazy (sięgając po barwy ziemi, drewna i zieleni w postaci roślin) decydując się na jakieś mocniejsze akcenty kolorystyczne. Mocniejsze nie oznacza neonowe, krzykliwe. Kolor we wnętrzach Magicznego Domku, zawsze jest taki trochę przybrudzony a eklektyzm, który tu panuje pozwala na zastosowanie całej palety kolorów w zależności od pomieszczenia. 

Jednak ostatnio oszalałam i zapragnęłam jak nigdy koloru! Natchniona książką i różnymi przemyśleniami, zaczęłam poszukiwać możliwości odmiany naszych czterech ścian. Przestawiałam przedmioty, buszowałam w Internecie, oglądałam tysiące plakatów, kupiłam odważniejsze poduszki i próbowałam... i gdy trochę ochłonęłam z tej pozimowej obsesji i potrzeby koloru, zdałam sobie sprawę, że on przecież tu jest i był u nas wcześniej i nic tu nie trzeba zmieniać. :)

I dobrze mi jest w moim nastawieniu do wielu życiowych aspektów i refleksji płynącej z doświadczeń, że żadna skrajność nie jest dobra. I taki złoty środek odnajduje w Magicznym Domku w naszej codzienności.





Małe kolorowe zakupy (oprócz stroju - swetra i balerinek, które po prostu chętniej teraz nosze, ale też do stonowanej bazy). Piżama z kolorowymi spodniami, łososiowa doniczka, patera, dywanik do kuchni oraz świece z kryształami. 



To co lubię w naszych wnętrzach to fakt, że nie muszę ich aranżować do zdjęć. Po prostu chwytam chwile, gdy coś mnie zaintryguje. Często są to mieszkańcy Magicznego Domku, czy pięknie układające się światło, albo przedmiot, który cieszy oko.





Kolor przecież nie musi krzyczeć, może być częścią całości otoczenia. Najlepsze proporcje podpowiada natura.
 





W ubiorze też trzymam się zasady, że mam raczej stonowaną, pasującą do siebie bazę (uwielbiam biele, beże, błękity, granaty i brązy, ale dodaję jakiś odważniejszy akcent, zieloną bluzkę, sweter w czarne białe paski czy jakieś odlotowe buty.) Lubię taki styl.



I chociaż początkowo myślałam o tym wpisie trochę z innej perspektywy i chciałam zawrzeć inne przemyślenia, to moja konkluzja dla Was jest taka, że kolor w otoczeniu ma znaczenie, ale dopasujmy je do naszej osobowości. Nie zamykajmy się na kolor, tylko dlatego, że panuje taka moda. Chociaż i tu dodam mała dygresję, że jednak najwięksi architekci cenieni na świecie właśnie nie boją się koloru i go sprawnie przemycają do wnętrz.


Książkę polecam, bo jest naprawdę ciekawie napisana. To żaden poradnik (chociaż na końcu można znaleźć sporo ćwiczeń zwiększających świadomość o nas samych), a zbiór różnych spostrzeżeń i przykładów z życia codziennego na temat wpływu otoczenia na nasze poczucie szczęścia. Książka zaczyna się od kolorów, ale dotyka innych tematów jak zabawa, harmonia, magia czy poczucie wolności. Różne aspekty, które wpływają na nasze samopoczucie. Oczywiście możemy oddać je światowi, który nas otacza bez żadnego wysiłku, a możemy spróbować mieć realny wpływ na nasz otaczający świat za pomocą naszego nastawienia i uważności. Czasami wręcz nie zdajemy sobie sprawy ile tak na prawdę zależy od nas samych. 

Tak więc dziś taki trochę planowany, lecz w rezultacie spontaniczny wpis o moich ostatnich przemyśleniach okraszonych zdjęciami z Magicznego Domku większości z dziś lub minionego tygodnia. To co piszę na blogu, często tak na prawdę jest swoistą terapią, jakimś porządkowaniem zagadnień w mojej głowie. I miło mi niezmiernie, że mi w tym procesie towarzyszycie. :)

Pozdrawiam Was tęczowo i wracam jeszcze w tym tygodniu z migawkami miesiąca.

Do napisania!

SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig