niedziela, 22 listopada 2015

Zabawa w Umiar

W niedzielny poranek zasiadam do spontanicznego posta, który zrodził mi się wczoraj w głowie, gdy robiłam małe porządki w zabawkach Marysi. Z części z nich już wyrosła, więc schowałam te najlepsze do pudełka dla następnych potomnych. :) Przez ostatnie tygodnie bacznie się przyglądałam zabawom Marysi i tak stworzyłam listę zabawek, które widać, że lubi i które są rozwojowe (czyli starczą nam na dłużej). Przez ponad rok bycia mamą zauważyłam również, że dzieci naprawdę nie potrzebują wielu zabawek. Marysia 60% swojego czasu zabawy raduje się przedmiotami codziennego użytku. Plastikowa miska, drewniane łyżki, pudełka po produktach żywieniowych, etui na okulary czy parasolkę, spinacze, pokrywki od garnków itp. itd. Widać, że właśnie te 'zabawki' cieszą ją najmocniej i najszybciej się uczy poprzez naśladowanie dorosłych. 
Poruszam ten temat, ponieważ zbliżają się Mikołajki i Święta Bożego Narodzenia i nasze dzieci będą obsypane niezmierzoną ilością prezentów, w tym zabawek. W ferworze odpakowywania stosu prezentów zapomną, co właściwie było w tym pierwszym pudełku. Znacie te sceny, gdzie dzieci otwierają prezent, robią 'wow', po czym szybko rzucają na bok, bo jeszcze, jeszcze, więcej, więcej - sięgają po kolejne pudełka, bo przecież  je wszystkie trzeba otworzyć. A ja znam rodzinne opowiadania, jak to moja Mama, gdy dostała pod choinkę książkę, siadała w kąciku i zaczynała ją czytać, nie zważając na inne prezenty już uwagi. Lub historię, gdy mój brat zapytany co dostał na Gwiazdkę przez lekarza, nie wymienił innych prezentów tylko oznajmił,  że dostał ciasteczka. :) 
Wiem, że gwiazdowe prezenty są takie szczególne, często zbieramy na nie cały rok i jesteśmy w stanie podarować komuś coś droższego. U nas też tak bywało. Dlatego doskonale pamiętam, że to na Gwiazdkę dostałam pierwsze porządne narty, ogromnego misia pluszowego, na którego było trzeba składać i przede wszystkim zdobyć :), ogromną encyklopedię o Sztuce i Malarstwie, która miała ze 13 tomów czy też najlepsze płyty ukochanych zespołów, które jeszcze przed YouTube i muzyce w sieci, były na wagę złota. Zawsze czułam się rozpieszczana, ale nie zasypana. Kładłam te wszystkie prezenty na swoim biurku i aż do Sylwestra je celebrowałam. I starczały na cały rok, bo aż do następnej gwiazdki nikt nie obsypywał się prezentami, nawet jakoś znacząco na urodziny. I to było coś! 
Teraz niektóre dzieci dostają prezenty niemalże codziennie, więc rzeczywiście rodzice głowią się jak tu 'przebić' tą codzienność i uczynić prezent na Święta wyjątkowy. Najczęściej wiec stawia się na ilość. 
Myślę, że nie ma nic złego w zainwestowanie w droższy prezent dla dziecka na gwiazdkę, by poczuło hojność Mikołaja. Myślę jednak, że te duże, wyjątkowe sanki, zapakowane w wielki papier i przewiązany czerwoną wstążką ucieszą mocniej, niż za tą samą cenę (lub nawet więcej!) sterta kolejnych zabawek. Bo do tych sanek doczepiony jest jeszcze wspólny czas dziecka z rodzicem. Zabawa śnieżkami, zjeżdżanie z górki bez trzymanki, albo też na wznak, czy we dwójkę! Duży prezent, ale 'zapakowany' w tą magię Świąt. Pewnie, że nie da się tak na 100%, ja sama pamiętam te reklamy przed dobranocką i zabawki firmy Mattel ;) - chciałam każdą! Jednak ktoś mi wytłumaczył, że mogę poprosić Mikołaja o jedną, bo nie starczy dla innych dzieci. Ale mam pierwszeństwo w wyborze! :) I czułam się doceniona!
Są rodzice, których nie stać na droższe prezenty, jednak uwierzcie, że szczęśliwsze dziecko to takie, któremu poświęca się swój czas oraz bacznie się przypatruje jakie ma np. potrzeby i zdolności, by kupić chociaż dobre kredki i blok rysunkowy. Dziecka nie kupi się za ilość prezentów, zawsze ważniejsza będzie relacja.

Wracając do porządków w zabawkach, zauważyłam jeszcze jedną rzecz przyglądając się Marysi. Owszem zdarzało się, że wyrzucałam wszystkie zabawki ze skrzyni, by czymś się zajęła. A ona przewróciła pudełko z klockami, rzuciła w kąt pluszowego misia, do sortera wrzuciła jeden klocek, na drugim poprzestała, bo nie wcelowała w odpowiedni otwór, a już uwagę skupiła na książeczce. Otworzyła i zamknęła i zaraz znalazła się przy bujanej dżdżownicy otwierając jej bagażnik i wrzucając leżący klocek. Czy to jest zabawa? To raczej próba odnalezienia się w chaosie. 
Kiedy tak naprawdę mogę coś zrobić podczas zabawy Marysi? Kiedy zajmę ją jedną rzeczą. Gdy ten sorter jest jeden i ona może się na nim skupić. Gdy ma swoje kubełki i przez 15 min wkłada i wykłada, wkłada i wykłada. Oczywiście czasami trzeba podmienić zabawkę, gdy potrzebujemy więcej czasu. Marysia ma kilka ulubionych zabawek, przy których się doskonali. Piramidka, jedna ta sama, służy nam od 4 miesiąca. Na początku idealna do poznawania kształtów i wkładania do buzi, później świetna do turlania i patrzenia jak kręcą się pierścienie, teraz Marysia w skupieniu wkłada pierścienie na słupek. A już staramy się bawić kolorami. Naprawdę nie ma potrzeby posiadania kilka wersji tej samej zabawki. Dzieci wcale się nie nudzą, bo z miesiąca na miesiąc używają niektórych zabawek w zupełnie inny sposób.

W Magicznym Domku nie brakuje zabawek, skłamałabym gdybym powiedziała, że mamy pięć rzeczy i już! Jednak staramy się utrzymać jakiś umiar. Nasza rodzina i znajomi o tym doskonale wiedzą i na szczęście nie zasypują nas stosem niepotrzebnych rzeczy. Wiem, że czasami rodzice nie chcą gromadzić a właśnie z odwiedzającymi jest problem. Może trzeba porozmawiać, dać do zrozumienia, a gdy to my znajdziemy się na pozycji obdarowującego, zapytajmy co jest potrzebne lub złammy schemat i podarujmy np. bilet na wspólne warsztaty z dzieckiem czy karnet na basen.

Bądźmy też wyrozumiali wobec Mam, które zajmują się testowaniem wielu wspaniałości. Mam na myśli takie blogerki, które współpracują z różnymi firmami. Ja jestem im wdzięczna, że to one gromadzą, testują i oceniają, a ja nie musze tego robić. Wykonują kawał dobrej roboty (mówię o dobrych blogach, gdzie oprócz reklamy jest to 'coś' - o czym pisałam w poprzednim poście), bo ja mam ten komfort, że mogę podpatrzeć i zdecydować czy to rzeczywiście się u nas sprawdzi. Nie ulegajcie jednak pokusie kupowania wszystkiego co uznacie za inspirację. Wasze dzieci naprawdę tego nie potrzebują.

PLASTIKOWE I GUMOWE

Będąc w ciąży, gdy przeglądałam świat dziecięcych zabawek, z uporem maniaka omijałam wszystkie plastikowe rzeczy. Takie brzydkie i sztuczne! Bo rzeczywiście rynek ugina się od tandetnych, plastikowych rzeczy. Jednak jak we wszystkim, i tu znajdą perełki i jest uzasadnienie, że np. grających melodyjek nie znajdziemy w drewnianej obudowie albo, że niektóre zabawki lepiej gdy są plastikowe ze względów praktycznych. W naszej kolekcji nie brakuje więc i plastikowych rzeczy również dlatego, że taki skrajny eko styl zaczął mnie drażnić. Jednym słowem, gdy jest uzasadnienie, to plastik można nawet pokochać. :)


Wieża (Fisher Price), Bębenek (Smily Play), Pojazd (Hello Kitty), Gitara (Smily Play), Pianinko (Fisher Price), schowana już grzechotka (Skip Hop), gąsienica kulki do łączenia (Mal Play), interaktywna książeczka (Fisher Price), kubełki (ToysRus), stworki do kąpieli (Ludi), biało-pomarańczowa kaczka do kąpieli (BOON).


DREWNIANE I TEKTUROWE

Drewniane zabawki przeżywają swoje odrodzenie i chyba nikt nie zaprzeczy, że mają w sobie masę uroku. Muszę się powstrzymywać, by wciąż czegoś nie kupować. Ale trzymam się dzielnie! ;)


Kotek do ciągnięcia (Janod), sorter (Tido), sorter krówka (Djeco), drewniane klocki z jeździka (Janod), żaba do ciągnięcia (Djeco), układanka żółw (Ship Hop), wieża z kartonu (Djeco), puzzle (Tido), układanka (Tiger), drewniane marakasy, balansujące rybki (Hape), flet (Biedronka)

PLUSZOWE I Z MATERIAŁU

Do przytulania mamy kilka zwierzaków oraz parę zabawek z materiału.


Książeczka (Ikea), pluszowa wieża (dostałyśmy w spadku po Stefci), śmiejąca się żyrafa (Fisher Price), Piłeczka (Moulin Roty), płaski biały miś ( Mana'o Nani), gąska, osioł i żaba (TKMaxx), jeż do ciągnięcia (Teddykompaniet), różne pluszaki: Lalka (H&M), miś (Endo), żaba (Ikea), pajayk (TKMaxx), miś w okularach (Mamas & Papas), wróżka (Ikea), miś boliboli i jeszcze dwa miśki, które trzymamy u babci. 
Mamy również dużego misia, która Marysia odziedziczyła po mnie oraz królika, które póki co sobie grzecznie siedzą w pokoiku.

I to są wszystkie zabawki, które obecnie posiada Marysia. Z pewnością Mikołaj doniesie jeszcze kilka drobiazgów, ale wiemy, że zabawek musi starczyć dla wielu dzieci na świecie, dlatego nie obawiamy się, że przesadzi z ich ilością. ;)

Pozdrawiamy i miłej niedzieli życzymy!
SHARE:

10 komentarzy

  1. Bardzo ciekawe uwagi. Myślę, że bardzo cenny post dla wszystkich młodych rodziców. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też jestem tego zdania, że nie ma co przesadzać z ilością zabawek. Moja Marysia za kilka dni kończy 2lata, więc to dodatkowa szansa na zawracanie się, ale postaramy się, żeby jednak tak nie było ;) U nas sprawdził się jeszcze drewniany koń bujany, pluszowe słabiej się bujają, stoliczek edukacyjny i rowerek podobny do biegowego, a teraz hitem są puzzle ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gusiu to niesamowite ale miałam dzisiaj takie same przemyślenia jak Ty i miałam napisać posta o podobnej treści ;) ja też obserwuję swoją Lilę i mam podobne odczucia. Warto się przyglądać dziecku co lubi robić czym najbardziej się bawić, u nas są to książeczki, mieszanie łyżeczką w garnuszkach oraz wchodzenie do miski, koszyków, wózka drewnianego. Chyba niedługo przyjdzie też czas na huśtawkę powieszoną w domu, bo widzę że na placu zabaw bardzo się jej to podobało, a któżby nie chciał mieć w domu huśtawki, dla mnie to wspomnienie z dzieciństwa jest bezcenne ;) pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. u nas wszędzie puzzle, odkąd Maja skończyła 18 miesięcy - ma na ich punkcie bzika :)
    i milion książek - nie możemy się powstrzymać ;)
    w reszcie staramy się zachować umiar:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie mam takiego szczęścia - jedna z babć kupuje strasznie tandetne zabawki w dużych ilościach, mimo, że stać ją na wszystko. Zabawki od niej rozpadają się w rękach, są głośne, szybko się psują... Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć! Ja też uważam, że należy zachowac umiar. U nas nie ma tony zabawek pod choinką, staram się namówić rodzine na wspólne prezenty by kupić wiekszą zabawkę, zestaw klocków itp zamiast kilku ,mniejszych. Niestety moi chłopcy sa już na tyle duzi, że oczekują dokładnego spełnienia marzeń a nie zawsze jest to możliwe (Szymek chce zestaw za 900:-) ale na szczęście cieszą się z każdej rzeczy i również ustawiają na noc na biurkach jak ja w dzieciństwie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój prawie dwulatek najwięcej czasu poświęca Jajkom Niespodziankom :-) mamy takie pudełeczko pełne żółtych skorupek, w której zawsze jakaś niespodzianka jest :-)
    Auta, klocki, różne grajko-świecidełka też lubi. Niestety książeczki czy kręgle go nie interesują, a puzzle na tablecie :-)
    Ogólnie to uwielbia różne rzeczy przekładać z pojemniczków do pojemniczków i upychać :-). Hehe
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak bardzo się cieszę z Twojego stanowiska w kwestii zabawek!!

    A cieszę się, bo chociaż (jeszcze) nie mam swoich dzieci, to podobnie postrzegam kwestię zabawek, ich darowania itd.
    Sama do dziś pamiętam z jakim przejęciem odpakowywałam tablicę, którą dostałam " od Dzieciątka" - jak okazało się po latach, mój Tato skleił i pomalował ją na naprędce na kilka dni przed Wigilią.

    Mam nadzieję, że moim najbliższym uda się wytłumaczyć, że nie ilość a jakość a przede wszystkim serce się liczy. A dla dziecka jeszcze bardziej czas i uwaga, którą ,mu poświęcimy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. wreszcie! rozsądek! jak miło! To znaczy u ciebie zawsze jest rozsądek, chodzi mi raczej o rodziców w ogóle.
    Jak byłam mała nie miałam wielu zabawek, moi rodzice byli początkowo dość biedni, mieszkaliśmy w norze na piętrze domu mojej babci. Dostawałam zabawki rzadko, ale jak już to takie bardziej wypasione. I wiesz co? Nadal pamiętam imiona moich lalek i pluszaków.
    Teraz dzieci mają tyle zabawek, że nawet jedną czasami nie bawią się dłużej niż godzinę. Do tego moim zdaniem te dzieci będą mniej kreatywne i mądre, bo są za bardzo zawalane bodźcami ze wszystkich stron. Nie mogą się nawet skupić na jednej zabawie, wszystko na pół gwizdka.
    Ja szyłam ubranka dla lalek ze skarpetek i zdziwiłabyś się ile różnych kombinacji potrafi dziecko w wieku lat 6 zrobić z jednej poprutej skarpetki i nożyczek (nawet bez szycia). Do tego szanowałam zabawki bo miałam ich mało. I cały dom nie był nimi zawalony jak jakieś pole bitwy.
    A jak dostałam raz lalkę Barbie (oryginalną z włosami z których nie robił się strąki) to bawiłam się nią godzinami. Patrzę teraz na dzieciaki w rodzinie - pobawią się 15 minut i już znudzone by chciały coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku... W ogóle nie mogę zastosować u siebie minimalizmu... W żadnej kwestii... Marzyłam o minimalistycznym pokoju dla mojej malutkiej Marysi, a teraz nawet namioty ma dwa u siebie w pokoju.. lalek niezliczoną ilość! A ma rok i trzy miesiące... Tak więc podziwiam ogromnie! I pozostaje mi tylko czerpać inspirację... Jutro biorę się chyba za segregację :) dochodzę też do wniosku, że dzieci nudzą się szybko zabawkami, ponieważ to my rodzice ich tego uczymy... Też miałam zabawki, którymi bawiłam się po kilka lat. Chociaż u mnie też ilość była ogromna jak na lata dziewięćdziesiąte. Koniecznie muszę coś z tym zrobić ;) u nas też ta piramidka się sprawdza. Polecam Ci też 'znikopis', teraz są fajne w biedronce lub lidlu. Mała moja maluje często, coraz częściej, więc też to nie jest zabawka na chwilę. ;) i fajne są maty aquadoble. Mojej Marysi przyniesie ją Mikołaj :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig