czwartek, 26 stycznia 2017

Pająk

Późnym wieczorem wchodzę po raz 10 ty do łazienki, łudząc się, że może wtedy nie będę musiała do niej wstawać tak często w nocy. Zapalam światło i kątem oka od razu coś zauważam i na chwilę zamieram. To pająk! Kiedyś bym syknęła, a może i krzyknęła. Gdyby był większy z pewnością zawołała bym kogoś, by się z nim rozprawił, albo szybko i z obrzydzeniem sama pacnęłabym go klapkiem lub czymś pod ręką. Kiedyś. Bo teraz wszystko się zmieniło, od czasu gdy jest Marysia. Dotarło to do mnie kiedy po raz pierwszy zobaczyłam pająka przy niej. To było u mojej Mamy i delikwent był sporej wielkości. Zaczęłyśmy piszczeć i czym prędzej rzuciłyśmy się na niego, by się go pozbyć. Obrzydliwiec! Ale wtedy z przerażeniem spojrzała na nas Marysia, nie wiedząc o co nam chodzi. Tylko się wystraszyła. Tak pewnie zaczyna się większość arachnofobii! Rozumiejąc się bez słów, od razu zaczęłyśmy się z Mamą wygłupiać i udawać pająki, tłumacząc, że tamten pobiegł sobie do ogródka i już go nie ma. I to był tylko taki żart. Żarcik malutki!
Potem spontanicznie weszła do naszej rodziny pewna zabawa. Już nie pamiętam kto przestraszył się szypułki od pomidora, znów krzycząc PAJĄK PAJĄK! Biedna Marysia znów się wystraszyła, więc szybko oprzytomnieliśmy i czym prędzej sytuację obróciliśmy w żart, że uciekamy przed szypułkowym pająkiem. Do dziś Marysia prosi o wyjęcie szypułki od pomidora i straszy całą rodzinę. Wszyscy udajemy, że się boimy i uciekamy, a Marysia się śmieje. Super zabawa! :)
Przyglądam się więc temu pająkowi i sobie myślę, że w sumie to może sobie tu zostać w łazience do wiosny. Potem otworzy się okno na dłużej, więc wyjdzie i będzie po sprawie. I tak sobie w duchu obiecałam, że nie będę się bała dla Marysi. Bo to trochę śmieszne bać się malutkiego pająka przy dzieciach, które dopiero co poznają świat i jeszcze nie daj boże, na ich oczach dokonywać egzekucji. Bo gdy pojawia się w naszym świecie dziecko, zaczynamy widzieć świat jego oczami. Zmieniamy pewien sposób myślenia i chcemy być lepszą wersją siebie. O ile piękniejszy byłby świat, gdybyśmy bardziej pielęgnowali w sobie te pełne ciekawości i naiwne spojrzenie dziecka. Dlatego wiosną będziemy wkładać do słoika z lupą różne owady i obserwować je ze wszystkich stron. A potem je wypuszczać i patrzeć jak żuczek maszeruje w swoją stronę a motylek unosi się wysoko. 




I chociaż przyznam, nie przepadam za owadami, które znajdują się bliżej niż 2 metry ode mnie, to dam radę. Bo chcę zbierać te "medale", czy przyszywki sprawności na szarfie skauta, którym jestem odkąd pojawiła się Marysia. I chcę być dumna z tych małych rzeczy, bo nikt mi tego nie odbierze. Wstawania w nocy nawet co godzinę, karmienia piersią do 2 roku życia, którego nie przerwałam nawet na jedno karmienie mając zapalenie sutek (paradoksalnie nie na samym początku, ale jak Marysia miała 8 miesięcy). Za to, że ze wszystkich sił staram się być cierpliwa, chociaż wiąże się to z ogromnym wysiłkiem. I tego też, że będąc w drugiej ciąży jest mi trochę trudniej niż za pierwszym razem, bo nie mogę sobie odpuścić, bo jest wciąż ktoś kto mnie nieustannie potrzebuje. Bo nikt tego nie zrozumie, kto tego nie przeżył, ile Mama stara się dawać z siebie. Ktoś z boku nie wie, że żeby wytłumaczyć coś rozemocjonowanej dziewczynce należy kucnąć, uspokoić, przytulić a nawet podnieść 13 kg cudownego ciałka i dla mnie, będącej w 3 trymestrze ciąży, jest to wyczyn zbliżony do małej rozgrzewki na siłowni. I absolutnie nie narzekam, tylko w tych sytuacjach pozwalam sobie na dumę i poklepanie samej siebie po ramieniu - Brawo Gusia! Dajesz radę! 
Daję, bo wkładam w to wysiłek i całe swoje serce. I niech inni nie bagatelizują i nie umniejszają tego co mamy robią dla swoich pociech. Bo te sprawności skauta kryją się w codzienności i rutynie oraz pozornie prostych sprawach. Bo dla Ciebie z boku to normalne, przecież też tak będziesz robić jak będziesz mieć swoje dziecko, a potem przecież będziesz musiała poradzić sobie jak będziesz miała drugie. Lecz dopiero wtedy zrozumiesz ile to "normalne" kosztuje. Kosztuje masę sprawdzianów, wysiłku, wymaga zmiany spojrzenia na świat. I to jest najpiękniejsze w tym co dają nam nasze dzieci. To nowe spojrzenie na świat, które może by tak nie zachwycało, gdyby było oddane, ot tak bez wysiłku.

I tak sobie dziś myślę jak wielką Marysia mi daje siłę. Jest jak trener, który wyciska z Ciebie siódme poty, lecz w zamian zyskujesz sprawne ciało i umysł. Bo już dawno mnie olśniło, że nie sztuką jest wychowywać dzieci nakazami i zakazami, ale trudniej codziennie, niezależnie od sytuacji uczyć ich prostych życiowych wartości i dawać im dobry przykład. 

Ja już nie boję się pająków.
SHARE:

28 komentarzy

  1. A moja arachnofobia jest tak silna że boję się nawet zdjęcia chociaż wiem że to głupie ale dosłownie na żywo to bym miała już problem z oddychaniem i bym była w rozsypce tak mnie paraliżuje strach 😞 ale piękny tekst napisałaś o dzieciach i wychowaniu ich a także uczenia życiowych wartości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pająkcw domu to znak szczęścia u bas jeden ma na imię Stefan

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kiedys na widok pająka dostawałam paraliżu. To sie zmienilo odkad jest z nami nasz synek. Kiedys poznym wieczorem wrocilam do domu i na scianie przy schodach zobaczylam pajaka przynajmniej 3-4 razy wiekszego od tego ze zdjecia. Mysl ze moglby wejsc na gore do lozeczka dala mi tyle sily do "walki" ze pozbylam sie delikwenta ;) i jeszcze darowalam mu zycie :) my Mamy nabieramy jakis tajemniczych mocy odkad stajemy sie odpowiedzialne za dzieci

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniale,gdy dziecko ma mądrą,dojrzałą Mamę a nie rozhisteryzowaną koleżankę..:)Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pająków się nie boję w ogóle. Brzydzę, jasne, nie jestem fanką owadów, jak i Ty. Ćmy są dla mnie najgorsze. Ale rzadko je zabijam - mucha? Wyleci. Pająk? Wezmę go za nóżkę i wyniosę na balkon. Ćmy łapie mój mąż i wypuszcza przez okno. Komary niestety mają trochę u nas gorzej, ale myślę, że tak jest chyba u każdego :) Ciężko go złapać, a jak zostanie w domu na noc... no wiesz!
    Byłam kiedyś świadkiem dziwnej sytuacji. Dla osób, które ją stworzyły była ona całkowicie normalna! Spędzaliśmy czas z pewną matką i jej dzieckiem. Pewnego dnia przy wspólnym posiłku czy herbacie nadleciały pszczoły. Wiadomo, nikogo nie cieszy widok pszczoły na talerzu, no ale to tylko zwierzę, małe, jak nie będziemy szaleć, to da nam spokój. Matka dała trzyletniemu dziecku packę, a ta, nauczona, zaczęła te pszczoły zabijać (albo starała się to zrobić). No bo przecież to pszczoła. A pszczoła jest do zabijania. Naprawdę nie wierzyłam własnym oczom! Nie dość, że pszczoły nie były żadnym zagrożeniem, to jeszcze robiło to takie malutkie dziecko.

    Nie ma przesady w Twoim myśleniu. Rób tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  6. W samo sedno z tym pająkiem.Ciekawe spostrzeżenie co do rodzących sie fobii.Nigdy w ten sposób nie pomyślałam.Mądry tekst mądrego rodzica.Pozdrawiam Alicja

    OdpowiedzUsuń
  7. Ode mnie pewnie dostałby kapciem, mam uraz :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Gusiu, właśnie spokojnie robiłam w kuchni obiad - kartoflankę, ziemniaki, frytki, puree i sałatkę ziemniaczaną, kiedy drzwi do kuchni otworzyły się z hukiem i wpadła Milenka bardzo czegoś rozemocjonowana! Prawie wykrzyczała, że właśnie czytała na Magicznym Domku Twój nowy wpis i że znalazła tam jakiś pomysł na prześmieszny kawał i zaczęła przeglądać nerwowo paterę na warzywa w poszukiwaniu pomidora. Niestety nie miałam pomidorów, tylko kilka odmian ziemniaka, więc Milenka pobiegła do warzywniaka. Wróciła z jednym pomidorem i z pięcioma kilogramami ziemniaków (poprosiłam ją żeby dokupiła, to od razu zrobię też coś na kolację), urwała z tego pomidora szypułkę i powiedziała dziwnie zaciętym głosem - "A teraz... teraz będzie kupa śmiechu!" Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi ale poszłam za nią - Milenka zakradła się cichutko do fotela, na którym Tatuś czytał właśnie w jakimś wojskowym periodyku artykuł pod tytułem "Żołnierska odwaga" i rzuciła na oparcie urwaną szypułkę! Gusiu! Śmiechu faktycznie miałyśmy co niemiara ale równie wiele sprzątania! Tatuś wyskoczył prawie pod sam sufit, wrzeszcząc niemiłosiernie, potknął się niestety o dywanik, próbując złapać równowagę złapał się za półkę z kolekcją origami Milenki (pisałam już kiedyś o tym origami) zrzucając wszyściutkie papierowe arcydzieła, po czym wyrżnął w moje doniczki z anturium rozsypując ziemię na pół pokoju. Potem wstał blady jak kreda trzymając się za serce, a nam powiedział, że to był popis refleksu i żołnierskiej zwinności, i że gdyby ta głupia szypułka była np. granatem to na pewno by przeżył. Niech mu będzie, ja tam się na wojskowości nie znam. Teraz z Milenką sprzątamy ten cały ambaras a tatuś pojechał na rynek po pomidory, a potem na spotkanie z kolegami z wojska - powiedział nam, że ma świetny pomysł na kawał, który im zrobi! Jutro ma nam opowiedzieć!
    Pozdrawiamy,
    Matyldka i Milenka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boczkowe,jak zwykle wpis mistrzowski.Wasza fankaJajcarka.

      Usuń
  9. Gusiu jesteś bardzo mądra! Tak strasznie miło się czyta wszystko o czym piszesz. Brawo, Oby więcej takich ludzi :-)))

    MARTAMÓWI

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystko pięknie. Tyle, że to zdaje się kątnik. A kątniki gryzą. Niby niegroźnie,ale jednak.Zatem to szkodnik.Moje dzieci (4 i 8 lat) nie histeryzują na widok pająków, jest dla nich zupełnie normalne,że szkodników należy się pozbywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Szkodniki :)

      Usuń
  11. PRZEPRASZAM ZA DUŻĄ CZCIONKĘ , ALE PISZĘ PRZEZ ŁZY A CHCIAŁABYM COKOLWIEK WIDZIEĆ .
    KOCHAM SIOSTRY BOCZEK !!!!!! WPRAWDZIE BOKI BOLĄ , OCZY CZERWONE OD PŁACZU , SYN PATRZY CZY TO JUŻ PORA Z MATKĄ DO LEKARZA JAKIEGOŚ DOBREGO JECHAĆ ? NIC TO JA I TAK WAS KOCHAM BOCZKÓWNY .

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana Gusiu, takie właśnie jesteśmy, my - mamy. Doskonale Cię rozumiem i całkowicie zgadzam się z tym, co napisałaś. Wszystko kręci się wokół miłości, bo to ona daje nam taką siłę. A pająki, tak jak wcześniej zostało napisane, to znak szczęścia i prawdopodobnie oznaka zdrowego domu. Tak w ogóle to przyznam się, że strasznie się wzruszyłam... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam lęk przed myszami i szczurami. Ale taki konkretny. Nawet jeśli zobaczę juz nieżywą mysz to i tak uciekam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak to bywa, strasz ma wielkie oczy :] Pozdrawiam ciepło
    www.wpuszczonawmaliny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Pająki też z nami mieszkają :) W końcu są bardzo pożyteczne i nie latają nam żadne owady :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A u mojej babci w domu mawiano, że pajaków się nie zabija bo one kiedyś ochroniły Matkę Boską

    OdpowiedzUsuń
  17. pięknie napisane:) ileż dzieci nam dają, ile wprowadzają w nasz świat radości, ciekawości w takiej zwykłej codzienności.Dziś panuje pogląd, że dzieci tylko zabierają, nie wiem dlaczego przestało się mówić o tych cudownościach, które dostajemy bezinteresownie od dzieci. Ludzie boją się małżeństwa, bo boją się cierpienia, tak samo boją się mieć dzieci bo boją się wysiłku, który trzeba włożyć, ale nie wiedzą ile tracą pięknych rzeczy i chwil. Ja już się nie boję :)

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  18. Gusiu, skąd ten świetny nocnik? :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Swietnie ze sie nie boisz, dobry ruch... ale zeby go zostawiac? Nie przesadzasz?
    Pająki gryzą.. może nie mieszkamy w tropikalnych krajach lub innych, gdzie jad pająka może być szkodliwy - ale chyba pamiętasz jak gryzą meszki, komary...

    OdpowiedzUsuń
  20. Gusiu, co u Was? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie, dajcie spokój :) Przecież Gusia ma prawo do swojego prywatnego życia! :)

      Usuń
  21. Daj jakiś znak choćby na insta. Martwimy się?

    OdpowiedzUsuń
  22. pewnie szykuje się pokój malucha, stąd ta cisza.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja do dzisiaj wzdyram sie na widok szypułki od pomidora :D:D a mąż i juz prawie dorosła córka mają ubaw.
    Nie boję się, ale brzydzę i chyba nie ma nic złego w baniu się czy brzydzeniu- ludzka spraaa o ile nasz strach nie paraliżuje.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja się pająków nie boję i do strachu nie namawiam, ale mojego tatę ugryzł pająk w stopę i leczył ugryzienie przez pół roku, potem rana się otwierała sezonowo przez kilka lat uprzykrzając noszenie wszelkiego obuwia. Pamiętam jak był w szpitalu po ugryzieniu a potem regularnie u dermatologa. Więc krzyczeć w panice stanowczo nie, ale w zimie przeniosłabym lokatora w inne ciepłe miejsce 😉

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig