czwartek, 11 stycznia 2018

Ciepłe Kolory w Salonie

Założyłam sobie, że po intensywnym grudniu, odpocznę trochę od blogowego świata w styczniu. Bardzo dobrze mi ta przerwa robi, bo zbieram materiały na kilka nowości, które pojawią się w tym roku na blogu. Jednak nie mogę Was tak zostawić z pustymi rękoma (oczami? ;P ) i dziś, w ramach noworocznych wpisów zapraszam Was do małych zmian w naszym salonie, które lubię uwieczniać na stronach blogowego pamiętnika.


Gdy tylko magia świąt się ulatnia, a wraz z nią wszelkie czerwienie i świąteczne ozdóbki, zawsze kieruje mną ten sam impuls. Potrzeba przestrzeni i oddechu po intensywnym okresie w roku. Wietrze pomieszczenia, redukuje dodatki i stawiam na stonowane, naturalne barwy. Ponoć najmodniejszym kolorem  tym roku ma być fiolet :) a mi tak dobrze jest z wszelakimi urgami i musztardą. :) Przepiękne te kolory komponują się z zielenią za oknem*.

*nie wierzę, że to napisałam w połowie stycznia ;)





Nowością są przede wszystkim dywany, które było trzeba bezzwłocznie kupić, po ostatnim występku Gapci. (Chcąc wskoczyć na kominek po czekoladki After Eight, przewróciła choinkę, pożarła ozdobne jabłuszka, które zafarbowały dywany, a następnie dobiła je doszczętnie wymiotując całą noc miętową czekoladą!). 
Ale z drugiej strony cieszę się, że tak wyszło, pewnie Pan Poślubiony myśli, że ukartowałam to z Gapcią, bo poprzednie dywany już lekko mnie irytowały. (Były oryginalne, ale przez to, że z naturalnego materiału, kompletnie nie odporne gdy coś się wylało i zbyt cienkie, bo się łatwo gniotły. Nowe (Ikea) nadały jakiegoś takiego ładu i czystości. (Nowy pachnący dywan w nowym roku to jest to!) ;)



Stół nadal pozostaje przysunięty do ściany, bo po pierwsze bardzo polubiliśmy tą dodatkową przestrzeń (stół wraca na środek przy okazji różnych imprez) a po drugie w tym miejscu na co dzień stoi wielki drewniany kojec (pojawi się w późniejszych zdjęciach).



Ten przepiękny stolik kawowy, o który dostaje masę pytań to Retrowood.


Resztę tworzą dodatki...


Poduszki to mix H&M Home, TKMaxx i ręcznie robione Lululale, które dostaliśmy na gwiazdkę.








Sporą nowością, która pojawiła się u nas w grudniu to duży kojec o wymiarach 150 na 150 cm. Zamówiłam go na allegro. Jest prosty, drewniany, tak by w miarę możliwości wpasował się w otoczenie.



Gabrysia bardzo go polubiła i tak nie przesadzając kojec jest teraz naszym centrum wszechświata (przynajmniej domowego ;) ). Wszyscy lubimy spędzać tu czas!


Miejsce na piknik. :)


Klinika weterynaryjna. :)


Zagroda dla koni. :)


Plac zabaw.


Taras widokowy.


Domowe kino. :)






Pozdrawiam mocno z Magicznego Domku! :*
SHARE:

piątek, 5 stycznia 2018

Witaj Nowy Roku

Kochani, witajcie w 2018 roku! 

To dość zabawne, że świętuje nowy rok aż dwa razy. Pierwszy raz zaczynam "od nowa" we wrześniu. Jesień wtedy nadaje takiej świeżości po wakacjach, a wraz ze spadającymi liśćmi ukazuje się nowy sezon pełen zmian. Końcówka roku, to dla nas bardzo aktywny czas, dlatego zwalniam i znów łapię oddech na początku roku.
Czuję, że ten będzie przełomowy. Zwłaszcza we mnie, bo w planach mam kilka spraw bardzo osobistych. To rok nastawiony bardziej do wewnątrz, niż na zewnątrz. I chociaż ostatnio panuje moda na "nie robienie postanowień noworocznych", ja nie mogłabym bez nich żyć. Jednak to takie inne postanowienia niż "schudnąć 20 kg", "wyjechać na wakacje życia" czy inne standardowe postanowienia, które przechodzą na kolejne lata. ;) Moje małe postanowienia są powiązane z podsumowaniem poprzedniego roku i tym co bym chciała (zwłaszcza w sobie) zmienić. 
To spisanie najmniejszych celów, czasami tak drobnych, że inni uznaliby to za śmieszne. Jednak uważam, że zapisane słowo ma w sobie zdwojoną moc. Otoczeni światem, który nieustannie wysyła tysiące bodźców, czasami nie możemy usłyszeć własnych myśli i pragnień. Sam proces wyciszenia się i spisania naszych celi i marzeń działa na nas terapeutycznie. I nie muszą być to wielkie sprawy. Ja spisałam sobie mnóstwo malutkich zmian, które chciałabym wprowadzić i realny czas na ich zrealizowanie. Odkąd jestem mamą jestem bardziej cierpliwa jeśli chodzi o mijający czas. Kiedyś miesiąc wydawał się wiecznością, a teraz każdy kolejny mija tak szybko i niepostrzeżenie. Ale dzięki temu nie jestem już zachłanna na efekty jak kiedyś i wiele planów udaje mi się zrealizować dlatego, że nie czuje żadnego ciśnienia. Uwielbiam tą wolność, gdy nic mnie nie goni, nie pospiesza, a ja mogę uważniej podejść do różnych tematów.



Kalendarze lubiłam od zawsze, ale szczerze mówiąc zawsze miałam problem z jego wyborem, bo musiał spełniać kilka odrębnych funkcji. Dlatego nauczona doświadczeniem mam ich na ten rok aż 3 rodzaje.

Pierwszy (który doskonale sprawdził mi się w zeszłym roku) to kalendarz tygodniowy na biurko. 


Jest idealny do tego, by ogarnąć wzrokiem cały tydzień i móc rozłożyć siły na całe siedem dni. Jednym z moich założeń jest to, by szlifować umiejętność dzielenia czasu na działanie i twórczość oraz odpoczynek i regenerację. Tygodniowy planner ma do tego sporo miejsca na szybkie notowanie telefonów, pomysłów, list itp.

(Kupiłam przez internet ale nie pamiętam gdzie!)


Kolejnym kalendarzem, jest ten do torebki. Tam zapisuje ważne wydarzenia. Spotkania, wizyty u lekarza, wyjazdy, urodziny itp. To z niego przepisuję zaplanowane wydarzenia na planner tygodniowy, ale już nie umieszczam drobnych spraw, które mam w danym dniu zrobić. 

(Kupiony w Empiku)



Trzecim jest mój kalendarz osobisty. Najważniejszy. To takie miejsce, gdzie mieści się naprawdę wszystko. Notatki, pomysły, przemyślenia i cytaty. Plan godzinny na każdy dzień, menu, lista rzeczy do zrobienia oraz miesięczne plany budżetu i cele finansowe.


Jest świetnie zaprojektowany, bo ma tyle ile potrzeba, ani mniej ani więcej. Ma aż trzy zakładki oraz naklejki, dzięki czemu możemy sprawniej się po nim poruszać. Kalendarz skrupulatnie wypełniam każdego dnia i dla mnie jest jednocześnie miejscem gdzie każdy dzień można zaplanować, jak również jednocześnie podsumować. 


Może Was dziwić, dlaczego potrzebne mi są aż trzy kalendarze, jednak każdy z nich pełni inną funkcję. Jestem z tych osób, które lubią pisać - listy, pomysły, plany. Do tego dochodzi bardzo ważny czynnik, który lekko upośledza moje funkcjonowanie w codziennym życiu. ;) To nieprzespane noce. Ostatnio są naprawdę kiepskie, ale prawda jest taka, że od prawie 4 lat nie przespałam ciurkiem ani jednej całej nocy. Ani jednej. Do super udanych uważam takie, w których albo budziłam się tylko gdy Marysia wchodziła do nas do łóżka i trzeba było się tylko do niej przytulić, albo gdy Gabrysia leżąc już w łóżku ze mną, budzi się 2-3 raz na jedzenie i zasypia. Do trudnych zaliczam te, gdy śpię przerywanym snem razem raptem 3 godziny. Jestem taką samą mamą jak każda z Was, więc wiecie o co chodzi. Jak w takim razie dałam radę w grudniu pisać codziennie z 2 dzieci posty na blogu? Gdyby nie dobry plan, kilka szczegółowych list oraz właśnie kalendarz, nie dałabym rady!


(Kalendarz znajdziecie na zaplanujswojsukces.pl )


I chociaż przecież to nie jest tak, że Nowy Rok zmienia wszystko jak za dotknięciem magicznej różdżki. Czasami trudne sprawy przechodzą na kolejny rok. Początek roku też nie był dla nas łatwy, bo u mnie pojawił się ogromny spadek formy przez infekcje, okropne uczulenie (miałam spuchnięte wargi i nos!) i zapalenie ucha w jednym, a do tego nasza Gapcia wreszcie przeszła operacje nosa, po tym jak parę miesięcy temu wykryto u niej guza i przeszła serię chemioterapii. Nasza kochana Gapcia, według nas najpiękniejszy beagle na świecie wygląda jak Frankenstein. :( I te nieprzespane noce, które niestety nie zawsze mogę odespać.
Ale Nowy Rok ma w sobie pokłady jakieś nieopisanej nadziei, która mimo przeciwności losu, pozwala patrzeć na wszystko przez różowe okulary. Cieszymy się z tego, że operacja Gapci po wielu miesiącach niepewności jest już za nami, a ja wzięłam się ostro za swoje zdrowie i planuje kilka kontrolnych wizyt u lekarza. Będę zdrowa jak ryba! ;) 
Moich małych planów na nowy rok jest mnóstwo, z pewnością o kilku z nich dowiecie się gdzieś między słowami czytając bloga. :)


Zaczynamy od nowa. Tak kochani, nieczęsto Nowy Rok przypada dodatkowo w poniedziałek! :)

Samych wspaniałych planów, mądrych celów i szalonych marzeń Wam życzę w 2018 roku. A ich realizacja zależy już tylko od nas! 

Wasza G. :*
SHARE:

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Migawki Grudniowe '17

Jeszcze zanim kolejnym wpisem przywitamy Nowy Rok, chciałabym pożegnać poprzedni i umieścić migawki z ostatniego miesiąca.

Grudzień był bardzo intensywny i magiczny za razem. Zawsze przed migawkami zastanawiam się co pojawi się na naszych zdjęciach z minionych tygodni i czasami sama jestem zaskoczona tym co tu odnajduję. Robienie zdjęć z naszej codzienności uważam za mój najfajniejszy codzienny nawyk! :)

Zapraszam do migawek z grudnia!

Zabawy z babcią Ewą.


Jeśli zastanawiacie się co robi zazwyczaj Pan Poślubiony kiedy piszę do Was posty to właśnie to!


Ubieranie choinki. Uwielbiam te chwile, na które znów będę czekała cały rok!



Sporo trenowałam w tym miesiącu! 
Dracena 


Magiczne wieczory.



Gili gili. :)


Tak pięknie w centrum miasta.


Relaksujące warsztaty robienia wieńców bożonarodzeniowych.


Wesoła produkcja ciasteczek!
(Pytaliście o przepis na lukier - ubite białka jajek z dodanym na oko cukrem pudrem)


Taki gagatek na zakupach.


Doskonalenie umiejętności usypiania 2 dzieci na raz. ;)
(A książka z mojego dzieciństwa)


Pod koniec roku nie ominęła nas choroba. :(


Wielką przyjemność sprawił mi serial The Crown. Czasu miałam jak na lekarstwo, ale udało się obejrzeć w ciągu całego miesiąca.


Pozostała nam domowa szkółka. :)


Nasz nowy kojec ma szerokie zastosowanie. Często jest też zagrodą dla koni. ;)


A tak wyglądają kulisy niektórych postów. To nie lada sztuka, by zapanować nad tym wszystkim. ;)


Marysia też chciała w ulubieńcach pokazać swoją ulubioną czapkę.



Marysiowa choineczka.


Te nasze poranki zapamiętam do końca życia.


Gdy robi się cicho to albo psoci, albo czyta. :)


Zima za oknem, chociaż na chwilkę.


Przygotowania do świąt.


Świąteczny poranek!



Stół czeka na gości.


Szybkie zdjęcie przed Wigilią.


Moja Babi 


Pierwsza Wigilia Gabrysi.


Prezenty!




Niektóre prezenty przerosły Marysię. ;)


Łóżkowe sny i zabawy.









Tuż po świętach musieliśmy kupić nowe dywany! Gdy byliśmy na święta poza domem, Gapcia skakała do czekoladek After Eight zostawionych na kominku, zrzuciła choinkę, pogryzła choinkowe jabłuszka i pobrudziła dywany, a potem jeszcze wymiotując całą noc miętową czekoladą dobiła dywany na amen!


Na pocieszenie mąż zabrał mnie na randkę. :)


One dwie 


Spacer po ogrodzie.




Narwałam takiego pięknego rozmarynu do ususzenia.


Kluseczki?


To niesamowite jak czas zatacza koło - zobaczcie tu (KLIK i KLIK z Marysi był niezły pulpecik)!


Gdy na sylwestra wybierasz się w pospiechu z 2 dzieci, to zdjęcie outfitu wygląda tak!


Sylwester z dzieciakami!






A przed północą byliśmy już w Magicznym Domku i napiliśmy się lampkę szampana (no ja pół). :P


Ależ to był rok! 

Mam nadzieję, że i Wasz był udany! Do napisania już niebawem.

Wasza G.
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig