poniedziałek, 14 stycznia 2019

Początek Porządek (Zabawki i Dziecięcy Pokoik)

Kolejna sfera, w której zrobiłam porządek to zabawki i rzeczy naszych dziewczyn. Staram się na bieżąco pilnować, by dziecięce atrybuty nie przysłoniły nam całego domowego świata. Porządki przydadzą się zwłaszcza po świętach, gdy dzieci obdarowywane są mnóstwem prezentów. Już teraz rozmyślam co zasugerować rodzinie na nadchodzące uroczystości tak, by tych zabawek nie było zbyt dużo. 
Styczniowe porządki są idealnym momentem, by uwolnić się od zabawek uszkodzonych oraz takich, z których dzieci już powyrastały. Zawsze obserwuję Marysię i Gabrysię czym lubią się najbardziej bawić i czasami tak po prostu jest, że niektóre zabawki wędrują dalej, by cieszyć kogoś innego, bo niekoniecznie wpadły w oko naszym dziewczynkom. Gdy robię gruntowne porządki, wyrzucam wszystkie jakieś małe przydasie, zabawki z Kinder niespodzianek oraz  papierki i oczyszczam im przestrzeń. Doskonale wiecie, że dzieci też lepiej się czują i funkcjonują, gdy przedmioty ich nie przytłaczają, a wszystko ma swoje miejsce.
Porządki zaczęłam od parteru, gdzie w salonie dziewczyny mają drewniany pojemnik na zabawki.


Były tam cuda wianki, więc posegregowałam wszystko i ostatecznie włożyłam do środka tylko pojemnik z klockami Duplo, kolekcję koników i parę drobniejszych zabawek. Swoją drogą mamy parę zestawów Duplo (jeden większy z podstawowymi klockami oraz może ze 4-5 zestawów mniejszych ze zwierzątkami) i naprawdę to wystarczy. Muszę zapowiedzieć najbliższym, że obdarowywanie kolejnymi zestawami Duplo i Playmobile jest zabronione. :) Potem wszystko i tak ląduje w jednym pudle i nie robi to większej różnicy, że przybyły dwie garstki kolejnych klocków.  ;)



Dziewczyny mają też w łazience na parterze zestaw zabawek do zabawy w wodzie, gdzie raz w tygodniu mają tzw. akcję pielęgnację i kąpią się we dwie w dużej wannie.


Zostawiłam tylko te, którymi lubią się bawić i przechowuje je w wanience pod umywalką, gdzie jest zupełnie niewidoczna. Na górze mamy inną wanienkę, a ta służy nam często do kąpieli na świeżym powietrzu latem.


W trakcie porządków odszukuje również różne zabawki, który znalazły się w dziwnych miejscach i odkładam je na miejsce.


Na górze w saloniku dziewczyny mają ratanowa skrzynię z zabawkami, której również zrobiłam porządki. Są to zabawki do zabawy na podłodze, po które ostatnio coraz rzadziej sięgamy, dlatego skrzynia grzecznie stoi sobie w kąciku za komodą.


Gabrysia skończyła niedawno 1,5 roku i jeszcze zostawiłam jej zabawki 12m+ czy 18m+ ale jeszcze chwila i  niedługo tylko te najlepsze wylądują w jednym pudle na strychu, a reszta pójdzie dalej w świat bawić inne dzieci. :)



Ponieważ ostatnio zrobiłam małe przemeblowanie w pokoiku dziewczyn, nie chciałam im zagracać wszystkich ścian. Skrzynia na pluszaki wylądowała po lustrem w saloniku i pełni teraz również funkcję siedziska.


Skrzynia już prawie się nie domykała, więc zrobiłam ostre czystki w pluszakach. Wszyscy je kochamy, o ale ile można mieć tych ulubionych??


W pokoiku dziewczyn zrobiłam porządek w szafie, chociaż tak naprawdę dużą rewolucję zrobiłam przy okazji kompletowania dziewczynom garderoby na jesień-zimę (wpis tu - klik) i teraz udaje mi się regularnie odkładać rzeczy na miejsce. Od tego czasu nie kupiłam dziewczynom ani jednej rzeczy więcej! Teraz jest mi o wiele łatwiej zapanować nad ich garderobą i może to niektórych dziwić ale naprawdę dziewczyny mieszczą się w jednej szafie i jednej komodzie. A nawet dolne półki w szafie przeznaczone są na gry, puzzle i walizki.



Po lewej strona Marysi, po prawej Gabrysi.


Kolejny etap to porządek w dziecięcej biblioteczce. Książek mamy sporo, wiec kluczem jest to, by każda miała swoje miejsce i było łatwo ją odnaleźć. I dziewczyny naprawdę wiedzą gdzie są ich ulubione pozycje! Parę książek, które się u nas nie zadomowiły, powędrowały dalej.



Przytulnie, ale przejrzyście! ;)


Lubię przy okazji porządków zmieniać dziewczynom regularnie pościel. Świeża pościel działa jak magia, dziewczyny wtedy przesypiają całą noc! :)





Na koniec koszyczki z różnościami, do których wrzucamy skarby, jak i rzeczy, które w pośpiechu nie od razu lądują na swoje miejsce (typu but od lalki, karta od gry itp). Ważne by co jakiś czas takie rzeczy opróżniać. 
Biały pojemniczek zawieszony jest na poręczy na łóżku Marysi, gdzie wkłada tam swoje tymczasowe skarby, które "musi" mieć przy sobie w trakcie snu. Ale i w nich od czasu do czasu trzeba zrobić porządek i miejsce na nowe skarby każdego dnia. ;)


Idąc za ciosem poszłyśmy również do Babci i zrobiłyśmy porządki w zabawkach u niej! I tak trzy worki zabawek przeznaczyłyśmy dla osób potrzebujących.


Nawet nie wyobrażacie sobie jaką poczułam lekkość! Dziewczyny też lubią takie porządki i dbamy o to, by rzeczy nie zdominowały im dzieciństwa. Naprawdę mam wrażenie, że są wtedy bardziej kreatywne, częściej sięgają po książki i wolą zdecydowanie zajęcia plastyczne. Z drugiej strony naprawdę muszę nieźle się nagłowić co rozsądnego podarować im na kolejne okazje w tym roku. Może Wy podsuniecie mi jakieś ciekawe pomysły nietypowych dla dzieci prezentów? Ja myślę, by ewentualne upominki na Wielkanoc i Dzień Dziecka połączyć w coś większego i zrobić dziewczynom artystyczny kącik (z biurkami) z prawdziwego zdarzenia.

Kolejna część Magicznego Domku oczyszczona. Od tego uczucia ulgi i wewnętrznego spokoju można się uzależnić, wiec nie pozostaje nic innego, tylko działać dalej. ;)

Do napisania niebawem! :*
SHARE:

sobota, 12 stycznia 2019

Początek Porządek (Szafa i Sypialnia)

Mam wrażenie, że styczeń jest dla mnie takim miesiącem snu zimowego, gdzie lubię zaszyć się w ciepłym domku i spokojnie przeczekać do wiosny. Tak czy siak przymusowo jestem uziemiona w domu z powodu choroby oraz brania antybiotyku. Postanowiłam wyleczyć się na 100%, bo wcześniej gdy tylko czułam się trochę lepiej wracałam do zajęć i wychodziłam z domu, od razu łapała mnie choroba z jeszcze większą siłą. Ale z tej sytuacji wyciągam same plusy i działam dalej w ramach styczniowych porządków. Bardzo entuzjastycznie przyjęliście zapowiedź postów o porządkach. O tym, że oczyszczenie własnej przestrzeni wpływa zbawiennie na głowę i duszę wiedzą wszyscy, ale czasami trzeba się nawzajem zainspirować i zmotywować do pracy. Nie tylko ja Was do tego motywuje, Wy również przyczyniacie się pozytywnie do porządków w Magicznym Domku, bo oprócz tego, że sama mam na nie wielką ochotę, to działam prężnie i nie rozwlekam ich w czasie, bo wiem, że zobowiązałam się Wam regularnie o tym pisać. Dziękuję Wam za to!
Nawet nie zdajecie sobie spawy jak potrzebuję oczyszczenia przestrzeni i ile sprawia mi to radości. Nie jest u nas źle, bo pewne zasady starałam się wprowadzać już od jakiegoś czasu, jednak teraz jeszcze silniej rozumiem sens minimalizowania rzeczy, których używamy. Oczywiście dom w naszym zrozumieniu musi być przytulny, ale jednocześnie nie zagracony niepotrzebnymi rzeczami. Tak, by każda rzecz miała swoje miejsce i zastosowanie.

"Nie miej w swoim domu niczego, co według ciebie nie jest użyteczne lub piękne" W.Morris

I ta zasada towarzyszy mi w oczyszczaniu domu. Jednym z pierwszych punktów, od których zaczynam jest moja szafa. Robiłam w niej porządki chyba milion razy, bo robię takie porządki bardzo regularnie (co 2-3 miesiące). Ilość rzeczy, z których się pozbywam maleje, ale systematyczna redukcja garderoby pomaga mi w rozsądniejszych zakupach w przyszłości oraz w sprawnym ubieraniu się każdego dnia. Bo prawda jest taka, że gdy mamy przejrzystą szafę, szybciej kompletujemy strój i więcej elementów garderoby jest do siebie dopasowana. 


Lubie ten stan, gdy otwieram szafę i widzę dokładnie co mogę na siebie założyć. Mam sprawdzone zestawy, więc mogę bez problemu ubrać w 3 minuty do wyjścia (nawet na większe spontaniczne wyjście). To bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie.


Zrobiłam po prostu milowe postępy od mojego dawnego myślenia o własnej garderobie. Kiedyś myślałam, że jest to punkt honoru ubierać się niemalże codziennie inaczej. Znacznie więcej myślałam o tym co jest modne, a nie koniecznie co pasuje do mnie. I chociaż uważam, że mam jakiś swój określony styl, to znacznie mniej interesuje mnie moda, to co jest trendy. Obecnie dostosowuje ubiór to tego momentu życia, w którym jestem. To bardzo ważne, by dopasować własną szafę do tego kim jesteśmy. Czasami w szafie mamy rzeczy, które nie odzwierciedlają nas i naszego stylu życia, a są zbiorem ubrań, które spodobały się nam na kimś innym lub słyszymy, że to must-have tego sezonu. Chcemy się przecież podobać. Ale czy chcemy być przebrani za inną osobę niż jesteśmy?
Absolutnie nie neguje osób, które pasjonują się modą i mają różne zwariowane ubrania w swojej szafie. Jeśli widać, że tak w duszy im gra, to to naprawdę samo się broni. Jednak zawsze można się starać dążyć do zredukowanej garderoby, chociażby ze względu na fakt, że w dobie ogólnej produkcji przedmiotów ponad nasze realne potrzeby na całym świecie, taki konsumpcjonizm może nam zaszkodzić.


Chociaż moja szafa jest przejrzysta, a są w niej przecież rzeczy na każdą porę roku (zmieniam tylko układ półek wraz ze zmianą sezonu) to i tak uważam, że jej w niej za dużo ubrań. Po każdych porządkach przyglądam się rzeczom, których nie jestem pewna czy zatrzymać. Jeśli ich nie założę do następnych porządków, to będę bezwzględna. I co najważniejsze, nie kupię w ich miejsce zamienników! W chwili obecnej nie mam żadnej rzeczy na liście, którą chciałabym kupić. Jakie to paradoksalnie cudowne uczucie! Dwa lata temu lekko odświeżyłam swoją garderobę, kupiłam parę rzeczy lepszych jakościowo i do dziś się z nich cieszę. 
Mam sporo ulubionych sukienek na wyjścia, kilka sprawdzonych codziennych zestawów i niczego więcej mi nie potrzeba. Jestem bardzo ciekawa jak ten eksperyment się u mnie powiedzie. Póki co po ułożeniu rzeczy w szafie, czuje się lekka i szczęśliwsza! Porządki w szafie to świetna terapia. :)


Jednak porządki w szafie, które i tak robię regularnie to nic szczególnego w porównaniu z komodą, a szczególnie szufladą z rajstopami. Opóźniłam 80% zawartości, bo chociaż miałam sporo nowych egzemplarzy, to wreszcie poszłam po rozum do głowy, że tych w panterkę i w jaskrawych kolorach już nigdy nie założę, bo lubię teraz nosić tylko stonowane kolory. I tak naprawdę mogłabym się wszystkiego pozbyć, bo i tak noszę cały czas rajstopy z Calzedonii, które kupiłam rok i dwa lata temu i chociaż fakt, że są droższe, to jakość się sama broni i są cały czas jak nowe.


Szuflada przed i po.





Bardzo często przed pozbyciem rzeczy powstrzymuje nas to, że są to ubrania czy akcesoria nowe, niezniszczone, albo dużo na nie zapłaciliśmy. Uwierzcie mi, że właśnie takich rzeczy tym bardziej powinniśmy się pozbyć, jeśli ich nie używamy, bo możemy je wtedy sprzedać, oddać bliskim lub potrzebującym, ale to, że w głowie mamy pulsującą cenę danej rzeczy i jest nam głupio, tym bardziej zadziała ku przestrodze, by nie kupować rzeczy pod wpływem impulsu, gdy nam tak naprawdę nie jest to potrzebne. Gdy pozbywałam się tylko starych rzeczy, szybko chciałam zapełnić szafę nowymi. Ale teraz gdy jestem dla siebie jeszcze bardziej surowa i gdy po jakimś czasie nieużywania pozbywam się rzeczy nowych, jest to dla mnie jeszcze większa nauczka i powód do refleksji.


Każde porządki w szafie to również mobilizacja dla mnie, by zabrać się za prasowanie i przyjrzeć się i ułożyć absolutnie wszystkie ubrania jakie mam w szafie. (zazwyczaj zawsze coś czeka w koszu na pranie, ale tym razem przez to, że siedzę w domu chora, lądują tam same piżamy i strój domowy ;P ).


Uporządkowałam również szufladę w stoliczku nocnym oraz toaletkę z kosmetykami i poczułam prawdziwą lekkość i przypływ pozytywnej energii. Ponieważ na gwiazdkę dostałam kilka wnętrzarskich gadżetów, postanowiłam odświeżyć aranżację naszej sypialni, zmienić pościel i porządnie ją wysprzątać.



I chociaż pojawiło się trochę nowości, już nie dążę do tego, by cały czas coś nowego dokupywać. Prawda jest taka, że wszystko to co kupiłam wcześniej stawiając na lepszą jakość lub rzeczy w 100% pasujące do klimatu domu a nie podyktowane obecną modą, służy nam i cieszy przez cały czas. Zmieniam tylko miejsca i rzeczy wędrują po całym domu zyskując nową jakość i życie. :)



Nad łóżkiem wisi grafika, która przywieźliśmy z giełdy staroci w Niemczech. Narzutka, lampa i świeca na stoliku nocnym to gwiazdkowe prezenty od najbliższych.







W pomieszczeniu jest przytulnie, ale przejrzyście i każda rzecz ma swoje miejsce w pokoju jak i w sercu. Do tego sama świadomość, że wszystko jest zredukowane i poukładane w szafach i szufladach daje mi poczucie takiego wewnętrznego spokoju.  A przecież o to chodzi w sypialni, gdzie mamy uspokoić myśli i odpocząć.





Wysprzątałam każdy zakątek, umyłam fronty szaf i ogarnęłam przestrzeń. Ostatnio zrobiłam nawet porządek w moich kosmetyczkach, które trzymam również w sypialni. Miałam do nich słabość, ale oprócz jednej malutkiej, którą wkładam do większej torebki, zostawiłam sobie tylko dwie na wyjazdy. Są ładne, praktyczne i naprawdę tyle mi wystarczy, bo w jedną pakuje kosmetyki do pielęgnacji, a do drugiej do makijażu. Jest pewnie milion pięknych kosmetyczek na świecie (a przynajmniej bywają takie w TKMaxxie ;) ), ale naprawdę nie muszę ich wszystkich mieć, skoro te lubię i mi się doskonale sprawdzają. Tak staram się tłumaczyć sobie w wielu aspektach i naprawdę czuję się z tym doskonale.


Terapeutyczne porządki w sypialni zaliczone. :) A Wam jak idzie?

A już niebawem zapraszam na kolejne rejony Magicznego Domku. Do napisania! :*
SHARE:

środa, 9 stycznia 2019

Początek Porządek (Toaletka)

Witajcie kochani w Nowym Roku! Ja zaczęłam go z dość sporym spadkiem formy. Od początku grudnia nie mogę wyjść z zapalenia zatok i ostatecznie w styczniu musiałam sięgnąć po antybiotyk. Aktywna jesień i końcówka roku dała mi w kość, ale zawsze staram się wtedy wsłuchać w to co chce mi przekazać moje ciało i włączyłam tryb: zwolnij. Staram się wtedy skupić na swoich myślach, prostych zadaniach i minimalizuję ilość bodźców zewnętrznych. Ale przecież początek roku to właśnie dobry czas na podsumowania i snucie planów na przyszłe miesiące. I chociaż panuje moda na nie robienie postawień noworocznych, to ja jednak lubię odświeżyć swoją głowę i wiedzieć co chcę robić w najbliższym czasie. Większość postanowień jest w zasadzie kontynuacją moich planów, ale dobrze mi z tym, że mogę znów spełniać swoje marzenia z czysta kartką. 
Wiele mówi się też o noworocznych zbawiennych porządkach i powiem Wam, że chociaż to takie sztampowe i banalne, to ja w to bardzo wierzę. Początek roku akurat przypada w dobrym okresie do tego typu działań. Jest zima, spędzamy znacznie więcej czasu w zaciszu swojego domu, sprzątamy poświąteczne dekoracje i jakoś naturalnie chcemy poczuć powiew świeżości. Oczyszczanie swojej przestrzeni ma działanie terapeutyczne, prostujące myśli. I chociaż czasu mam teraz jak na lekarstwo, to właśnie przekornie staram się znaleźć czas na oczyszczanie naszych wnętrz, bo wiem, że dzięki temu lepiej będzie funkcjonowała moja codzienność. Pozbywam się niepotrzebnych rzeczy, nadaje domu więcej oddechu i przede wszystkim dostosowuje dom do naszych potrzeb. Pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami moją styczniową oczyszczającą przygodą i umieszczę cykl postów o redukowaniu własnej przestrzeni. 
Wiadomo, że często gruntowne porządki robi się przed świętami, ale może przyznacie mi, że całe świąteczne zamieszanie, sypiąca się choinka, okruszki świątecznych ciasteczek, masa makulatury z papieru zdobiącego prezenty oraz poświąteczne dojadanie resztek jedzenia ze świąt na kanapie jakoś ten efekt niweluje. Po sylwestrowym szaleństwie trzeba porządki zacząć na nowo skupiając się nie tylko na tym, by uporządkować i upiększyć przestrzeń, ale by nasz dom nas nie przytłaczał nas nadmiarem przedmiotów, których nie  potrzebujemy i nie używamy. To trochę głębsza sprawa niż tylko redukcja strefy materialnej, to namacalny dowód na to, że znamy siebie i nasze potrzeby. 
Dziś zacznę od porządków w mojej toaletce. Jakiś czas temu kilkakrotnie zredukowałam ilość kosmetyków kolorowych i postanowiłam przez kilka miesięcy przyjrzeć się sobie uważnie. Jak tak naprawdę lubię się malować? Jak często się maluję i na jakie okazje? Czy wszystkich kosmetyków używam? Jakie kosmetyki są mi potrzebne do podkreślenia mojej urody?
Jestem już na takim etapie, że już wiem, że pomimo, iż panują na świecie jakieś reguły (chociażby zasady makijażu) to należy je przede wszystkim dopasować do siebie. Nie żałuje swoich prób, testowania, obejrzenia kilkadziesiąt (a może kilkaset) tutoriali na youtube o tym jak wykonać poprawnie makijaż. Myślę, że ta wiedza jest większości kobiet bardzo potrzebna, bo większość z nas lubi podkreślać urodę strojem i makijażem, by czuć się dobrze i wydobyć lepszą wersję siebie. Tą potrzebę miały i Egipcjanki, jak i teraz współczesne kobiety wielkich miast. W różny sposób, nawet w najdalszych prostych plemionach, kobiety po prostu chcą się podobać. Sobie, swoim koleżankom oraz mężczyznom. Ja również nie wyobrażam sobie, bym mogła zrezygnować z tego sposobu podkreślania kobiecości, chociaż na co dzień, gdy jestem w domu, nie maluję się wcale, lub naprawdę minimalnie. Jednak cała tą wiedzę o kosmetykach kolorowych przefiltrowałam przez pryzmat własnej osoby. Wiem co lubię podkreślić, jakie składniki mi służą, czego używam za każdym razem wykonując makijaż, a czego sporadycznie. Przede wszystkim mój obecny makijaż dostosowany jest do mojego obecnego trybu życia. Zdałam sobie sprawę, że najlepiej czuję się w delikatnym makijażu. Gdzie stawiam na nieskazitelną cerę, lekko podkreślone oczy (w mocnym makijażu oka wyglądam po prostu starzej) i podkreślone usta w takich brudniejszych barwach, które tylko delikatnie podbijają kolor moich ust. Lubię też, gdy makijaż oddycha, więc bardzo mocno kryjące podkłady odeszły już u mnie do lamusa. Chcę jednak podkreślić, że również lubię kobiety, które lubią się mocniej umalować i zdaje sobie sprawę, że wiele też zależy np. od tego gdzie ktoś pracuje. Inaczej będzie malowała się kobieta chociażby pracująca w korporacji, której strój i nienaganny, trwały makijaż pełni specyficzną funkcję. Czasami jednak kobiety zakrywają swoje piękno pod obca maską. Jakiś czas temu mignął mi jakiś filmik jak maluje się najmłodsza z Kardashianek i doznałam szoku! ;) Zdecydowanie nie jest to typ makijażu, w którym ja osobiście czułabym się sobą. Myślę, że problem z posiadaniem zbyt wielkiej ilości kosmetyków kolorowych jest albo młody wiek i faza testowania, albo zbytnie sugerowanie się nowościami i tym jakich produktów używają inni. Warto zrobić porządki pod kątem własnych potrzeb. 
W ramach styczniowego oczyszczania wzięłam się za swoją toaletkę. Zobaczcie co z tego wniknęło.




Już jakiś czas temu obiecałam sobie, że nie będę kupowała kosmetyków kolorowych dopóki mi się nie skończą. I tak oto kilka moich ulubionych kosmetyków mam do dziś i nie kupiłam żadnego zamiennika. Róż, bronzer, cienie do powiek, rozświetlasz - to są takie produkty, których nawet przy codziennym użyciu nie zużyjemy przez nawet 2 lata. 
Najczęściej w tym roku kupowałam (po zużyciu poprzedniego) - tusz do rzęs, korektor pod oczy czy puder/podkład. Moją słabością były szminki, które lubiłam testować, ale od jakiegoś już dłuższego czasu doszłam do wniosku (oczywistego ;) ), że przecież tu nie chodzi o kolor sam w sobie, ale o to by szminka pasowała do mnie. Nie muszę ich mieć tak dużo (tym bardziej, że nie wiem jak Wam, ale mi szminki wcale aż tak szybko się nie zużywają). 
Chociaż pilnuję się od dłuższego czasu, pozbyłam się kilku produktów. Część sprzedałam, a część oddałam najbliższym.


Bardzo lubię naturalny lekki makijaż, ale rozświetlony rozświetlaczem. Dlatego w swojej kosmetyczce mam świetny, naprawdę niedrogi Goddess of Love, który nie ma nachalnych drobinek a ładnie nabłyszcza skronie.


Od lat ten sam (czy on mi się kiedyś skończy?) najlepszy bronzer marki BareMinerals, który można ładnie stopniować, pasuje i latem i zimą (chociaż zimą czasami omijam ten krok w makijażu) i świetnie też służy mi czasami jako brązowy cień do podkreślenia załamania powieki.


Róż idealny! Mac w kolorze Fleur Power. Idealnie współgra z moją karnacją i pasuje niezależnie od pory roku. Baaaardzo wydajny.


Tak jak mówiłam, nie przepadam za mocnym makijażem oka. Mam dość głęboko osadzone oczy i mocną oprawę oka, wiec nie muszę aż tak jej podkreślać. Lubię jednak ujednolicić powiekę matowym cieniem w kolorze cielistym i najlepszym naturalnym produktem, który znalazłam to cień od Lili Lolo w kolorze Stark Naked. Czasami też używam na powiekę Moonstone marki Becca (który nie zachwycił mnie jako rozświetlacz).


Jeśli ktoś nie ma problemów z cieniami pod oczami lub ma większość przespanych nocy w roku, może naprawdę darować sobie używanie korektorów i bez sensu by ich używał tylko dlatego, że inni tak robią. Ja niestety właśnie przez głęboko osadzone oczy bez korektora czuję bardzo źle. Bardzo ceniłam sobie kultowy korektor z YSL, ale gdy mi się skończyło kolejne opakowanie spróbowałam nowość marki Nude by Nature i jestem zakochana! Idealna konsystencja. Gęsta, kryjąca, ale jednocześnie lekka, naturalna i nawilżająca. Mam kolor 03, który jest bardzo jasny i pięknie rozświetla oko, ale na wiosnę lato wybiorę chyba ciemniejszy odcień (05).
Używam też korektora w sztyfcie marki Revlon, które używam czasami na chwilowych nieprzyjacieli.


Mam dość wyraziste brwi, ale lubię je delikatnie wypełnić w miejscach gdy są nierówne i je podkreślić. Obecnie mam fenomenalną malutką szczotkę do brwi marki Nude by Nature oraz kredkę. Używam naprzemiennie, lub przy większych wyjściach razem.


Moim podkładem nr. 1 jest puder mineralny marki Laura Mercier. Pisałam o nim sto razy, więc tylko podkreślę, że po nim skóra wygląda jak pupa niemowlaka, a do tego oddycha i leczy się dzięki zawartym minerałom.


Jednak lubię czasami, zwłaszcza zimą użyć płynnego podkładu. Ostatnio zachwycił mnie krem CC Lumene, bo jest bardzo lekki a za razem pięknie kryje. Nie jest to podkład w 100% naturalny jak w przypadku pudru mineralnego, ale nie zawiera parabenów, donorów formaldehydu, oleju mineralnego, alkoholu etylowego. Ładny odcień, piękny zapach i wysoki filtr SPF 20. 
On jednocześnie nawilża i delikatnie matuje, ale czasami nakładam delikatną warstwę transparentnego pudru bez talku Claudia Shiffer dla Artdeco. Daje to piękny efekt zminimalizowanych porów i wygładzonej cery. 


 Moim ulubionym ostatnio tuszem (to już moje 2 opakowanie) jest z tusz pogrubiający z tej samej marki. Ma pięknie opakowanie, jest bardzo wydajny i po prostu pięknie podkreśla rzęsy.


Do oprawy oczy zostawiłam kilka produktów. Kredki do oczu (czarna Colistar i brązowa Bourjois), ulubiony eyeliner (Loreal) oraz beżowa kredka na linię wodną (Sephora). Do temperowania od lat służy mi temperówka Zoeva.


I czy wyobrazicie sobie, że nie mam już absolutni żadnej paletki do oczu ani masy cieni do powiek. Zostawiłam sobie tylko dwa mineralne cienie od Everyday Minerals w kolorze brudnego różu i brązu, którymi tworze smokey eyes na większe wyjścia.


Ilość produktu do ust mocno zredukowałam. Pod ostrzał poszły nie tylko szminki w toaletce, ale we wszystkich moich torebkach i zostawiłam tylko dwie kredki - cielistą którą nawet wolę podkreślić kształt ust jakby od zewnątrz (Golden Rose jest świetna) i jedną Bourjois w kolorze 01 którą czasami podkreślam usta i nakładam na to balsam Mokosh. Zostawiłam jeden szminko-błyszczyk na specjalne okazje w kolorze malinowej czerwieni, bo jest mi w niej dobrze i można fajnie stopniować efekt. Można ją delikatnie rozmasować palcem dla uzyskania delikatnego efektu, albo bezpośrednio zaaplikować i wtedy czerwień jest intensywna. 
Pozostałe szminki czyli ulubiona Pupa 202 w kolorze moich ust oraz 3 najlepsze moje kolory z Mac (Syrup, Plumfull, Capricious) są moimi codziennymi szminkami. Całej reszty się pozbyłam, bo chociaż miałam kilka fantastycznych kolorów marki Mac, to jednak nie często po nie sięgałam i się marnowały. Ten zestaw jest naprawdę wystarczający i różnorodny (każdy kolor jest inny).


Obecnie w moich szufladkach jest czytelne i klarowne, a wszystkich kosmetyków naprawdę używam.



A poniższe kosmetyki powędrują dalej. :)


Kolejnym etapem styczniowych porządków było mycie pędzli oraz ich redukcja. Czterech z nich praktycznie nie używałam, więc nie zamierzam ich dłużej trzymać.



W kwestii perfum, też już jakiś czas temu zredukowałam swoje zbiory, które i tak na tle kobiet, które znam nie były jakieś imponujące. Obecnie mam tylko jedne (!) perfumy, które służą mi i na dzień i na specjalne okazje. Pasują do mnie w 100% i dlatego się ich trzymam. To Chanel Chance.


Pędzle się suszą, toaletka oczyszczona, a ja cieszę się, że kolejny kącik udało mi się nie tylko oczyścić w sensie dosłownym, ale pozbyłam się ciężaru oczekiwań ludzi z zewnątrz. Jak wiele rzeczy robimy dlatego, że wypada, dlatego, że tak ogólnie się przyjęło, a nie dlatego, że naprawdę osobiście sprawia to nam przyjemność. I chociaż nie jestem zagorzałą minimalistką, to jednak uważam, że umiar w ilości posiadanych rzeczy sprzyja rozwojowi wewnętrznemu oraz upraszcza codzienne funkcjonowanie. Osobiście o wiele lepiej jest mi i łatwiej, gdy nie muszę zastanawiać się jakiego różu powinnam użyć, bo mam tylko jeden możliwy wybór. 

Wolę nasze wnętrza, gdy pomimo przytulnego klimatu są przejrzyste i funkcjonalne, dlatego jeśli będziecie mieli ochotę zapraszam Was na kolejne porządki w Magicznym Domku już niebawem na blogu. Mam nadzieję, że taki styczniowy format przypadnie Wam do gustu.

Do napisania! :*
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig