Spokój nie zostaje z nami na zawsze.
Są takie momenty, kiedy jesteśmy blisko wewnętrznej harmonii. Robimy to, co naprawdę nam służy, a nasza codzienność z dnia na dzień rozjaśnia się spokojem, sprawczością i cichym zadowoleniem, że to co robimy ma sens.
Ostatnio mocno oddaliłam się od tego uczucia i zaczęłam szukać realnej przyczyny. Zabiegane życie i masa obowiązków są częścią codzienności każdego z nas, więc nie tu szukałam „winnego”. Owszem, presja czasu i natłok spraw mogą zaburzać poczucie spokoju, ale ogromny wpływ na jego regulację ma nasz czas wolny i nasze podejście do wielu spraw.
To, co mocno mnie blokuje, a jednocześnie przytłacza natłokiem niespokojnych myśli, to nie do końca szczere relacje. Można kogoś lubić i cenić, a jednocześnie pozwalać, by zbyt mocno wchodził nam na głowę. Pojawia się wiele sytuacji, w których testujemy swoją asertywność i zgadzamy się na coś, tylko po to, by nie zranić cudzych uczuć. Z każdą taką sytuacją czujemy, że oddalamy się od siebie.
Gdy wcześniej rozmyślałam o „zdrowym egoizmie”, zawsze towarzyszyła mi myśl, że coś może być dla kogoś bardzo ważne i nie zawsze warto się temu sprzeciwiać. Jednak często to, co najbardziej mnie przytłacza w relacjach, to momenty, gdy granice nie są szanowane, czasem w subtelny sposób. Może to być poświęcanie swojego czasu, energii czy środków, choć wiemy, że w drugą stronę oczekiwania są inne i nie zawsze spotykamy się ze wzajemnością. Może to też wyglądać tak, że umawiamy się na spotkania, które wymagają od nas elastyczności i reorganizacji planów, a ostatecznie nasze potrzeby i czas nie są brane pod uwagę. Często zdarza się też, że jesteśmy oceniani za decyzje, które podejmujemy w trosce o nasze dzieci lub najbliższych, choć te wybory wynikają z uważnego obserwowania sytuacji i chęci działania w zgodzie z tym, co dla nas najlepsze. Takie sytuacje nie zawsze są łatwe i mogą sprawiać, że oddalamy się od siebie i od własnego spokoju.
Jednak winić możemy tylko siebie. Gdy czuję presję, gdy ktoś mnie do czegoś namawia, proponuje niezliczoną ilość spotkań i możliwości, często czuję się przytłoczona, bo nie mogę sobie pozwolić na wszystko. Nie mogę nagle pojechać na jakieś aktywności na drugi koniec miasta ani wziąć udział w spontanicznej wycieczce, bo mam swoje obowiązki, pracę, troje dzieci i codzienne obowiązki w domu, które sama organizuję i wykonuję.
Czujemy też czasem presję, by tłumaczyć się z tego, czego nie możemy zrobić, z braku siły czy ochoty, jakby nasze NIE potrzebowało solidnego uzasadnienia. A czasami po prostu pragniemy zrobić przestrzeń na spokojne aktywności, które chcemy realizować w naszym wolnym czasie. Nie chodzi o odhaczanie kolejnych szalonych wycieczek czy spotkań, na które inni się spóźniają. Chcemy po prostu spokojnej przestrzeni bez technologii, w rytmie, który nam odpowiada. To może być przygotowanie kulinarnych pyszności dla rodziny, wiosenna pielęgnacja ogrodu, chwila z książką albo inne małe przyjemności, które wprowadzają spokój i radość w naszą codzienność.
W pierwszy dzień Wiosny postanowiłam usiąść i spisać listę rzeczy, które chcę robić w najbliższych tygodniach. Zazwyczaj moje plany sięgają maksymalnie trzech–pięciu miesięcy. Nie chodzi o zadania w pracy ani codzienne obowiązki bo te mamy już dobrze rozplanowane (choć wymagają nie lada logistyki). Chodzi o czas wolny, w którym swoimi aktywnościami chcę przywrócić sobie spokój i opanować wewnętrzne rozedrganie. Spokojne, zwyczajne czynności, które w różny sposób poprawiają moje samopoczucie. Czasami, żeby je zrealizować, trzeba z czegoś zrezygnować (tu też wplatam refleksję nad tym, co dla mnie ważne i z czego mogę świadomie zrezygnować). Tymi planami chętnie się z Wami podzielę, bo choć oczywiście każdy z nas ma inne potrzeby i zainteresowania, może znajdziecie tu cząstkę siebie.
1. ZDROWIE
Bardzo istotne jest, by nie narzucać sobie rygoru przy wprowadzaniu nowych zasad. Sama jakiś czas temu wpadłam w spiralę zdrowotnych powinności – głowę zaprzątało mi niekończące się wdrażanie kolejnych nawyków: picie wody na czczo, poranna joga, suplementacja, pielęgnacja… W pewnym momencie zamiast poprawy zdrowia czułam frustrację. Oczywiście wszystkie te rzeczy są korzystne, ale bardzo ważne jest podejście. Nie możemy czuć presji, bo wtedy efekty zamiast przychodzić, mijają nas, a my sami czujemy się przeciążeni.
Chcę dbać o zdrowie po to, by mieć więcej energii do działania, ale muszę to dostosować do moich zasobów czasowych i życia rodzinnego, tak aby nie zaniedbać innych spraw. Może joga trzy razy w tygodniu będzie lepszym rozwiązaniem niż codzienne ćwiczenia z poczuciem presji. Stopniowe wprowadzanie małych rytuałów, które naprawdę lubię, działa znacznie lepiej niż całe procedury, które mnie przerażają. Filmiki z porannymi i wieczornymi rutynami, pełne maseczek, bandaży, plastrów na usta i dziwnych akcesoriów, zdecydowanie mnie przytłaczają.
Wolę prozdrowotne praktyki, ale w naturalnym kierunku na przykład poranny obchód ogrodu boso, dla uziemienia i kontaktu z naturą. To ma dla mnie sens i wprowadza spokój, zamiast presji i obowiązku. Połączenie kilku prostych nawyków może mieć naprawdę dobry wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie. Poranny spacer boso po ogrodzie, w towarzystwie ciepłej szklanki wody, to coś więcej niż tylko przyjemność. Kontakt stóp z ziemią, czyli uziemienie, pozwala organizmowi wyrównać naturalne napięcia elektryczne, co według badań może wspierać zmniejszenie stresu i poprawę jakości snu.
Dodając do tego poranne promienie słońca, wspieramy naturalny rytm dobowy organizmu. Światło o poranku stymuluje produkcję serotoniny, hormonu odpowiedzialnego za dobry nastrój w ciągu dnia, a jednocześnie reguluje wydzielanie melatoniny (hormonu snu) co sprzyja spokojniejszemu i głębszemu odpoczynkowi w nocy.
Dodatkowo, poranek bez telefonu i innych technologii pozwala organizmowi powoli przejść z trybu nocnego w dzienny, zmniejsza pobudzenie i daje przestrzeń na świadome, spokojne rozpoczęcie dnia. Taki rytuał, choć prosty, działa na wielu poziomach: fizycznym, psychicznym i emocjonalnym i jest naturalnym sposobem na przywrócenie równowagi i spokoju.
Spokojny czas na ćwiczenia, w ustalone dni nawet na świeżym powietrzu, oraz chwila przy spokojnej kawie z mężem, zanim wstaną dzieciaki do szkoły, to świetny sposób na spokojny poranek. To moment, w którym mogę złapać oddech i przygotować się na wyzwania nadchodzącego dnia.
Z czego warto zrezygnować?
To rezygnacja z korzystania z telefonu rano pozwala rozpocząć dzień w spokojnym, nieprzerywanym rytmie. Bez natychmiastowego zalewu powiadomień, wiadomości czy mediów społecznościowych organizm i umysł mają szansę powoli przejść z trybu nocnego w dzienny. Takie „cyfrowe wyłączenie” zmniejsza stres i pobudzenie, poprawia koncentrację oraz daje przestrzeń na świadome rozpoczęcie dnia. Poranek bez telefonu wspiera naturalne wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za nastrój i energię, takich jak serotonina, i pozwala lepiej regulować rytm dobowy, co w konsekwencji sprzyja głębszemu snu w nocy. O to jak będziemy spać w nocy determinują już pierwsze czynności o poranku.
2. PIELĘGNACJA
Wiosną zmieniają się potrzeby mojej cery, dlatego po wykończeniu kosmetyków z okresu jesienno-zimowego postanowiłam spróbować czegoś nowego i sięgnęłam po koreańską markę Anua. Szukałam pielęgnacji bogatej w ceramidy, a jednocześnie chciałam wprowadzić do swojej rutyny retinol. Gdy na zewnątrz robi się jaśniej, jeszcze bardziej doceniam poranną i wieczorną pielęgnację, szczególnie wtedy, gdy mogę wykonywać ją przy naturalnym świetle. To zupełnie inna jakość i uważność. Wklepuję tonik, rezygnując z płatków kosmetycznych, potem nakładam niewielką ilość serum i lekki krem w formie fluidu z ceramidami. Na sam koniec filtr mineralny, dla tych, którzy nie czują się komfortowo z filtrami chemicznymi. To delikatne warstwy, które dopiero razem tworzą całość. Choć pielęgnacja ma kilka etapów, pozostaje lekka, spokojna i dopasowana do potrzeb skóry. Wieczorem stawiam na dokładny demakijaż, a co drugi dzień sięgam po serum z retinolem. Jest bardzo delikatne, więc sprawdzi się szczególnie u osób, które dopiero zaczynają taką kurację. Kosmetyki Anua są przy tym bardzo wydajne, dlatego spokojnie wystarczą na kilka miesięcy. Mam dużą słabość do testowania nowych produktów, jednak czuję, że dobrze zrobię swojej cerze, jeśli na chwilę odejdę od ciągłego eksperymentowania i dam jej przestrzeń na stabilizację i odbudowę.
Nadejście wiosny to też początek sezonu ogrodowego, a ile czasu wymaga praca wokół domu, wie tylko ten, kto się tym zajmuje. Sama pielęgnacja roślin i fizyczna praca w ogrodzie daje jednak ogromną satysfakcję, a efekty są widoczne niemal od razu. Kontakt z glebą działa uspokajająco. Jej naturalne właściwości chemiczne, a także samo przebywanie wśród roślin i w naturze, wspierają odprężenie i redukcję stresu. To właśnie elementy gleboterapii i pracy ogrodniczej sprawiają, że regularny kontakt z ziemią może mieć realny, pozytywny wpływ na nasze samopoczucie.
Mam na ten rok wiele planów dotyczących naszej zielonej przestrzeni, jednak, aby nie czuć presji, postanowiłam skupić się na utrzymaniu otoczenia w schludnym porządku i codziennie poświęcać choćby 15 minut na relaks w ogrodzie, nawet w tygodniu. Taki mały rytuał pozwala utrzymać efekt i wprowadza spokój. Ogrodowe zajęcia dają cudowne przejście z trybu pracy do domowej przestrzeni i rodzinnego życia. Ostatnio byłam mocno poddenerwowana pewną sytuacją i spontanicznie zaczęłam bardzo dokładnie zamiatać kostkę przed domem. Natychmiast poczułam rozluźnienie, a do tego zrobiłam od A do Z coś, co zalegało mi od kilku tygodni. Miłe poczucie sprawczości i spokoju przyszło natychmiast.
Ciężko w dzisiejszym świecie powiedzieć komuś, że nie masz wolnego weekendu i nie możesz się spotkać, bo zaplanowałaś ogrodowe prace. Nawet bliscy, nie zdając sobie z tego sprawy, mogą czasem podcinać nam skrzydła. Ostatnio kupowałam jakieś pismo ogrodnicze, a Marysia, oczywiście nie w złej intencji, skomentowała, że jestem taka babcina… To drobny komentarz, a jednak przypomina, jak łatwo nasze wybory i pasje mogą być odbierane inaczej niż my sami je czujemy.
Z czego warto zrezygnować?
Wszyscy mamy tyle samo czasu, a nasza doba trwa tyle samo dla każdego. Pielęgnacja ogrodu wymaga systematyczności, dlatego nie zawsze możemy brać udział we wszystkich towarzyskich wydarzeniach. Z drugiej strony, gdy życie zawodowe jest naprawdę intensywne, obowiązków pełno, a w domu czekają wyzwania związane z dziećmi w różnym wieku, spędzenie czasu po pracy, a czasem nawet całych weekendów w towarzystwie roślin i kwiatów, może okazać się najlepszym sposobem na ukojenie układu nerwowego. To chwila oddechu, która pozwala się zresetować, nabrać energii i spojrzeć na codzienność z większym spokojem. Dobrze mieć w sobie odwagę, by być asertywnym i nie czuć potrzeby tłumaczenia się z wyboru prostych przyjemności. Nie musimy pędzić na premierę, otwarcie nowej restauracji czy uczestniczyć w kolejnych modnych warsztatach, jeśli nasz czas i energia w danym momencie potrzebują czegoś innego - spokoju i rytuałów, które dają nam radość i równowagę.
4. DOM
Każdy domator, a sama również się do nich zaliczam, przyzna, że dom jest miejscem, w którym regenerujemy siły i budujemy poczucie bezpieczeństwa. Dbanie o porządek w domu ma realny wpływ na nasz umysł i samopoczucie. Badania pokazują, że uporządkowana przestrzeń zmniejsza poziom kortyzolu hormonu stresu i pomaga obniżyć napięcie oraz poczucie przytłoczenia. Jasno wyznaczone miejsca dla przedmioty z naszego otoczenia i schludne wnętrza ułatwiają koncentrację, poprawiają produktywność i sprzyjają lepszemu planowaniu dnia. Harmonijne, uporządkowane wnętrze daje też poczucie kontroli nad swoim życiem i pozwala łatwiej odnaleźć spokój ducha, a drobne codzienne rytuały, jak układanie książek, dbanie o rośliny czy sprzątanie przestrzeni wspólnej, przynoszą satysfakcję i poczucie sprawczości.
Chociaż utrzymanie porządku w domu wymaga dużo czasu i energii, uważam, że dobrze jest robić to samodzielnie. Oczywiście zdarzają się etapy w życiu, gdy potrzebna jest pomoc z zewnątrz i nie mam nic przeciwko korzystaniu z takiej pomocy. Jednak nawet wtedy warto, by dana osoba wciąż zajmowała się domem w pewnym zakresie. Osoby, które w ogóle tego nie robią, paradoksalnie przestają doceniać swój dom – tracą kontrolę nad przestrzenią, nie zauważają drobnych przedmiotów codziennego użytku i pracy, która jest potrzebna, aby utrzymać w domu niepowtarzalny klimat.
Sama zajmuję się porządkami i nie ukrywam, że czasem mam dość powtarzających się czynności. Choć ogólne sprzątanie wykonuję codziennie, to ten wyjątkowy dzień dogłębnego sprzątania nadchodzi szybciej niż co tydzień (dni mijają szybko). Jednak dzięki temu mam stałą wiedzę na temat stanu domu. Wiem, które miejsca wymagają szczególnej uwagi, gdzie trzeba coś usprawnić lub naprawić, a także które przedmioty stają się zbędne na przykład podczas porządków w szafach czy wśród zabawek dzieci. Dzięki temu jestem na bieżąco i mogę lepiej dbać o przestrzeń, w której żyjemy.
Momentem, w którym wiem, że jestem przeciążona ilością spraw, jest chwila, gdy nie mam czasu na spokojne podlanie kwiatów. Nie lubię robić tego w pośpiechu, to powinna być chwila relaksu i wyciszenia. Podobnie jest z drobnymi naprawami, na które nagle zaczyna brakować przestrzeni. Chciałabym mieć czas na takie rzeczy jak naprawa abażuru w salonie, wymiana silikonu w łazience czy reorganizacja szuflad w kuchni. To drobne czynności, ale właśnie one budują poczucie ładu, sprawczości i spokoju w codziennym życiu.
4. PROJEKT
W najbliższym czasie chciałabym skupić się na projekcie, którego realizacja zajmie mi kilka dobrych miesięcy. To ambitny plan, dlatego muszę rozłożyć pracę na etapy i podejść do niego z dużą uważnością. Nie chcę na razie mówić o nim zbyt wiele, dopóki nie będzie w bardziej zaawansowanej fazie, dlatego wie o nim tylko najbliższe grono.
Na co dzień pracuję w Layette, więc na ten projekt mogę przeznaczyć tylko część czasu w godzinach pracy, a resztę muszę wpleść w czas po godzinach. To sprawia, że mój „wolny czas” wcale nie jest tak dostępny, jak mogłoby się wydawać.
Trudno jest to czasem wytłumaczyć, bo łatwiej powiedzieć, że to intensywny okres w pracy czy przygotowania do nowej kolekcji. A jednak czuję, że dla mojego wewnętrznego spokoju ważne jest coś innego – żeby nie musieć się tłumaczyć. Żeby móc w ciszy robić swoje, chronić swoją energię i wybierać to, na co naprawdę chcę ją przeznaczyć. To, że projekt pozostaje jeszcze niedostępny dla innych, wynika właśnie z tego, że nie chcę czuć presji otoczenia ani odpowiadać na pytania o to, na jakim jestem etapie. To moja przestrzeń, w której chcę działać w swoim tempie, spokojnie i bez pośpiechu.
Z czego warto zrezygnować?
O tym, ile pracy kryje się za efektem końcowym, nie zawsze wiedzą nawet osoby z mojego otoczenia. Staram się być osobą, która zawsze odbierze telefon, wysłucha, doradzi, ale gdy wracam do biurka i pełnej listy zadań, często czuję się mocno przeciążona. Efekty mojej pracy to tylko wierzchołek góry lodowej – pod spodem kryje się ogrom niewidocznej pracy, którą wykonuję każdego dnia.
Ostatnio czytam bardzo ciekawą książkę "Esencjalista" Mckeown Greg'a gdzie autor proponuje sposób myślenia oparty na świadomym rozpoznawaniu tego, co jest dla nas najważniejsze oraz konsekwentnym eliminowaniu wszystkiego, co zbędne. Dzięki stosowaniu tego rodzaju kryteriów wyboru autor pokazuje nam, jak odzyskać kontrolę nad własnym czasem, energią i podejmowanymi decyzjami. Celem jest ustalenie priorytetów, odrzucenie tego co nieistotne i podążanie za pasją bez rozdrabniania się nad tym co nieistotne i unikania rozpraszaczy.
5. PRYZJEMNOŚĆ Z GOTOWANIA
Każdy miłośnik gotowania wie, że posiłki przygotowywane w spokoju smakują zupełnie inaczej. To nie tylko kwestia smaku, to inna forma uważności i czerpanie radości z samego aktu gotowania. Lubię planować weekendowe posiłki, przy których nie trzeba się spieszyć, które nie uciekają między zadaniami, a można je w pełni celebrować przy jednym stole. Prawda jest taka, że w tygodniu każdy je o innej porze. Gdy odbieram Marysię ze szkoły, a spieszymy się na konie, w biegu musimy coś przekąsić. Obiady mieszają się z kolacjami, a spokój przy stole to rzadkość. Ciągle dopracowuję logistykę posiłków. Zainwestowaliśmy w zamrażarkę, czasami gotuję z wyprzedzeniem, planuję, komponuję, staram się, żeby wszystko się zgadzało i było dobrze zaplanowane. Mimo to, to nie daje mi takiej satysfakcji jak weekendowe gotowanie. Wtedy mogę w pełni cieszyć się świeżymi składnikami, smakami oraz zapachami unoszącymi się w kuchni oraz chwilą, która pozwala naprawdę poczuć radość z gotowania. Chcę tych momentów więcej w nadchodzących tygodniach, testować nowe przepisy, doskonalić te ulubione. Gdy tylko zrobi się cieplej przemycać posiłki na nasz taras pod chmurką.
Z czego warto zrezygnować?
Warto zrezygnować z presji, że dobry posiłek musi być wykwintny. Czasami domowy chleb z dobrą oliwą czy masełkiem czosnkowym własnej roboty to prawdziwa uczta dla podniebienia. Proste zestawienia jak sycąca sałatka zamiast typowego obiadu wciąż pozwalają celebrować smaki, tylko w mniej rygorystycznej formie. Chodzi o klimat w domu, zapach unoszący się w kuchni i towarzyszący spokój, a nie o utarte schematy.
Zmęczyło mnie też nieustanne zastanawianie się nad kalorycznością posiłków i tym, czy aby na pewno to, co jemy, jest w 100% zdrowe. W weekend warto pozwolić sobie na małe przyjemności: ciasto z owocami, domowe pieczywo, kremowe sosy czy ulubione dodatki. To właśnie w takich chwilach gotowanie staje się prawdziwą celebracją, a smak posiłku – nagrodą za tydzień zorganizowanej codzienności. Warto więc zaufać sobie i własnym wyborom, zamiast nieustannie liczyć kalorie, bo dobra energia i spokój w kuchni są ważniejsze niż perfekcja.
6. PODRÓŻE
Jestem osobą, która bez problemu mogłaby zaszyć się w domu i ograniczyć wyjścia do pracy w ogrodzie. Jednak lata naszych podróży, zwłaszcza przyczepą kempingową, pokazały mi, że wyrwanie się ze swojego świata daje zupełnie inną perspektywę… na całe życie. Podróże uczą luzu, pozwalają zapomnieć o codziennych problemach i wyrywają nas z błędnego koła rutyny. Każde nowe miejsce, każdy krajobraz, każdy moment spędzony poza znanym otoczeniem zmienia sposób patrzenia na świat. Dzięki temu łatwiej docenić proste przyjemności, zyskać dystans do spraw, które wcześniej wydawały się pilne, i otworzyć się na niespodziewane radości.
Spokój w podróżach polega też na tym, by nie stresować się planowaniem zbyt mocno. Paradoksalnie, im mniej oczekuję w danym roku, tym więcej pojawia się okazji do wyjazdów. Pozwalając sobie na elastyczność, na spontaniczne decyzje i odkrywanie miejsc tu i teraz, podróże stają się prawdziwym odpoczynkiem. Człowiek uczy się wtedy cieszyć chwilą, docenia drobne detale i doświadcza świata w swoim własnym tempie.
A jeśli jakiś wyjazd nie wypali? To też nie problem. Nadal pozostają wszystkie wcześniejsze chwile i rytuały, które można celebrować w spokoju - weekendowe gotowanie, czas w ogrodzie, drobne przyjemności w domu. Podróże są wspaniałym dodatkiem, ale prawdziwy spokój i radość życia nie zależą od perfekcyjnie zrealizowanego planu wyjazdu.
Z czego warto zrezygnować?
Wybieranie swoich cennych wakacji pod panującą modę albo dlatego, że ktoś świetnie bawił się na egzotycznym wyjeździe, rzadko prowadzi do prawdziwego odpoczynku. Wakacyjne potrzeby bardzo się od siebie różnią i to jest zupełnie naturalne.
Dla jednej osoby idealne będzie all inclusive i pełne odcięcie się od obowiązków, szczególnie jeśli na co dzień pracuje fizycznie i potrzebuje regeneracji. Ktoś inny, żyjący w powtarzalnym rytmie, może w takim miejscu poczuć znudzenie i będzie szukał ruchu, zwiedzania, nowych wrażeń. Są też osoby, które na co dzień funkcjonują w ciągłym biegu, między zadaniami oraz obowiązkami i to właśnie one najbardziej potrzebują ciszy, spokoju na łonie natury i ucieczki od miejskiego chaosu. Dlatego zamiast podążać za trendami, warto wsłuchać się w siebie i swoje aktualne potrzeby. Bo dobrze wybrany odpoczynek to nie ten najbardziej spektakularny, ale ten, po którym naprawdę wracamy spokojniejsi i wypoczęci.
7. KSIĄŻKI I FILMY
Dla mnie niezwykle ważne jest wieczorne czytanie chociażby kilka stron dziennie. To moment, który pozwala mi łagodnie przygotować się do snu, wyciszyć i odciąć od wirtualnego świata. Mam dosłownie stertę książek czekających w kolejce i tworzę w głowie ich własną kategorię. Są książki wiosenno-letnie i jesienno-zimowe, do których wracam w zależności od nastroju i pory roku.
Czytanie nie tylko poszerza nasze horyzonty i nas czegoś uczy, ale ma tez działanie kojące. Spowalnia oddech, obniża napięcie i pozwala myślom naturalnie się uspokoić. W przeciwieństwie do ekranów nie pobudza układu nerwowego, a wręcz pomaga organizmowi przejść w tryb odpoczynku. To taki cichy sygnał dla ciała, że dzień dobiega końca. Dzięki temu zasypianie staje się łatwiejsze, a sen głębszy i bardziej regenerujący.
Mam jednak czasami ochotę na dobry film. Od jakiegoś czasu nadrabiam kino lat 80tych i 90tych, ale sięgam też po bardziej współczesne perełki. Ponieważ nie mam przestrzeni na seriale ani na oglądanie wszystkiego, co się pojawia, moje seanse filmowe są naprawdę przemyślane. Szukam historii, które mnie poruszą, otworzą oczy na jakąś perspektywę, zostawią ze mną refleksję na dłużej. Taki wieczór planuję z wyprzedzeniem i nie ma w nim przypadku w wyborze filmu. Celebrowanie dobrego kina stało się w ostatnich miesiącach moją małą pasją.
Z czego warto zrezygnować?
Ze scrollowania w telefonie.
Doskonale wiem, że ten szybki wyrzut dopaminy sprawia, że trudno się oderwać. A jednocześnie nic współcześnie nie zabiera nam tyle czasu. Gdy ktoś pyta, skąd mam czas na codzienne czytanie książek, odpowiedź jest prosta - to mój świadomy wieczorny wybór. I żeby była jasność, dla mnie też nie jest to łatwe. Po całym dniu, kiedy jestem zmęczona, ta prosta „przyjemność” nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku. Wystarczy zajrzeć do wiadomości… ktoś podesłał dwa filmiki… i nagle orientuję się, że minęła godzina na przeglądaniu Instagrama. Dlatego podchodzę do tego bardzo świadomie. Regularnie oczyszczam algorytm, ustawiłam limit 30 minut korzystania z Instagrama (wliczając w to także czas pracy), a bliskich proszę, żeby nie wysyłali mi filmików. Bo spokojny wieczór, książka czy dobry film są dla mnie dziś po prostu na wagę złota.
Gdy nadałam ważność temu, co naprawdę chcę robić tej wiosny, stało się dla mnie jasne, że nie starczy mi czasu na wszystko. Na każdą propozycję spotkania, każde wydarzenie w mieście, każdą okazję, która być może byłaby fajna. To odpuszczanie nie jest łatwe, szczególnie gdy wokół tyle się dzieje, a my mamy poczucie, że coś nas omija.
Im jestem starsza coraz bardziej czuję, że to właśnie wybór, a nie ilość doświadczeń, daje prawdziwy spokój. Chcę zrzucić z siebie tę cichą presję bycia wszędzie i uczestniczenia we wszystkim. Zamiast tego wybierać uważnie to, co jest dla mnie dobre w danym momencie życia, a nie tylko wypełnia czas.
Wiem też, że nie każdy to zrozumie. I uczę się akceptować to, że moje granice nie zawsze będą wygodne dla innych. Ale dobrze jest mieć swoje priorytety i trzymać się ich łagodnie, bez tłumaczenia się na każdym kroku.
Wewnętrzny spokój nie pojawia się wtedy, gdy robimy wszystko tylko wtedy, gdy wybieramy to, co naprawdę jest dla nas ważne.
Życzę cudownego weekendu! Do napisania!
















Brak komentarzy
Prześlij komentarz