08 czerwca 2011

Francuskie Życie 2

Mogłoby się wydawać, że możemy leniuchować bez końca i wstawać późnym popołudniem. Jednak rano le jardin czeka na trochę czułości. Pod nieobecność właścicieli zajmujemy się z Mamą ogrodem. Podlewamy pomidory, pielimy i przycinamy kwiaty. 
Ciekawa jestem jak miewa się mini-ogródek w Magicznym Domku. Jestem pewna, że jest mu dobrze, gdyż  jest pod opieką mojej Babci. 
Tak jak teraz ogródek w Villefranche jest pod naszą. Trzeba dbać o swoje ogródki, bo w naturze tkwi wielka siła.

























































W środy w naszym miasteczku odbywa się targ z pysznościami, więc czas na poranne zakupy. 













































A po powrocie lunch. Dziś carpaccio od ulubionego rzeźnika i wiejska bagietka kupiona na targu. Francuskie jedzenie się do mnie uśmiecha. :)







































Wczoraj wybrałyśmy się na zakupy do Nicei. Podoba mi się tu, że w obojętnie jakim sklepie spożywczym, targu czy malutkim sklepiku jedzenie prezentowane jest bardzo apetycznie. 
W Polsce taka kultura zaczyna dopiero wchodzić do droższych delikatesów typu Alma czy Piotr&Paweł. Bywam czasami w takich sklepach, że aż ciarki przechodzą po plecach...
Tu jedzenie nie dość, że pięknie wygląda to też wyśmienicie smakuje. Na stoisku z serami można dostać zawrotu głowy!










































Wstąpiłyśmy również do galerii Nicetoile w centrum Nicei gdzie znajdują się moje ulubione wnętrzarskie sklepiki. (Habbitat, Comptoir de Famille, Maisons du Monde oraz Nature et Decouvertes). Udało mi się kupić kilka drobiazgów do Magicznego Domku.




















































By jeszcze nacieszyć się zapachem morza, wieczorem wybrałyśmy się na spacer wzdłuż wybrzeża. Lubię odgłos kołyszących się do snu łódek w marinie.


SHARE:

06 czerwca 2011

Francuskie Życie

Witajcie moi mili! Po trzech dniach zachłyśnięcia się spokojem, wypoczynkiem i inną rzeczywistością pragnę Wam nieco przybliżyć moje życie tu na miejscu.

Są różne sposoby na spędzanie wakacji. Można zorganizować wyjazd bardzo aktywnie i sportowo. Mam na myśli wędrówki po górach, spływy kajakowe, żeglowanie i inne wyjazdy powiązane ze spotem. 
Innym sposobem jest zwiedzanie cudownych miejsc z historią. Zwiedzanie zabytków, wędrówki z przewodnikiem szlakiem dalekich przodków.
Można też być tak stęsknionym za nic-nie-robieniem i ma się ochotę leżeć plackiem na plaży przez 2 tygodnie. Myślę, że każdego z nas nachodzi chęć na jakąś wersje - w zależności od nastroju.

Moje coroczne wakacje we Francji traktuję jednak trochę inaczej. Dla mnie jest to wskoczenie w inną rzeczywistość przy jednoczesnym poczuciu, że jestem znów u siebie. 
To mój równoległy świat. Tu jest moja rodzina, tu znam każdą uliczkę miasteczka przy Nicei oraz każdy zakątek tego domu. Gdybym tu mieszkała urządziłabym go w identycznym stylu.
Odpoczywam i regeneruję się w tym miejscu niesamowicie, nie robiąc właściwie nic nadzwyczajnego. Cykl dnia ustalony jest tu posiłkami. I cały dzień kręci się wokół jedzenia. Nie, tu nie można przejść na dietę. To po prostu niewykonalne. :)

W tym roku jestem tu z moją Mamą. Przyjechała już tu jakieś 3 tygodnie temu. Żanecia (moja ciocia a kuzynka Mamy) wyjechała z mężem na wycieczkę po Francji. Teraz z Mamą czekamy na jej powrót za tydzień. Póki co zajmujemy się domem, dbamy o ogródek i zastanawiamy się co przyszykować na kolację powitalną gdy już właściciele wrócą. 

Nasz dzień zaczyna się wcześnie rano od kawy, którą pijemy jeszcze w piżamach w ogródku. Następnie przygotowujemy sobie śniadanie.



























Po sniadaniu idziemy do centrum miasteczka na zakupy.




















































Uwielbiamy cudowny sklep z mrożonkami - PICARD. Nie mogę zrozumieć dlaczego czegoś takiego nie ma w Polsce. Można w tym sklepie dostać dosłownie wszystko. Do tego jest bardzo pięknie i apetycznie opakowane.















Po zakupach szykujemy się na spacer lub plażę.
* (moja Mama w białej czapeczce)



























































Po przeczytaniu kilku stron książki, opieczeniu się po 2 stronach i peelingu stóp dłoni kamyczkami (działa niesamowicie!) uciekamy z plaży. Nie ma sensu siedzieć za długo tym bardziej, że zaczyna nam burczeć w brzuchu.






































































Jemy takie ilości bagietki z różnymi pysznościami (sery, pasztety, wędliny), że po takim posiłku można jedynie uciąć sobie popołudniową drzemkę!
Po przebudzeniu znów idziemy na zakupy, zajmujemy się domem i podjadamy od 18-22 non stop. Nie wiem w jakim rozmiarze wrócę z tego wyjazdu ale nic nie jest w stanie mnie powstrzymać od nieustannego delektowania się francuskimi smakołykami.

Wieczorem już w łóżku urzekam się lekkimi książkami z francuskim akcentem. 
Ah! Uwielbiam tu być!















Tak wygląda nasz taki typowy dzień. Jutro natomiast jedziemy do Nicei. Zajrzę do moich ulubionych sklepów wnętrzarskich i mam nadzieję, że uda mi się coś znaleźć do Magicznego Domku.
Pozdrawiam Was mocno!
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig