To święta prawda, że gdy nie będziemy cieszyć się z małych rzeczy, te wielkie również nigdy nas nie zadowolą. To motto życiowe powoduje, że nasze życie jest piękniejsze i cieszy nas nawet zwykła-niezwykła codzienność.
W tym roku moja majówka była bardzo spokojna, leniwa i regenerująca. Ponieważ Pan Poślubiony wyjechał na szkolenie do Londynu i wrócił dopiero w sobotę popołudniu, ja zajęłam się porządkami i spędziłam trochę czasu ze swoją Mamą.
Było też trochę lenistwa. W czwartek była tak piękna pogoda, że wyciągnęłam hamak i czytałam całe przedpołudnie książkę.
Piątek był dniem bardzo deszczowym, postanowiłyśmy więc z Mamą zrobić wiosenne porządki na strychu. Odnalazłam na nim skarby! Moje stare (w doskonałym stanie) książki dla dzieci, misia z dzieciństwa i ubranka, które nosiłam i ja i mój brat a nawet niektóre moja Mama! Myślę, że część rzeczy zagości w pokoiku dziecięcym (w którym właśnie zaczął się remoncik!) i wtedy zrobię osobnego, sentymentalnego posta. :)
Tego samego dnia pojechałyśmy na zakupy do TKMaxx'a i kupiłam miedzy innymi cudne poduchy do salonu. :)
Na przyjazd Pana Poślubionego upiekłam ciasto. Jest banalnie proste (biszkopt z jabłkiem i gruszką) ale przepyszne. Uwielbiam jak zapach ciasta unosi się po domu!
Niestety zrobiło się tak zimno (choć już teraz pogoda wraca do normy) że z przyjemnością ogrzałam się w wannie i poświęciłam jeden wieczór na wypielęgnację od stóp do głów.
Długie weekendy są nam bardzo potrzebne. Wtedy bez pośpiechu można: i sprzątnąć dom, spotkać się w rodzinnym gronie i skoczyć na zakupy, poleniuchować, obejrzeć zaległe filmy oraz zrobić wyjątkową, romantyczną kolację. Na wszystko w końcu jest czas! :)
Wielka szkoda, że te dni już minęły, ale już niebawem, pod koniec miesiąca, wybieramy się na mały urlopik. Juhu! :)
A Wy, drodzy czytelnicy, jak spędziliście minioną majówke? :)
Pozdrawiam mocno z Magicznego Domku!














