09 kwietnia 2017

Wakacyjne Migawki: Cisowy Zakątek

Mieliśmy taki plan, by spędzić wiosenny urlop jeszcze we trójkę. Było to trochę ryzykowne podróżować w 9 miesiącu ciąży, ale potrzebowaliśmy trochę wytchnienia przed wielką rodzinną zmianą, która ma niebawem nastąpić. Jak zwykle na nasze nawet króciutkie wakacje wybieramy spokojne, urokliwe miejsca z dala od miejskiego hałasu. Ja od paru lat jestem zakochana w Polsce, więc zawsze pierwszy internetowy przegląd robię właśnie w naszego kraju. I tak trafiliśmy na Cisowy Zakątek położony blisko nadmorskiej Łeby. Jak zwykle mieliśmy nosa! 

Zapraszam Was na nasze migawki z pobytu. Nie traktujcie tego wpisu jak przewodnika turystycznego, a raczej jak na subiektywne spędzanie weekendowego wypadu.

W Cisowym Zakątku wybraliśmy domek "Naturalny", który odpowiadał nam stylistycznie wnętrzem oraz tym, że mieścił się najbliżej świetnego placu zabaw! :) Wnętrza po prostu przepiękne! Gdy weszliśmy do drewnianego domku (jednego z 14 przepięknych domków) po 4,5 godziny drogi jazdy samochodem, przywitały nas radośnie płomienie rozgrzanego kominka. Ale klimat!




Domki na dole mają duży salon z jadalnią oraz aneksem kuchennym. Do dyspozycji jest również pralka i zmywarka! Można poczuć się jak w domu!




Łazienka na dole urocza! Z oryginalną umywalką i wanną.




No to idziemy na górę!


Na górze mieszczą się 2 sypialnie i łazienka z sauną!






Gdy tylko się rozpakowaliśmy ruszyliśmy w stronę placu zabaw. :)






Dojechaliśmy w czwartek i było jeszcze nie za ciepło, ale w weekend zrobiło się przecudownie. Trafiliśmy z pogodą idealnie!

Jednak marzyłam o spacerze plażą, gdy nie ma turystów i jest inaczej niż latem. Nasze polskie morze jest magiczne, bo takie zmienne i różnorodne w zależności od pory roku.





Taka przestrzeń daje mi wytchnienie!


Nie ukrywam, że głównym celem (przynajmniej moim hihi) był wypoczynek i regeneracja, której teraz bardzo potrzebuję. Dlatego ja przede wszystkim odpoczywałam, czytałam, spałam, spacerowałam (krótkie dystanse) a moje słodziaki spędzały aktywnie czas lub podawały pod nos pyszności.


A ja mam czas dla siebie...



Niemalże codziennie tuż obok przychodziło do nas wyjątkowe towarzystwo. 


Śniadania przygotowaliśmy we własnym zakresie. Pan Poślubiony przechodził samego siebie!


Na obiadki chodziliśmy do cudownej restauracji Ewa Zaprasza. Przepyszne jedzenie!




Wiosenne słoneczko i nowa lektura.



Wieczorem, gdy Marysia już smacznie śpi mamy chwilę dla siebie. W kominku ogień, a ja korzystam z wanny i ostatniej kuli z Lush'a, którą wzięłam na wyjazd. Robię sobie małe ciążowe SPA. ;)


Nasze przepiękne morze i kolejne spacery.




Kiedy mama z Gabrysią w brzuchu odpoczywała, oni spędzali czas na treningu...


.. lub na doskonaleniu się w (drewnianym) makijażu. Słodziaki. :)



Pewnego dnia wyruszyliśmy na wyprawę do stadniny, którą wypatrzyłam przejazdem. Nie sądziłam, że to aż tak wyjątkowe i ekskluzywne miejsce! Postanowiliśmy zjeść w Pałacu Ciekocinko obiad i obejrzeć przepiękne zagospodarowaną stadninę. 




Pełnią lata musi być tu jeszcze piękniej! To ogromny park i przepięknie zaaranżowana przestrzeń.
A pałac cudownie zaprojektowany. Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy i byliśmy kompletnie nieodpowiednio ubrani. Jednak głodne brzuchy zaprowadziły nas do pałacowej restauracji. Drogo ale pysznie.






Po obiadku spacer zwiedzanie stajni i koników.





Marysia, która ogólnie jest ostatnio zafascynowana światem koni (książki, zabawki), chyba od poprzednich wakacji zapomniała jak duże są koniki i oglądała je pół okiem. ;)



Cudownie regenerujący wyjazd!

A na koniec ciekawostka. W saunie można było posłuchać kojącej płyty Julii Pietruchy, która tu zostawiła z dedykacją. :)



Mogę tylko dodać, że z pewnością wrócimy tu jeszcze we czwórkę. To po prostu cudowne miejsce!

Pozdrawiam Was mocno! I do napisania niebawem. 
SHARE:

04 kwietnia 2017

Kuchnia W Szarościach i Zieleni

Kochani, wróciliśmy! Było przecudownie, więc z wielką przyjemnością wkleję kilka zdjęć do blogowego pamiętnika. Jednak zanim streszczę Wam nasz leniwy wyjazd nad morze, chciałabym trochę odsłonić naszą kuchnię po ostatnich zmianach. Tak to bywa, że po każdym, nawet 4 dniowym wyjeździe jestem stęskniona za naszym domkiem, że to własnie o nim chciałabym Wam dziś napisać. Często jest tak, że gdy jestem gdzieś w inspirującym miejscu, mam głowę pełną pomysłów na różne wnętrzarskie aranżacje. Tym razem, ponieważ nasz remont kuchni skończył się dzień przed wyjazdem, powrót był taki miły i "świeży". Zdałam sobie sprawę, że najważniejsze we wnętrzu jest to, by pasował do mieszkańców. I właśnie to czuję przechadzając się po Magicznym Domku po urlopowej przerwie. Tu jest nasz dom i nasze miejsce. Tu czekają na nas wytęsknione zwierzaki, to tu można najlepiej wyspać się we własnym łóżku.

W ciąży potrzeba wicia gniazda jest bardzo silna, dlatego marzyłam o tym, by przed porodem zająć się naszą kuchnią. To nie są jakieś gigantyczne zmiany, jednak największe do tej pory, ponieważ zdecydowaliśmy się na odświeżenie ścian i położenie boazerii. 
Ostatnio mam również ogromną potrzebę otaczania się roślinami, dlatego też pojawiło się kilka nowych kwiatów. Jeśli chodzi o dodatki, to pomimo, iż na samym początku myślałam by oddać się szaleństwu i pozamieniać niemalże wszystko, to potem dotarło do mnie, że to byłoby takie sztuczne i zbyteczne. Ja bardzo przywiązuję się do rzeczy, bo one mają swoją historię w naszych domowych progach. Uwielbiam lampkę ze znaczkami, którą zrobiła moja Babcia, obrazek krówkę, na którą zamieniłam się na coś lata temu z moim bratem, pojemniki w kropki, które kupiłam, gdy pierwszy raz wyprowadzałam się z rodzinnego domu i te wszystkie pozornie niepasujące drobiazgi, które upolowałyśmy z Mamą w naszym ukochanym TKMaxx. 
Po latach wiem, że nasz kuchnia żyje i niektóre rzeczy po prostu muszą być pod ręką. Nie dla nas laboratoryjne, minimalistyczne blaty z jednym designerskim elementem. My lubimy taki miszmasz, który powoduje, że nawet gdy zapanuje bałagan w trakcie gotowania, to nie rzuca się on tak w oczy. Lubię jednak, gdy wszystko ma swoje miejsce, jest czysto i schludnie, dlatego cieszę się niezmiernie z powiewu świeżości w naszej kuchni. :)


Często pytacie jakiej farby używamy w Magicznym Domku. Na ścianach niezawodna Tikurilla 20 (kolor wybrany ze wzornika, bardzo jasna, ciepła szarość). Nr 20 oznacza, że jest to farba trwała i zmywalna. W poprzednim mieszkaniu, do naszych małych zmian kupowaliśmy farby popularnych firm w marketach budowlanych. Były znacznie tańsze, ale bardzo szybko się brudziły, jesteśmy więc nauczeni doświadczeniem, że w domu, w którym mieszka się ze zwierzakami i dziećmi, takie tanie farby się po prostu nie opłacają. Tak pomalowane ściany, można spokojnie przemywać "magiczną gąbką" i utrzymać w czystości przez dobre parę lat.


Na tle delikatnej szarości, białe kuchenne meble, wyglądają czysto i świeżo. Ściany ładnie skomponowały się z kolorem płytek na podłodze.


Jedną z większych zmian, która pojawiła się w kuchni to drewniana boazeria, którą własnoręcznie zrobił Pan Poślubiony. Jestem zachwycona efektem, zwłaszcza, że przy tym małym stoliczku przebywa bardzo często nasza cała rodzina (z opierającymi się nieustannie o ścianę zwierzakami) i się bardzo brudziło. Teraz boazeria pełni funkcję ochronną oraz nadaje przytulności.



(oczywiście te wystających rurki to część niepodłączonego kaloryfera ;) )


Zmieniłam ustawienie na półce nad stoliczkiem oraz pojawiły się nowe plakaty ze strony ustamagazyn, które moim zdaniem idealnie pasują do kuchennych klimatów.




Wciąż czekam na tą buchającą zieleń z oknem, ale już widać masę młodych listków!


Dostaję również pytania odnośnie drewnianego blatu. Nie zamieniłabym go na żaden inny, bo uwielbiam odcień takiego drewna. Trzeba jednak pamiętać, że takie drewniane blaty nie pasują do każdego wnętrza, gdyż się naturalnie starzeją. O ile nie zauważyłam żadnych odprysków czy wgłębień przy użytkowaniu, tak widać różne ślady, gdy np. niefortunnie postawi się na dłużej np. puszkę z owocami. W zależności od wnętrza takie "ślady" użytkowania mogą dodać masę uroku lub wrecz przeciwnie. W nowoczesnych wnętrzach taki nieidealny blat rzucałby się zbytnio w oczy. Ja lubię w naszych wnętrzach właśnie tą swobodę, bo możemy w nim normalnie funkcjonować. Nie mniej jednak co jakiś czas impregnujemy blat olejem.





Pojawiło się parę nowych dodatków. Szara wisząca donica (JYSK), doniczka z listkami na świeże zioła (TKMaxx), bieżnik na stoliczku (Ikea).







Kuchnia jest luźna i swojska. Taka nasza. Lubię, gdy kuchnia delikatnie wprowadza atmosferę kawiarenki czy baru bistro. :)


 

Poprzednia wersja prezentowała się tak: KLIK. Jak widzicie sam klimat jest dość podobny, jednak dopiero teraz czuję, że kuchnia tworzy całość.



Ściskam Was mocno i niebawem pojawiam się z postem z naszego wyjazdu!

Miłego wtorku kochani! :*
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig