Witajcie kochani, niezmiernie dziękuję Wam za pozostawione pytania i dziś śpieszę się z odpowiedzią. :) Śpieszę naprawdę (!), bo chociaż w planach mam codzienne dodawanie postów, to ostatnio ciągle coś wyskakuje i krzyżuje blogerskie plany. ;) W tym roku postanowiłam nie dzielić pytań tematycznie, by było trochę inaczej i ciekawiej. ;) Nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie zadane pytania, ale odpowiedzi podzielę na dwie czy trzy części i postaram się zawrzeć wszystko co najważniejsze, by zbytnio się nie rozpisywać. Zaczynamy!
1. Masz już jakieś skonkretyzowane plany zawodowe na przyszłość?
Mnie interesuje co to za projekt, o którym wspominałaś w kilku postach, czy będziesz mogła nam wyjawić i kiedy? :) Zgaduję, że ma to coś wspólnego z malowaniem... :)
Pytań o pracę i plany zawodowe było dość sporo i nie dziwię się, bo ostatnio enigmatycznie pojawiają się jakieś wzmianki, że pracuję nad tajemniczym projektem. :) Z jednej strony trochę to dziwne z mojej strony pisać o czymś, o czym jeszcze pisać i mówić nie można, ale wynika to z trzech czynników. Po pierwsze nie chciałabym kreować błędnego wizerunku własnej osoby, czyli np. mamy niepracującej, na urlopie wychowawczym. Historia zawodowa każdej mamy jest inna, jedne wracają do pracy jeszcze w trakcie urlopu macierzyńskiego, inne tuż po, inne decydują się na zostanie z dziećmi na dłużej. Ja tuż po urodzeniu Gabrysi, nosząc ją w chuście musiałam jeszcze przez ponad 3 miesiące zajmować się wyrobieniem kontraktu do końca czerwca, a potem sprawnym zamknięciem firmy i sprzedażą sprzętu. Już wtedy wiedziałam, że tuż po, będę potrzebowała czasu dla rodziny i postanowiłam nie wracać do pracy aż do końca 2018 roku. I taką odpowiedź udzieliłam Wam kiedyś na podobne pytanie. Miałam jednak swoje plany, które jak się okazało weszły w życie trochę wcześniej, bo już od września wróciłam do codziennej pracy. Dlatego jestem jedną nogą w byciu Mamą (Gabrysia nie chodzi do żłobka), a drugą nogą pracuję nad projektem w nienormowanym trybie pracy każdego dnia. Kolejną sprawą jest to, że jest to coś tak ekscytującego, że bardzo mi trudno nic a nic o tym nie wspomnieć. Pytacie czy to coś artystycznego i związanego z malowaniem. Tak, jest to związane z malowaniem, ale jest to "tylko" 20% procent ostatecznego projektu. ;) Obiecuje jednak nie być taka tajemnicza do końca isnienia bloga i myślę, że za parę tygodni będziecie już wiedzieć o co chodzi! Czytelnicy dowiedzą się pierwsi! A dopiero reszta świata. Obiecuję! :*
2. Czy udzielasz porad wnętrzarskich lub wykonujesz projekty?
Uwielbiam projektowanie wnętrz i jest to mocno związane z kierunkiem studiów jakie ukończyłam i chociaż podejmowałam się wnętrzarskich projektów raz na jakiś czas (chociaż rzadko, bo miałam inną stałą pracę), to jednak teraz moja "kariera" powędrowała zupełnie w innym kierunku. :)
3. Jaki znasz język obcy najlepiej? I czy planujesz się uczyć jakiegoś nowego?
Język angielski wiadomo znam najlepiej. Uczyłam się też francuskiego, którego żałuję, że nie doszlifowałam lepiej, bo uwielbiam. Jeśli miałabym wrócić do nauki to właśnie byłaby kontynuacja nauki języka francuskiego.
4. Skąd w Tobie tyle spokoju i opanowania w codzienności macierzyństwa? Może to dziwne pytanie, ale mnie najwyraźniej tego brakuje, przez co mam wrażenie że również moje dziecko jest niespokojne... A to wszystko przekłada się na problemy ze snem zarówno córki jak i moje, zmęczenie itd. - błędne koło. Pozdrawiam! :)
To bardzo miłe, że tak mnie spostrzegasz, bo staram się jak mogę. Często też moja Mama mówi mi, że jest we mnie dużo pokładu cierpliwości do dzieci, jednak miewam też gorsze dni, gdy jestem bardziej poddenerwowana. Najgorszym dopalaczem nerwów jest właśnie zmęczenie, dlatego bardzo dbam o swoją regenerację. Czasami kładę się wcześniej spać (dosłownie z dziećmi!), biorę w samotności regenerującą kąpiel, wysyłam dzieciaki z Tatą poza dom i tańczę ze szczęścia, że jestem SAAAAMA i jest wreszcie cicho! Ale tylko przez moment, bo zaraz tęsknię i znów mam zapas cierpliwości na jakiś czas. ;)
5. Może zdradzisz jak organizujesz sobie dzień, że masz czas i na obiad rodzinny i na hobby i dla rodziny :)
Gusiu jesteś fantastycznie zorganizowana, może opiszesz pokrótce jak to robisz? Jak wygląda Wasz dzień? Jak organizujesz czas dzieciakom, żeby móc coś zrobić w domu? Jak znajdujesz czas żeby zająć się sprawami zawodowymi?
To jest zlepek paru pytań, ale często pytacie mnie o organizację. Moim zdaniem to podstawa sprawnego funkcjonowania w życiu, ale gdy ma się dzieci trzeba jeszcze nauczyć się tego, że nie zawsze wszystko wychodzi zgodnie z planem. Dobry plan i dystans, gdy się go w pełni nie osiągnie to klucz do sukcesu. ;) Poza tym by się dobrze zorganizować, trzeba się dobrze poznać. Wtedy np. wiemy ile nam dane czynności zabierają czasu i energii. Ja już wiem, że jestem wstanie w ciągu tygodnia zrobić tyle co inna osoba w miesiąc, ale potem spada mi energia, psuje zdrowie i okazuje się, że następne dwa tygodnie dochodzę do siebie robiąc coś wolniej i jestem na minus. Kolejna sprawa to świadomość związków przyczynowo-skutkowych. Gdy widzę klarowny cel, to muszę wiedzieć jakie podpunkty muszę wykonać aby do niego dotrzeć i ile mi to zajmie czasu wliczając różne dodatkowe przeszkody, które zawsze po drodze się napotyka. Żeby nie brzmieć górnolotnie przedstawię to za pomocą chociażby organizacji przyjęcia urodzinowego dla dziecka, wraz z upieczeniem własnoręcznie tortu. Odpowiedź jest prosta. Wszystko co mogę mam zaplanowane i załatwione wcześniej. Dekoracje, lista zakupów, menu, cała koncepcja jest ustalona znacznie wcześniej tzn. min 2 tygodnie przed. To co można zrobić wcześniej np. kupno prezentu, stworzenie tabliczek z imionami gości czy tego typu sprawy robię ze znacznym wyprzedzeniem. Później już nie zawracam sobie tym głowy. Niektóre rzeczy trzeba zrobić w dzień przyjęcia (np. świeże sałatki) ale niektóre np. biszkopt na tort piekę nawet 2 dni wcześniej. Jeśli mi coś nie wyjdzie, zawsze mam dzień rezerwowy. Następnego dnia (czyli dzień przed urodzinami) robię krem i dekoruję tort i wsadzam do lodówki i już sobie myślę, że jeśli wszystko inne się nie uda, to tort jest i urodziny się odbędą (wiele osób zaprasza przecież tylko na tort)! :) I potem jakoś łatwiej mi wszystko idzie. Trzeba mieć też taki jakby dar przewidywania, albo raczej takie myślenie, które sumuje Twoją wszechstronną wiedzę na temat otaczającego świata. Widzę, jak wiele osób ma z tym problem. Jeśli masz coś do załatwienia (np. kupno prezentu gwiazdkowego) w centrum miasta, a do tego wybierasz się tam po pracy o 16, gdy panują straszne korki, a Ty nawet nie wiesz po co idziesz, bo jeszcze nie wiesz jaki prezent kupić, to nie umawiaj się na 18 na spotkanie z przyjaciółką, bo to oczywiste, że po prostu nie zdążysz. Myślę, że najczęściej z tego biorą się spóźnienia i różne nieporozumienia.
Jeśli chodzi o czas by zrobić coś w domu czy zawodowo, to jest u nas tyle rozwiązań i konfiguracji, że trudno tu o jednoznaczną odpowiedź. Wszystko zależy od sytuacji i możliwości, począwszy od skrajnych czyli radzenia sobie z czymś do zrobienia z 2 dzieci na głowie, po pomoc kochanych Babć, gdy udało nam się na 2 dni pojechać do Londynu tylko we dwoje.
A jeśli chodzi o czas dla siebie, to dla młodych mam mam radę związaną z kładzeniem spać dzieciaków, do której jeszcze powrócę w następnym pytaniu.
6. Jak udaje ci się kłaść dziewczynki jak to robisz z drzemkami itp? Jak dziewczynki przesypiają noce?
Jeśli bym miała dać taką jedną radę młodej mamie, to dotyczyłaby sfery snu dzieci. Ustalmy jedno, mając dwójkę dzieci w wieku 4 i 1,5 roku, przespana w pełni noc jest dla mnie rarytasem. Najgorsze jest to, że już parę cudownych ostatnich tygodni posmakowałam cudu jakim jest przespana noc i gdy wracają te trudne, jest mi jeszcze ciężej. Przebieg nocy jest zawsze wielką zagadką, bo nigdy nic nie wiadomo co tym razem obudzi Cię z błogiego snu. Czasami Marysia staje nad moją głową w środku nocy, by zadać mi bardzo ważne pytanie - np. czy pójdzie do więzienia?? :) Zawał murowany. Albo budzące wołanie z toalety, bo właśnie w środku nocy było dłuższe posiedzenie i trzeba wytrzeć pupę! Albo Gabrysia, która uwielbia gadać w nocy. Czasami definitywnie płacze i trzeba znów ja uśpić, co trwa wieki, zwłaszcza, że czas w nocy ciągnie się jak mucha w smole. Czasami biorę ją do łóżka, licząc na to, że obie zaśniemy, niestety kończy się to tym, że ona się wierci i każe mi spać zawsze na jednym boku z odkrytymi (koniecznie gołymi) piersiami ;), bo traktuje je jak poduszkę, co powoduje, że chodzę następnego dnia przemarznięta i połamana . A czasami dzień za dniem aniołki śpią jak gdyby nigdy nic, zwłaszcza wtedy, gdy ja bezmyślnie czytam książkę po późna w nocy. Rosyjska ruletka. Na pytanie więc co zrobić, by dzieci spały całą noc nie odpowiem za żadne skarby. Zwłaszcza, że każda miała zupełnie inną historię, bo Marysia przychodziła do nas do co noc do ponad 3 roku życia (nadal czasami przywędruje) ale zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo przychodziła kładła się cichutko spać i jakby dziecka nie było, tylko błogie cieplutkie ciałko. Gabrysia natomiast odkąd zamieszkała z Marysią w pokoju na łóżku pietrowym, to zaczęła lepiej sypiać! A ja martwiłam się czy to nie za wcześnie. Jednak czynnik "nocny" pojawia się nadal i nadal nie wiem na czym to polega.
Jednak zasypianie to u nas święta rzecz. Od pierwszych dni dziewczyny były przyzwyczajane, by kłaść się 19 max. 20 wieczorem. Nawet jak noworodek śpi cały dzień, to była wyraźna granica końca dnia poprzez kąpiel i przebieranie się w śpioszki. Oprócz jakiś uroczystości, by dziewczyny mogły w nich uczestniczyć i naprawdę sporadycznych przesunięć trzymamy się pory kładzenia spać jak żadnej innej. Bywały takie noce, że za chiny nie chciały usnąć. Trudno, usypialiśmy je aż do skutku (czasami ze 2-3 godziny!), by potem nie kombinowały, że jak nie pójdą spać, to rodzice znów będą się z nimi bawić. Odkąd są razem w pokoju, usypiamy je razem o jednej porze. Nie mogę absolutnie zrozumieć rodziców, którzy odbierają sobie tą błogą przyjemność ciszy wieczornej po godzinie 20 tej. To z resztą nawet nie chodzi o rodziców, ale sen dla dziecka i jego określona ilość jest bardzo ważny. Widuje czasami instagramowe filmiki, jak "śmiesznie" około-roczne dzieciaki buszują o 23.30 w nocy. To budowanie złych nawyków, które im dalej w las, tym trudniej będzie naprawić. Gdy następuje kryzys, warto poświęcić nawet 2-3 wieczory, siedząc cicho z dzieckiem w ciemnym pokoju, by wiedziało, że w nocy nie dzieje się nic ciekawego i lepiej gdy się wtuli w Mamę lub Tatę i zaśnie, a jutro po prostu pójdzie od razu spać. To jest moja odpowiedź skąd mam czas na przyjemności, a czasami nawet na wieczorną pracę. To samo dotyczy drzemek. I jeszcze jedna rada. Nie idźcie na spacer z dzieckiem na drzemkę! Idźcie po, lub przed. Idąc na spacer nich maluch się rozgląda, poznaje świat, a jak wrócicie niech położy się na drzemkę. Ty wtedy odpoczniesz/zrobisz coś w domu/popracujesz. Zauważyłam też, że panuje teraz taka moda na wychodzenie, niemalże codzienne na całodzienny spacer z dzieckiem poza dom. Brzmi fajnie, ale zazwyczaj kończy się tym, że większość dzieci siedzi wtedy cały dzień w wózku (takie dzieci znacznie później zaczynają chodzić), a oprócz spaceru parkiem, który trwa chwilę, większość tego czasu spędzają w sklepach, kawiarniach itp. Zazwyczaj znużone nawet miewają po kilka drzemek w ciągu dnia, granica spaceru/snu/aktywności się rozmywa i potem taka mama może mieć problem, gdy w końcu przyjdzie taki dzień, gdy będzie musiała coś w domu zrobić.
U nas sprawdza się ta zasada, że drzemka która przypada u nas ok. godz. 11-tej zazwyczaj jest w domu, a gdy muszę coś załatwić nawet z Gabrysią, to dzieje się to po drzemce. Zasypia momentalnie, bo jest tak przyzwyczajona, że działa to jak odruch Pawłowa :), a ja mam wtedy naprawdę złoty czas na zrobienie czegoś do pracy czy w domu. Jeśli od samego początku ustali się taki plan dnia i biologiczny zegar dziecka, to potem z zasypianiem nie będzie raczej problemu. (Właśnie redaguje ten wpis podczas błogiej drzemki Gabrysi ;) )
7. Jak to zrobiłaś, że Marysia (dziewczyny) potrafiła i potrafi pobawić się chwilę sama?
Myślę, że to wynika z tego, że staram się dawać swoim dzieciom przestrzeń. Z jednej strony jestem taką mamą kwoką, która uwielbia się przytulać, całować, jestem za rodzicielstwem bliskości, spaniem dziećmi jeśli akurat mają taką ochotę (ale tak, by jednocześnie umiały spać same) itp. Jednak tłumaczę sobie, że dzieci nie są tylko dla mnie i muszą mieć swój świat, w którym mam tylko nadzieję mieć nadal ważne miejsce. I chociaż kolejną dziewczynę karmię 2 rok piersią, nigdy nie dawałam butelki, a Marysię na noc zostawiłam dopiero wtedy gdy poszłam urodzić Gabrysię, to jednocześnie nie byłam zaborcza w stosunku do dziewczyn. Bliscy mogli je wziąć na ręce od samego początku, a o relację z babciami dbałam od pierwszych dni. Bywają takie mamy co nawet ojcom niechętnie dają swoje dziecko, ograniczają kontakty z rówieśnikami itp. Potem takie dzieci nie potrafią funkcjonować bez mamy. Mama jest tylko jedna i nie muszę rywalizować o tą pozycję z resztą świata. Ja wręcz chcę by ta reszta świata zachwycała i ciekawiła dziewczyny. By miały swoje chwile tylko z Tatą, tylko z Babcią, lub z rówieśnikami w przedszkolu. Jak również takie chwile tylko dla siebie. Na swoja wymyśloną zabawę. Nie staram się na siłę szukać im zajęć. Nie chodzę i nie wymyślam w co by tu mogły się pobawić. Daje im przestrzeń i zauważyłam, że to odkrywa większą kreatywność w dzieciach niż masa zajęć pozalekcyjnych. Obie są w takim wieku, że obserwuje je z boku co je interesuje, co lubią robić najbardziej, czy są muzykalne, czy uzdolnione plastycznie. Oczywiście również się z nimi bawię! Bo to świetna forma spędzania razem czasu, ale od samego początku uczymy je, że nie ma czegoś takiego jak nuda, że zawsze jest coś ciekawego do zrobienia. Nie muszę chyba dodawać, że do tych najfajniejszych zabaw wcale nie potrzeba wielu zabawek. :) Gdy mam coś pilnego do zrobienia, to często mówię o tym dziewczynom wcześniej. Typu: "Teraz idziemy na śniadanie, potem porobimy to czy to, potem posprzątamy, a potem pobawicie się same, bo mama musi tu coś zrobić". Wtedy są na to przygotowane i nie są zaskoczone. Kolejna sprawa to właśnie robienie czegoś z dzieckiem. Sprzątanie, gotowanie to też zabawa i nauka, dlatego dziewczyny często towarzyszą nam w zwykłych codziennych czynnościach.
To wszystko na dziś, a już niebawem kolejna porcja pytań!
Do napisania! :*