środa, 21 grudnia 2016

Świąteczny Tydzień z G. Dzień 4. i 5.

20 grudnia

Pobudka, wstajemy! Dziś same z Marysią, bo Pan Poślubiony już dawno w trasie. O wiele cięższe są poranki, gdy go nie ma, bo oprócz Marysi trzeba ogarnąć tez cały zwierzyniec. A dziś mam dzień pracy, więc musimy się śpieszyć! Jednak nigdy nie odpuszczam ścielenia łóżek, nie wyszłabym z domu! ;) Marysię naszła ochota na czytanie. Fajnie, to lecę wypuścić psy na sisiu i dać im jeść.


O Tata Myszka dał Mamie Myszce prezent! :)


Spontanicznie wpada do nas Ania, która załatwiała coś w pobliżu. Jemy razem śniadanie, a ciocia pomaga szybciej nakarmić Marysię. :)


Gdy przyjeżdża Babcia Jola, zabieram ciasto, torbę i jadę do pracy. Dziś mamy Wigilijny lunch.


Popołudniu, gdy już wszyscy wracają z pracy, spędzamy czas z Marysią w gronie rodzinnym. Gdzieś miedzy czasie wrzucam posta na bloga.



Okres przedświąteczny to nie tylko przygotowania i praca. Wspólny czas jest najważniejszy. Tak spędzamy cały wieczór! :)



Gdy dom już śpi i jest cichutko, postanawiam wreszcie znaleźć czas na książkę, którą obecnie czytam ("Muza" Jessie Burton).


I nagle naszła mnie ogromna ochota na lód! (W poprzedniej ciąży jadłam maniakalnie lód - taki zwykły do chłodzenia napoi) I wiecie co? Pan Poślubiony wsiadł w samochód i przywiózł mi najlepszy lód (napój z lodem plus dodatkowy kubeczek) jaki może być, czyli ten z KFC (jest miękki i cudownie się go gryzie...)
Kochany!


Tego dnia zasypiam błyskawicznie. Dobranoc.

21 grudnia

Dzień dobry! Dziś kolejny dzień w pracy, ale jadę do niej na krócej i to ostatni raz w tym roku! Juhu! Nasze poranki już dobrze znacie, wiec po kawie czas w drogę, a Marysia moje pracujące środy spędza czas z dziadkami sąsiadami. :)




Ale pięknie! Szkoda tylko, że na białe święta marne szanse.


Po krótkim dniu w pracy umawiam się z Julą na lunch. Czasami mamy ten luksus, by spotkać się same bez naszych szalonych córek. :)


Po spotkaniu robię szybkie zakupy w Ikei i robię sobie mały prezencik w Organique. ;)



Ach jak ja lubię te powitania, jak się Marysia trochę stęskni!


Mama namawia mnie na zupę pomidorową, chociaż u nas w domu również czeka zrobiona przez Pana Poślubionego...zupa pomidorowa. ;)


Gdy wracamy do Magicznego Domku czytamy książeczkę, którą dziś przy okazji kupiłam Marysi. 




Wieczorem ogarniamy kuchnię i zabieramy się z ciasteczka!




Reakcja Marysi na to, że nie wszystkie ciasteczka są do zjedzenia, bo posłużą nam do dekoracji Wigilijnego stołu...


Po naszym rodzinnym wieczornym rytuale padam z nóg. Czasami zapominam, że jestem w ciąży, a są dni kiedy trzeba jednak zwolnić. Jeszcze tylko coś Wam napiszę...


To były szalone dni, jednak nie wszystko mogłam Wam sfotografować, umieszczam więc dwa dni w jednym poście.

Odliczamy dni do świąt! Do napisania już niebawem!
SHARE:

4 komentarze

  1. Ale masz kochanego męża, takiego to ze świecą szukać :) Biedna Marysia, aż mi się jej szkoda zrobiło. Widzę też, że nie tylko u mnie czas jakby przyspieszył, ale dzieci na szczęście przypominają o sobie i można na chwilę zwolnić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam :-) czytam twój blog od długiego czasu, ale dopiero teraz zdecydowałam się napisać i pogratulować udanego życia i rodziny. Teraz trochę się z Tobą utożsamiam, bo też jestem w ciąży ;-) (tylko że dopiero kończę drugi miesiąc).Też na początku były nerwy,podobnie jak u Ciebie. Niestety o tyle mam gorzej, że mam na siebie uważać no i przygotowania do świąt w tym roku prawie żadne. Czekam na kolejne wpisy z niecierpliwością,sprawiają mi dużo frajdy.
    Pozdrawiam Was Świąteczne
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  3. ależ u Was ciepłe nastroje, spokojne ale świąteczne, pośpiech daje się odczuć, ale taki jeszcze pozytywny :)
    masz świetną pracę, skoro tak mało możesz pracować, naprawdę zazdroszczę takiej! :)
    trzymajcie się ciepło, wesołych świąt dla Was! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wam za ciepłe słowa! :*

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig