18 grudnia 2022

Kuchenna Ewolucja

W listopadzie mieliśmy dosłownie maraton zmian w domu. Te na poddaszu już Wam prezentowałam, ale po zmianach w sypialni (klik), pokoju Miłoszka (klik) i saloniku łączącego funkcje domowej biblioteczki i mojego miejsca do pracy (klik) poszliśmy za ciosem i odmieniliśmy również naszą kuchnię. Tak na prawdę tą zmianę nazwałabym raczej liftingiem, który został tak dobrze zrobiony, że jest 100 razy lepiej, ale praktycznie go nie widać. :) Zmiany dotyczyły zwłaszcza obszarów, które niefortunnym zrządzeniem losu nam się doszczętnie zepsuły. 
Zaczęło się od pęknięcia ceramicznego zlewu, w którym po jakimś czasie dosłownie zrobiła się dziura i mogliśmy korzystać tylko z jednej komory. Zlew służył nam przez lata i pewnego dnia (podejrzewam, że któraś z dziewczyn) w impetem odłożyła na stertę naczyń coś cięższego i specyficzne rozłożenie sił naruszyło strukturę powodując pęknięcie na samym dnie. Pewnie jakby człowiek się starał ze wszystkich sił zrobić to specjalnie, to by nie dał rady osiągnąć takiego efektu, ale taka jest ironia i złośliwość rzeczy martwych. Problem polegał na tym, że ten konkretny model zlewu został z Ikea wycofany i nie dało się go od tak wymienić. Męczyliśmy się tak z ponad rok! Wiedzieliśmy bowiem, że jeśli będziemy zmieniać zlew, to będziemy zmuszeni wymieniać całe blaty (zlew ceramiczny - zastępca tego co mieliśmy nie ma takiej półki/ociekacza z tyłu, więc blat pod zlew musiałby być wycięty w zupełnie inny sposób niż nasz pierwotny).
Drugorzędną sprawą, chociaż dość frustrującą pedantyczne dusze jak moja, to przetarcia na frontach spowodowane głównie drapaniem Gapci (wielokrotnie próbowała otwierać pazurkami szafkę na śmieci, by potem z sukcesem wysypać wszystko po całej kuchni). Również w miejscu, gdzie stała jej miseczka cokoły były nasiąknięte wodą i zdeformowane. 
Gwoździem do trumny było...pęknięcie płyty ceramicznej, która naprawdę nie wiem kiedy się tak urządziła. Był widoczny odprysk na rancie i pęknięcie po całej linii. To również był po prostu nieszczęśliwy wypadek, ale suma tych wszystkich defektów obniżała nam komfort użytkowania kuchni, a wiadomo bowiem, że to właśnie tam odbywa się głównie życie rodzinne, wiec postanowiliśmy w końcu za to wszystko wziąć się raz a porządnie.

Niestety problemem było to, że nasza kuchnia to starszy system kuchni Ikea (ma trochę inne wymiary niż obecnie) i, jak mi się wówczas wydawało, by wymienić wszystkie fronty trzeba by było zlecić to stolarzowi lub skorzystać z ofert na stronach internetowych, które mają w swoim asortymencie fronty do systemu mebli Ikea Faktum. Nie do końca pasowała mi cała procedura zamawiania w frontów w ciemno (można co prawda dostać próbki kolorów, za które się dodatkowo płaci) ale takie rozwiązanie powodowałoby jeszcze dodatkowe przedłużenie już i tak długiego oczekiwania na gotowy produkt. Ceny też bywały kosmiczne, a mi zależało przede wszystkim na szybkiej i sprawnej wymianie (nie należę do osób przesadnie cierpliwych, zwłaszcza jeśli chodzi o remonty ;)). Traciłam już nadzieję, ale przypadkowo dowiedziałam się, że Ikea, co prawda w mocno okrojonej ofercie, nadal posiada w ofercie fronty do systemu Faktum, na które czeka się ok. 2-3 dni. Niewątpliwie plusem jest też 25 letnia gwarancja. 

Ponieważ nasza kuchnia, pomimo południowych okien, ale za sprawą bujnej roślinności w ogrodzie i lesie tuż za nim, jest latem dość ciemna i dlatego najlepszym rozwiązaniem są jasne fronty, ucieszyło mnie, że w Ikea jest dostępna kremowa wersja. Tak więc przy wymianie zlewu, wymieniliśmy wszystkie blaty, fronty, oraz cokoły i listwy maskujące. 

Zmiana jest naprawdę delikatna, ale zdecydowałam się na większy minimalizm i matowo złote dodatki. 


Dla przypomnienia, poprzednim razem mieliśmy kremowe fronty w takie delikatne paseczki z srebrnymi uchwytami z ceramicznym dodatkiem. Dopiero jak zdjęliśmy stare fronty było widać jak bardzo się postarzały, nierówno pożółkły, a niektóre były dosłownie w opłakanym stanie (o tych od lodówki nawet nie chcę wspominać - tam się dopiero działo!).
Cudowne w tej całej zmianie były też dwa bardzo ważne aspekty. Doszczętne umycie wszystkich szafek i szuflad we wszystkich zakamarkach (znaczenie łatwiej było to zrobić, gdy już były demontowane blaty) oraz czystki i pozbycie się niepotrzebnych rzeczy. Aż takich porządków nie mieliśmy od samego początku!


Uchwyty chciałam dopasować do kranu, bo bardzo podoba mi się takie przetarte złoto. Niestety nie odnalazłam takich w Ikea, ale znalazłam idealne w Leroy Merlin.


Jeśli chodzi o blaty, to nasz poprzedni przeszedł naprawdę wiele. Był co prawda wielokrotnie szlifowany i malowany, ale przez to utracił swój pierwotny charakter. Poza tym niektórych miejsc nie dało się uratować. Kiedyś, nasz poprzedni ekspres do kawy przeciekał i niestety drewniany blat bardzo się odkształcił. Nie bez znaczenia było też inne niż obecnie łączenie blatów. Teraz technika poszła do przodu i można odpowiednimi śrubami zespolić je tak, że zostaje dosłownie milimetrowa szczelina.


Nowy blat jest dużo jaśniejszy (uwielbiam ten dębowy odcień drewna!) i matowy, dzięki temu kuchnia pomimo dość tradycyjnego stylu z nutką sielskości, ma w sobie jednak nieco nowocześniejsze wykończenie. Taki eklektyzm lubię najbardziej!


To dlatego uwielbiam trzy odmienne style we wnętrzach (chociaż podziwiam i doceniam wszystkie łącznie z nowoczesnymi) to bardzo lubię skandynawskie ciepło, funkcjonalność i wszędobylskie drewno, francuską nonszalancję w łączeniu starego i nowego designu oraz elegancję połączoną z sielskim klimatem w angielskim stylu.


Bardzo podoba mi się to połączenie drewna, kremowej bieli oraz złotych dodatków.


Niewątpliwie dużo w naszym domu robi światło. Boczne lampki po prostu uwielbiam! Nie mogło zabraknąć ich również w naszej kuchni.


Już jakiś czas temu wymieniliśmy również stół kuchni ze względu na zmieniającą się konfigurację osób siedzących przy stole. Wówczas wybrałam bambusowy stół (również z Ikea) bo był taki dłuższy a węższy, przez co mógł swobodnie wejść głębiej w przestrzeń między meblami. Powiesiliśmy też wtedy lampę nad stołem, co mocno ułatwiło nam korzystanie ze stołu na różne sposoby (nie tylko spożywanie posiłków, ale również robienie ciasteczek, odrabianie prac domowych i robienie prac plastycznych). Powiem Wam, że ten bambusowy blat jest po prostu fenomenalny. Wcześniej ochraniałam stoły ceratami, by wszelkie nasze aktywności nie uszkodziły drewna. Ale ten blat dosłownie jest niezniszczalny. Nie straszne mu mazaki, farby, mocniejsze uderzenia - co w naszej rodzinie jest dość ważne.


Teraz przy okazji zmiany, wymieniliśmy też siedzenia dla dorosłych (dzieci nadal mają swoje ulubione krzesełka), które są znacznie wygodniejsze a do tego można je głębiej wsunąć pod stół. Takie małe detale bardzo wpływają na wygodę i funkcjonalność. 



Oczywiście na honorowym miejscu stoi sentymentalna lampka, którą wykonała kiedyś dla mnie Babi. Mam ją od przynajmniej 30 lat i dawno temu trzymałam ją w swoim dziecięcym pokoiku. W starym mieszkaniu zdobiła komodę w przedpokoju, a teraz w naszym Magicznym Domku od lat niezmiernie nadaje klimatu w kuchni.


Wymieniliśmy również płytę kuchenną i chociaż są dwa obozy, my zdecydowaliśmy się na płytę ceramiczną. Płyta indukcyjna, chociaż jest teoretycznie oszczędna, to ponoć szybciej się psuje i nie chcąc zmiany naszych patelni (a Pan Poślubiony bardzo lubi takie żeliwne), biorąc również pod uwagę też to, że patelnie mamy naprawdę dobrze dopasowane do rozmiaru palników i tak zdecydowaliśmy się na ceramiczną. Kuchnia indukcyjna daje dużo mniejszą kontrolę nad temperaturą potrawy, przez co nie znalazła miejsca np. w kuchniach kucharzy zawodowych. Oczywiście jak przy wszystkich wyborach życiowych trzeba brać swoje własne preferencje, bo nigdy nie ma idealnego rozwiązania - chyba , że skrojone na daną rodzinę. :)
 


W klimacie naszej kuchni nie wpisują się zupełnie puste blaty, jednak obecnie staram się trzymać na zewnątrz tylko najpotrzebniejsze przedmioty.
 

A tutaj odmieniony zlew. To następca naszego poprzedniego (nie ma już go w ofercie), nie ma ociekacza z tyłu oraz miejsca na montaż kranu. W tym przypadku kram montuje się na blacie a sam zlew jest w moim odczuciu delikatnie płytszy i węższy (szerokość jest taka sama). Na początku trochę się tego obawiałam, ale muszę przyznać, że ta niewielka różnica wielkości pozwala na lepsze utrzymanie w czystosci. Ma zdecydowanie lepszy komplet odpływów, taką dwuetapową siateczkę, która zdecydowanie lepiej się czyści i wygląda.



Kran wybraliśmy bardzo podobny do poprzedniego, jednak w kolorze piaskowanego złota.


A żeby udowodnić Wam, że zmiana wcale nie wynikała z naszej fanaberii to zobaczcie jakie zniszczenia były w naszej poprzedniej kuchni.


Nawet nie zdajecie sobie sprawę, jakie ta zmiana dała nam wytchnienie. Nie dość, że przedświąteczne porządki mamy już za sobą, to jeszcze dodatkowo zdecydowanie łatwiej w takiejodświeżonej kuchni utrzymać porządek.



Do odmienionej kuchni, nie kupiłam praktycznie żadnych nowych dodatków oprócz puszki na kawę (wybrałam prześliczną teoretycznie dedykowaną na ciasteczka marki Maileg) - potrzebowałam czegoś zdecydowanie większego, by pomieścić sporą ilość kawy. Od jakiegoś czasu mamy tez nowy kawomat przepływowy. Poprzedni, który dostaliśmy w prezencie ślubnym, wysłużył się nam robiąc niezliczoną ilość kaw, ale ostatecznie padł na amen. 



Pudełko ma taką wypukłą strukturę i pięknie pasuje do zawieszonych nad półką talerzy (zdobycze z różnych giełd staroci).
Drugą rzeczą, którą dokupiłam z myślą o kuchni to podstawę z kamienia na płyny do mycia naczyń - wiedziałam, że nie będzie już półki z ociekaczem, a chcę ochronić część drewnianą przy zlewie.


Tuż przy kuchni wisi na ścianie nasz kalendarz rodzinny, gdzie rozpisujemy nasze rodzinne aktywności i plany.


W kuchni mamy tez wózeczek na kółkach, w którym mieszczą się wszelakie akcesoria plastyczne. Bardzo często właśnie przy kuchennym stole malujemy i rysujemy.



Delikatne świąteczne akcenty, nie przesadzamy z ozdobami w całym domu - ale tu mieści się kalendarz adwentowy w postaci książeczki.



Podsumowując nasz remontowy rok, bardzo się cieszę, że udało nam się zrobić tyle zmian w domu. W sumie nie są to nie wiadomo jakie rewolucje, raczej adaptacje zmieniające się wraz z potrzebami naszej rodziny, które są utrzymane w tym samym klimacie naszego domu. Oprócz domowych rewolucji, a raczej ewolucji :) bardzo cieszą mnie zrobione ścieżki wokół tarasu. Prawda jest jednak taka, że dom wymaga ciągłych zmian, więc ciekawa jestem co nas czego w przyszłym roku. Póki co musze się mocno zregenerować po tych remontowych pracach! :)

Trzymajcie się cieplutko! Do napisania!
SHARE:

15 komentarzy

  1. Ale wspaniale było przeczytać ten wpis! Poprzednie wnętrzarskie tez, ale ten wywołał u mnie wyjątkowy uśmiech! Chyba dlatego, ze zawsze na zdjęciach i we wpisach uwielbiałam podglądać Wasza kuchnię :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również uwielbiam wnętrzarskie wpisy :) nie uwierzysz Gusiu, ale na Twojego bloga przypadkiem wpadłam z 8 lat temu (!) przy budowie naszego domu. Budowa trwała długo (zbyt długo jak na moje standardy hehe) i w międzyczasie stwierdziłam, że te nasze nowe wnętrza nie są takie, jakie sobie wymarzyłam i że cały ten projekt jest nie taki i w ogóle nasz nowy salon jest długi i wąski jak garaż. Szukałam inspiracji w internecie jak toto urządzić i dosłownie wpadłam na salon jak garaż:) to było chyba przeznaczenie, bo twój blog, podejście do życia, wasza cudna zmieniająca się w czasie rodzinka baaaardzo mi poukładały w głowie... nie tylko wnętrzarsko :) obecnie jestem mamą dwóch cudnych dziewczynek. A salon długi jak garaż jest całkiem ok... bo nasz :) Chodź mąż czeka aż dzieci trochę urosną, by wpaść do niego z młotem i zburzyć ścianę:))) pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo cudowności na Święta dla całej Twej rodzinki. Ela

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie, estetycznie, w zgodzie z wyrobionym smakiem, ale i potrzebami rodziny. Uwielbiam Twoje wpisy.

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniałe zmiany :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam myślę,że nawet jakby nie było dużych zniszczeń,to każdemu z nas należy się odmiana,a jako gospodyni z długim stażem wiem,że kuchnia niszczy się bardzo szybko.Ja na swoją 10letnią nie mogę patrzeć a do tego niedawno sprawiliśmy sobie czarne blaty,brr.Nigdy więcej.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna kuchnia 😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Z przyjemnością zajrzał do Waszej nowej-starej kuchni. W poprzednim lokum miałam właśnie meble kuchenne z Ikea i byłam z nich nad wyraz zadowolona. Teraz małymi kroczkami zbliżam się do remontu. U nas jest podobny problem z doświetlenie pomieszczenia i mamy w planach wyburzenie jednej ze ścian.
    Bardzo podobają mi się dobrane uchwyty dobrane do szafek.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. piękna kuchnia. Naprawdę chciałabym mieć taką. Zainteresował mnie ekspres do kawy. Sprawdza się?

    OdpowiedzUsuń
  9. U Was jak zwykle pięknie :) Doskonale rozumiem, o czym piszesz, kiedy wspominasz, że zniszczenia były drobne, ale uciążliwe. Meble i sprzęty kuchenne są chyba jednymi z najbardziej narażonych na ślady użytkowania, dlatego prędzej czy później trzeba coś zmienić i naprawić. U nas właśnie odpadła płyta meblowa ze zmywarki i nie wiem, czy nie będzie trzeba podjąć poważniejszych decyzji, jeśli nie uda się jej z powrotem umocować.

    No i zaskoczyłaś mnie, z ta informacją o kuchniach indukcyjnych. Mam swoją od 10 lat i fakt, że ze dwa razy trzeba było ja naprawiać, ale prawdę mówiąc pierwsza naprawa była naprawa gwarancyjną (czyli mieliśmy felerny egzemplarz), a poza tym jestem ogromną fanką indukcji także dlatego, że z chwila wyłączenia palnika potrawa przestaje się natychmiast podgrzewać, a same palniki szybko stygną. No i patelni żeliwnej tez na niej używam. Oczywiście zgadzam się z Tobą, że każdy powinien dobrać kuchenkę do swoich potrzeb (są tacy, którzy nie wyobrażają sobie innej niż gazowa).

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana powiedz jeszcze gdzie można dostać takie ładne firany na okno? Szukam i wszędzie są takie paskudne, białe z koronką przypominające firankę u nielubianej ciotki ze wsi. Bardzo proszę o odpowiedz 😘 pozdrawiam, wierna czytelniczka Karolina

    OdpowiedzUsuń
  11. Hello! Czy możesz mi „powiedzieć” jakim sposobem zdobyliście fronty do faktum? Czy zamawialiście je ze strony IKEA? Czy od jakiegoś innego producenta?
    Będę bardzo wdzięczna za info 🙂. Pozdrawiam gorąco, Dorota

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę wspaniałe zmiany! A wpis czyta się przyjemnie ;) Przyznam, że szczególnie spodobał mi się ten kran w kolorze piaskowanego złota, kojarzy mi się z takimi eleganckimi wnętrzami, jakie można zobaczyć w różnych filmach. Poza tym nie myślałaś o jakiejś zmianie jeśli chodzi o okap? I tak jak jedną z innych czytelniczek, tak i mnie zafascynowały te rolety rzymskie ;) Będę musiała w najbliższym czasie odwiedzić Ikeę, bo jednak może się za jakiś czas okazać, że wycofali takie rozwiązanie ze swojej oferty.

    OdpowiedzUsuń
  13. Super Wam to wyszło! Bardzo klasycznie, ale jednocześnie elegancko. Najbardziej podoba mi się chyba blat kuchenny i lampka (mam duży sentyment do takich pamiątek rodzinnych:)). A i wózeczek na szpargały to świetny pomysł! Przy dzieciach takie akcesorium okazuje się nieocenione.

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig