W powietrzu pachnie wiosną chociaż nadal powiewa zimny wiatr i nigdy nie wiadomo jaki dzień nastanie. Czy już będzie robiło się coraz cieplej czy jednak zaskoczą nas przymrozki? Ścieranie się pór roku przypomina moje rozterki w głowie na temat wpisu, do którego zasiadam.
Potrzebowałam półrocznego odpoczynku od migawek na blogu, od robienia zdjęć (jednak nadal je robiłam), od oczekiwań co do ich regularnej publikacji oraz wystawiania się na ocenę. I chociaż pisałam przez ten czas sporo neutralnych wpisów z małymi osobistymi akcentami, które absolutnie nikogo nie powinny urazić, to jednak niezależnie co bym napisała, to i tak znalazła się osoba, której nie pasuje jakiś detal.
W tym roku kończę okrągłą rocznicę moich urodzin i naprawdę przestałam się przejmować tym co sądzą o mnie inni. Mam na tyle stabilny kręgosłup moralny, że staram się żyć tak, by nie robić przykrości innym i to jest jedna z tych rzeczy, którymi kieruję się w życiu.
Dlatego też nie sądzę, by to co pokazuje mogło kogoś urazić, więc jeśli jakieś nasze zdjęcie na blogu powoduje u kogoś dyskomfort, smutek czy jakikolwiek inne przykre doznania, proszę te osoby, by nie czytały treści tu na blogu. Naprawdę nie warto robić coś wbrew sobie i czytanie tego bloga nie jest obowiązkowe, a i o zasięgi w nim absolutnie nie chodzi. Rób to tylko pod warunkiem, że znajdziesz tu cząstkę siebie i czytanie sprawi Ci wytchnienie i radość.
Blog jest moim miejscem na ziemi, gdzie od lat zapisuję skrawek naszej codzienności. Jest to nadal tylko skrawek, więc ocenianie na tej podstawie jest bardzo krzywdzące.
Moi stali czytelnicy znajdują tu przystań, bo nadajemy na tych samych falach. Inspirujemy się, pocieszamy, czasami motywujemy, a czasami dajemy sobie prawo do oddechu czy słabości. Dla samej siebie i dla tych właśnie osób piszę, więc jeśli czujecie się tu dobrze zasiądźcie sobie z kubkiem herbaty czy kawy niczym na pogawędkę z przyjaciółką. Normalną, nieidealną, taką z krwi i kości.
Wracam do migawek, bo zrozumiałam, że są dla mnie ważne. Bardzo często wracam do wcześniejszych wpisów. Czasami w celu ustalenia daty, czasami z sentymentu, a czasami po prostu zaglądam tam jak do swojego starego pamiętnika, który pisze na tych stronach już od 14 lat. Oglądam jak zmieniał się nasz dom i jak dorastają nasze dzieci i jestem niezmiernie wdzięczna, że mam to wszystko zapisane tu na blogu. Czasami sama podziwiam swoją regularność i dochodzę do wniosku, że pisanie po prostu sprawia mi ogromnie dużo radości, chociaż nie zawsze jest u nas kolorowo...
Migawki jesieni będą zawierały wspomnienia z października, listopada i połowy grudnia.
Ten czas...był dla nas bardzo, bardzo trudny. Szczerze powiedziawszy to był jeden z ciemniejszych okresów w moim życiu. Permanentny stres, codzienna szpitalna rzeczywistość i ciągła niewiadoma czy mój Tata przeżyje i z tego wyjdzie. Z dnia na dzień wszystko się zmieniło. W plan codzienności musiałam wpleść regularne wizyty w szpitalu na początku nie wiedząc czy następnego dnia się jeszcze z nim zobaczę, potem, gdy już się wybudził ze śpiączki, byłam tłumaczem jego słów. Tata był zaintubowany a potem oddychał przez rurkę w tchawicy, więc nie wydawał żadnych dźwięków, a ja z racji, że mam od urodzenia niedosłuch, potrafię czytać z ruchu warg.
W kolejnych tygodniach wciąż niewiadoma, bo Tata miał wszystkie choroby wynikające z długiego pobytu w szpitalu między innymi zapalenie płuc, które mogło źle się skończyć dla tak osłabionego organizmu. Te pobyty na OIOMie, ciągła walka o informacje o stanie zdrowia, wspieranie w tym wszystkim mojej Mamy, a potem zbudowanie nowej rzeczywistości w domu przy leżącym bezwiednie chorym spowodowały, że cała nasza rodzina żyła w pewnego typu transie. Mrok, smutek, rozpacz, nieprzespane noce, strach, zmęczenie, zaniedbanie, chroniczny brak czasu, brak ludzi wokół - jednak w tym wszystkim jednocześnie wielka siła rodziny, wsparcie, cieszenie się ze wszystkich drobnych rzeczy, które świeciły w te ciemne dni. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ten mrok mnie odmienił.
Piszę Wam o tym, byście pamiętali, że nasze migawki zawsze zawierają tą jasną stronę życia, którą chcemy zapamiętać, co nie oznacza, że pomiędzy tymi pięknymi zdjęciami nie przytrafia nam się coś, o czym najchętniej chcielibyśmy zapomnieć. Z wiadomych przyczyn czytający nie ma więc całej puli wiadomości na nasz temat, dlatego uczmy się nawzajem, że nie warto oceniać, brać czyjegoś życia za pewnik. Bądźmy dla siebie i naszych historii wyrozumiali i nie oszukujmy się, że wiemy na temat czyjegoś życia więcej.
Nie przedłużając dłużej zapraszam was na małą retrospekcję jesieni 2023 i wspomnień, które zatrzymaliśmy na rodzinnych zdjęciach. Oczywiście będą tu raczej jasne przebłyski tego ciemnego okresu, które nie chciałabym, by popadły w zapomnienie. :)
PAŹDZIERNIK
Smaki jesieni.
Tam gdzie jeździmy nie jest wyjątkowo pięknie, nie ma też krytej ujeżdżalni i warunki są takie średnie, ale Pan Trener ma tak świetne podejście do dzieci i swój wypracowany system nauczania, że dziewczynki uczą się błyskawicznie. Dzięki temu nie w głowie nam inne stajnie.
Październikowa panienka.
Zakupy i małe zmiany aranżacyjne w pracy. Leśne akcenty pasujące do naszych nowych kolekcji.
Nie kupowałam wiele na nadchodzący sezon jesienny, ale wełniany sweter z leginsami (który bardzo często potem nosiłam), termofor (mój must have), aromatyczna świeca (która umilała mi malowanie), apaszka w koniki i dziennik oraz przepiękne kolczyki wprowadziły mnie w jesienny nastrój.
Poranek, środek tygodnia to idealna pora by wybrać się na wystawę Picasso. Można było w spokoju obejrzeć wszystkie prace. Byłam zachwycona! Dacie wiarę, że akurat tego dnia przypadały jego urodziny?
Filmik z tych chwil najdziecie tu - klik.
U cioci Kasi odbyły się warsztaty robienia lampionów z dyni.
Marysia gotowa na szkolny Halloween.
LISTOPAD
To był trudny miesiąc, w sumie niewiele robiłam zdjęć, ale starałam się złapać w kadry te dobre chwile.
Nasze ciemne, listopadowe popołudnia z moimi promyczkami w domu.
A gdy nie mogłam spać, to wstawałam i szorowałam kuchnię na błysk. To ta dobra strona przezywania stresów.
GRUDZIEŃ (pierwsza połowa)
Dziewczynki pierwsze dostały nowiutką pościel z konikami. :)
Czas na weekendowy wyjazd przekładany 2 razy, który wydarzył się nie do końca wtedy kiedy miałam do niego głowę, ale jednak idealnie wtedy, kiedy tego właśnie moja głowa potrzebowała. Wyjazdowy reset czyli nieśpieszne czytanie książek, masaże, popołudniowe drzemki, dobre jedzenie, planowanie przyszłości czy nadrobienie filmów. Namalowałam tam nawet sporą część wiosennej kolekcji!
Zaskoczeniem wyjazdu było urocze spotkanie ze znajomymi, którzy zatrzymali się w tym samym miejscu (a oboje tego nie wiedzieliśmy 🤭). Raz, dwa razy do roku takie wyjazdy resetujące są naszym wybawieniem.
Po powrocie piękne kwiaty na naszą rocznicę spotkania. Od tamtego śnieżnego, grudniowego dnia minęło 21 lat...
Kochani! Niebawem pojawią się zimowe migawki a potem zobaczymy co dalej. Może wrócę do migawek każdego miesiąca, a może będę robiła to cyklicznie czy sezonowo. Zobaczymy. Tak jak pisałam Wam wcześniej, pisze tak jak podpowiada mi intuicja i serce.
Ściskam Was bardzo mocno i mam nadzieję, że niektórzy ucieszyli się na dzisiejszą niespodziankę.
Trzymajcie się ciepło i do napisania niebawem!
Wasza G.
























































































