07 kwietnia 2014

Historia Pewnego Fotela

Jeśli zagralibyśmy w skojarzenia, bujany fotel większości z Was skojarzyłby się ze starością, robieniem na drutach, z dziadkiem i babcią...
Mnie, bujany fotel poniekąd również kojarzy się z moją Babcią, ale nie dlatego, że widziałam ją na nim w dzieciństwie. 
Wymarzony bujany fotel zażyczyłam sobie i dostałam od swojej Babci na...komunię! :)
Miałam wtedy około ośmiu lat. I dlatego nijak bujany fotel kojarzy mi się z jesienią życia. :) 
No cóż w dzieciństwie mamy różne pomysły, ja nie wiedzieć czemu, pragnęłam mieć w pokoju bujany fotel. Miałam go w starym pokoju w Magicznym Domku (1), a potem zabrałam go gdy wyprowadziłam się z rodzicami no nowego domu. Potem zagrzał swoje miejsce na strychu, aż do zeszłego weekendu, gdy postanowiłam znaleźć mu miejsce w nowym Magicznym Domku (2). 
Może część z Was pomyśli, że oszalałam, ale ja mając lat osiem i teraz prawie trzydzieści, po postu uważam to za bardzo fajne, relaksujące 'siedzisko' i nie zamierzam żyć stereotypami. :) Poza tym, przyda się już niebawem gdy Gerwazy* już się urodzi. ;)

*któż to taki tłumaczyłam w poprzednim poście. :)




































(właśnie za tymi drzwiami, koło komody jest malutki stryszek)




































Na fotelu położyłam wełniany kocyk, który kupiłam w second hand za 10 zł. Uwielbiam takie kolory!




































Obok kanapy nowy 'stoliczek' ze skrzyni (skrzynię dostałam jakiś czas temu od przyjaciół ale dopiero teraz znalazłam jej miejsce).
















































Fotel, pomimo swoich 22 lat wygląda jak nowy i jest niesamowicie wygodny!

Poniekąd jestem z siebie dumna, że na komunię chciałam prezent iście nietuzinkowy. Czym dziś są te wszystkie kłady, laptopy itp. w porównaniu do takiego fotela! :)

Pozdrawiam mocno z domu przepełnionego wieczornym śpiewem ptaków (bardzo za tym tęskniłam!).
Dobrej nocki!
SHARE:

09 maja 2015

Sentymentalne Dzieciństwo

Wczoraj było nasze małe święto, gdyż Marysia kończyła 7 miesięcy. Uwierzylibyście?
Dopiero co przyzwyczaiłam się do myśli, że jestem w ciąży, dopiero co otrząsnęłam się z tego niesamowitego przeżycia jakim był poród naturalny (a wspominam go nadzwyczaj cudownie), a tu już Marysia jest z nami 7 miesięcy. 
Tak, jednak to prawda, że po dzieciach widać, że nasz czas nieustannie przemija, ale przynajmniej mamy szanse być i przypatrywać się temu niezwykłemu światu. 
Mam ostatnio takie wewnętrzne przemyślenia i żywo płonące sentymenty dotyczące dzieciństwa. Wiadomo, teraz z Marysią, mogę na nowo poznawać świat dziecka. 
Czas zatoczył koło, zobaczcie dlaczego...

POKÓJ I FOTEL BUJANY

Tak się to wszystko potoczyło, czego nie dało się przewidzieć wcześniej, że Marysia ma dziś swój pokoik, dokładnie tam gdzie ja miałam w dzieciństwie. W pokoiku znajduje się również fotel bujany, o którym już Wam nieraz wspominałam, który dostałam go jako prezent na komunie od swojej Babci. Naprawdę nie myślałam wtedy, że właśnie na tym samym fotelu będę karmić i usypiać swoją Marysię. ;)
I chodź dom zmienił się kompletnie i na co dzień zupełnie wydaje mi się innym miejscem, to jednak czasami nadchodzi mnie refleksja, że człowiek naprawdę nie wie co go może spotkać w przyszłości. Teraz nawet nie śmiemy myśleć, co będzie się działo za paręnaście lat. Gdzieś jest na nas plan, a my z pewnością będziemy zaskoczeni. :)






















KSIĄŻKI

Ci, którzy czytają nas na instagramie, wiedzą już, że nasza kolekcja książeczek dla Marysi (i nie tylko, bo ja też ukradkiem poczytuje) się powiększa. Całe szczęście, że teraz są takie pięknie wydawnictwa! Nie ukrywam, że zawsze zwracam uwagę na ilustracje (zboczenie zawodowe) i jakość wydania, gdyż wiem, że te 'rysuneczki' zapadają w pamięć na zawsze. Moja Mama szczęśliwe zachowała nasze książeczki z dzieciństwa i dziś Marysia ma również takie pozycje, które czytała wcześniej jej Mama (no ja ma się rozumieć ;) ). A ja pamiętam dokładnie każdy szczegół ze swoich ulubionych. Myślę, że miało to znaczący wpływ na to, gdzie teraz jestem, jaką uczelnie wybrałam i jak kształtuje się mój gust. :)











































Gdy byłam trochę starsza, zafascynowały mnie Skrzaty. Przepiękna książka, która z dokładnością opisuje świat skrzatów. Moja niestety gdzieś zaginęła, wiec gdy tylko przypadkiem się na nią natknęłam w księgarni w Krakowie, moje wspomnienia tak odżyły, że od razu musiałam ją mieć. Pisałam o tym już 4 lata temu - klik! 
Jestem więcej niż pewna, że Marysia będzie zachwycona!
Książek po mnie mam naprawdę wiele i każda w jakiś sposób przenosi mnie do dzieciństwa. Jeśli nie pamiętam zdarzenia, to chociaż takie uczucie w środku, czy zapach, a czasami nawet co sobie myślałam! :)























PLUSZOWY MIŚ

To po prostu klasyka! Duży pluszowy miś. Dostałam go na gwiazdkę jak byłam mała i służył mi długie lata (nawet siedział na łóżku w moim 'nastoletnim' pokoju ;) ) i jest w idealnym stanie. Dopiero rozchorowało mu się oko, które potem przyszyła moja Babcia, gdy wstrętny Gapcioszek próbował go pogryźć. 






















Mój dobry, stary przyjaciel, przy którym zasypiałam jak byłam mała, który znał każdą tajemnice skrywaną w moim pokoju, który tulił mnie szlochającą, gdy Kamil z obozu nigdy nie odwzajemnił moich uczuć. :) Teraz gdy jest Marysia, również jest z nami.

KRÓWKA MU

Taka starsza kuzyneczka żyrafki Sophie, która ma już ponad 38 lat. Naprawdę nie wiem czemu moja Mama ją zatrzymała* (szalona!), ale chyba już wiem skąd mam tą sentymentalną duszę. ;) Bawił się nią mój brat, a później po 8 latach bawiłam się nią ja.
Niby nie jest za piękna, ot taka zwyczajna, a jednak to właśnie na sam dźwięk tej starej poczciwej krówki, Marysia śmieje się od ucha do ucha. Krówka mieszka u Babci Ewy i tam bawi się nią Marysia.






















* Mama mówi, że wtedy to był hicior, tak jak dziś jest nim kultowa żyrafka Sophie (pewnie nie jedna z nas, gdzieś ją zatrzyma na pamiątkę).

KOSZULA W KRATKĘ

Ubranek po mnie i moim bracie też Mama parę zachowała. Nawet jest jedna biała koszulka, którą, jeszcze miała moja Mama w dzieiństwie! Jest piękna, nietuzinkowa i myślę, że zrobię taką uroczystą sesję Marysi z tej okazji oraz zachowam ją dalej dla potomnych. W następnym pokoleniu koszulka może mieć nawet do 100 lat. :)

Dla Marysi na co dzień, zachowałam jednak prostą, hipsterską koszulę w kratę. Myślę, że jest czadowa. Tak, moi drodzy kiedyś mieściłam się w nią i ja. :)






















KOCYK

Mój wełniany kocyk z dzieciństwa. Jest po prostu przepiękny. Kolory idealne i tak naprawdę całym sobą pasuje do Magicznego Domku. Co z tego, że ma 30 lat. Jest jak nowy. Teraz gdy otaczają nas te wszystkie sztuczne tkaniny, jest po prostu wyjątkowy! :)






















Oprócz walorów sentymentalnych opisanych przedmiotów, nachodzą mnie różne przemyślenia dotyczące rzeczy materialnych. O tym czym jest jakość, przemyślane wybory, ponadczasowość rzeczy. Trudno będzie mi teraz to wyjaśnić, ale dojrzewa we mnie myśl, by zacząć pewien cykl na blogu na ten temat. Ale o tym już następnym razem...

Do napisania! :)
SHARE:

17 kwietnia 2015

Podarunki

Ten wpis miał powstać wczoraj, tzn. gdzieś ze trzy dni po chrzcinach Marysi, ale zaraz... to było 5-go kwietnia, w Święta, a mamy już...ojej 17-ty kwietnia! 
Czy Wam też czas ostatnio pędzi jak szalony? Gdzie on się tak śpieszy? Chciałabym zwolnić, a nie mogę! Ciągle jest coś do zrobienia, zadanie za zadaniem, a nawet jak nadchodzi chwilka wytchnienia, to wtedy wskazówka na zegarze dziwnie przyspiesza! Może to wiosna, która rozwija przyrodę w ekspresowym tempie? 
Jedno jest pewne, marzę o chwili by nic nie musieć (poza opieką nad Marysią ale to sama przyjemność) i nigdzie się nie śpieszyć! Ale ja chcąc tego, jednocześnie 'wymyślam' sobie kolejne prace, zadania, cele, nawet takie niby nic nieznaczące, jak czystki w szafkach w kuchni, czy projekt garderoby na parterze, czy też ogrodowe prace lub domowe aranżacje. Taki paradoks. :)

Ale dziś wklejam zaległy wpis, kartkę z pamiętnika z chrzcin Marysi. 
Było wspaniale, pysznie, rodzinnie, zabawnie, cudnie. :)











































Ponieważ zbuntowałam się przeciwko bajońskim sumom w sklepach z outfitami na chrzciny, skompletowałam swój własny. :)
[Bawełniana sukienka i rajstopki F&F, bolerko i buciki H&M, białe body z kołnierzem (prezent wyprawowy :) ), czapeczka Smyk.]

Pytaliście mnie o prezenty z tej okazji dla Marysi i z wielką chęcią zachowam sobie tu te przepiękne podarunki na pamiątkę. Nie wiem czy mam takie szczęście, czy nasi najbliżsi po prostu nas znają, bo te prezenty zawsze są takie trafione, takie od serca, nietuzinkowe, nie takie przesadnie 'och ach', ale z duszą, z zaangażowaniem, z miłością. 
Ja, która na komunie zażyczyła sobie fotel bujany, będę się starała Marysię zaskakiwać nietypowymi prezentami. Oczywiście prezenty muszą pasować do okazji, i tu takich nie brakuje, ale zobaczycie, że są to 'arcyperełki'! ;)




















































































A cudne podarunki to:
Przepięknie wydana i ilustrowana Biblia dla dzieci (i nie tylko) z miejscem na dedykację; cudne srebrne pojemniczki na pierwszy Marysiowy ząbek i loczek; książeczki z serii 'Modlitwy małych rączek" - pięknie, nienachalne, a przy okazji różnorodne i edukacyjne; srebrna pozytywka z tej samej serii co pudełeczka (żeśmy się z ciocią Anią zgrały ;) ), która mam nadzieję w przyszłości ulula również moje wnuki ;)




















































































Marysia dostała także:

Przecudowną ręcznie szytą, narzutę na łóżko. Misternie wykonanie, cudowne kolory, piękne wykończenie; drewniany chodzik z klockami (Janod), który pomoże Marysi w chodzeniu i przewożeniu zabawek :) - cudny! ; fotelik do karmienia Chico, który w tym momencie jest dla nas bardzo praktyczny, bo jesteśmy na etapie wprowadzania posiłków stałych :)

Do tego wszystkie prezenty pięknie opakowane, takie od serca. Dziękujemy najbliższym za te wspaniałości!
SHARE:

29 maja 2024

Pierwsza Komunia Święta Marysi

Nie mogę uwierzyć, że kolejne piękne wydarzenie i wyjątkowa uroczystość już za nami. Trzymając malutką Marysię w rękach tuż po urodzeniu nie sądziłam, że zanim się obejrzę będę ją widziała w białej sukience idącą do pierwszej komunii. Z jednej strony ten mijający czas powoduje aż ścisk w sercu, z drugiej strony przecież tak wiele jeszcze przed nami i te kolejne etapy są niesamowicie fascynujące. Naprawdę dobrze mi w byciu tu i teraz, w tej konfiguracji wiekowej naszej rodziny. :)

Wraz z nadejściem trzeciej klasy trwały przygotowania do pierwszej komunii i ponieważ pierwszy raz byłam tak bliska tego tematu miałam przeróżne przemyślenia, które towarzyszyły mi przez te klika miesięcy. 

Jest to niewątpliwie ważna i podniosła chwila oraz dzień, który pragniemy uczynić wyjątkowym, jednak to co się słyszy dookoła, ta presja społeczna, którą owiana jest ta uroczystość, dosłownie mnie w ostatnich tygodniach przeraziła. Od samego początku nie chcieliśmy uczynić z komunii Marysi małego wesela, wymyślać nie wiadomo jakich prezentów i skupiać się na materialnej stronie tego wydarzenia. 

Szał niektórych rodziców przy wybieraniu najlepszych restauracji na 70 osób, poszukiwania tygodniami sukienek i garniturów nie tylko dla dzieci ale (przede wszystkim) dla rodziców, kredyty na ogromne prezenty, ściganie się w zaliczaniu modlitw oraz przesadne skupianie się na zewnętrznej otoczce wydarzenia utwierdziły mnie jeszcze mocniej w przekonaniu, że zdecydowanie chcemy to zrobić inaczej i po swojemu.

Postawiliśmy na normalne, ale uroczyste przyjęcie w gronie naszej najbliższej rodziny w zaciszu naszego domu. Udekorowałam odświętnie stół, przygotowałam z pomocą bliskich obiad i upiekłam tort na tą okoliczność. Wszystko przebiegło tak naturalnie i spokojnie, Marysia czuła się cudownie w swojej prostej, uroczej sukience i ucieszyła się niezmiernie z prezentów, które przede wszystkim mają wspierać rozwój jej pasji. 

Dziś do blogowego pamiętnika wklejam te wyjątkowe chwile, do których z pewnością będę lubiła powracać. :)

Przygotowania.



Sukienkę Marysi kupiłyśmy w sklepie, gdzie produkowane są tylko komunijne akcesoria. Wśród ogromnego wyboru różnych fasonów wybrałyśmy 4 (jednogłośnie!), które nam się najbardziej podobały na manekinach. Marysia wybrała z nich tą jedną, w której czuła się najlepiej i następnie sukienka była uszyta pod indywidualnie wymiary Marysi. Wiedziałyśmy czego szukamy i dlatego cała procedura zajęła nam może maksymalnie godzinę. Potem pozostało czekać na uszycie sukienki, którą odebrałyśmy 3 tygodnie przed komunią.

Akcesoria dobrałyśmy od razu. Przepiękny wianek ze sztucznych kwiatków (ze względów praktycznych), proste rękawiczki i torebeczkę. Obie lubimy raczej prostotę niż bardzo bogate fasony, a całość wraz naturalnymi (lekko podkręconymi przez mamę) włosami prezentowała się uroczo.


By podkreślić charakter przyjęcia kupiłam kilka dekoracji - w tym girlandę, świece i serwetki oraz świeże kwiaty, z których zrobiłam dwa bukiety na stół.




Reszta to moja wysłużona zastawa, która idealnie sprawdza się na wiele naszych rodzinnych przyjęć i okazji. 







Nieśpieszne przygotowania stołu, tortu, ozdób. O ile łatwiej, gdy poprzedniego dnia ciocia Zuzia zabierze całą trójkę w tym czasie na lody. ;)



Tort tym razem w wariacji z brzoskwinią i ciasteczkami Oreo.


Klasycznie, prosto przystrojony.
 


Uroczystość w kościele była niezwykła, jednocześnie podniosła, ale też pełna luzu i bez zadęcia. To sługa uroczej siostry, która przygotowała dzieci. Wzruszającym momentem było też podarowanie przez dzieci róży wszystkim mamom w kościele, bo komunia przypadała dokładnie w Dniu Mamy.


Oczywiście zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową w ogrodzie i tych zdjęć jest bardzo dużo! Na pamiątkę wrzucam jednak moje ulubione z Marysią i moją Mamą. 


Menu tym razem było bardzo tradycyjne, a z racji, że rąk do pomocy mi nie brakowało, udało się przygotować wszystko bez stresu i przemęczenia.

Na sam początek podałam zupę serowo-porową a na drugie danie były: kopytka i zapiekane ziemniaczki, 3 rodzaje mięs: pieczeń, schabowe i kotleciki mielone oraz 3 rodzaje surówek: mizeria, o którą prosiły dzieci, surówka z marchewki, sałatka z młodej kapusty. Na deser tort domowej roboty oraz szarlotka babci Joli. 


W tle leciała muzyka z 3 sezonu Bridgertonów :) i w tym klimacie czułam się świetnie! Potem śpiewaliśmy polskie piosenki z lat 60 tych, a dzieciaki bawiły się w ogrodzie. Uwielbiam ten miks luzu z odświętnym wydaniem. :)


Marysia na komunię dostała przepiękne prezenty, jednocześnie nie chcieliśmy całą rodziną przesadzić z przepychem, o którym się słyszy wokoło. Marysia dostała pieniądze do skarbonki, jak również odpowiednią kwotę od babci na tegoroczny obóz konny, natomiast cała reszta była odpowiednio dostosowana do dorastającej panienki. 

Najlepsze są prezenty wspierające pasje! Poniżej zestaw do fotografii - przepięknie wydana książka oraz kompaktowy aparat fotograficzny.
Marysia bardzo interesuje się fotografią, a z racji, że chcemy jak najdłużej przeciągnąć moment posiadania osobistego telefonu (na którym można co prawda robić również piękne zdjęcia, ale jednak zdecydowanie lepiej spędzić dzieciństwo bez zbędnej technologii i uzależnień). A książka przepiękna!


Klasyczny zegarek Swatch. (ja również uwielbiałam tą markę i nosiłam takie zegarki w podstawówce i w liceum). :)


Profesjonalne kredki w 180 kolorach! Marysia uwielbia kolorować jej szkice.


Biżuteria dla młodej damy. Piękne motyle.




Pięknie dobrany zestaw: kolczyki w koniki, bransoletka z podkową i koniczyną i naszyjnik z koniczynkami.


Naszyjnik z łezką i broszka.


O i jeszcze naszyjnik z ważką. Marysia ma teraz więcej biżuterii niż ja! :) 
Naszyjniki dobrane tak, by mogła bez obawy nosić je już teraz. Nic nie będzie się kurzyć w szufladach z obawy, że "drogie i zginie".


Obie dziewczynki dostały rowery, bo z poprzednich wyrosły. Gabrysia na swoje urodziny a Marysia w ramach prezentów komunijnych.


Pamiętacie swoje prezenty na komunię? Ja pamiętam, że również dostałam zegarek (Casio), rower górski oraz... najpiękniejszy prezent, który mam do dziś - fotel bujany! Zawsze o takim marzyłam i jako 8 latka poprosiłam o niego moją Babi właśnie na komunię. (Zobaczycie go tu i tu). 

Ostatnio do każdych migawek czy wpisu na blogu na Instagramie pojawia się również filmik. Jeśli macie ochotę zobaczyć migawki, ale w uchwyconych chwilach w ruchu, to zapraszam filmik na naszym profilu.

Cudowne chwile za nami!

Życzę Wam udanego, długiego weekendu. :*
SHARE:

25 lipca 2013

50 Przypadkowych Faktów o Mnie cz. 2

26.  
Uwielbiam szlafroki i jest to mój najwygodniejszy strój w domu. Mój brat śmieje się, że jestem jak Big Lebowski (film) – i coś w tym jest! ;)

27.
Kompletnie nie fascynuję się techniką. Nie znam się na nowinkach, nigdy nie marzyłam o iPodzie itp. Oczywiście otaczam się sprzętem elektronicznym, ale dla mnie to tylko rzeczy, które pełnią jakąś funkcje i są w moim otoczeniu gdy są mi naprawdę potrzebne (komputer, aparat).

28.
Nie lubię robactwa. Brrr… (chociaż troszeczkę zaczęłam się oswajać z ich obecnością przy pracach ogródkowych)

29.
Na studiach podejmowałam się różnej pracy. Pracowałam w kuchni i na zmywaku w restauracji meksykańskiej na Cyprze (gdzie mnie zwolnili gdy nie zdążyłam umyć wszystkich sztućców), byłam instruktorką malarstwa na wyjazdach integracyjnych Kompani Piwowarskiej oraz rozdawałam ulotki.

30.
Jednym z moich ulubionych filmów od lat jest Forest Gump. Towarzyszy mi od dzieciństwa. Pierwszy raz poszłam na niego do kina jako dziewczynka i kompletnie nie mogłam zrozumieć o co tam właściwie chodzi. Ale potem oglądałam go wielokrotnie z Tatą, jak mieliśmy zły humor. Film jest zabawny, ale kryje w sobie wiele mądrości życiowych i daje do myślenia, co w życiu jest tak naprawdę ważne. Za każdym razem, w różnych okresach swojego życia wyciągam z niego coś innego.

31.
Jako dziecko bawiłam się w Top Cat’a robiąc sobie domek w dużym koszu wiklinowym. Ale to było fajne! Kosz towarzyszy mi od lat i obecnie stoi w saloniku na górze.


















32.
Na komunie, zażyczyłam sobie od Babci… bujany fotel. Mam go do dziś i wciąż się zastanawiam gdzie go postawić w Magicznym Domu. 
(to trochę straszne, że dziś dzieciaki dostają np. kłady!)

33.
Zawsze muszę spać przy chociaż lekko uchylonym oknie, nawet zimą.

34.
Zapamiętuje ustawienie przedmiotów, zwłaszcza w swoim domu. Mają ustalone miejsce i pozycje co do milimetra. Gdy ktoś przestawiłby coś w pomieszczeniu, podczas mojej nieobecności, w ciągu sekundy poprawiłabym wszystko. (co wykorzystuje mój brat, który za każdym razem gdy u nas jest, coś przestawia - Kasik, przestań to robić bo oszaleje!!) :)

35.
Moje ulubione bajki Disneya to: Król Lew , 101 Dalmatyńczyków i Mała Syrenka. Do tej pory uwielbiam bajki!

36.
Oprócz ukończenia studiów na Akademii Sztuk Pięknych i podyplomowych z Psychologii Społecznej, miałam romanse na jeden semestr z Grafiką Komputerową oraz Filozofią.

37. 
Uwielbiam filmy z lat 90-tych. I tu mogłaby wymienić ich tysiące poczynając od komedii romantycznych typu „Masz Wiadomość”, „Przypadkowa Dziewczyna” po kostiumowe jak „Wichry Namiętności” czy „Niebezpieczne związki’ kończąc na „Co gryzie Gilberta Grape’a", "Pulp Fiction" a nawet ukochane kiedyś filmy akcji jak Speed czy Szklana Pułapka! Masa wspaniałych aktorów w tym okresie i świetne filmy. 

38.
Kiedy byłam dzieckiem, moja Babcia w weekendy dorabiała sobie na emeryturze jako stróż nocny w poradni (gdzie wcześniej pracowała jako farmaceutka w aptece). Zabierała nas wtedy na noc z bratem. Mieliśmy całą, ogromną przychodnię dla siebie, gdzie mogliśmy zwiedzać każde zakamarki i wejść do każdego pomieszczenia (tylko nie mogliśmy nic dotykać i musieliśmy odnosić na miejsce klucze). Przyznaję po latach, że chyba popsuliśmy fotel dentystyczny (szybko uciekliśmy jak przestał działać) i podkradaliśmy z lodówki lody w pokoju pielęgniarek (ale tak malutko, by nikt tego nie zauważył).

39.
Największą fanką mojego grania na gitarze i śpiewania jest Lunka. Im głośniej śpiewam, tym Lunka jest bardziej zainteresowana. Ociera się o mnie, miauczy, wskakuje na plecy lub wciska się między gitarę. Nie wiem dlaczego tak reaguje, ale ma hopla na tym punkcie. No cóż, każdy ma takich fanów na jakich zasługuje, u mnie jest to kot. :)

40.
Moim ulubionym kolorem jest beż. Doceniam urodę każdego koloru. Może z racji ukończenia studiów artystycznych, potrafię stwierdzić ile innych kolorów jest w danej barwie. Np. czy żółć ma w sobie więcej niebieskiego i jest lekko zielona, lub czy czerwień jest bardziej ciepła za sprawą tonów żółtych itp. Jednak w swoim otoczeniu lubię stonowane kolory i beż, mimo, że to trochę nietypowy 'do lubienia' kolor jest moim ukochanym.

41.
W podstawówce bardzo lubiłam robić szlaczki. :)

42.
Bardzo często śnię. Są to sny bardzo surrealistyczne, dziwne, nietypowe. Wracam w snach do tych samych miejsc, w których na jawie nie byłam ani razu. Mam wrażenie, że w snach prowadzę swoje alternatywne życie.

43.
W dzieciństwie, przez wiele lat chciałam zostać astronautą. :)

44.
Często rozmawiam sama ze sobą np. prowadząc samochód. Przygotowuje się do rozmów w pracy, zastanawiam się co mogłabym odpowiedzieć komuś gdybym miała druga szansę i stwarzam jakby alternatywne dialogi do tego co się wydarzyło.

45.
W dzieciństwie, razem z bratem graliśmy w gry komputerowe. Teraz jestem bardzo w tyle (nie gram w ogóle) ale jeśli w towarzystwie pojawia się temat kultowych gier, to potrafię zaskoczyć swoją znajomością niejednego maniaka gier komputerowych.

46.
Bardzo podobają mi się zielone oczy! Chciałabym takie mieć, bo są mniej spotykane i do ciemnych włosów pasują wspaniale! Pozdrawiam wszystkich zielonookich. :)

47. 
Drugie imię mam po Mamie - Ewa, a trzecie imię wybrałam po Babci - Barbara. :)

48.
Mam dziwny zwyczaj przesadnego zdrabniania wyrazów, nazywania czegoś inaczej i wyszukiwania dziwnych zwrotów.

49.
Delikatne chrapanie Gapci mnie bardzo odpręża i ułatwia zasypianie.

50.
Bardzo lubię przestrzeń. Czuję jakieś niesamowite wewnętrzne uczucie pełni gdy stoję na ogromnym polu, lub gdy patrze na horyzont, które rysuje morze, a nawet gdy spoglądam na gwieździste niebo.
SHARE:

06 września 2024

Życie na Poddaszu

Lubię to nasze pięterko. Pokoje dzieci, biblioteka na poddaszu, moje miejsce do tworzenia i malowania oraz naszą sypialnię z oknami na las.

To był bardzo emocjonujący tydzień. Gabrysia rozpoczęła nową przygodę w szkole, a Marysia dołączyła do szkolnych starszaków. Miłoszek, nasz jedyny przedszkolak, dzielnie tupta na swoje zajęcia bez starszej siostry. 

Gdy chociaż na chwile nasz dom wypełnia cisza, ja rozkoszuje się ich pokojami, w których trzymają swoje skarby. Zabiorę Was dziś na mały spacer na poddaszu Magicznego Domku.


Chcę je zapamiętać i trzymać w sercu właśnie ten okres z życia naszej rodziny. Ich pokoje przejdą przecież jeszcze wiele zmian w przyszłości.

W pokojach robimy regularne porządki i dbamy, by każdego wieczoru rzeczy wracały na swoje miejsce. 


Tym razem nie było wielkiej rewolucji przed nowym rokiem szkolnym. Bardzo lubimy to ustawienie. Jedynie zmiany to cykliczna wymiana pościeli i książek do czytania. :)





W pokoju dziewczynek coraz mniej zabawek a więcej kosmetyków, perfum itp. 

Ach, rosną nam te panienki!


Gdy tylko dziewczynki wracają ze szkoły, siadamy w ich pokoju i rozmawiamy o wszystkich sytuacjach w szkole. Jestem taka ciekawa!
Rozglądam się wtedy po tym miejscu i nie mogę wprost uwierzyć, że w tym roku minie 10 lat odkąd urządzałam ten pokój dla swojego pierwszego maleństwa. Zobaczcie jak wtedy wyglądało to miejsce - klik. 

W pokoiku Miłoszka staramy się nie przesadzać z ilością zabawek. W wakacje zrobiliśmy wielkie czystki i jestem zdecydowanie za tym, by w domu było tylko to, czym dzieci naprawdę lubią się bawić. 



Gdy zmieniamy pościel, zmienia się też ustawienie i kolekcja książeczek na półce.





I ja zrobiłam sobie generalne porządki na biurku i w szufladach. W następnych tygodniach będę sporo malować i lubię mieć do tego uporządkowaną przestrzeń.


Z nowości? Pufa upolowana w TKMaxx. Można sobie przysiąść i pooglądać książeczki.




Chociaż nie jest to duże pomieszczenie, dzięki wysokiemu sufitowi bardzo fajnie czuje się tu przestrzeń.




Jak utrzymać na poddaszu porządek?

Oprócz wieczornego chowania wszystkich zabawek na miejsce, mamy też poranne rytuały. Między innymi porządne ścielenie łóżek. O ile milej jest wieczorem układać się do snu w tak uporządkowanej przestrzeni.




W wakacje zrobiliśmy też ogromne porządki na strychu i chwilowo wyciągnęliśmy z niego bujany fotel. To właśnie ten fotel dostałam na swoją komunię i od tego czasu jest ze mną. Czasami odpoczywa na strychu, a czasami migruje po całym domu. 

Jedynym miejscem, które aż prosi się o udoskonalenie jest nasza łazienka na poddaszu. Ale to plany na przyszłość. Lubię jak Magiczny Domek dojrzewa razem z nami. :)

Ściskam Was mocno i mam nadzieję, że i takie luźniejsze wpisy przypadną Wam do gustu.

SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig