Ponieważ w tym roku moja doba dosłownie się skurczyła, migawki pojawiają się co dwa miesiące. Chciałabym pisać częściej i paradoksalnie mam teraz jeszcze więcej tematów oraz przemyśleń, które chciałabym tutaj poruszyć, ale zwyczajnie brakuje mi na to fizycznie czasu.
Mam po prostu swój wypracowany standard życia, w którym ważna jest harmonia — zarówno w świecie zewnętrznym (porządek w domu, zadbany ogród, czas dla rodziny, wspólne pasje czy choćby gotowanie), jak i w sferze wewnętrznej (czas na książki, rozwój oraz balans pomiędzy światem realnym a tym wirtualnym).
Jestem też w trakcie realizacji projektu, który może zainteresować również Was… jednak on także wymaga ode mnie zaangażowania i czasu, który muszę wygospodarować, ujmując go innym sferom życia.
Dlatego na blogu piszę mniej, chociaż.. jak wiem? Przecież tak źle nie jest! Zapraszam Was na kolejne migawki z Magicznego Domku.
MARZEC
Marzec był bardzo pracowity w Layette. Pojawiła się też masa cudowności - między innymi przepiękne zabawki i zestawy artystyczne dla dzieci od Moulin Roty.
Nowa kolekcja jest dedykowana nie tylko maluszkom ale też mamom. Koszula jest tak uszyta, że zmieści ciążowy brzuszek, będzie idealna w czasie połogu, a ja w koszuli wraz ze szlafrokiem mam zamiar tego lata chodzić o poranku po ogrodzie z kawą...
Jak ona urosła! I czasami pomaga mi w pracy.
A takich plakatów już nie znajdziecie. Gabrysia ma całą teczkę, świetnie zachowanych plakatów z koszykarzami z lat 90 tych swojego Taty!
A wracając do tych czasów, miałam przeurocze spotkanie klasowe z podstawówki. Siedzieliśmy do późna, wspominając, śmiejąc się i jedząc pyszności o 23 na ulicy Piotrkowskiej.

Bardzo ciekawa pozycja. Nie tylko o posiadaniu jako takim, ale o dobrym gospodarowaniu swojego czasu.
Uwielbiam czas, który spędzamy całą rodziną razem, ale dostrzegam też ogromne korzyści w chwilach, które spędzam z każdym z osobna. Wtedy pojawia się zupełnie inne skupienie, więcej uważności, a rozmowa staje się naprawdę ważna i wartościowa. Polecam to podejście, nawet przy większej liczbie dzieci.
Jestem bardzo zadowolona z mojego nowego zestawu do makijażu dziennego. Bardzo delikatny, ale podkreślający urodę.
Przytulnie w deszczowy dzień.
Obecnie dla mnie, jako Mamy, najtrudniejsza jest cała logistyka, gdy każdy zaczyna i kończy zajęcia lekcyjne oraz pozalekcyjne o innej porze. Dzień bywa wtedy układanką z godzin, przejazdów, odbiorów, przygotowanych rzeczy i pilnowania, by niczego nie pominąć. Czasem mam wrażenie, że bardziej niż kalendarzem zarządzam małym centrum dowodzenia.
To etap pełen ruchu i organizacji, wymagający dużej uważności, ale jednocześnie wiem, że to także czas inwestowania w ich rozwój, pasje i samodzielność. Staram się więc patrzeć na ten chaos z czułością.
A gdy Marysi zamarzy się dziewczęca nocowanka 3 koleżanek, to potulnie organizuje jedzonko na ten czas.
I jest! Moja malutka polanka krokusów.
Kto się zmęczył pracą, konstruował swój własny domek na drzewie.
Często piszecie, że u nas wszystko wygląda idealnie. Poukładane, dopracowane, spokojne. Uśmiecham się wtedy, bo każdy dom ma swoją mniej pokazową stronę.
Moja pięta Achillesa? Ubrania. A właściwie ten niekończący się etap między praniem a idealnym porządkiem. Składanie, odkładanie do szaf, prasowanie. Mam wrażenie, że w tej dziedzinie wiecznie jestem w tyle.
I gdybyście zajrzeli do naszej garderoby na dole, tej z butami i kurtkami… włos naprawdę stanąłby Wam dęba. To miejsce od dawna woła o generalną rewolucję, bo mam poczucie, że tylko ona może uratować sytuację.
Piszę to ku pokrzepieniu tym, którzy myślą, że inni ogarniają wszystko lepiej. Nie ogarniają. Każdy ma swój kąt, szufladę albo szafę, która przypomina, że życie toczy się naprawdę, a my jesteśmy tylko zabieganymi ludźmi.
Tu część mojej sterty do ogarnięcia, drugie tyle czeka na prasowanie (a ja już naprawdę nie prasuje wszystkiego) - na szczęście dzieciaki mają już obowiązek władania swoich rzeczy samodzielnie.
Nasz ogrodowy crocs team.
Maj zapowiada się bardzo aktywnie, ale najważniejsze to nie przegapić tego, co dzieje się właśnie teraz czyli pełnego rozkwitu wiosny. Słonecznego światła, zieleni, zapachu powietrza, dłuższych wieczorów i chwil, które mijają szybciej, niż się wydaje.
Człowiek tak łatwo wpada w rytm biegu. Od poniedziałku do piątku, od weekendu do weekendu, od jednej listy zadań do kolejnej. Zawsze coś do zrobienia, coś do dopięcia, coś do odhaczenia.
Coraz częściej myślę o tym, jak naprawdę zwolnić. I dochodzę do wniosku, że jedynym sposobem jest decyzja, co jest dla nas naprawdę ważne, i zgoda na to, że z części rzeczy trzeba zrezygnować. Nie da się mieć wszystkiego naraz.
A jednocześnie tak bardzo chce się smakować życie. Być w miejscach, spotykać ludzi, doświadczać, korzystać, czerpać. Myślę, że właśnie na tym polega sztuka życia. Nie na tym, by zdążyć wszędzie, ale by umieć wybierać to, co naprawdę warto zapamiętać i zachować we wspomnieniach.
Dlatego wciąż wracam i wracam do blogowego pamiętnika, w którym zapisuje te chwile na dłużej.

































































.jpg)









Gusiu, dobry wieczór, To ja Milenka – przeczytałam ostatni wpis i zaczęłam tak szybko odpisywać, że połamałam dwa ołówki, dopiero potem przypomniało mi się, że to przecież wszystko jest w internecie, a tam ołówek nie przejdzie! Przepraszam, ale to wszystko z nerwów – a te wzięły się od tych ALPAK! Nasz tatuś jak wiesz służył w wojsku i on nam zawsze powtarzał, żeby nie wierzyć alpakom bo one nam nie pomogły kiedy nas napadły te jakieś wstrętne Niemce! No i ja czytam sobie magiczny domek a tu nagle - BUM! – i wyskakują mi alpaki! Nie ufaj im Gusiu za grosz! Pozdrawiam serdecznie i gorąco ostrzegam, przestrzegam i całuję, Milenka.
OdpowiedzUsuńGusiu, przepraszam za Milenkę – ona jak zwykle wie gdzie jest kościół, ale nie jest pewna czy dzwonić - oczywiście pomyliła alpaki z aliantami, o których tatuś czasem faktycznie nam opowiada, szczególnie kiedy wróci ze spotkania z kolegami z wojska, ma wtedy takie buńczuczne, rozbiegane oczy i gorąco peroruje na tematy historyczne i wojenne – a te właśnie tematy to jest właśnie jego konik! (czyli – uwaga, trudne słowo – hobby!), pozdrawiam serdecznie, Twoja wierna fanka – Matylda.
Przepiękne te migawki i bardzo bardzo inspirujące💚 Zawsze staram się coś podpatrzeć dla siebie i dostrzec już te rzeczy, które przecież mam i ja. Też potrafię dostrzec te drobnostki, które są magią dnia codziennego i cieszę się, że mam tę umiejętność, bo wtedy naprawdę niewiele potrzeba, żeby być szczęśliwym i wdziecznym. Dlatego, Twoje wpisy są zawsze bliskie mojemu sercu i jako wierna czytelniczka życzyłabym sobie, aby tym tajnym projektem, nad którym pracujesz, okazała się książka Twojego autorstwa! właśnie o tej magii dnia codziennego😍 Pozdrawiam Ania
OdpowiedzUsuńHej kochana, u mnie to samo z praniem. Kupiłam kosz dla kazdego domownika plus jeden dodstkowy na sciereczki, reczniki itd. Najpierw sortuję poszczegolne rzeczy do koszy i roznosze po pokojach. Układam do szaf dopiero jak idę się pozegnac na dobranoc a starszy syn i maz sami sobie wkladają :)
OdpowiedzUsuń