No cóż...zima przyszła. Jeszcze wita się nieśmiało, jeszcze śnieg lekki i utrzymuję się tylko na dachach. Jednak w powietrzu już zapach chłodu, a my gdybyśmy tylko mogli, nie wychodzilibyśmy spod ciepłej kołderki.
Nie mogę powiedzieć, że nie nacieszyłam się wiosną i latem. W tym roku mnóstwo czasu spędziłam na świeżym powietrzu. Włożyłam wiele serca w porządkowanie ogrodu i zjadłam niezliczoną ilość posiłków pod chmurką z rodziną. Jednak za każdym razem, zima nas po prostu zaskakuje. Osłabia mnie świadomość, że ten stan może się utrzymać nawet do 5 miesięcy! Listopad, grudzień, styczeń, luty a nawet marzec. Znów zaczynam odliczanie...
Jednak to nie jest tak, że nie lubię zimy. Jest kilka wspomnień, które ocieplają mi jej oblicze. W tym roku czekam na przeprowadzkę, a potem święta, na spokojne wieczory przy herbacie i książce. Już dawno nie tęskniłam za takim spokojem i wyciszeniem. W tej chwili zima, naturalnie wpisuje się w moje potrzeby.
Plany na pierwszy dzień padającego śniegu?
Sobotnie porządki oraz zamiana garderoby. Czas na schowanie butów letnich, wyciągnięcie płaszczy i szalików. Czekam też na przesyłkę z kurtką zimową! Gdzie ona jest? Już czas najwyższy! :)
Jak Wy radzicie sobie z myślą, że na parę miesięcy zagości u nas zima? Macie jakieś sprawdzone sposoby?
Do napisania Drodzy Czytelnicy!







