21 września 2026

Wakacje Przyczepa Kempingową '26

Trochę spóźniłam się z wakacyjnym postem, ale wrzesień pochłonął naszą rodzinną codzienność, przenosząc nas w zupełnie inny wymiar. Dziś deszczowy dzień, w powietrzu czuć już jesień, a głowa pełna jest pomysłów na nadchodzący sezon.

A że lubię podsumowania i domykanie pewnych etapów, bo dają mi energię do dalszego działania, wrzucam dziś do blogowego pamiętnika kilka migawek z wyjazdu, które nie załapały się do relacji z minionego miesiąca.

Nie będzie dziś dużo tekstu. O naszych kempingowych przygodach w Chorwacji i Słowenii pisałam już wcześniej, a tym razem chciałabym po prostu zostawić tutaj trochę obrazów. Nie wszystko, co piękne, potrzebuje przecież długiego opisu.

Niech więc zdjęcia, ze swoim bogactwem kolorów, zatrzymają jeszcze na chwilę ten cudowny, letni czas. Jest w nich słońce, morze, zieleń, nasze małe zachwyty i ta szczególna lekkość wakacyjnych dni. Lubię do nich wracać, choć chyba coraz bardziej mam ochotę zatrzymywać niektóre chwile tylko dla siebie.

Tym bardziej cieszę się, że te migawki zostaną tutaj, w blogowym pamiętniku, jako mały ślad lata, do którego będzie można wrócić, kiedy za oknem zrobi się już naprawdę jesiennie.

CHORWACJA

Nasz domek na kółkach jest trochę jak część Magicznego Domku, którą możemy zabrać ze sobą wszędzie. Zawsze staram się, żeby było w nim przytulnie i żeby nawet w najdalszym zakątku czuć się trochę jak w domu.


Dużo czytania i zabawy. Tutaj świetna gra zręcznościowa Gabrysi – Kendama.


Dzieciaki przez cały wyjazd rozgrywały własny turniej badmintona.



Nasz mały podróżnik… Dobrze, że w przyczepie mamy klimatyzację, dzięki której można było choć na chwilę odpocząć od wakacyjnych upałów.


Bardzo lubię chorwackie morze. Codziennie inny spektakl faktur, światła i kolorów.




Aż trudno mi uwierzyć, że Miłoszek na swój pierwszy wyjazd przyczepą pojechał, kiedy miał zaledwie niewiele ponad roczek!


To był nasz czwarty pobyt na kempingu Straško na wyspie Pag. Mamy do tego miejsca ogromny sentyment. Choć lubimy też odkrywać nowe miejsca, powroty do tych dobrze znanych nadają wyjazdowi zupełnie inny, luźniejszy charakter. Nie trzeba już niczego na siłę zobaczyć ani zwiedzać. Można po prostu być, odpoczywać i przez chwilę poczuć się jak u siebie.


Na miejscu spotkaliśmy się z naszym kempingowym zespołem - czterema rodzinami, dziewięciorgiem dzieci i mnóstwem wspólnych, niezapomnianych chwil. Naszą małą tradycją jest piknik na plaży dla całej ekipy.



Wszystko przygotowane, więc czekamy na gości w umówionym miejscu.


Co to była za noc!

Zauważyłam ostatnio, że robię trochę inne zdjęcia, a trochę inne chwile zatrzymuję na filmikach. Zdjęcia, które trafiają tutaj, są chyba bardziej nostalgiczne i spokojne. To właśnie na nich zostają piękne kadry, widoki, światło i te drobne momenty, które chciałoby się zachować na dłużej.

Te bardziej prywatne, osobowe zdjęcia robię w tym roku aparatem analogowym na klisze. Powoli zapełniam kolejne klatki i sama jestem bardzo ciekawa, co właściwie z nich wyniknie, kiedy w końcu oddam film do wywołania. Mam wrażenie, że właśnie takie zdjęcia, których nie można od razu obejrzeć, mają w sobie coś szczególnego i to one trafią do naszego rodzinnego albumu.

W filmikach jest za to więcej ruchu, śmiechu, dzieci i naszej zwyczajnej, rodzinnej codzienności. Dlatego jeśli macie ochotę zobaczyć Chorwację trochę szerzej, z całą jej wakacyjną dynamiką i naszymi codziennymi chwilami we filmiku, to zapraszam Was również na nasz Instagram – tutaj.

SŁOWENIA

W kolejnej części naszej wyprawy ruszyliśmy w stronę kempingu Sobec w Słowenii, już tylko w naszym rodzinnym gronie. To był czas wytchnienia, wędrówek, soczystej zieleni, czytania książek i ładowania energii na nadchodzące tygodnie.







Cudowna była nasza wyprawa na wzgórze Jamnik. Prowadziły nas przepiękne leśne ścieżki, co jakiś czas odsłaniające piękne widoki na dolinę. Bardzo miłym akcentem, który zachęcał dzieciaki do wspinaczki, były namalowane na kamieniach krasnoludki, których trzeba było wypatrywać po drodze.







Na szczycie czekał na nas uroczy kościółek i huśtawka z przepięknym widokiem na dolinę.


Trudno to wytłumaczyć, bo lubię, kiedy jeździmy w ciepłe kraje i ładujemy się słoneczną energią na kolejne miesiące. Jest jednak coś równie kempingowego w takich miejscach jak to: masa zieleni, rześkie poranki i zimna woda, która pobudza lepiej niż kawa.


Wyjazdy są cudowną formą tęsknoty za domem, który po powrocie można jeszcze bardziej docenić. Tęskniliśmy też za Bolusiem, który został z moją Mamą, bo nie chcieliśmy narażać go na dodatkowy stres. Jednak następnym razem zabieramy oba gagatki!


Niezapomnianą przygodą był rafting, czyli rodzinny spływ pontonem rzeką. Ależ to było przeżycie! Były emocjonujące momenty, małe wodospady, wartki nurt i kąpiel w lodowato zimnej rzece. Mnóstwo śmiechu, trochę adrenaliny i świetna rodzinna przygoda, którą z pewnością będziemy długo wspominać.

Po więcej, ale tym razem ruchomych obrazów, zapraszam Was na filmik z pobytu na Słowenii na Instagramie – tutaj.


Podróże przyczepą kempingową są czymś więcej niż tylko wakacyjnym wyjazdem. To małe przygody, więcej samodzielności i okazja do zobaczenia świata z zupełnie innej perspektywy. Uczą dzieci, że do dobrej zabawy nie potrzeba wiele, że śniadanie na świeżym powietrzu może smakować lepiej niż w domu, a kąpiel w rzece czy noc pod gwiazdami potrafią zostać w pamięci na długo. Dzieci stają się bardziej uważne na przyrodę, obserwują, pytają, odkrywają i mają przestrzeń, żeby robić wiele rzeczy samodzielnie.

Lubię patrzeć, jak z każdym kolejnym wyjazdem coraz swobodniej odnajdują się w takim podróżowaniu. To piękna lekcja świata, która odbywa się przy okazji wspólnej kempingowej przygody.

A teraz czas na końcówkę września i baaardzo intensywny czas. Czekam z niecierpliwością na nadchodzące jesienne miesiące.

Do napisania!

SHARE:

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig