20 marca 2026

Spokój nie zostaje z nami na zawsze

Spokój nie zostaje z nami na zawsze.

Są takie momenty, kiedy jesteśmy blisko wewnętrznej harmonii. Robimy to, co naprawdę nam służy, a nasza codzienność z dnia na dzień rozjaśnia się spokojem, sprawczością i cichym zadowoleniem, że to co robimy ma sens.

Ostatnio mocno oddaliłam się od tego uczucia i zaczęłam szukać realnej przyczyny. Zabiegane życie i masa obowiązków są częścią codzienności każdego z nas, więc nie tu szukałam „winnego”. Owszem, presja czasu i natłok spraw mogą zaburzać poczucie spokoju, ale ogromny wpływ na jego regulację ma nasz czas wolny i nasze podejście do wielu spraw.

To, co mocno mnie blokuje, a jednocześnie przytłacza natłokiem niespokojnych myśli, to nie do końca szczere relacje. Można kogoś lubić i cenić, a jednocześnie pozwalać, by zbyt mocno wchodził nam na głowę. Pojawia się wiele sytuacji, w których testujemy swoją asertywność i zgadzamy się na coś, tylko po to, by nie zranić cudzych uczuć. Z każdą taką sytuacją czujemy, że oddalamy się od siebie.

Gdy wcześniej rozmyślałam o „zdrowym egoizmie”, zawsze towarzyszyła mi myśl, że coś może być dla kogoś bardzo ważne i nie zawsze warto się temu sprzeciwiać. Jednak często to, co najbardziej mnie przytłacza w relacjach, to momenty, gdy granice nie są szanowane, czasem w subtelny sposób. Może to być poświęcanie swojego czasu, energii czy środków, choć wiemy, że w drugą stronę oczekiwania są inne i nie zawsze spotykamy się ze wzajemnością. Może to też wyglądać tak, że umawiamy się na spotkania, które wymagają od nas elastyczności i reorganizacji planów, a ostatecznie nasze potrzeby i czas nie są brane pod uwagę. Często zdarza się też, że jesteśmy oceniani za decyzje, które podejmujemy w trosce o nasze dzieci lub najbliższych, choć te wybory wynikają z uważnego obserwowania sytuacji i chęci działania w zgodzie z tym, co dla nas najlepsze. Takie sytuacje nie zawsze są łatwe i mogą sprawiać, że oddalamy się od siebie i od własnego spokoju. 

Jednak winić możemy tylko siebie. Gdy czuję presję, gdy ktoś mnie do czegoś namawia, proponuje niezliczoną ilość spotkań i możliwości, często czuję się przytłoczona, bo nie mogę sobie pozwolić na wszystko. Nie mogę nagle pojechać na jakieś aktywności na drugi koniec miasta ani wziąć udział w spontanicznej wycieczce, bo mam swoje obowiązki, pracę, troje dzieci i codzienne obowiązki w domu, które sama organizuję i wykonuję.

Czujemy też czasem presję, by tłumaczyć się z tego, czego nie możemy zrobić, z braku siły czy ochoty, jakby nasze NIE potrzebowało solidnego uzasadnienia. A czasami po prostu pragniemy zrobić przestrzeń na spokojne aktywności, które chcemy realizować w naszym wolnym czasie. Nie chodzi o odhaczanie kolejnych szalonych wycieczek czy spotkań, na które inni się spóźniają. Chcemy po prostu spokojnej przestrzeni bez technologii, w rytmie, który nam odpowiada. To może być przygotowanie kulinarnych pyszności dla rodziny, wiosenna pielęgnacja ogrodu, chwila z książką albo inne małe przyjemności, które wprowadzają spokój i radość w naszą codzienność.

W pierwszy dzień Wiosny postanowiłam usiąść i spisać listę rzeczy, które chcę robić w najbliższych tygodniach. Zazwyczaj moje plany sięgają maksymalnie trzech–pięciu miesięcy. Nie chodzi o zadania w pracy ani codzienne obowiązki bo te mamy już dobrze rozplanowane (choć wymagają nie lada logistyki). Chodzi o czas wolny, w którym swoimi aktywnościami chcę przywrócić sobie spokój i opanować wewnętrzne rozedrganie. Spokojne, zwyczajne czynności, które w różny sposób poprawiają moje samopoczucie. Czasami, żeby je zrealizować, trzeba z czegoś zrezygnować (tu też wplatam refleksję nad tym, co dla mnie ważne i z czego mogę świadomie zrezygnować). Tymi planami chętnie się z Wami podzielę, bo choć oczywiście każdy z nas ma inne potrzeby i zainteresowania, może znajdziecie tu cząstkę siebie.

1. ZDROWIE

Bardzo istotne jest, by nie narzucać sobie rygoru przy wprowadzaniu nowych zasad. Sama jakiś czas temu wpadłam w spiralę zdrowotnych powinności – głowę zaprzątało mi niekończące się wdrażanie kolejnych nawyków: picie wody na czczo, poranna joga, suplementacja, pielęgnacja… W pewnym momencie zamiast poprawy zdrowia czułam frustrację. Oczywiście wszystkie te rzeczy są korzystne, ale bardzo ważne jest podejście. Nie możemy czuć presji, bo wtedy efekty zamiast przychodzić, mijają nas, a my sami czujemy się przeciążeni.

Chcę dbać o zdrowie po to, by mieć więcej energii do działania, ale muszę to dostosować do moich zasobów czasowych i życia rodzinnego, tak aby nie zaniedbać innych spraw. Może joga trzy razy w tygodniu będzie lepszym rozwiązaniem niż codzienne ćwiczenia z poczuciem presji. Stopniowe wprowadzanie małych rytuałów, które naprawdę lubię, działa znacznie lepiej niż całe procedury, które mnie przerażają. Filmiki z porannymi i wieczornymi rutynami, pełne maseczek, bandaży, plastrów na usta i dziwnych akcesoriów, zdecydowanie mnie przytłaczają. 

Wolę prozdrowotne praktyki, ale w naturalnym kierunku na przykład poranny obchód ogrodu boso, dla uziemienia i kontaktu z naturą. To ma dla mnie sens i wprowadza spokój, zamiast presji i obowiązku. Połączenie kilku prostych nawyków może mieć naprawdę dobry wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie. Poranny spacer boso po ogrodzie, w towarzystwie ciepłej szklanki wody, to coś więcej niż tylko przyjemność. Kontakt stóp z ziemią, czyli uziemienie, pozwala organizmowi wyrównać naturalne napięcia elektryczne, co według badań może wspierać zmniejszenie stresu i poprawę jakości snu.

Dodając do tego poranne promienie słońca, wspieramy naturalny rytm dobowy organizmu. Światło o poranku stymuluje produkcję serotoniny, hormonu odpowiedzialnego za dobry nastrój w ciągu dnia, a jednocześnie reguluje wydzielanie melatoniny (hormonu snu) co sprzyja spokojniejszemu i głębszemu odpoczynkowi w nocy.

Dodatkowo, poranek bez telefonu i innych technologii pozwala organizmowi powoli przejść z trybu nocnego w dzienny, zmniejsza pobudzenie i daje przestrzeń na świadome, spokojne rozpoczęcie dnia. Taki rytuał, choć prosty, działa na wielu poziomach: fizycznym, psychicznym i emocjonalnym i jest naturalnym sposobem na przywrócenie równowagi i spokoju.

Spokojny czas na ćwiczenia, w ustalone dni nawet na świeżym powietrzu, oraz chwila przy spokojnej kawie z mężem, zanim wstaną dzieciaki do szkoły, to świetny sposób na spokojny poranek. To moment, w którym mogę złapać oddech i przygotować się na wyzwania nadchodzącego dnia.

Z czego warto zrezygnować?

To rezygnacja z korzystania z telefonu rano pozwala rozpocząć dzień w spokojnym, nieprzerywanym rytmie. Bez natychmiastowego zalewu powiadomień, wiadomości czy mediów społecznościowych organizm i umysł mają szansę powoli przejść z trybu nocnego w dzienny. Takie „cyfrowe wyłączenie” zmniejsza stres i pobudzenie, poprawia koncentrację oraz daje przestrzeń na świadome rozpoczęcie dnia. Poranek bez telefonu wspiera naturalne wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za nastrój i energię, takich jak serotonina, i pozwala lepiej regulować rytm dobowy, co w konsekwencji sprzyja głębszemu snu w nocy. O to jak będziemy spać w nocy determinują już pierwsze czynności o poranku.

2. PIELĘGNACJA

Wiosną zmieniają się potrzeby mojej cery, dlatego po wykończeniu kosmetyków z okresu jesienno-zimowego postanowiłam spróbować czegoś nowego i sięgnęłam po koreańską markę Anua. Szukałam pielęgnacji bogatej w ceramidy, a jednocześnie chciałam wprowadzić do swojej rutyny retinol. Gdy na zewnątrz robi się jaśniej, jeszcze bardziej doceniam poranną i wieczorną pielęgnację, szczególnie wtedy, gdy mogę wykonywać ją przy naturalnym świetle. To zupełnie inna jakość i uważność. Wklepuję tonik, rezygnując z płatków kosmetycznych, potem nakładam niewielką ilość serum i lekki krem w formie fluidu z ceramidami. Na sam koniec filtr mineralny, dla tych, którzy nie czują się komfortowo z filtrami chemicznymi. To delikatne warstwy, które dopiero razem tworzą całość. Choć pielęgnacja ma kilka etapów, pozostaje lekka, spokojna i dopasowana do potrzeb skóry. Wieczorem stawiam na dokładny demakijaż, a co drugi dzień sięgam po serum z retinolem. Jest bardzo delikatne, więc sprawdzi się szczególnie u osób, które dopiero zaczynają taką kurację. Kosmetyki Anua są przy tym bardzo wydajne, dlatego spokojnie wystarczą na kilka miesięcy. Mam dużą słabość do testowania nowych produktów, jednak czuję, że dobrze zrobię swojej cerze, jeśli na chwilę odejdę od ciągłego eksperymentowania i dam jej przestrzeń na stabilizację i odbudowę.


Postanowiłam, że tym roku, na spokojnie będę używać i powoli zużywać swoją kolekcję, natomiast docelowo zminimalizuję ją do swoich absolutnych faworytów. Ulubiony podkład, korektor, kredka do brwi, maskara, dobrze dobrana paletka (max. 4 cieni), róż i ulubiona pomadka. Im cera jest dojrzalsza, tym ważniejsza jest pielęgnacja i tylko lekkie podkreślenie urody, którą się nie postarza ciężkim makijażem. Ważna jest uważność na swoje potrzeby i wiedza na temat składów. Taki minimalizm i świadome wybory są dla mnie bardziej luksusowe niż zapełnione kosmetykami szuflady.
Ostatnio pisałam Wam o kosmetykach kolorowych. Wpis pojawił się w styczniu, choć zdjęcia pochodzą jeszcze z początku listopada, dlatego przez ostatnie miesiące część produktów zdążyła się już zużyć, a niedawno pojawiły się u mnie nowości. To właśnie one będą teraz podstawą mojego codziennego makijażu, który wykonuję w domu. Część kosmetyków, które nadal mam, jak podkład w kompakcie czy resztka kredki do brwi, spakowałam do małej kosmetyczki na wyjazdy, która zawsze będzie czekała w gotowości.
Kosmetyki Meroda widywałam już jakiś czas temu na Instagramie i szczególnie zaintrygował mnie biały podkład, który dopasowuje się do koloru cery. Mam za sobą dopiero pierwsze próby, ale już teraz bardzo podoba mi się jego nawilżająca konsystencja i delikatny zapach. Zauważam też, że lżejszy makijaż zdecydowanie lepiej służy bardziej dojrzałej cerze. Lubię delikatnym podkładem wyrównać koloryt, a w razie potrzeby nałożyć nieco więcej korektora w okolicach kącików oczu, gdzie pojawia się największe zaciemnienie. Dzięki temu skóra nie jest przeciążona, a ja uzyskuję efekt naturalnego rozświetlenia, który najbardziej lubię. 
Dzięki kilku produktom mogę subtelnie podkreślić urodę, a jednocześnie zachować lekki, oddychający makijaż, który nie zaburza mojej pielęgnacji. Kosmetyki dodatkowo pięknie się prezentują, dlatego z przyjemnością będę sięgać po nie w kolejnych tygodniach.

Z czego warto zrezygnować?

Z nadmiaru. Pielęgnacja cery i domowe spa to jedna z moich pasji, dlatego naprawdę muszę pilnować się, by nie kupować zbyt dużo. Regularnie robię porządki w szufladach i widzę, że zapasów jest coraz mniej. Coraz bardziej skupiam się na długoterminowej pielęgnacji i na tym, by mieć po jednym, dobrze dobranym produkcie.


3. OGRÓD

Nadejście wiosny to też początek sezonu ogrodowego, a ile czasu wymaga praca wokół domu, wie tylko ten, kto się tym zajmuje. Sama pielęgnacja roślin i fizyczna praca w ogrodzie daje jednak ogromną satysfakcję, a efekty są widoczne niemal od razu. Kontakt z glebą działa uspokajająco. Jej naturalne właściwości chemiczne, a także samo przebywanie wśród roślin i w naturze, wspierają odprężenie i redukcję stresu. To właśnie elementy gleboterapii i pracy ogrodniczej sprawiają, że regularny kontakt z ziemią może mieć realny, pozytywny wpływ na nasze samopoczucie. 

Mam na ten rok wiele planów dotyczących naszej zielonej przestrzeni, jednak, aby nie czuć presji, postanowiłam skupić się na utrzymaniu otoczenia w schludnym porządku i codziennie poświęcać choćby 15 minut na relaks w ogrodzie, nawet w tygodniu. Taki mały rytuał pozwala utrzymać efekt i wprowadza spokój. Ogrodowe zajęcia dają cudowne przejście z trybu pracy do domowej przestrzeni i rodzinnego życia. Ostatnio byłam mocno poddenerwowana pewną sytuacją i spontanicznie zaczęłam bardzo dokładnie zamiatać kostkę przed domem. Natychmiast poczułam rozluźnienie, a do tego zrobiłam od A do Z coś, co zalegało mi od kilku tygodni. Miłe poczucie sprawczości i spokoju przyszło natychmiast.

Ciężko w dzisiejszym świecie powiedzieć komuś, że nie masz wolnego weekendu i nie możesz się spotkać, bo zaplanowałaś ogrodowe prace. Nawet bliscy, nie zdając sobie z tego sprawy, mogą czasem podcinać nam skrzydła. Ostatnio kupowałam jakieś pismo ogrodnicze, a Marysia, oczywiście nie w złej intencji, skomentowała, że jestem taka babcina… To drobny komentarz, a jednak przypomina, jak łatwo nasze wybory i pasje mogą być odbierane inaczej niż my sami je czujemy.

Z czego warto zrezygnować?

Wszyscy mamy tyle samo czasu, a nasza doba trwa tyle samo dla każdego. Pielęgnacja ogrodu wymaga systematyczności, dlatego nie zawsze możemy brać udział we wszystkich towarzyskich wydarzeniach. Z drugiej strony, gdy życie zawodowe jest naprawdę intensywne, obowiązków pełno, a w domu czekają wyzwania związane z dziećmi w różnym wieku, spędzenie czasu po pracy, a czasem nawet całych weekendów w towarzystwie roślin i kwiatów, może okazać się najlepszym sposobem na ukojenie układu nerwowego. To chwila oddechu, która pozwala się zresetować, nabrać energii i spojrzeć na codzienność z większym spokojem. Dobrze mieć w sobie odwagę, by być asertywnym i nie czuć potrzeby tłumaczenia się z wyboru prostych przyjemności. Nie musimy pędzić na premierę, otwarcie nowej restauracji czy uczestniczyć w kolejnych modnych warsztatach, jeśli nasz czas i energia w danym momencie potrzebują czegoś innego - spokoju i rytuałów, które dają nam radość i równowagę.


4. DOM

Każdy domator, a sama również się do nich zaliczam, przyzna, że dom jest miejscem, w którym regenerujemy siły i budujemy poczucie bezpieczeństwa. Dbanie o porządek w domu ma realny wpływ na nasz umysł i samopoczucie. Badania pokazują, że uporządkowana przestrzeń zmniejsza poziom kortyzolu hormonu stresu i pomaga obniżyć napięcie oraz poczucie przytłoczenia. Jasno wyznaczone miejsca dla przedmioty z naszego otoczenia i schludne wnętrza ułatwiają koncentrację, poprawiają produktywność i sprzyjają lepszemu planowaniu dnia. Harmonijne, uporządkowane wnętrze daje też poczucie kontroli nad swoim życiem i pozwala łatwiej odnaleźć spokój ducha, a drobne codzienne rytuały, jak układanie książek, dbanie o rośliny czy sprzątanie przestrzeni wspólnej, przynoszą satysfakcję i poczucie sprawczości. 

Chociaż utrzymanie porządku w domu wymaga dużo czasu i energii, uważam, że dobrze jest robić to samodzielnie. Oczywiście zdarzają się etapy w życiu, gdy potrzebna jest pomoc z zewnątrz i nie mam nic przeciwko korzystaniu z takiej pomocy. Jednak nawet wtedy warto, by dana osoba wciąż zajmowała się domem w pewnym zakresie. Osoby, które w ogóle tego nie robią, paradoksalnie przestają doceniać swój dom – tracą kontrolę nad przestrzenią, nie zauważają drobnych przedmiotów codziennego użytku i pracy, która jest potrzebna, aby utrzymać w domu niepowtarzalny klimat.

Sama zajmuję się porządkami i nie ukrywam, że czasem mam dość powtarzających się czynności. Choć ogólne sprzątanie wykonuję codziennie, to ten wyjątkowy dzień dogłębnego sprzątania nadchodzi szybciej niż co tydzień (dni mijają szybko). Jednak dzięki temu  mam stałą wiedzę na temat stanu domu. Wiem, które miejsca wymagają szczególnej uwagi, gdzie trzeba coś usprawnić lub naprawić, a także które przedmioty stają się zbędne na przykład podczas porządków w szafach czy wśród zabawek dzieci. Dzięki temu jestem na bieżąco i mogę lepiej dbać o przestrzeń, w której żyjemy.

Momentem, w którym wiem, że jestem przeciążona ilością spraw, jest chwila, gdy nie mam czasu na spokojne podlanie kwiatów. Nie lubię robić tego w pośpiechu, to powinna być chwila relaksu i wyciszenia. Podobnie jest z drobnymi naprawami, na które nagle zaczyna brakować przestrzeni. Chciałabym mieć czas na takie rzeczy jak naprawa abażuru w salonie, wymiana silikonu w łazience czy reorganizacja szuflad w kuchni. To drobne czynności, ale właśnie one budują poczucie ładu, sprawczości i spokoju w codziennym życiu.



4. PROJEKT

W najbliższym czasie chciałabym skupić się na projekcie, którego realizacja zajmie mi kilka dobrych miesięcy. To ambitny plan, dlatego muszę rozłożyć pracę na etapy i podejść do niego z dużą uważnością. Nie chcę na razie mówić o nim zbyt wiele, dopóki nie będzie w bardziej zaawansowanej fazie, dlatego wie o nim tylko najbliższe grono.

Na co dzień pracuję w Layette, więc na ten projekt mogę przeznaczyć tylko część czasu w godzinach pracy, a resztę muszę wpleść w czas po godzinach. To sprawia, że mój „wolny czas” wcale nie jest tak dostępny, jak mogłoby się wydawać.

Trudno jest to czasem wytłumaczyć, bo łatwiej powiedzieć, że to intensywny okres w pracy czy przygotowania do nowej kolekcji. A jednak czuję, że dla mojego wewnętrznego spokoju ważne jest coś innego – żeby nie musieć się tłumaczyć. Żeby móc w ciszy robić swoje, chronić swoją energię i wybierać to, na co naprawdę chcę ją przeznaczyć. To, że projekt pozostaje jeszcze niedostępny dla innych, wynika właśnie z tego, że nie chcę czuć presji otoczenia ani odpowiadać na pytania o to, na jakim jestem etapie. To moja przestrzeń, w której chcę działać w swoim tempie, spokojnie i bez pośpiechu.

Z czego warto zrezygnować?

O tym, ile pracy kryje się za efektem końcowym, nie zawsze wiedzą nawet osoby z mojego otoczenia. Staram się być osobą, która zawsze odbierze telefon, wysłucha, doradzi, ale gdy wracam do biurka i pełnej listy zadań, często czuję się mocno przeciążona. Efekty mojej pracy to tylko wierzchołek góry lodowej – pod spodem kryje się ogrom niewidocznej pracy, którą wykonuję każdego dnia.

Ostatnio czytam bardzo ciekawą książkę "Esencjalista" Mckeown Greg'a gdzie autor proponuje sposób myślenia oparty na świadomym rozpoznawaniu tego, co jest dla nas najważniejsze oraz konsekwentnym eliminowaniu wszystkiego, co zbędne. Dzięki stosowaniu tego rodzaju kryteriów wyboru autor pokazuje nam, jak odzyskać kontrolę nad własnym czasem, energią i podejmowanymi decyzjami. Celem jest ustalenie priorytetów, odrzucenie tego co nieistotne i podążanie za pasją bez rozdrabniania się nad tym co nieistotne i unikania rozpraszaczy. 



5. PRYZJEMNOŚĆ Z GOTOWANIA

Każdy miłośnik gotowania wie, że posiłki przygotowywane w spokoju smakują zupełnie inaczej. To nie tylko kwestia smaku, to inna forma uważności i czerpanie radości z samego aktu gotowania. Lubię planować weekendowe posiłki, przy których nie trzeba się spieszyć, które nie uciekają między zadaniami, a można je w pełni celebrować przy jednym stole. Prawda jest taka, że w tygodniu każdy je o innej porze. Gdy odbieram Marysię ze szkoły, a spieszymy się na konie, w biegu musimy coś przekąsić. Obiady mieszają się z kolacjami, a spokój przy stole to rzadkość. Ciągle dopracowuję logistykę posiłków. Zainwestowaliśmy w zamrażarkę, czasami gotuję z wyprzedzeniem, planuję, komponuję, staram się, żeby wszystko się zgadzało i było dobrze zaplanowane. Mimo to, to nie daje mi takiej satysfakcji jak weekendowe gotowanie. Wtedy mogę w pełni cieszyć się świeżymi składnikami, smakami oraz zapachami unoszącymi się w kuchni oraz chwilą, która pozwala naprawdę poczuć radość z gotowania. Chcę tych momentów więcej w nadchodzących tygodniach, testować nowe przepisy, doskonalić te ulubione. Gdy tylko zrobi się cieplej przemycać posiłki na nasz taras pod chmurką.

Z czego warto zrezygnować?

Warto zrezygnować z presji, że dobry posiłek musi być wykwintny. Czasami domowy chleb z dobrą oliwą czy masełkiem czosnkowym własnej roboty to prawdziwa uczta dla podniebienia. Proste zestawienia jak sycąca sałatka zamiast typowego obiadu wciąż pozwalają celebrować smaki, tylko w mniej rygorystycznej formie. Chodzi o klimat w domu, zapach unoszący się w kuchni i towarzyszący spokój, a nie o utarte schematy.

Zmęczyło mnie też nieustanne zastanawianie się nad kalorycznością posiłków i tym, czy aby na pewno to, co jemy, jest w 100% zdrowe. W weekend warto pozwolić sobie na małe przyjemności: ciasto z owocami, domowe pieczywo, kremowe sosy czy ulubione dodatki. To właśnie w takich chwilach gotowanie staje się prawdziwą celebracją, a smak posiłku – nagrodą za tydzień zorganizowanej codzienności. Warto więc zaufać sobie i własnym wyborom, zamiast nieustannie liczyć kalorie, bo dobra energia i spokój w kuchni są ważniejsze niż perfekcja.


6. PODRÓŻE

Jestem osobą, która bez problemu mogłaby zaszyć się w domu i ograniczyć wyjścia do pracy w ogrodzie. Jednak lata naszych podróży, zwłaszcza przyczepą kempingową, pokazały mi, że wyrwanie się ze swojego świata daje zupełnie inną perspektywę… na całe życie. Podróże uczą luzu, pozwalają zapomnieć o codziennych problemach i wyrywają nas z błędnego koła rutyny. Każde nowe miejsce, każdy krajobraz, każdy moment spędzony poza znanym otoczeniem zmienia sposób patrzenia na świat. Dzięki temu łatwiej docenić proste przyjemności, zyskać dystans do spraw, które wcześniej wydawały się pilne, i otworzyć się na niespodziewane radości.

Spokój w podróżach polega też na tym, by nie stresować się planowaniem zbyt mocno. Paradoksalnie, im mniej oczekuję w danym roku, tym więcej pojawia się okazji do wyjazdów. Pozwalając sobie na elastyczność, na spontaniczne decyzje i odkrywanie miejsc tu i teraz, podróże stają się prawdziwym odpoczynkiem. Człowiek uczy się wtedy cieszyć chwilą, docenia drobne detale i doświadcza świata w swoim własnym tempie.

A jeśli jakiś wyjazd nie wypali? To też nie problem. Nadal pozostają wszystkie wcześniejsze chwile i rytuały, które można celebrować w spokoju - weekendowe gotowanie, czas w ogrodzie, drobne przyjemności w domu. Podróże są wspaniałym dodatkiem, ale prawdziwy spokój i radość życia nie zależą od perfekcyjnie zrealizowanego planu wyjazdu.

Z czego warto zrezygnować?

Wybieranie swoich cennych wakacji pod panującą modę albo dlatego, że ktoś świetnie bawił się na egzotycznym wyjeździe, rzadko prowadzi do prawdziwego odpoczynku. Wakacyjne potrzeby bardzo się od siebie różnią i to jest zupełnie naturalne.

Dla jednej osoby idealne będzie all inclusive i pełne odcięcie się od obowiązków, szczególnie jeśli na co dzień pracuje fizycznie i potrzebuje regeneracji. Ktoś inny, żyjący w powtarzalnym rytmie, może w takim miejscu poczuć znudzenie i będzie szukał ruchu, zwiedzania, nowych wrażeń. Są też osoby, które na co dzień funkcjonują w ciągłym biegu, między zadaniami oraz obowiązkami i to właśnie one najbardziej potrzebują ciszy, spokoju na łonie natury i ucieczki od miejskiego chaosu. Dlatego zamiast podążać za trendami, warto wsłuchać się w siebie i swoje aktualne potrzeby. Bo dobrze wybrany odpoczynek to nie ten najbardziej spektakularny, ale ten, po którym naprawdę wracamy spokojniejsi i wypoczęci.


7. KSIĄŻKI I FILMY

Dla mnie niezwykle ważne jest wieczorne czytanie chociażby kilka stron dziennie. To moment, który pozwala mi łagodnie przygotować się do snu, wyciszyć i odciąć od wirtualnego świata. Mam dosłownie stertę książek czekających w kolejce i tworzę w głowie ich własną kategorię. Są książki wiosenno-letnie i jesienno-zimowe, do których wracam w zależności od nastroju i pory roku.

Czytanie nie tylko poszerza nasze horyzonty i nas czegoś uczy, ale ma tez działanie kojące. Spowalnia oddech, obniża napięcie i pozwala myślom naturalnie się uspokoić. W przeciwieństwie do ekranów nie pobudza układu nerwowego, a wręcz pomaga organizmowi przejść w tryb odpoczynku. To taki cichy sygnał dla ciała, że dzień dobiega końca. Dzięki temu zasypianie staje się łatwiejsze, a sen głębszy i bardziej regenerujący.

Mam jednak czasami ochotę na dobry film. Od jakiegoś czasu nadrabiam kino lat 80tych i 90tych, ale sięgam też po bardziej współczesne perełki. Ponieważ nie mam przestrzeni na seriale ani na oglądanie wszystkiego, co się pojawia, moje seanse filmowe są naprawdę przemyślane. Szukam historii, które mnie poruszą, otworzą oczy na jakąś perspektywę, zostawią ze mną refleksję na dłużej. Taki wieczór planuję z wyprzedzeniem i nie ma w nim przypadku w wyborze filmu. Celebrowanie dobrego kina stało się w ostatnich miesiącach moją małą pasją.

Z czego warto zrezygnować?

Ze scrollowania w telefonie. 

Doskonale wiem, że ten szybki wyrzut dopaminy sprawia, że trudno się oderwać. A jednocześnie nic współcześnie nie zabiera nam tyle czasu. Gdy ktoś pyta, skąd mam czas na codzienne czytanie książek, odpowiedź jest prosta - to mój świadomy wieczorny wybór. I żeby była jasność, dla mnie też nie jest to łatwe. Po całym dniu, kiedy jestem zmęczona, ta prosta „przyjemność” nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku. Wystarczy zajrzeć do wiadomości… ktoś podesłał dwa filmiki… i nagle orientuję się, że minęła godzina na przeglądaniu Instagrama. Dlatego podchodzę do tego bardzo świadomie. Regularnie oczyszczam algorytm, ustawiłam limit 30 minut korzystania z Instagrama (wliczając w to także czas pracy), a bliskich proszę, żeby nie wysyłali mi filmików. Bo spokojny wieczór, książka czy dobry film są dla mnie dziś po prostu na wagę złota.


Gdy nadałam ważność temu, co naprawdę chcę robić tej wiosny, stało się dla mnie jasne, że nie starczy mi czasu na wszystko. Na każdą propozycję spotkania, każde wydarzenie w mieście, każdą okazję, która być może byłaby fajna. To odpuszczanie nie jest łatwe, szczególnie gdy wokół tyle się dzieje, a my mamy poczucie, że coś nas omija. 

Im jestem starsza coraz bardziej czuję, że to właśnie wybór, a nie ilość doświadczeń, daje prawdziwy spokój. Chcę zrzucić z siebie tę cichą presję bycia wszędzie i uczestniczenia we wszystkim. Zamiast tego wybierać uważnie to, co jest dla mnie dobre w danym momencie życia, a nie tylko wypełnia czas.

Wiem też, że nie każdy to zrozumie. I uczę się akceptować to, że moje granice nie zawsze będą wygodne dla innych. Ale dobrze jest mieć swoje priorytety i trzymać się ich łagodnie, bez tłumaczenia się na każdym kroku. 

Wewnętrzny spokój nie pojawia się wtedy, gdy robimy wszystko tylko wtedy, gdy wybieramy to, co naprawdę jest dla nas ważne.

Życzę cudownego weekendu! Do napisania!

SHARE:

22 grudnia 2024

Kojąca Sypialnia Na Plagę Bezsenności

Czy jak w mojej jednej z ukochanych książek "Sto Lat Samotności" Marqueza ogarnia nas plaga bezsenności? Z jaką osobą z mojego otoczenia bym nie rozmawiała twierdzi, że miewa cykliczne problemy ze snem. Problemy z zasypianiem lub wręcz z dobudzeniem się o poranku, uporczywe koszmary czy też budzenie się w środku nocy i gonitwa myśli. 

Praktycznie przez całe 9 lat nie przespałam całej nocy budząc się do dzieci. Zdążyłam urodzić kolejne maleństwo, gdy jeszcze poprzednie z rodzeństwa nie wyrosło z nocnych spacerów do łóżka rodziców. Ząbkowanie, karmienie piersią czy czuwanie przy chorym dziecku w nocy nie należało do najłatwiejszych wyzwań rodzicielstwa, ale w matczynym ciele buzują takie hormony, że jest w stanie znosić to z przyjemnością nawet latami. Zawsze bowiem jest ten wyższy, rekompensujący zmęczenie cel, który dodaje skrzydeł. Ta błogość, pomimo trudu przebudzania się kilka razy w nocy, pozwala błyskawicznie wracać do głębokiego snu. Dodatkowo, budząc się w nocy skupiasz się na dzieciątku i nie masz tego okropnego uczucia w sobie - lęku.

Już od ponad roku nasze wszystkie dzieci śpią wzorowo. Oczywiście standardowo raz, dwa razy w miesiącu któreś - łącznie z psem - wybudzi mnie w nocy z jakiegoś powodu, ale są to jednak sporadyczne wypadki na tle całego miesiąca. (Czasami dość zaskakujące np. Miłoszek potrafi czegoś w nocy szukać i prosi o pomoc :P) A tu okazuje się, że różne sytuacje z minionych miesięcy i sprawa ogromnej ilości kortyzolu w moim organizmie nie pozwala mi spać. Oczywiście nie dotyczy to każdej nocy. Bywa, że śpię całkiem nieźle, ale potem znów pojawia się ciąg nieprzespanych nocy. Zasypiam wzorowo, natomiast gdy tylko coś mnie wybudzi, to nie mogę później zasnąć. I tak o godzinie 2 lub 3 nad ranem mam oczy jak 5 złotych, galopujące myśli o wszelkich troskach dnia codziennego i zmartwieniach całego świata. Nachodzą mnie złe myśli i smutek, ale bywa, że myślę o czymś przyjemnym - o planach czy marzeniach i jestem tak podekscytowana, że również nie mogę przestać o tym myśleć i nie śpię. Chociaż kortyzolu mam w nadmiarze, to i tak byłoby jeszcze gorzej, gdybym nie stosowała pewnych dobrych nawyków, które regulują poziom stresu w moim organizmie. 

Oprócz stresu i przebodźcowania na naszą bezsenność ma wpływ szereg malutkich czynników. Ciężkostrawna dieta i syte kolacje, brak ruchu na świeżym powietrzu i ekspozycji na słońce (nawet w pochmurny dzień) czy też kontakt ze światłem niebieskim przed snem do czego przyczynia się np. przeglądanie telefonu w łóżku. Zdaję sobie sprawę, że na zaburzenia snu potrzebne jest działanie w kilku aspektach. Suplementacja witamin, redukcja stresu (medytacja, praca z oddechem czy ćwiczenia jogi), głębszy kontakt z naturą. Czasami nasze dolegliwości są po to, by nam przypomnieć o czymś ważnym. Być może jest to dobry moment, by zastanowić się jak polepszyć naszą jakość życia, czego brakuje nam na poziomie fizycznym i psychicznym.

"Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz"- jest w tym powiedzeniu dużo prawdy oraz głębsze dno. I chociaż jestem z tych osób, dla których pościelone łóżko jest niezaprzeczalnym elementem, które przyczynia się do dobrego snu, to chodzi tu o szereg czynności, które świadomie wykonujemy kilka godzin przed snem. 

Czysta pościel, wywietrzona sypialnia, odpowiednia (nie za ciepła) temperatura w pomieszczeniu, lekka kolacja zjedzona na 2-3 godziny przed zaśnięciem, ciepła kąpiel i ziołowa herbata (czarna może nas dodatkowo pobudzić). Leżenie na macie z kolcami i czytanie książki przed zaśnięciem. Czasami w gonitwie dnia codziennego robimy zupełnie na opak, a potem w środku nocy bijemy się w pierś, że wystarczyło po prostu podejść do sprawy bardziej świadomie. Oczywiście zarówno ciało jak i umysł potrzebuje trochę czasu na uporanie się ze swoimi słabościami. Jestem świadoma, że nie był to dla mnie łatwy rok i daje sobie prawo i przyzwolenie do tych wszystkich uczuć, które wybudzają mnie w nocy. Wiem, że to się unormuje i minie, jednak warto sobie w tym trudnym procesie pomóc sobie wprowadzając do codzienności zdrowe rytuały.

Wielokrotnie pisałam Wam, że sypialnia w Magicznym Domku to takie nieskazitelne miejsce. Każdego ranka ścielę dokładnie łóżko i wietrzę pokój. Chowam skrupulatnie rzeczy do szafy i zawsze panuje tam ład i porządek. To miejsce musi przynosić mi ukojenie, bo przez bezsenne noce, wiem jak jest ono ulotne. Cieszy mnie każda zmiana pościeli, kolejna książka czytana i leżąca na stoliczku nocnym czy też niedawna zdobycz - piękne lustro, które postawiłam na toaletce (TKMaxx). I chociaż szaro-buro za oknem, tu jest nasz przytulny azyl, w którym jak opadną już emocje przezwyciężę powracającą bezsenność. 



Stonowane kolory, dużo drewna, ciepłe światło bocznych lampek oraz przestrzeń nieprzytłoczona nadmiarem przedmiotów.




I chociaż lubię małe zmiany, to w sypialni zazwyczaj ograniczają się do zmiany pościeli (stonowane zimą, a kwiatowe wiosną i latem). Gdy jestem z czegoś w 100% zadowolona, to nie mam ochoty tego zmieniać. Zakup wełnianej narzuty (Moyha) był strzałem w dziesiątkę -  cudownie układa się na łóżku i wspaniale... grzeje stopy w sezonie jesienno-zimowym. Mam ją od kilku dobrych sezonów.


Uwielbiam ten widok za oknami, niezależnie od pory roku i panującej pogody.





Gdy mam trudniejszy okres, bardzo ważna jest dla mnie również higiena przyswajanych wiadomości. Gdy poziom stresu jest zwyżkowy nie katuję się horrorem czy też książką kryminalną, nie czytam wiadomości o wojnie, polityce i pilnuję się by mocno ograniczać moją obecność w mediach społecznościowych oraz oglądanie na nich filmików.
Skupiam się na książkach, które mam w kolejce do przeczytania oraz selektywnie wybieram filmy i seriale, które oglądam. Niedawno odkryłam na YouTubie bardzo wartościowy kanał, który koniecznie chcę Wam polecić.

Reflections of Life - to zbiór krótkich 10-15 minutowych wywiadów z ludźmi na temat ich przemyśleń o życiu. Piękne zdjęcia (oraz ujęcia przyrody), urocze wnętrza ich domów i ogrodów oraz mnóstwo mądrości życiowej, która płynie z ich doświadczeń jest dla mnie ogromną ulgą w tym pędzącym świecie. Wywiady są zazwyczaj z wiekowymi osobami (a ja mam wielki szacunek i słabość do starszych osób), które w sposób prosty ale niezwykle przekonujący mówią nam o tym co w życiu jest tak naprawdę ważne. Uwielbiam też przyglądać się ich codziennym rytuałom i czynnością, którym się oddają by odnaleźć wewnętrzny spokój. Przeurocze są również ich domy - takie zwyczajne, ale piękne - z masą książek i ukochanych przedmiotów. No musicie to zobaczyć!



Wywiady są w języku angielskim, ale z pewnością można ustawić sobie napisy polskie (ja osobiście ustawiam napisy angielskie, bo mam wtedy pewność, że żadne ważne słówko mi nie umknie). Wyślę, Wam kilka linków od których ja zaczęłam śledzenie kanału Reflections of Life. 


Jestem przeszczęśliwa, że mam jeszcze tyle wywiadów do odkrycia. Chwilę na te 10-15 minut oglądania filmiku można znaleźć każdego dnia, a jest to chwila ukojenia i refleksji nad życiem i codziennością. Zdecydowanie wybieram tą formę a ograniczam do minimum skrolowanie telefonu, które wiem, że mi nie służy.

Pewnie jesteście w ferworze przygotowań do świąt, więc wręcz przewrotnie wrzucam dziś post zupełnie nieświąteczny, który może delikatnie przypomni nam wszystkim, by nie zatracać się w tym pędzącym świecie a delektować się wolną chwilą, spokojnym duchem i magią świąt bez tej zupełnie niepotrzebnej spinki.

Tego Wam życzę na nadchodzące święta i wracam do Was po Wigilii tym razem z typowo świątecznym wpisem w stylu Magicznego Domku.

Harmonii i spokoju kochani oraz...przespanych nocy. ;) 
SHARE:

07 marca 2024

Dom Pełen Zieleni

W miniony weekend wzięłam się za pracochłonne przedsięwzięcie i zajęłam się pielęgnacją wszystkich roślin w Magicznym Domku. Poprzesadzałam do większych doniczek wraz z keramzytem i świeżą ziemią, przyjrzałam się dokładnie korzeniom i liściom oraz podlałam obficie odżywką do zielonych roślin.

Nie jestem ekspertem, nie mam jakiejś wyjątkowej ręki do kwiatów, ale mimo wszystko lubię tą roślinną zieleń w naszym domu oraz ceremonialny spacer podczas podlewania kwiatów raz w tygodniu. Być może nasze roślinki potrzebują różnej częstotliwości w podlewaniu, jednak udało im się dostosować się do wspólnego rytmu i mają się naprawdę dobrze (pomimo różnych odmian i gatunków). Głównym dowodzącym roślin jest krokus mieszczący się w sypialni, który daje mi znać lekko opadniętymi listkami, że oto czas na tourne po całym domu w celach napojenia wszystkich roślin. I głownie na tym do tej pory polegała moja opieka nad roślinami. 

Ponieważ wiele z tych okazów jest z nami już od lat i są żywą częścią naszej domowej wspólnoty, ostatnio zaczęłam jeszcze bardziej doceniać ich towarzystwo. Całym sercem poczułam, że muszę naszym roślinkom się odwdzięczyć podnosząc komfort ich życia i pozwolić na dalszy rozrost. 


Biorąc pod uwagę ilość roślin, roszady i zamianę donic, dokładne przycinanie i mycie liści - cała ta procedura zajęła mi cały weekend (podzieliłam dni na parter i na piętro). Jednocześnie dokładna pielęgnacja i przebywanie wśród naszych roślin było dla mnie terapeutycznym doznaniem. :)





Tak jak wspominałam, żaden ze mnie specjalista, ale nabyłam trochę doświadczenia na podstawie wieloletnich obserwacji. Ponieważ roślinki są również w pokoju dzieci kupiłam im ciekawą książkę, do której.. sama chętnie zaglądam. :)



Dzieci też mi trochę pomagały, chociaż one zdecydowanie wolną prace ogrodowe (co mnie bardzo cieszy). Za nami już parę etapów porządków. Redukcja klamotów, gdy po zimie okazuje się, że jest masa rzeczy do wywiezienia na wysypisko - a to stary materac, popękane doniczki, zniszczone zabawki z piaskownicy czy wyblakły parasol. Gdy nadchodzi przedwiośnie lubię ogarnąć również strefę wokół domu. Jeszcze na sadzenie kwiatów jest za wcześnie, ale zamarzyła mi się donica z rozmarynem. Uwielbiam jego zapach i używam do wielu potraw, więc dobrze będzie mieć już rozrośnięte kępki, gdy wiosna będzie w pełnym rozkwicie. Rozmaryn wytrzymuje nawet przymrozki.




Wiosna coraz bliżej. :) Cieszę się ogromnie na ten czas wszelakich prac w ogrodzie. 


W czasie tych botanicznych czynności musieliśmy się wzmocnić i naszła nas ochota na cynamonowe bułeczki. Skorzystałam niezmiennie z przepisu Kwestia Smaku i wyszły obłędne!








Nie uwierzylibyście jak wielki bałagan zrobiłam w czasie doniczkowego przemeblowania!


Gdy już wszystkie rośliny wróciły odświeżone na swoje miejsce, a po nocy przeszłam się po całym domu doglądając czy wszystko w porządku, czułam namacalne szczęście i wdzięczność, które od nich emanowały. Były soczyste, sprężyste i pełne energii! 












Obecnie mamy 43 rośliny w całym domu, jest to więc niemała kolekcja, która wymaga opieki i odrobiny uważności. To, że u nas rośliny trzymają się w dobrej kondycji myślę, że wynika również z faktu, że chociaż podlewam je wszystkie w tym samym czasie, to dokładnie je obserwuję i dozuję ilość wody w zależności od potrzeb. Każdą roślinę traktuję indywidualnie obserwując stan liści (np. zżółknięcie może oznaczać przelanie rośliny) czy też podłoża (gdy jest wilgotne nie dolewam wody a gdy ziemia jest wysuszona robię to obficiej.) Ale przede wszystkim... zachwycam się! Myślę, że sam fakt, że zauważam każdy nowy listek czy też prowadzę nieustanne z roślinami rozmowy powoduje, że jest im u nas dobrze. 

Może wywołałam tym wyzwaniem u Was uśmiech, ale wiele badań dowodzi, że rośliny, do których się mówi, lepiej rosną. Rośliny reagują na ludzi, a nawet zapamiętują je i wchodzą w związki emocjonalne z osobami, które o nie dbają. Udowodnił to dr Clive Backster, który już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku prowadził w tym zakresie badania. Fenomen świadomości roślin badany jest do dziś i choć nikt nie potrafi go w pełni wyjaśnić, to wiemy już, że rośliny potrafią czuć i reagują na otoczenie, a dobrze traktowane odwdzięczają się szybszym wzrostem i obfitym kwitnieniem. 
Swojego czasu również Ikea zrobiła swój eksperyment, w którym dwie takie same rośliny postawione były w jednej ze szkół w Emiratach Arabskich a uczniowie mieli jeden komplementować, a drugiemu mówić przykre rzeczy lub go ignorować. Pomimo, że oba były tak samo chronione pod specjalnym kloszem, były tak samo nawożone i podlewane oraz miały taki sam dostęp do światła, to po 30 dniach ich różnica była uderzająca.

Myślę, że wiele z nas mocno wypiera fakt, że wiele magii i połączenia z otaczającym nas światem dzieje się poza granicami naszych zmysłów. Ja coraz częściej chcę pochylać się na tym czego nie widać, a co realnie wpływa na nasz dobrostan. Niewątpliwie jedną z tych rzeczy jest obecność roślin w naszym otoczeniu i wzajemne (!) dbanie o siebie. :)

Ściskam Was wiosennie i do napisania już niebawem. 
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig