11 marca 2017

Wszystko Co Lubię Vol. 5

Co jakiś czas na blogu pojawia się cykl o ulubionych rzeczach w Magicznym Domku. Miesięczni ulubieńcy są bardzo popularni w blogosferze i na Youtube. Ja zmieniłam troszeczkę konwencję i pokazuje Wam to co cieszy mnie dokładnie w tej chwili. Są to ulubione smaki, zapachy towarzyszące każdego dnia lub książka, którą obecnie czytam. Po prostu nachodzi mnie taka chwila, gdy zbieram wszystko to co mnie cieszy w jednym miejscu i pragnę Wam o tym trochę opowiedzieć. :)
Okazuje się, że moja podświadomość chce mi coś ważnego przekazać. Tak, potrzebuję już wiosny oraz zieleni i automatycznie otaczam się takimi przedmiotami. Zwariowałam na punkcie tego koloru! Na wiosnę planuję kilka zielonych dodatków, a nasz domek od jakiegoś czasu wypełnia się nowymi roślinami. 

Ale wróćmy do kilku rzeczy, które umilają mi ostatnio każdy dzień.


Ostatnio jestem bardzo wyczulona na zapachy. Nie tyle, że mnie drażnią, jak na początku ciąży, a raczej "poszukuję" w swoim otoczeniu specyficznych, świeżych aromatów, które dosłownie mnie czarują. 
Jednym z takich zapachów, od którego jestem dosłownie uzależniona jest mgiełka - eliksir piękności marki Caudalie.


Już parokrotnie o niej pisałam. Działanie mgiełki przypomina sole trzeźwiące dla zmysłów oraz naszej cery. Działa pobudzająco, doskonale sprawdza się też do utrwalenia makijażu. Jest bardzo intensywna i wydajna, bo ma doskonałe rozproszenie (dosłownie najdelikatniejsza mgiełka). Cera jest promienna i świeża. Oczywiście nie jest to rzecz niezbędna w naszej kosmetyczce, ale naprawdę dawno kosmetyk nie dostarczył mi tylu zmysłowych przyjemności. :)

A jeśli pozostajemy przy szaleństwie zmysłów, to kolejnym moim uzależnieniem jest używanie gąbki konjac z naturalnym mydłem z olejkiem kamforowym do twarzy marki Manna. Ten zestaw mam ochotę dosłownie zjeść i naprawdę trudno mi wytłumaczyć, jak mydło i gąbka może wywoływać u mnie taki ślinotok (zrzućmy to na stan, w którym jestem).


Przyjemna struktura gąbki delikatnie masuje skórę, stymulując przepływ krwi, wspomagając odnowę komórek i pozostawiając skórę czystą i odświeżoną. Po zamoczeniu gąbka jest jędrna i mięciutka, a używanie jej jest wciągające. Dosłownie czekam na wieczór i ten delikatny masaż twarzy. Gąbeczkę konjac można stosować beż używania produktów do oczyszczania twarzy, ale ja lubię stosować ją z mydłem w kostce z olejkiem kamforowym, które przecudnie pachnie (to kolejny specyficzny zapach, w którym się zakochałam) i doskonale oczyszcza zanieczyszczoną skórę. Absolutnie nie wysusza, a wręcz nawilża, jednocześnie redukując niedoskonałości.

Przez bardzo długi czas, właściwie prawie 3 lata odkąd byłam w ciąży z Marysią, nie mogłam używać żadnych mocnych perfum. Dlatego niezmiernie się cieszę, że ponownie odnalazłam dla siebie zapach. Już dawno temu byłam w nim zakochana, a teraz za sprawą Mikołaja ponownie zagościł na mojej toaletce. Mowa o perfumach Chanel Chance w wersji zielonej. 


Chyba tak już jest, że pasują mi raczej świeże i delikatne zapachy, w takich czuję się najlepiej. Zapach jest przepiękny, jak powiew wiosennego wiatru i przede wszystkim nie dusi, dlatego mogę używać go codziennie. 

A jeśli o zmysł smaku chodzi, to otworzyłam się na ziołowe herbaty za sprawą pyszności od marki Pukka. Zwykła herbata jest teraz dla mnie zbyt mocna i.. nudna, a te kompozycje ziół są po prostu niesamowite. Herbaty Pukka mają to do siebie, że odsłaniają cały wachlarz smaku w trakcie picia. Najpierw czujemy nutę ziołową, a następnie różne specyficzne smaki. Nie ma mowy o szybkim piciu herbaty w biegu. Dzięki tym ziołowym herbatom celebruję każdą filiżankę. :)


Książką, którą obecnie czytam jest "Sekretne Życie Drzew". Książka chodziła za mną kilka dobrych miesięcy, ale dopiero pewne spotkanie skłoniło mnie do jej zakupu. To książka dla ludzi wrażliwych na przyrodę, otwartych na inne perspektywy spostrzegania świata. Poza tym bardzo wygodnie się ją czyta (książka podzielona jest na kilka krótkich treściwych rozdziałów), zwłaszcza dla tych, którzy na czytanie nie mają ostatnio dużo czasu (czytaj Mamy w ciąży, które padają wieczorami na twarz). Uwaga, teraz książka jeszcze mocniej oddziałuje na czytelnika, odkąd trwają masowe wycinki drzew...


Pozostając w sferze czytania polecam pismo "Usta". Jest niezwykle inspirujące i przepięknie wydane. Poruszane tematy są przedstawiane z niezwykłą wrażliwością. 


Ponieważ to mój pierwszy i jednyny numer, który dostarcza mi utęsknionych artystycznych doznań, zamówiłam sobie wszystkie pozostałe pisma wydane do tej pory! :)
Nie kupuję obecnie żadnych pism kobiecych, ani nawet wnętrzarskich (kiedyś kupowałam regularnie), więc kwartalnik "Usta" jest dla mnie świetną alternatywą, bo znajduje w nim wszystko czego mi potrzeba.

Z estetycznych przyjemności, zachwyca mnie nieustanie moja kosmetyczka z grubego materiału w naturalnych barwach, którą wyłapałam w TKMaxx.


Kosmetyczka jest przepiękna i oryginalna. Która dziewczyna nie lubi takich kobiecych akcentów? :)

A jeśli miałabym wrzucić do niej ulubiony ostatnio kosmetyk do makijażu, byłby to podkład mineralny marki Annabelle Minerals. Uwielbiam uczucie gołej skóry, bo po nałożeniu produktu nie czuć absolutnie nic na twarzy. Skóra oddycha, jest promienna, a koloryt wyrównany. Na dodatek zawarte w pudrze minerały pielęgnują cerę. Bardzo lubię tą naturalną formę makijażu.


Gdybym mogła miałabym nieskończoną ilość zegarków na rękę. Muszę przyznać, że mam nawet swoją małą kolekcję zegarków z różnych półek cenowych. Problem polega na tym, że ich nie noszę! Zegarki są piękne, ale nie ubierają mnie i źle się w nich czuję. Szalone prawda? 
Całkiem niedawno, w grudniu, dostałam zegarek na naszą rocznicę (nie ślubu, ale pierwszego pocałunku i początku bycia ze sobą - tak, taką też obchodzimy). :) Kształtem, stylem pasuje do mnie jak żaden inny i dlatego stał się moim ulubieńcem, którego w końcu regularnie noszę! :)


Nie mogę doczekać się wiosny i małych/dużych zmian w Magicznym Domku (o których z pewnością wspomnę na blogu). Bardzo często korzystamy z tego co mamy, ale moją słabością są nowe poszewki na ozdobne poduszki. Bardzo lubię zmieniające się u nas tekstylia. Zielone poduchy z H&M Home już czekają.


Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wspaniałego weekendu! :*
SHARE:

04 marca 2017

Love Wyprawkowe cz. 6

Przyznam, że posty wyprawkowe, są dla mnie bardzo przyjemne, bo pisząc je, wiem na ile kompletna jest moja wyprawka. Szykując rzeczy do zdjęć porządkuje je, na bieżąco piorę i chowam do komody. Czuję się bezpieczniej i spokojniej, gdy są już na swoim miejscu. :) 
Dziś kolejna odsłona przygotowań do przywitania nowego członka naszej rodziny i nie wiem czy nie ostatnia, gdyż mamy już naprawdę wszystko czego maluszkowi na sam początek potrzeba. Na wcześniejsze wyprawkowe wpisy również zapraszam (znajdziecie je w zakładce "Dzieci").

Przyznaję, że tym razem mam znacznie łatwiej, bo wiele, naprawdę świetnych rzeczy mamy po Marysi (tak potwierdzam, że dobre jakościowo rzeczy służą po prostu dłużej). Czeka na Gabrysię całe pudełko cudownych, absolutnie nie zniszczonych zabawek na pierwszy rok życia niemowlaka. Jednak wiedząc czym dzieci lubią się bawić w pierwszych miesiącach życia, skusiłam się i kupiłam kilka zabawek, które mam nadzieję umilą nam wspólnie spędzony czas.
Marysia dostała od cudownej Agnieszki (pozdrawiam Cię ogromnie!) kultową żyrafkę Sophie, która od tego czasu przeszła prawdziwy boom! I mogę potwierdzić, że ta na pierwszy rzut oka niewinna żyrafka, sprawdziła się u nas w 100%! Gabrysi postanowiłam sprawić kotka z tej samej serii. Dziewczyny będą maiły (Marysia już ma) swoje sentymentalne pudełka, o których myślę, że napiszę kiedyś osobnego posta. To do nich min. trafią te kultowe zabawki. Kiedyś pisałam Wam o rzeczach, które Marysia odziedziczyła po mnie i między innymi była to gumowa krówka (koniecznie zajrzyjcie - klik) która służyła i mojemu bratu i mnie. Marysia ją uwielbiała w pierwszych miesiącach życia! I na takiej samej zasadzie zachowam żyrafkę i kotka. Są po prostu urocze!


Kolejną zabawką jest pluszowa zawieszka do wózka/fotelika/łóżeczka. Urzekła mnie prostota i cudowne kolory (kupiona w TKMaxx).


Klasyczną kostkę do zabawy również kupiłam w TKMaxx jeszcze zanim planowaliśmy drugiego dzidziusia (a już Marysia wyrosła z takich zabawek). Ja po prostu wiedziałam, że kiedyś będzie potrzebna. :) 


A teraz zabawka dla Mamusi, którą dostałam przy okazji Gabrysiowego Babyshower. Jako maniaczka zdjęć i Instagrama, uważam prezent za w 100% trafiony. :) Literki można układać w różne napisy np. pierwszych miesięcy maluszka. Klocki są firmy Hallmark i przyjechały ze stanów.


Gadżetem, którego nie miałam w wyprawce Marysi jest pojemnik na mokre chusteczki. W torebce często opakowania chusteczek są zmasakrowane i myślę, że taki pojemnik uchroni je przed wysychaniem. Zdecydowałam się na firmę Skip Hop, z której mam również torbę z przewijakiem.


W poprzednich częściach cyklu pisałam Wam o fajnej kosmetyczce z akcesoriami do pielęgnacji maluszka. Bardzo mi się podoba (ma wszelkie niezbędne elementy) ale miałam zastrzeżenia co do szczotki do włosów. Dokupiłam szczotkę z naturalnego włosia marki Lullalove. 
Cudownie patrzy się na to jak polskie marki rozwijają się w branży dziecięcej. Światowa jakość i niebanalne opakowania.


Kolejnym przykładem jest marka Sleepee, z której wybrałam otulacz. Jakość fenomenalna. Cudowna tkanina i wykonanie. Uwielbiam takie neutralne kolory. 
Już zapomniałam, że noworodki są takie malusie! :)


Otulaczy, kocyków nigdy nie za wiele! Dzięki Marysi mamy kolekcję cieplejszych kocyków (urodziła się jesienią), ale Gabrysi potrzebne są też lżejsze, oddychające tkaniny. 
Wybrałam dla niej duży otulacz bambusowo-muśliniowy marki Color Stories. Kolejny raz polska marka zaskakuje cudowną jakością, a ja wprost zakochałam się we wzorze na tkaninie. To jedna z moich ulubionych rzeczy w naszej wyprawce!


W wyprawce przydadzą się też Ikeowskie klasyki jak np. nieprzemakalny przewijak, który idealnie się sprawdzi przy przewijaniu na łóżku/kanapie/stole itp. Minusem piętrowego domu jest to, że przewijak przy łóżeczku i w łazience to zdecydowanie za mało. ;)


Smoczki, którym jestem wierna od czasów Marysi są z firmy Lovi. Po prostu nie wyobrażam sobie innych, nawet nie zamieniłabym ich na eko kauczukowe. Po pierwsze podoba mi się to, że smoczki są dostosowane do odpowiedniego miesiąca życia maluszka, po drugie, że smoczki Lovi mają symetryczny, inspirowany brodawką kształt. Marysia uwielbia kręcić smoczkiem na wszystkie strony, a smoczek zawsze pasuje. :) No i te designerskie grafiki! :)
Wiem, że są dwa obozy osób, które są za smoczkami i tymi co są przeciwni. Myślę, że decyzję o podawaniu smoczka lub nie, należy pozostawić rodzicom.
U nas smoczek nie zaburzył odruchu ssania (karmiłam piersią Marysię równo 2 lata!) a pomógł przy wielkiej potrzebie ssania i wielu stresujących sytuacjach, dzięki czemu Marysia nie jest znerwicowanym dzieckiem. Co więcej, chociaż oczywiście już znacznie w mniejszym stopniu, Marysia do tej pory korzysta ze smoczka w razie potrzeby. Szykują się w jej życiu duże zmiany, wiec nie oduczam na siłę w tej chwili. Ja osobiście smoczków w dzieciństwie nie lubiłam, za to ssałam palec bardzo długo (aż wstyd się przyznać do kiedy! ;) ). I żyję i mam się dobrze! ;)
I tu dodam trochę prywaty, bo wiem, że są takie tematy, które wzbudzają u różnych (zwłaszcza internetowych) mam skrajne emocje. Między innymi smoczki. :) Mnie naprawdę jest obojętne, czy ktoś podaje smoczek czy nie, to kompletnie nie moja sprawa i każdy rodzic ma swoje podejście, rozum i uzasadnienie. Dlatego jeśli mogę, to proszę o nie pisanie złotych rad, bo ja swoją decyzję mam przemyślaną i jej nie zmienię przez anonimowe komentarze. Naprawdę, nie opieram decyzji rodzicielskich na takich opiniach w internecie. ;) Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. 


A na sam koniec pielęgnacja maluszka. 

Jestem ogromnie zadowolona, że dostępność i wybór eko kosmetyków dla dzieci jest tak ogromny. Z Marysią testowałyśmy do jej pory wiele cudownych naturalnych firm. Jednak na sam początek nie szaleje tak z nowościami, a raczej wybieram sprawdzone produkty. Pierwsze dni maluszka są bardzo specyficzne, dlatego miedzy innymi sięgnęłam po klasyki, które poleciła mi moja...Mama. 
W naszej wyprawce nie może zabraknąć między innymi kultowego zielonego Linomagu.


Do tego wybrałam parę produktów z serii Linomag (puder, maść z cynkiem i krem ochronny, który z Marysią miałyśmy i bardzo lubiłyśmy). Przyznam, że podobają mi się ich delikatne, ładne opakowania. Oraz inne apteczne akcesoria przydatne na sam początek jak sól fizjologiczna i jałowe gaziki do przemywania oczu. Na samym początku do pielęgnacji przydają się również waciki i po prostu przegotowana woda. Sprawdzą się też patyczki oraz Octenisept do przemywania pępuszka.


W pierwszych tygodniach życia nie warto z ilością mydła w kąpieli. Fajnym rozwiązaniem jest dolewanie niewielkiej ilości naturalnej oliwki do kąpieli (na samym początki stoswana bezpośdrednio na skóre mozna być zbyt treściwa). Uwielbiam produkty marki Hipp, bo są ekologiczne, mają świetny skład, są łatwo dostępne i mają piękne zapachy i opakowania.


Do torebki z naturalnych kosmetyków wybrałam serię dla dzieci marki Lavera.


Nie jestem jakąś zagorzałą fanką pieluszek Pampers, są inne tańsze, równie dobrej jakości pieluszki (np. Dada czy Tourjours), które z powodzeniem można stosować w późniejszym okresie. Jednak na sam początek, gdy skórka dziecka jest ultra delikatna, wybrałam opakowanie pieluszek z firmy Eco by Naty (dostępne również w niektórych większych Rossmmanach).


W wyprawce nie może zabraknąć rzeczy pielęgnacyjnych dla Mamy. Ale o tym napiszę Wam w innym poście, przy okazji pakowania torby szpitalnej. Co Wy na to? :)


To wszystko na dziś, życzę Wam cudownego weekendu! :* 
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig