03 listopada 2026

Migawki Września i Października ' 26

Gdy zasiadam do migawek miesiąca (a właściwie dwumiesiąca) :), biorę wielki wdech i wydech, bo uporządkowanie zdjęć z tak długiego okresu wymaga nie lada energii i organizacji. Z drugiej strony czas pędzi jak oszalały i dobrze jest na chwilę się zatrzymać, z refleksją przyjrzeć się minionym tygodniom, a dzięki temu zobaczyć, jak bardzo barwne życie wiedziemy na co dzień. Od małych spraw po wielkie, od radosnych po te bardziej refleksyjne. Dzięki fotorelacjom te wszystkie chwile zostaną ze mną na trochę dłużej. Zapraszam na migawki.

WRZESIEŃ

Nowy rok szkolny mocno mnie zaskoczył. Nagle poczułam, że moje dzieci naprawdę rosną, zmieniają się, dojrzewają. Coraz więcej potrafią zrobić samodzielnie, ale paradoksalnie coraz częściej szukają mojego wsparcia w emocjonujących przeżyciach, wyzwaniach i rozterkach. Staram się być obok i nadążać za tym wszystkim, co dzieje się w ich świecie.

Ostatnie dwa miesiące były dla mnie dużym wyzwaniem, ale mam wrażenie, że nasze zaangażowanie jeszcze mocniej procentuje i pozwala nam mieć dobre rodzinne relacje. 

Nasze termoforki polecają się na jesień i zimę!

Marysia, taka panna, szykuje się na rozpoczęcie roku szkolnego!

Gdy tylko zanosi się na chorobę, smutek, rozterki, brak sił, nudę czy kuku na muniu, warto ugotować rosół. Długo, niespiesznie, z czułością. A potem pić go i pić do skutku, aż wszystko minie.  😀

Lista książek do przeczytania osiągnęła już rozmiary ponadprzeciętne. Postanowiłam więc kategorycznie niczego więcej nie wypożyczać z biblioteki i nie kupować do końca roku. Oczywiście z pominięciem malutkich, niewinnych wyjątków! :)

Jesteśmy zabiegani od rana do wieczora, więc bywa, że tylko poranną kawę udaje nam się wypić spokojnie, we dwoje. Może dlatego smakuje tak dobrze. ❤️

Zrobiłam sporo zmian w organizacji domu. Lubię, gdy wszystko ma swoje miejsce i można spokojnie odłożyć każdą rzecz tam, skąd się ją wzięło. Porządek w kosmetykach, koszulach nocnych i ręcznikach, a do tego pilnowanie rozsądnych ilości, żeby nie zagracać sobie przestrzeni.


Mam bzika na punkcie faktur i wzorów.

Ogród późnym latem zachwycał nas w tym roku wyjątkowo długo.


Klasyka, czyli „Obcy” Camusa. Czytało się lekko, choć towarzyszyło mi dziwne uczucie, że coś tu nie pasuje. A potem zostało w głowie mnóstwo myśli, które nie dawały spokoju przez kolejne tygodnie.

Na terenie domu i ogrodu grasował jakiś ninja.

A Gabrysia wyjechała sama na swój pierwszy turniej koszykarski i wróciła z brązowym medalem! Świetnie odnajduje się w tym sporcie, coraz pewniej czuje się na boisku i widać, ile daje jej ta przygoda. Przed nią kolejny rok pełen wyzwań i poważniejszych zawodów. Będziemy mocno trzymać kciuki za każdy kolejny krok!

Sezon w ogrodzie powoli dobiega końca, ale Babcia Jola zmotywowała mnie jeszcze do kilku nasadzeń, które będą cieszyć oczy następnego lata. 🌱

Kolejny klasyk, a przy okazji też książka zawierająca listy autora do przyjaciela i wydawcy, pisane niemal codziennie podczas pracy nad powieścią. John Steinbeck traktował je jak rozgrzewkę przed właściwym pisaniem. Ten wątek zaciekawił mnie chyba równie mocno jak sama historia.

Czytam z przerwami i jak na złość akurat teraz na podstawie powieści powstał serial „Na wschód od Edenu” z Florence Pugh w roli głównej! A ja muszę cierpliwie poczekać i doczytać książkę, zanim dam się porwać ekranowej wersji.

Lubię herbatki z przesłaniem. :)

Lubię gotować bez pośpiechu, a jesienna kuchnia jest niesamowicie aromatyczna.

Romantyzowanie rzeczywistości wcale nie jest takie trudne. Wystarczy świeżo zmieniona pościel, dobra herbata i różyczki z ogrodu. Mamy już prawie listopad, a one nadal kwitną i kwitną, więc małych bukiecików u nas nie brakuje. 🌹


Nowa pasja Gabrysi!


Udał nam się fajny wyjazd do stolicy. Odwiedziliśmy Zuzię i jej nową, przesłodką beagielkę Stefcię, adoptowaną ze schroniska. ❤️

A potem ruszyliśmy na urodziny do Natalii i Ze, gdzie przywitali nas przepięknie przystrojonym stołem w jesienne barwy, aromatycznym jedzeniem i cudownym towarzystwem. Niewiele jest osób, które potrafią tak ugościć.


A te szachy chętnie zabralibyśmy ze sobą. 


Dobrze mi tam, gdzie czuję się swobodnie. Dzieciaki bawiły się, tworzyły prace plastyczne, a my rozmawialiśmy na różne tematy, zajadając same pyszności. Uroczy wieczór.


Spacery po lesie dają tyle wytchnienia, niezależnie od pory roku. Miło też zauważyć, że ktoś pamięta o okolicznych wiewiórkach i zostawia dla nich orzechy. ❤️



Pieski pomagają w rozładowaniu zmywarki. 🐾


A w pracy również jesienne klimaty. Nie może zabraknąć pięknie ilustrowanych książeczek, które ładnie dopełniają nasz asortyment.



Ciepłe kapcioszki i jesienna rozgrzewająca zupa. 


Wrzesień to oczywiście także czas powrotu do zajęć dodatkowych dzieciaków. Jestem zwolenniczką tego, żeby nie wypełniać im każdego dnia od rana do wieczora, ale co zrobić, kiedy one najchętniej spróbowałyby wszystkiego?

Konie, perkusja, angielski, szachy, wspinaczka, koszykówka… Lista jest całkiem długa. Kiedyś mogłam mieć ich wszystkich pod ręką i było mi zdecydowanie łatwiej niż teraz, gdy kursuję między kolejnymi zajęciami i nadążam za ich pasjami. Jednocześnie obserwowanie, jak rozwijają swoje zainteresowania, próbują nowych rzeczy i robią postępy, daje mi mnóstwo satysfakcji.


Trochę podglądam, a trochę czytam. Świadomie rezygnuję z bezmyślnego scrollowania telefonu i nagle okazuje się, że znajduje się czas „na wszystko”.


Wiosna będzie piękna za sprawą posadzonych jesienią przebiśniegów i tulipanów. 



Czasami trudno pogodzić to, co mam do zrobienia w pracy, z krótkimi przerwami między zajęciami dzieci. Staram się, żeby zawsze czekał na nas jakiś ciepły posiłek. Kiedy udaje mi się to wszystko sprawnie połączyć (choć nie zawsze!), daje mi to mnóstwo satysfakcji i poczucie, że dzień był dobrze zagospodarowany.


PAŹDZIERNIK

Człowiek powoli nastraja się już jesiennie, a tu okazuje się, że jeszcze nie czas, by chować na dno szafy letnie błękity. Malaga przyciągnęła nas kolejny raz w tym roku i udało nam się wyskoczyć na kolejny przedłużony weekend tylko we dwoje.


A na miejscu zachwyca wszystko, od wynajętego mieszkania..


Architektury i nocnych spacerów...


Po detale...


Kolory...


Smaki...


Lubimy tu wracać, bo jest w tym miejscu coś, co sprawia, że od razu czujemy się swobodniej. Jesteśmy bardziej wyluzowani, częściej się uśmiechamy, nie myślimy tyle o codziennych sprawach. Nigdzie się nie spieszymy, mamy czas na długie śniadania, spacery i bycie razem. Niby robimy podobne rzeczy jak w domu, a jednak wszystko smakuje trochę inaczej. Czas płynie wolniej, a my po prostu dobrze się tu czujemy.




Najważniejsi są jednak nasi przyjaciele, którzy ugościli nas w swoim cudownym domu na wzgórzu, z pięknym widokiem, ogrodem i atmosferą, w której bardzo szybko przestaje się być gościem. Długie godziny rozmów, tych zupełnie codziennych, ale też głębszych, o życiu, ludziach i świecie.

Tym razem nawet nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć. Te najbardziej osobiste, z naszymi przyjaciółmi, powstały analogowym aparatem i będą musiały poczekać, aż wywołam film z całych wakacji.


Mniej, prościej, intensywniej. Dobra jakość zawsze się obroni. Nie potrzeba wykwintnych dań, żeby rozkoszować się smakiem. Podczas tego wyjazdu jadłam najpyszniejsze mango w całym swoim życiu!


Urodzinowy wieczór męża w Mijas. Spacer po białych uliczkach i przepyszna kolacja w najlepszej hiszpańskiej restauracji, w jakiej do tej pory byłam. A do tego uroczy sklepik i przepiękna ceramiczna lampa, którą przywieźliśmy ze sobą do domu.




Limonki z ogrodu przyjaciół.


Ceramiczna, ręcznie malowana lampa, która zawiśnie w kuchni lub w łazience na dole. Myślę, że takie perełki tworzą dom.


Róże wciąż zachwycają, a jesienne mgły dodają im jeszcze więcej uroku.


Kącik Magicznego Domku namalowany akwarelami.


Nocowanki u Mamy. Wróciliśmy do jednej z naszych ulubionych książek. Wciąż ma w sobie tyle uroku!



Aż trudno mi uwierzyć, że minęło 12 lat odkąd pojawiła się na świecie Marysia. 
Pamiętacie ten wpis? - KLIK. Do tej pory, gdy do niego wracam, ogarnia mnie to kojące uczucie. 
Kiedyś torty robione w ukryciu, dziś w całym procesie pomaga mi nasza nastolatka. Czasami aż trudno mi uwierzyć, że te lata tak mijają. A tort wymarzyła sobie w klimacie Pamiętników Wampirów.


Sto lat Marysiu!


Urodzinowa przejażdzka.


Nasze okno na jesienny las. 

Czasami tak niewiele potrzeba mi do szczęścia. Kiedy czuję się przytłoczona, zmęczona i zmarznięta, gorąca kąpiel potrafi dodać mi otuchy i przywrócić trochę spokoju.


Wiem, że zaczyna mi brakować równowagi, gdy nie starcza czasu na ciepły, prosty obiad, a podlewanie kwiatów staje się kolejną rzeczą do odhaczenia. Lubię te małe, codzienne rytuały i wiem, że kiedy zaczyna ich brakować to zdecydowanie pora z czegoś zrezygnować i trochę zwolnić. 


Słodziaki wpadły jeszcze na porcję przytulasków przed snem.


Najpiękniejsze samochodziki z domowej kolekcji.


Jeden z tych jesiennych aromatów, które uwielbiam gdy unosi się po całym domu.



Zapłacze się, gdy pomidory stracą już zupełnie swój smak.


Październik przyniósł sporo naprawdę pięknych dni. Czasami odrywałam się na chwilę od pracy przy biurku, gdzie malowałam nową kolekcję, i wychodziłam do ogrodu na kawę. Takie małe przerwy potrafią wiele zmienić. Często szukamy jakiegoś turbo doładowania, zapominając, że to właśnie suma drobnych przyjemności i krótkich chwil wytchnienia pomaga nam złapać równowagę i nabrać sił na kolejne dni.



Kolacja we dwoje, tuż przed magicznym koncertem. Chyba można to nazwać randką! 😉



Przecudny koncert Anity Lipnickiej przeniósł mnie do dawnych czasów. Piękne, nowe aranżacje i ciekawie opowiedziana historia oraz kulisy powstania piosenek. 

Cieszę się, gdy zamawiamy bilety na koncerty, potem jestem wściekła, że w ogóle muszę się gdzieś ruszyć w tym zabieganym czasie, aż w końcu siedzę tak poruszona i doładowana pozaziemska energią...

Warto czasem dać się namówić samej sobie na takie wyjścia.


To jubileuszowa edycja płyty z 1996 roku. Niespełna dwudziestoletnia Anita napisała wtedy utwory tak dojrzałe, że wciąż brzmią aktualnie, nawet 30 lat później. 


Załatwiając sprawy na mieście kątem oka zauważyłam sklep z antykami i wróciłam z...


Pięknym fotelem do pokoju Miłoszka za 120 zł!


Czyściutki i zadbany. I te detale.



Dostaliśmy trochę warzyw z ekologicznego ogrodu od znajomego, więc tym razem zrobiłam zdrowszą wersję brownie z pieczonej dyni z mrożonymi czereśniami.


Vincuś nasz kochany. 


Nie wyobrażam sobie Magicznego Domku bez naszych piesków.


Ostatnio jest we mnie potrzeba tworzenia rzeczy, które nie muszą być częścią żadnego projektu, a są po prostu sposobem na wyrażenie siebie. Coraz mocniej przekłada się to również na moją szafę. Lubię rzeczy fikuśne, nietuzinkowe, z drobnym szczegółem, który sprawia, że wyróżniają się spośród innych. Kiedy więc trafiam na coś wygodnego i basicowego, coraz częściej zastanawiam się, jak mogłabym to zmienić, ozdobić, nadać temu własny charakter.

Chciałabym jeszcze więcej nauczyć się o szyciu i przeróbkach. Mam też w planach własnoręczne wykonanie broszek, które zresztą uwielbiam nosić. Marzy mi się szafa, w której elegancja spotyka się z artystyczną nutą. Trochę klasyki, trochę fantazji, rzeczy z historią, ale też takie, które powstały pod wpływem nagłego impulsu i zwykłej potrzeby tworzenia.

Może z wiekiem coraz mniej interesuje mnie samo posiadanie, a coraz bardziej możliwość tworzenia czegoś po swojemu. Nawet mały, własnoręcznie wyhaftowany jeżyk na koszuli może być początkiem czegoś większego. 🦔🤎🍂





W naszym domu nie brakuje pszytulasów w najróżniejszych konfiguracjach.



W tym roku miałam tak piękne pelargonie, że postanowiłam spróbować przezimować je do następnego sezonu. Nie mam niestety chłodniejszego pomieszczenia, takiego jak strych czy garaż, więc tym razem spróbuję inaczej. Przycięłam je odpowiednio i ustawiłam je na nasłonecznionym półpiętrze, gdzie zimą temperatura utrzymuje się w okolicach 19 stopni. Zamierzam ograniczyć podlewanie do mniej więcej raz na trzy tygodnie, a wczesną wiosną wrócić do nawożenia.

Dam znać, czy eksperyment się powiedzie. To były jednak tak dzielne i wytrzymałe okazy, że mam nadzieję, że jeszcze niejedno lato przed nami! 🌸



Oczywiście nie wszystko zmieściło się na zdjęciach. Ostatnie tygodnie miały swoje wzloty i upadki, ale kiedy patrzę na nie z perspektywy czasu, bilans zdecydowanie wychodzi na plus i jestem wdzięczna za ten czas. Chciałabym zapamiętać przede wszystkim te dobre chwile, a trochę mniej wracać do mojej trzytygodniowej (!) przygody z zapaleniem zatok czy tygodnia, w którym Gabrysia zdążyła zwichnąć zarówno nadgarstek, jak i kostkę, które trzeba było prześwietlić.

Tempo życia i liczba spraw, które nawarstwiły się w ostatnim czasie, dały mi się mocno we znaki. Jesienna zmiana czasu tylko spotęgowała ochotę na spędzanie wczesnych wieczorów pod kołdrą, z książką w ręku. Coraz bardziej doceniam takie spokojne zakończenia dnia. Mam nadzieję, że listopad przyniesie nam trochę wytchnienia, więcej zwyczajnych, dobrych chwil i okazji do złapania oddechu.


I tego życzę nam wszystkim. 
Do napisania!
SHARE:

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig