sobota, 19 grudnia 2015

Świąteczne 2 Tygodnie z G. Dzień. 9

18 grudnia, piątek

To cud i szczęście w nieszczęściu, że mam zdjęcia na dzień nr 9, ale o tym na samym końcu... 

Kolejna wczesna pobudka. Dziś czeka mnie bardzo ważne i trudne spotkanie. Reszta smacznie śpi..


Robię sobie śniadanie i obowiązkowo kawę. Tak dziwnie cicho, ciemno i (nie)spokojnie.


Gdy się ubieram i maluje, reszta ekipy właśnie się przebudziła i szaleje. Ja za chwilę muszę wychodzić. Dobrze, że dziś, na czas mojej nieobecności, Marysia zostaje po prostu z Tatą. :)


Spotkanie dobiega końca i na szczęście udało się załatwić bardzo ważną służbową sprawę. Udajemy się na lunch do Ikei, by przedyskutować przebieg spotkania.


Około południa mam już wolne. Załatwiam na miejscu parę spraw.
Odbieram książkę z Empiku.


Wyłapuje przeceny dla Marysi w dwóch sklepach.


Kupuje po drodze ulubiony przysmak - suszonego ananasa.


Następnie wracam do domu i czeka na mnie moja kochana rodzinka!


Korzystając z tego, że dziś Pan Poślubiony ma wolne, jedziemy z Marysią na małą wycieczkę.


Po drodze mijamy świąteczny jarmark.


Udajemy się na przepyszny obiad!




Następnie udajemy się na mały spacer w centrum miasta.


Jest pięknie i przyjemnie. Takie małe wytchnienie w dniu dzisiejszym, w którym panuje jakaś dziwna, niespokojna aura.



W drodze powrotnej zatrzymujemy się przy słodkościach przy jarmarku.


Mniam!


Po powrocie do domu pakuję paczuszkę (wygrany wałek w konkursie) i pędze na pocztę jeszcze przed jej zamknięciem. O dziwo nie było praktycznie żadnej kolejki!


Po powrocie wieszamy z Marysią ozdobę choinkową, którą kupiliśmy podczas spaceru.



A następnie podziwiamy zdobycze zakupowe oraz wkładamy wyprane ubranka Marysi.



Kolacja, spokojna kołysanka, kąpiel i Marysia ląduje w objęciach Morfeusza.


Cały dzień marzyłam o goracej kapieli w wannie. W niej wysyłam zdjęcia z dzisiejszego dnia na maila, rozmawiam przez telefon z Anią...


I całe szczęście, że wysłałam zdjęcia, gdyż przy wychodzeniu z wanny, telefon wyślizgną mi się z rąk... i nie, nie moi kochani, wcale nie wpadł mi do wanny ale... do HERBATY!

Telefon padł, nie mam kontaktu z nikim, jestem załamana!!! :(

Tak, dziś panowała jakaś dziwna aura!

Do napisania...

P.S Cały dzień chodziłam dziś z telefonem odczytując Wasze komentarze - jesteście przecudowni i nawet nie macie pojęcia ile dla mnie Wasze słowa znaczą i jak motywują. Dziękuję!
SHARE:

23 komentarze

  1. Sprobuj tego:
    https://www.youtube.com/watch?v=0d-84m82nm4
    Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, uwielbiam ten cykl, ciesze się, że jest... Jak go czytam to się zastanawiam nad czasem i myślę, że u Ciebie to jest on "z gumy". Mi brakuje czasu na wszystko, o spacerze to już nie myślę... A Łódź jest piękna. (bo to Łódź prawda?). Mój mąż kiedyś pracował w Łodzi. Trzy lata jeździł z Warszawy do Łodzi. Czasami jeździłam z nim bo miał służbowe mieszkanie, on do pracy a ja na zwiedzanie. Bardzo mi się to miasto podoba, teraz jest niedoceniane bardzo, same złe rzeczy o nim się piszę a jest przepiękne. Dobrej soboty, ja zabieram się za porządki i bigos. jak się dzis ze wszystkim wyrobie to może jutro będzie spacer po świątecznej warszawskiej Starówce... Gosia T.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojoj włóż go do ryżu moze to pomoże :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna ta bluzeczka Marysi w wiewiórki :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie ! u co teraz z cyklem z Marysią ?? :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Gusiu, nie wiem czy Cię pocieszę ale miałam podobną sytuację z telefonem, myślałam, że już Go nie odzyskam...ale intuicyjnie spróbowałam uruchomić go - UWAGA - po około dwóch tygodniach i działa !!! :)
    Potrzebował chyba czasu na regenerację ;))) W tym czasie miałam telefon zastępczy, wysłużony mojego męża .. dla mnie to był mały cud gdy odzyskałam swój HTC.
    Wirtualne uściski dla Maryśki.
    ps. urocza choinka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś , bardzo dawno temu miałam Nokie ,taką ze świecącą obudową. Tego dnia czekałam na bardzo ważny telefon , ale nadszedł wieczór , telefon milczał więc pomyślałam , że pójdę się kąpać a telefon zabiorę ze sobą . Jak pomyślałam tak zrobiłam i już po chwili siedziałam w wannie w pianie "po uszy" . Ciepło , miło , pachnąco i ... wtedy zadzwonił telefon . Oczywiście złapałam go w pośpiech mokrą ręką .Telefon wystrzelił w powietrze , wpadł do wanny a tonąc cały czas grał niczym Titanic . Po wyjściu z wanny rozłożyłam telefon na ręczniku z baterią obok . Rano złożyłam , wszystko działało bez zarzutu . Z tego telefonu korzystałam jeszcze przez około rok. Był bardzo prosty , bez aparatu , internetu i tych innych "niezbędnych " rzeczy . Był niezniszczalny . Niestety czasy takich telefonów minęły bezpowrotnie .
    Co do cyklu ...z G. uwielbiam , czekam niecierpliwie i czytam z wielkim zainteresowaniem .
    Pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mojej przyjacółce zdarzyło się to samo, kiedy odpisywała komuś nad kubkiem kawy:) Do dziś się z tego śmiejemy, choć to było dawno;) Ta sama osóbka wylała do sedesu swój pierścionek zaręczynowy razem z brudną wodą po myciu podłogi;D A z czasów sdutenckich pamiętam jak po zakrapianym spotkaniu z przyjacółmi, owinęła sobie szyję czyimś sweterkiem, a swój szalik zostawiła w klubie... Następnego dnia okazało się, że to bardzo ładny sweterek, więc wymiana była korzystna:) Wyjątkowym ludziom, zdarzają się wyjątkowe wpadki;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam ten codzienny cykl. :)
    I bardzo lubię ten ład u Ciebie i systematyczność i dbałość o szczegóły (pomimo suszarek ;))
    Pozdrawiam przedświątecznie
    Czajka

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam ten codzienny cykl. :)
    I bardzo lubię ten ład u Ciebie i systematyczność i dbałość o szczegóły (pomimo suszarek ;))
    Pozdrawiam przedświątecznie
    Czajka

    OdpowiedzUsuń
  11. Gusiu czytałam ten wpis na wdechu - wystraszyłaś mnie! Już się bałam, że miałaś jakiś wypadek, że stało się coś strasznego - a to tylko telefon ufff - umiesz stopniować napięcie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Taka złośliwość rzeczy martwych ale może dzięki temu Mikołaj przyniesie Ci jeszcze jeden prezent 🎅 🎁
    PS. Zainspirowana twoimi wpisami udałam się dziś do tkmaxx i pomimo dużej kolejki,upolowałam piękną ozdobę świąteczną oraz piękny kosz na zabawki dla synka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak dawno tu nie byłam, ile postów do nadrobienia! :) Całe 9 dni z Wami - będę czytać zaraz od dnia 1 do 8 :) Marysia jaka już duża, śliczna dziewczynka. My się w grudniu przeprowadziliśmy do swojego magicznego domku, więc jestem troszkę do tyłu z ulubionymi blogami. Pomimo, że od tygodnia mieszkamy, mąż coś ciągle wykańcza, a ja sprzątam i sprzątam i tak w kółko:) Ale u siebie to się chce:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Do herbaty? Niezła precyzja ;))) pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Gusiu, wyjmij baterię, kartę sim, połóż pod ciepłym kaloryferem i spróbuj go uruchomić następnego dnia. Powinno pomóc. Mnie ostatnio tez wpadł telefon do wody, jakoś udało mi się go uratować.

    OdpowiedzUsuń
  16. Gusiu, zaglądam tu systematycznie od 2 lat, tu się wyciszam i laduje akumulatory po ciężkim dniu. Wszystkiego dobrego i pozdrawiam cieplutko ��

    OdpowiedzUsuń
  17. Gusiu, zaglądam tu systematycznie od 2 lat, tu się wyciszam i laduje akumulatory po ciężkim dniu. Wszystkiego dobrego i pozdrawiam cieplutko ��

    OdpowiedzUsuń
  18. Dobrze, że to tylko telefon. Myślałam że miałaś stłuczkę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Trzeba szukac szczęścia w nieszczęściu, dobrze,ze ta zła aura dotyczyła tylko telefonu bo mogla zrobic cos gorszego niz zniszczyć telefon i zmarnowac herbatę ;) Ale mam nadzieję, ze wróci do życia bo jeszcze niedawno zmienialas telefon :) Trzymam kciuki :) Pozdrawiam i mam nadzieję, ze cykl bedzie kontynuowany ;* Swoja droga, czasami przewidujemy nieszczęścia. Ale może one sa wywoływane przez ten nasz niepokój?

    OdpowiedzUsuń
  20. Można spróbować potrzymać go jakiś dłuższy czas w ryżu, mojej koleżance pomogło. Ozdóbka na choinkę przeurocza :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Również radzę włożyć do pojemnika z ryżem, wyciągnie wilgoć.
    Uwielbiam Twój blog a cykl tygodnie z G najbardziej. Słodką masz córkę. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  22. No tak, raz na czas dzieje się coś, co nas wybija z równowagi ;) I wtedy okazuje się, na ile potrafimy nabrać dystansu... Mam nadzieję, że uda się uratować telefon, bo na pewno szkoda pieniążków, ale jakby nie było, telefon to w zasadzie pikuś, oby inne nieszczęścia trzymały się od nas z dala! Głowa do góry! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig