wtorek, 12 kwietnia 2011

Gapcio-destrukcja


Nasi stali czytelnicy wiedzą już, że mamy hopla na punkcie naszych zwierzaków. Mają wiele przywilejów i.. co tu dużo mówić są bardzo rozpieszczane. Lunka jest z nami już dwa lata a Gapcia pół roku. (w sierpniu będą jej pierwsze urodziny)

Długo zastanawialiśmy się nad posiadaniem psa. Rozmowy toczyły się godzinami i tygodniami. Czy to dla nas odpowiedni czas? Czy damy radę? Jak przyjmie nowego członka rodziny nasza kotka? Jedno było pewne - chcieliśmy Beagla. Przyznam, że bałam się wioząc to małe Gapciowe zawiniątko pewnej październikowej nocy. Była taka malutka a ja poczułam niesamowitą odpowiedzialność za tą tyci istotkę. Kolejnym szokiem było to jak nieprzyjacielsko przyjeła gościa Lunka. Najpierw udawała, że wszytsko OK i nagle w najmniej oczekiwanym momencie rzuciła się przerażliwie. Myślałam, że po tym maleńkim szczeniaczku już nic nie zostało. To był dramat i bardzo się martwiliśmy jak to z nimi będzie. Mijały tygodnie a one musiały być rozdzielone w innych pokojach. Walka z siusianiem gdzie popadnie, wychowanie małego szczeniaczka, oswajanie go z otaczającym światem (zgodnie z 12 zasadami socjalizacji szczeniaka) zajmowało wiele czasu i cierpliwości. Wizyty u weterynarza, szczepienia, robaki, cuda wianki! Przez to wszytsko musieliśmy przejść sami.

Trzeba przyznać, że jest dużo prawdy w stereotypie Beagla - to nieznośne psotniki! Musieliśmy się nauczyć, metodą prób i błędów, jak unikać szkód. Gapcia na tyle jest wychowana, że przy nas stara się trzymać fason. Ma tylko bzika na punkcie skarpetek, które przynajmniej 5 razy dziennie wyjmuje jej z pyszczka. (czasami naprawdę nie wiem skąd ona je wyciąga). Najgorzej jest gdy wychodzimy. Gapcia wtedy zostaje w kuchni i przedpokoju. Wszytsko jest zredukowane do minimum, nic nie może stać na wierzchu w zasięgu jej pyszczka. Gapcia nie zostaje nigdy na dłużej niż maksymalnie 4-5 godzin ale nawet wtedy potrafi zrobić mały armagedon... A najgorsze były początki...























































Tak tak, to zrobiła właśnie Gapcia - nasz ukochany słodziak. Zdjęcia pochodzą z różnych okresów i nie zawsze miałam...że tak powiem dystans do tego by zrobić zdjęcia. (Bywało, że z płaczem rzucałam się na łóżko) Ale był czas gdy wchodziliśmy do takiej kuchni zaledwie po godzinnej nieobecności! I to codziennie! Zasada była jedna - nigdy przenigdy nie wolno na takiego psa krzyczeć. Jest już po fakcie, więc pies nie wie nawet o co chodzi. Trzeba mieć dużo cierpliwości! Ale opłaca się. Teraz takie przypadki zdarzają się bardzo rzadko. Przeszliśmy jednak erę gryzienia mebli, dywanów, fotela ratanowego, przesadzania kwiatków, odłączania kabli internetowych, ściąganie szuszącego się prania, sikania w łóżko i wielu innych rzeczy. Od pierwszych naszych dni Gapcia została nazwana przez moją Babcię Diabłem Wcielonym. :)

Ja przy Gapci nauczyłam się wiele cierpliwości. Myślę, że to dobra nauka przed posiadaniem własnych dzieci. Dużo czytaliśmy, poświęcaliśmy dużo czasu na wychowanie. Teraz Gapcia z każdym dniem robi się dojrzalsza. :) Przy nas raczej nie pozwala sobie na wiele, zostając sama już tylko sporadycznie coś spsoci. To naprawdę mądry psiak.

Lunka pokochała swoją psią siostrzyczkę. Spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. I nie są jak typowy pies z kotem, że żyją razem ale na odleglość. Zadziwiające jest to ile z Lunki zachowania zaczerpnęła Gapcia a Lunka z Gapci. Właściwie mamy dwa psio-koty. :)


































































































A jak wołamy na nasze zwierzaki? U nas w domu rzadko nazywa się rzeczy po imieniu. :)

Gapcia to - Gapciolina, Gapcioszek, Krupulinka, Gapcionek, Krum-pu-lumpum, Gapciolineczek, Gapiszcza, Pies Ogrodnika (przez te kwiatki), Diabeł Wcielony, Szczur Paskudny, Gapolek, Gapinek

Lunka to - Luneczek, Lunek, Luncisław, Luninulinek, Luneczulek, Genowewcia, Luncioch, Sierściuch, Kłębuszek, Luniątko, Kocur Przebrzydły, Batman, Luciuch itp itd...

(jak mi się jeszcze przypomni to dopiszę)
SHARE:

2 komentarze

  1. ja też dokumentuję wszelki szkody dokonane przezn naszych milusińskich, czasem wcale do śmiechu mi nie jest:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem jak to jest bo też mam psa. Jak był szczeniakiem trzeba było mieć oczy dookoła głowy.

    OdpowiedzUsuń

© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig